Białorusini chcą być usłyszani [ROZMOWA]

O tym jak dziś wygląda sytuacja na Białorusi, o aresztowaniach kapłanów i sytuacji tamtejszego Kościoła, a także jakiej pomocy oczekują nasi sąsiedzi ze wschodu, opowiada białoruski kapłan.

Agnieszka Huf
Agnieszka
Huf
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Ks. Jan jest białoruskim księdzem katolickim, pracującym w jednym z tamtejszych miast. Ze względów bezpieczeństwa prosił o zachowanie anonimowości, dlatego jego imię zostało zmienione.


Agnieszka Huf: Czy może Ksiądz przypomnieć, dlaczego Białorusini wyszli na ulice?

ks. Jan: 9 sierpnia odbyły się wybory prezydenckie. Wieczorem ludzie poszli zobaczyć wyniki, ale w wielu punktach wyborczych pojawiła się milicja i zaczęła ludzi bić, a wyników nie podano. Pojawił się problem, bo członkowie komisji lub obserwatorzy, którzy przyglądali się przebiegowi wyborów widzieli, że na Swiatłanę Cichanouską głosowała zdecydowana większość, ale ich członkowie otrzymali do podpisania fałszywe protokoły. Tego dnia nie podano wyników, ludzie podejrzewali fałszerstwo, co spowodowało ich oburzenie i od tego się zaczęło. Przez pierwsze 3, 4 dni milicja użyła ogromnej siły, wiele osób trafiło do szpitali – sam odwiedzałem kilka osób pobitych, strasznie torturowanych. Obywatele nie mogą tego darować, dlatego czwarty miesiąc wychodzą na ulice, najczęściej w niedziele.

 

Jak teraz wygląda sytuacja na Białorusi?

Największe marsze idą w Mińsku, ale ludzie protestują też w innych miastach. Wieczorami ludzie wychodzą na podwórka, żeby wyrazić swój sprzeciw przeciwko temu, co się dzieje. W tej sytuacji Kościół nie mógł milczeć. Arcybiskup Kondrusiewicz, przewodniczący episkopatu Białorusi, apelował o podstawowe rzeczy – o poszanowanie ludzkiej godności, rozmowę, ustanie użycia siły. Niestety, nie był wysłuchany, a teraz władze nie pozwalają mu wrócić do kraju, mimo, że posiada obywatelstwo białoruskie. Nie tylko Kościół zajmuje stanowisko w tej sprawie, inne środowiska też o tym mówią – i sportowcy, i przedstawiciele związków zawodowych, i nauczyciele, i artyści – przedstawiciele różnych grup społecznych. Ze strony państwa nie ma jednak woli do dialogu. Ludzie są bardzo oburzeni.

 

Aleja Niepodległości (Mińsk), zablokowana przez pojazdy specjalne: ruchome dwupoziomowe ogrodzenia i armatki By Homoatrox – Own work, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=93894757

 

Czy wśród ludzi panuje nadzieja, ze te protesty mogą realnie zmienić sytuację? Czy to jest raczej przekonanie, że dają tylko wyraz swojemu niezadowoleniu, ale sytuacja się nie zmieni?

Mamy nadzieję, że się zmieni, choć ze strony władz pojawiają się zarzuty pod adresem tych, którzy wychodzą – że to są pijacy, prostytutki, narkomani. A tak naprawdę wychodzi inteligencja, naukowcy, przedstawiciele poważnych zawodów. Państwo musi coś z tym zrobić, do tego pogłębia się kryzys ekonomiczny. Ciągle mamy nadzieję, że się coś zmieni.

 

Czy kryzys ekonomiczny na Białorusi zaczął się w sierpniu, czy problemy były już wcześniej?

Od sierpnia odbywają się strajki, choć nie tak duże, jak były planowane, bo ludzie są zastraszeni. Wiele małych biznesów zostało zamkniętych, bo kiedy ludzie zaczęli protestować, do firm wkroczyły państwowe kontrole i pozamykały je pod różnymi pretekstami, a i milicja zniszczyła ludziom wiele lokali. Sam kryzys zaczął się wcześniej, ale ostatnio bardzo się pogłębia.

 

Kiedy z polskiej perspektywy obserwujemy to, co się dzieje na Białorusi, to przykuwa naszą uwagę,  że podczas protestów ludzie dbają o dobro wspólne – zdejmują buty, wchodząc na uliczne ławki, przechodzą tylko na zielonym świetle.

Te protesty rzeczywiście właśnie tak wyglądają – przez te 4 miesiące protestujący nie zniszczyli niczego, nie została rozbita szyba w żadnym sklepie. Milicja bije i niszczy, ale protestujący zachowują się grzecznie, przechodzą na przykład jezdnię po pasach. I to jest coś, co odróżnia Białorusinów od innych protestujących grup – ludzie chcą zmian pokojowych, nie chcą nic forsować siłą. Chcą tylko być usłyszani.

 

Protest uliczny, 16 sierpnia 2020 By Homoatrox – Own work, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=93198674

 

Czyli ze strony protestujących nie ma ataków?

Oczywiście zawsze mogą pojawić się prowokacje, ale nie było żadnych poważnych spięć ze strony protestujących.

 

Jak w tej sytuacji radzi sobie Kościół? Pojawiają się doniesienia o aresztowaniach kapłanów, arcybiskup Kondrusiewicz nie może wrócić na Białoruś…

Najważniejszym problemem jest dla nas fakt, że 31 sierpnia nie został wpuszczony na Białoruś abp Kondrusiewicz, który jest obywatelem Białorusi. Arcybiskup wystąpił z apelem do władz, żeby zatrzymać agresję milicji, żeby szanować człowieka i rozmawiać. Później biskup pomocniczy Archidiecezji Mińsko-Mohylewskiej Jury Kasabutski też wystąpił w obronie ludzi i dostał upomnienie od prokuratury generalnej, toczyła się sprawa, ale na szczęście ta sprawa ucichła. Teraz jeden ksiądz katolicki odsiaduje 10 dni aresztu, w piątek więzienie opuścił ksiądz grekokatolicki, w stosunku do dwóch kolejnych księży toczy się proces. Oprócz tego kilku księży prawosławnych też trafiło do aresztu. W sumie około 10 duchownych było uwięzionych. Zarzuty są zawsze takie same: udział w niedozwolonych zgromadzeniach – to jest artykuł 23.34 Kodeksu administracyjnego Białorusi. Już ponad 30 tysięcy ludzi zostało aresztowanych i skazanych na różne kary (więzienia i kary grzywny) na podstawie tego artykułu. Dwóch księży w Witebsku wyszło na ulicę aby się modlić, ale władze uznały, że to też jest niedozwolone zgromadzenie i zostali aresztowani, obecnie w stosunku do nich trwa proces administracyjny, ale dzięki Bogu, zostali wypuszczeni z więzienia, ale będą musieli stawić się przed sądem.

 

A czy ta sytuacja ma wpływ na codzienne funkcjonowanie Kościoła? Czy ze strony władz zdarza się zakłócanie nabożeństw czy jakieś inne problemy?

W sierpniu było kilka sytuacji, kiedy milicja zamknęła ludzi w kościele, żeby rozganiać zgromadzonych przed kościołem – tak przynajmniej tłumaczyli funkcjonariusze. Natomiast nabożeństwa nie są przerywane.

 

Kto kieruje teraz Kościołem na Białorusi?

Abp Kondrusiewicz – przewodniczący Episkopatu, kieruje na odległość białoruskim Kościołem, a w archidiecezji Mińsko-Mohylewskiej jest dwóch biskupów pomocniczych, jeden w Mińsku, drugi w Mohylewie i w porozumieniu z arcybiskupem prowadzą Kościół już czwarty miesiąc.

 

Kilka dni temu w mediach pojawiła się informacja, że abp Kondrusiewicz zamierza za pośrednictwem nuncjusza zwrócić się do Ojca Świętego z rezygnacją ze stanowiska metropolity.

Tak – zamierza zrobić to zgodnie z prawem kanonicznym, bo 3.01 arcybiskup kończy 75 lat i wtedy powinien prosić Ojca Świętego o rezygnację z urzędu. Nie wiemy jednak, jaką decyzję podejmie papież.

 

Specjalne pojazdy wojsk wewnętrznych lub AMAP / OMON: przesuwanie dwupoziomowych płotów i armatek wodnych z lemieszami By Homoatrox – Own work, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=93684157

 

Jakiej pomocy oczekują Białorusini? Co my, jako Polacy, możemy dla Białorusi zrobić?

Już teraz Polska i inne kraje UE dużo robią, przyjmując naszych ludzi, którzy wyjeżdżają z Białorusi – wielu naszych rodaków wyjechało, bo nie mogą tu pracować. Przed sierpniem na Białorusi było dużo informatyków, była bardzo rozwinięta struktura IT, ale teraz nie ma możliwości prowadzenia firm, wiele z nich zostało zamkniętych po protestach. Wielu ludzi wyjechało więc do Polski, Niemiec czy na Litwę i te kraje ich przyjmują, często bez specjalnych pozwoleń na pracę. To jest bardzo duża pomoc. Czujemy, że nie jesteśmy sami w tej walce. Nie czekamy na wsparcie finansowe, bo ono jest niemożliwe – środki finansowe z zagranicy są blokowane, nie da się przekazać pomocy materialnej. Ale bardzo jest nam potrzebne wsparcie duchowe, modlitwa.

 

Agnieszka Huf

Agnieszka Huf

Z urodzenia (i przekonania!) – Ślązaczka. Z zawodu – psycholog. Z pasji – bibliofil, człowiekolub, autostopowiczka. A to wszystko traci na znaczeniu wobec najważniejszego: z woli Ojca – dziecko Boże. Uczestniczka Akademii Dziennikarstwa 2017/18.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Agnieszka Huf
Agnieszka
Huf
zobacz artykuly tego autora >

Jak spotkać się z Bogiem w Jego Słowie?

"Jestem przekonana, że modlitwa Słowem za każdym razem coś w nas zostawia, nigdy nie pozostaje bezowocna, nawet, jeśli to owocowanie będzie odłożone w czasie." O tym jak spotkać żywego Boga w Słowie, rozmawiamy z s. Magdaleną Wielgus MChR, Misjonarką Chrystusa Króla dla Polonii Zagranicznej.

Anna Koźlik
Anna
Koźlik
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Anna Koźlik: Czy można rozkochać w Piśmie Świętym?

Siostra Magdalena Wielgus MChR: U mnie było to doświadczenie żywego Słowa, które jest spójne z moim życiem, które ze mną dialoguje, precyzyjnie mnie diagnozuje i zaprasza do odpowiedzi. Ale takie czytanie Pisma Świętego to dopiero kwestia ostatnich 11 lat. Wcześniej traktowałam Biblię jak coś w rodzaju świętej „instrukcji obsługi” życia. Owszem, to Słowo Boga, ważne i najświętsze –  ale jednak „instrukcja”. Sytuacja zmieniła się pewnego dnia, podczas rekolekcji Lectio divina. Najpierw Pan mnie delikatnie prowadził do tego, abym zobaczyła swoją kondycję i kiedy już dokładnie ją nazwałam, dał mi tekst Ewangelii, który zwalił mnie z nóg!

 

To znaczy?

Byłam w totalnym szoku, że we fragmencie, którym mieliśmy się modlić w czasie rekolekcji (a więc nie szukałam go specjalnie dla siebie, nie otwierałam też Pisma na chybił-trafił, po prostu to Słowo było dane nam wszystkim) odnalazłam wprost sformułowania, którymi wcześniej określiłam swój stan. W dodatku zobaczyłam także jego konsekwencje i – co najważniejsze – kierunek, co dalej z tym zrobić. I wolność! To było niesamowite doświadczenie spotkania nie tyle z tekstem, co z Osobą. Trzymając wtedy Pismo Święte przekonywałam się, że mam w rękach coś żywego, że to Słowo nie tyle mnie poucza, co wchodzi ze mną w interakcję: słucha, mówi, dostosowuje się do mojego tempa i cierpliwie prowadzi… Do dziś tamto wydarzenie jest dla mnie przełomem nie tylko w czytaniu Pisma Świętego, ale w ogóle w życiu. Dopiero po nim z mądrych książek o Biblii dowiedziałam się, że jej sens moralny, czyli to, co ja nazywałam „świętą instrukcją jak żyć”, jest ważny, ale nie najważniejszy. Pierwszorzędne jest spotkanie z żywą Osobą Jezusa Chrystusa. Stąd wynika cała reszta, czyli choćby to, jak postępować, co robić, a czego unikać. Z tego właśnie powodu my, chrześcijanie, choć mamy swoją świętą Księgę, nie jesteśmy religią Księgi, ale Osoby. Jeśli ktoś przeżyje takie doświadczenie spotkania z Osobą, to myślę, że nie może nie rozkochać się w Biblii.

 

Siostra jest siostrą, osobą konsekrowaną. Z punktu widzenia żony, mamy – czyli kobiety, która wybrała inną drogę, wydaje się, że ma Siostra więcej czasu na medytację Słowa, a to przecież nie do końca tak. Jakie “lifehacki” usprawniają regularną modlitwę? Pora dnia, wygospodarowany czas?

Rzeczywiście mnie jest o tyle łatwiej, że mam z góry zaplanowany czas na medytację, ujęty w planie dnia, a szerzej w Konstytucjach mojego Zgromadzenia. Ale jak wiemy przewrotna ludzka natura zawsze znajdzie powód, żeby sobie odpuścić. Zwłaszcza, że w zakonie też pracy nie brakuje. Nie jestem więc zwolniona z czuwania. Ono jest podwójne. Z jednej strony nad wiernością temu czasowi na medytację, a z drugiej nad tym, aby nie popaść w rutynę, kiedy modlę się Słowem każdego dnia, ale właśnie ożywiać w sobie świadomość spotkania z Osobą, ciekawość Jej, tego, co ma mi do powiedzenia, tego dialogu, który ma szansę między nami zaistnieć. Tym, co pomaga w regularnym czytaniu Biblii jest wygospodarowanie czasu z uwzględnieniem realiów swojego życia. Bywa tak, że w początkowym zapale robimy postanowienia, które nie mają szans się ostać w zderzeniu z realizmem codzienności. I kiedy kilka razy nam nie wyjdzie stwierdzamy, że to nie ma sensu i dajemy sobie spokój. A to nie tak. Błąd był na samym początku. Jeśli spojrzymy realnie na swoje obowiązki i swoją kondycję, a jednocześnie naprawdę zależy nam na czytaniu Słowa, odpowiedni czas się znajdzie. A potem już tylko wytrwałość i konsekwencja.

 

 

Zagrożenie literalnego czytania Słowa jest dość powszechne. Kiedy otwieram przypadkowo i czytam „Poszedł i się powiesił” a potem „Idź ty i czyń podobnie” to co wtedy? Czy w czytaniu Pisma osoby wierzące potrzebują przewodnika?

Ja w ogóle nie jestem fanką otwierania Biblii na chybił-trafił. Rozumiem, że w życiu niektórych rzeczywiście w taki sposób Pan zadziałał, natomiast ja o wiele bezpieczniej czuję się na drodze modlitwy Słowem z dnia, które cały Kościół czyta w liturgii, bo tu mam pewność, że nie będzie mowy o żadnej przypadkowości. Co w sytuacjach, kiedy nie rozumiemy Słowa, kiedy jest ono dla nas trudne lub szokujące? Przewodnik jest potrzebny. I to nie tylko wtedy i nie tylko osobom, które nie mają przygotowania teologicznego lub nie posiadają komentarzy biblijnych. Nikt nie jest sędzią we własnej sprawie, czasem trudno nam zdroworozsądkowo ocenić poruszenia wewnętrzne, które pojawiają się przy okazji modlitwy Słowem (zwłaszcza, kiedy dochodzą emocje), dlatego ważne jest, aby każde doświadczenie duchowe było poddane obiektywizacji ze strony kogoś drugiego. Mam na myśli spowiednika lub kierownika duchowego. W moim życiu te dwie rzeczy: modlitwa Słowem i poddawanie jej owoców rozeznaniu wraz z kierownikiem idą w parze. I to się najlepiej sprawdza.

 

Od czego zacząć w szukaniu bratniej postaci wprost z Pisma? Która księga, postać? Czym się kierować? Kto jest Siostrze najbliższy?

Chyba po prostu trzeba zacząć od czytania. Czasem będzie tak, że od razu odnajdziemy się w jakichś historiach biblijnych i ich bohaterowie natychmiast staną się nam bliscy. Innym razem „oczytany” wcześniej tekst „uaktywni” się dopiero po czasie i jakaś biblijna postać, którą poznaliśmy wcześniej przypomni się i przeprowadzi nas przez bieżące doświadczenie. Ja tak miałam z Esterą. Najpierw przeczytałam jej historię, a potem pojawiła się w moim życiu bardzo trudna sytuacja – czekała mnie rozmowa, która dla mnie była sprawą wielkiej wagi. I wtedy wróciła Estera. Jej modlitwa przed pójściem do króla Aswerusa stała się wtedy też moją modlitwą. Absolutnie przeprowadziła mnie przez tamto doświadczenie. Mam wiele takich sytuacji, że w jakimś momencie życia tekst, który czytałam dużo wcześniej, nagle „ożywał” – interpretował to, co się działo, pokazywał kierunek… Według mnie najważniejsze jest dać się Panu nakarmić Słowem (nawet, jeśli nie od razu je rozumiemy) i zostawić Mu wolną rękę. W odpowiednim czasie podeśle odpowiedniego człowieka z Biblii. Ja to właśnie tak przeżywam, dlatego mam wiele biblijnych bratnich dusz.

 

Co Siostra dostaje dzięki stałemu kontaktowi ze Słowem? Czy każdy to może dostać, czy jednak to takie “boskie copyright”, indywidualnie dla każdego?

Tym, co dostaję, jest przede wszystkim kontakt z Osobą Jezusa, pogłębienie relacji z Nim. To jest najważniejsze i przy czytaniu Słowa z wiarą, z poddaniem się prowadzeniu Ducha Świętego, każdy ma szansę to dostać. Z tego dopiero wynika poznawanie Jego woli, ale też poznawanie siebie samej (Biblia jest jak lustro, można się w niej przeglądać na każdym etapie życia; Słowo „rośnie” wraz z nami i nawet dobrze znane fragmenty czytane po raz kolejny pokazują nowe rzeczy i o Bogu, i o nas) i to także możemy otrzymać wszyscy. A że jesteśmy różni, każdy z nas ma indywidualną drogę duchową, toteż doświadczenie obecności Boga przez Słowo w życiu każdego z nas także będzie niepowtarzalne. Jestem przekonana, że modlitwa Słowem za każdym razem coś w nas zostawia, nigdy nie pozostaje bezowocna, nawet, jeśli to owocowanie będzie odłożone w czasie. W końcu sam Pan obiecał, że słowo, które wychodzi z Jego ust, nie wraca do Niego bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciał, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa (por. Iz 55, 10-11).

 

Anna Koźlik

Anna Koźlik

Mgr teologii, doradca rodzinny, nauczyciel Instytutu Naturalnego Planowania Rodziny, założycielka strony Płodna.pl. Lubi mówić i pisać o małżeństwie, seksualności i teologii ciała.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Anna Koźlik
Anna
Koźlik
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap