Naznaczeni

Audio-reportaż Beaty Zajączkowskiej z Indii. Doktor Helena Pyz oprowadza po ośrodku, w którym mieszkają młodzi naznaczeni, wyrzuceni na margines - do najniższych kast - Hindusi. Jeevodaya - tak nazywa się miejsce, w którym zamazuje się piętno, daje miłość i szansę na życie.

Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >

1/10
Początki Ośrodka – polski pallotyn ks. Adam Wiśniewski ustawił w szczerym polu trzy namioty – dla chłopców, dziewcząt i na kaplicę - i… zaczął chodzić po koloniach, by nieść pomoc trędowatym. Żyli oni w tragicznych warunkach bez dostępu do lekarza i najmniejszej szansy na zdobycie choćby najniższego wykształcenia.
2/10
Jeevodaya w sanskrycie oznacza świt życia a w myśli założyciela ośrodek ma być po prostu domem trędowatych.
3/10
Jeevodaya w sanskrycie oznacza świt życia a w myśli założyciela ośrodek ma być po prostu domem trędowatych.
4/10
Najlepszymi współpracownikami są byli trędowaci – mówi doktor Helena Pyz. Bezpłatne leki i obecność białego lekarza ściągają do przychodni chorych z wiosek oddalonych nieraz o setki kilometrów. Obok trądu leczy się tu bardzo popularną gruźlicę i coraz częściej AIDS.
5/10
Najlepszymi współpracownikami są byli trędowaci – mówi doktor Helena Pyz. Bezpłatne leki i obecność białego lekarza ściągają do przychodni chorych z wiosek oddalonych nieraz o setki kilometrów. Obok trądu leczy się tu bardzo popularną gruźlicę i coraz częściej AIDS.
6/10
Trąd można całkowicie wyleczyć. Jeden warunek musi być wcześnie zdiagnozowany, a chory musi regularnie przyjmować leki. O zachorowaniu świadczą plamy na skórze, pobiera się z nich wycinek na obecność bakterii mycobacterium leprae.
7/10
Trąd można całkowicie wyleczyć. Jeden warunek musi być wcześnie zdiagnozowany, a chory musi regularnie przyjmować leki. O zachorowaniu świadczą plamy na skórze, pobiera się z nich wycinek na obecność bakterii mycobacterium leprae.
8/10
Edukacja zaczyna się w przedszkolu, następnie dzieci z rodzin trędowatych mogą ukończyć 12-klasową szkołę. To otwiera im furtkę do lepszego życia.
9/10
Edukacja zaczyna się w przedszkolu, następnie dzieci z rodzin trędowatych mogą ukończyć 12-klasową szkołę. To otwiera im furtkę do lepszego życia.
10/10
Edukacja zaczyna się w przedszkolu, następnie dzieci z rodzin trędowatych mogą ukończyć 12-klasową szkołę. To otwiera im furtkę do lepszego życia.
poprzednie
następne

Choroba i edukacja

1/9
W Ośrodku nie ma bezrobotnych. Nawet okaleczonymi trądem dłońmi można przebierać ryż, pomóc w praniu czy kuchni…
2/9
W Ośrodku nie ma bezrobotnych. Nawet okaleczonymi trądem dłońmi można przebierać ryż, pomóc w praniu czy kuchni…
3/9
W Ośrodku nie ma bezrobotnych. Nawet okaleczonymi trądem dłońmi można przebierać ryż, pomóc w praniu czy kuchni…
4/9
Ryż i sos warzywny to podstawa wyżywienia. Siedzenie na ziemi to nie kara ani dowód złych warunków panujących w ośrodku tylko hinduski zwyczaj…
5/9
Ryż i sos warzywny to podstawa wyżywienia. Siedzenie na ziemi to nie kara ani dowód złych warunków panujących w ośrodku tylko hinduski zwyczaj…
6/9
Ryż i sos warzywny to podstawa wyżywienia. Siedzenie na ziemi to nie kara ani dowód złych warunków panujących w ośrodku tylko hinduski zwyczaj…
7/9
Ryż i sos warzywny to podstawa wyżywienia. Siedzenie na ziemi to nie kara ani dowód złych warunków panujących w ośrodku tylko hinduski zwyczaj…
8/9
Starsze trędowate kobiety mają swój azyl w Domu Kobiet. Swój „majątek” trzymają w małych walizeczkach, ale mimo okaleczeń dbają by pięknie wyglądać w tradycyjnym sarii.
9/9
Starsze trędowate kobiety mają swój azyl w Domu Kobiet. Swój „majątek” trzymają w małych walizeczkach, ale mimo okaleczeń dbają by pięknie wyglądać w tradycyjnym sarii.
poprzednie
następne

Walka o jedzenie

1/8
Kościół to centrum ośrodka. Na modlitwie siadają tu obok siebie katolicy, protestanci, muzułmanie i wyznawcy hinduizmu. Dialog międzyreligijny życia nikogo tu nie dziwi.
2/8
Kościół to centrum ośrodka. Na modlitwie siadają tu obok siebie katolicy, protestanci, muzułmanie i wyznawcy hinduizmu. Dialog międzyreligijny życia nikogo tu nie dziwi.
3/8
Kościół to centrum ośrodka. Na modlitwie siadają tu obok siebie katolicy, protestanci, muzułmanie i wyznawcy hinduizmu. Dialog międzyreligijny życia nikogo tu nie dziwi.
4/8
Przy ponad 500 dzieciach uczęszczających do szkoły krawei ma zawsze pełne ręce roboty… szewc też cierpliwe naprawia zużyte obuwie. Szczególnym kunsztem musi się wykazać by dopasować sandały do zniekształconych trądem stóp.
5/8
Przy ponad 500 dzieciach uczęszczających do szkoły krawei ma zawsze pełne ręce roboty… szewc też cierpliwe naprawia zużyte obuwie. Szczególnym kunsztem musi się wykazać by dopasować sandały do zniekształconych trądem stóp.
6/8
Przy ponad 500 dzieciach uczęszczających do szkoły krawei ma zawsze pełne ręce roboty… szewc też cierpliwe naprawia zużyte obuwie. Szczególnym kunsztem musi się wykazać by dopasować sandały do zniekształconych trądem stóp.
7/8
Marzenie małych mieszkańców Jeevodaya to plac zabaw z prawdziwego zdarzenia. Na razie muszą się zadowolić kilkoma huśtawkami…
8/8
Marzenie małych mieszkańców Jeevodaya to plac zabaw z prawdziwego zdarzenia. Na razie muszą się zadowolić kilkoma huśtawkami…
poprzednie
następne

Wiara, praca i zabawa

Naznaczeni

Podobnie jak w poprzednich latach na mocy porozumienia między Sekretariatem misyjnym Jeevodaya a Pallotyńską Fundacją Misyjną salvatti.pl można odpisać 1 % swojego podatku na rzecz Ośrodka Jeevodaya.  

W tym celu we wniosku PIT należy wpisać numer KRS fundacji 0000309499, a w Informacji uzupełniającej wpisać cel szczegółowy: ”Pomoc trędowatym” lub „Indie”. Można też skorzystać z programu do wypełnienia wniosku: http://salvatti.pl/1_procent.html

W 2012 roku Fundacja z otrzymanych od Urzędu Skarbowego środków przekazała Sekretariatowi 8750 zł (odpis za 2011 r.), a w 2011 – 4321 zł ( odpis za 2010 r.).

 

 


Beata Zajączkowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >

Portret donosiciela

IPN to taka instytucja, gdzie co jakiś czas, ktoś wychodzi z czytelni, by nerwowo zapalić papierosa albo rzęsiście zakląć...

Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Kiedy paru mądrych ludzi zaczyna wprowadzać w Kościele coś nowego – nowy styl duszpasterstwa, nowy język mówienia o Bogu – to od razu pojawiają się grupy chętne do korygowania, krytykowania tych zmian według własnych „słusznych” przekonań i działają z dużym zaangażowaniem, konsekwentnie do końca swojego pobytu na ziemi.

Tacy ochotnicy pojawiali się w historii i pojawiają nadal. Ile dobrych programów duszpasterskich tkwi w  rękach owych „kościelnych skrupulantów”, nie wiem. Ale wiem, jak z takimi osobnikami musieli męczyć się pierwsi akademiccy duszpasterze, z ks. Wojtyłą na czele.

Miałam okazję prześledzić w archiwach IPN historię wdrażania programu duszpasterstwa akademickiego w Polsce po drugiej wojnie światowej, przede wszystkim w oparciu o licznie zgromadzone w aktach dominikańskich donosy. Wczytywałam się w nie z różnymi emocjami, poszukując informacji na temat ojca Joachima Badeniego (współtwórcy programu duszpasterstw akademickich). Program ten był spisywany przez wiele lat przez członków komisji powołanej wtedy przez kard. Stefana Wyszyńskiego. Uzupełniano go w oparciu o nowe doświadczenia, które zbierali charyzmatyczni zakonnicy, diecezjalni księża a także świeccy liderzy. Wszyscy wtedy poszukiwali sposobów docierania do ludzi młodych. Duszpasterze chodzili ze studentami na górskie wędrówki, palili ogniska na bieszczadzkich połoninach, organizowali spływy kajakowe i codziennie wychodzili poza stare mury Kościoła, który w tamtym czasie bardzo potrzebował ożywienia.

Kto nie zna zawartości teczek z donosami może myśleć, że był to czas, w którym Ci pierwsi duszpasterze byli wspierani przez cały Kościół. Tymczasem program wprowadzania zmian i większego angażowania świeckich w życie wspólnoty był pod stałą kontrolą władz, z którymi współpracowali „kościelni” donosiciele.

Portret donosiciela

A donosy sprowadzały na pierwszych akademickich duszpasterzy nie tylko stałą inwigilację SB, ale też zakaz opuszczania kraju. Dla przykładu: ojciec Badeni przez wiele lat nie otrzymywał paszportu na wyjazd do chorej matki mieszkającej w Szwecji.

Przeczytałam setki donosów z lat 60', 70' i 80-tych XX wieku i – poza tym, że wychodziłam nerwowo w czasie lektury, by rzęsiście zakląć – wypisywałam sobie słowa kluczowe, które nakreśliły mi portret donosiciela:

Tajność

Każdy donosiciel zabiegał o to, by nikt nie dowiedział się o jego działalności, a informacje, które przekazywał docierały wyłącznie do osób decyzyjnych, które mogłyby wpłynąć na zmianę danej sytuacji.

Skrupulatność

Praktycznie wśród donosicieli żaden nie deklarował tolerancji dla nowych inicjatyw w Kościele,  nawet, jeżeli była to msza akademicka czy rekolekcje. Te wydarzenia szczególnie przeszkadzały „przywiązanym” do tradycji zakonnikom czy osobom świeckim. Domagali się więc w donosach, by władza ludowa zrobiła porządek z tymi akademikami – czyli studentami. Każdy szmer na dominikańskich czy kurialnych krużgankach, był dla nich jak najcięższy grzech, który łamał świętą ciszę i burzył spokój pragnących pobożnie praktykować nabożeństwa. Nawet wosk na posadzce po rekolekcjach studenckich urastał w oczach donosicieli do rangi ogromnego nieszczęścia.

Powinność

„Powinno się zrobić… zakazać…” sugerował każdy donosiciel urzędnikowi, bądź funkcjonariuszowi. I ten zwrot powtarza się we wszystkich teczkach osób świeckich oraz duchownych.

Powaga (moje ulubione słowo), której często towarzyszyła też obawa.

Donosiciel w czasach PRL-u nie znosił studenckich dowcipów a wycieczki górskie, w których brali udział duszpasterze budziły obawę. Pierwsze koncerty chrześcijańskie?… – o zgrozo! Były zagrożeniem dla poważnego wizerunku Kościoła katolickiego!

Przez kilka lat krakowscy donosiciele skarżyli się też na brak powagi u duszpasterzy dominikańskich (o. Pawłowskiego i o. Badeniego), którzy pozwalali hipisom organizować tak zwane msze bitowe.

Oburzenie

Ostatnie na mojej kartce, ale daje mocny impuls donosicielowi do wygłaszania „najsłuszniejszych” przekonań na temat bliźnich oraz ich nowych projektów…

IPN to taka instytucja, gdzie co jakiś czas, ktoś wychodzi z czytelni, by nerwowo zapalić papierosa albo rzęsiście zakląć… Nie jest więc prosto dojść tam do dobrych wniosków. Jednak po wielu tygodniach lektury zdobyta wiedza i doświadczenie w badaniu dokumentów historycznych, pomagają nagle inaczej spojrzeć na to, co dzieje się w Kościele dzisiaj. A w tym nowym spojrzeniu jest i wiara, i strach.

Strach, bo pewni ludzi ciągle są wśród nas, wychowują nowe pokolenie, a kluczowe słowa są w stałym obiegu.

Wiara, bo liczba młodych ludzi zaangażowanych dzisiaj w duszpasterstwa w Kościele, jest większa niż liczba tych, którzy chcieli duszpasterstwa pogrążyć ze względu na swoje „słuszne” przekonania.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Judyta Syrek

Judyta Syrek

Manager ds PR i z-ca redaktora naczelnego portalu. Autorka popularnych książek takich jak: „Kobieta, boska tajemnica”, „Sekrety mnichów” (wyróżniona nagrodą Fenix w 2007 r.), „Uwierzcie w koniec świata”, czy „Nie bój się żyć”. Współprowadzi program w TVP1 z o. Leonem Knabitem OSB "Sekrety mnichów. Ojca Leona przepis na udane życie".

Zobacz inne artykuły tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >