Nasze projekty
Agnieszka Huf

Białorusini chcą być usłyszani [ROZMOWA]

O tym jak dziś wygląda sytuacja na Białorusi, o aresztowaniach kapłanów i sytuacji tamtejszego Kościoła, a także jakiej pomocy oczekują nasi sąsiedzi ze wschodu, opowiada białoruski kapłan.

Reklama

Ks. Jan jest białoruskim księdzem katolickim, pracującym w jednym z tamtejszych miast. Ze względów bezpieczeństwa prosił o zachowanie anonimowości, dlatego jego imię zostało zmienione.


Agnieszka Huf: Czy może Ksiądz przypomnieć, dlaczego Białorusini wyszli na ulice?

ks. Jan: 9 sierpnia odbyły się wybory prezydenckie. Wieczorem ludzie poszli zobaczyć wyniki, ale w wielu punktach wyborczych pojawiła się milicja i zaczęła ludzi bić, a wyników nie podano. Pojawił się problem, bo członkowie komisji lub obserwatorzy, którzy przyglądali się przebiegowi wyborów widzieli, że na Swiatłanę Cichanouską głosowała zdecydowana większość, ale ich członkowie otrzymali do podpisania fałszywe protokoły. Tego dnia nie podano wyników, ludzie podejrzewali fałszerstwo, co spowodowało ich oburzenie i od tego się zaczęło. Przez pierwsze 3, 4 dni milicja użyła ogromnej siły, wiele osób trafiło do szpitali – sam odwiedzałem kilka osób pobitych, strasznie torturowanych. Obywatele nie mogą tego darować, dlatego czwarty miesiąc wychodzą na ulice, najczęściej w niedziele.

Reklama

Jak teraz wygląda sytuacja na Białorusi?

Największe marsze idą w Mińsku, ale ludzie protestują też w innych miastach. Wieczorami ludzie wychodzą na podwórka, żeby wyrazić swój sprzeciw przeciwko temu, co się dzieje. W tej sytuacji Kościół nie mógł milczeć. Arcybiskup Kondrusiewicz, przewodniczący episkopatu Białorusi, apelował o podstawowe rzeczy – o poszanowanie ludzkiej godności, rozmowę, ustanie użycia siły. Niestety, nie był wysłuchany, a teraz władze nie pozwalają mu wrócić do kraju, mimo, że posiada obywatelstwo białoruskie. Nie tylko Kościół zajmuje stanowisko w tej sprawie, inne środowiska też o tym mówią – i sportowcy, i przedstawiciele związków zawodowych, i nauczyciele, i artyści – przedstawiciele różnych grup społecznych. Ze strony państwa nie ma jednak woli do dialogu. Ludzie są bardzo oburzeni.

Aleja Niepodległości (Mińsk), zablokowana przez pojazdy specjalne: ruchome dwupoziomowe ogrodzenia i armatki By Homoatrox – Own work, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=93894757

Czy wśród ludzi panuje nadzieja, ze te protesty mogą realnie zmienić sytuację? Czy to jest raczej przekonanie, że dają tylko wyraz swojemu niezadowoleniu, ale sytuacja się nie zmieni?

Reklama

Mamy nadzieję, że się zmieni, choć ze strony władz pojawiają się zarzuty pod adresem tych, którzy wychodzą – że to są pijacy, prostytutki, narkomani. A tak naprawdę wychodzi inteligencja, naukowcy, przedstawiciele poważnych zawodów. Państwo musi coś z tym zrobić, do tego pogłębia się kryzys ekonomiczny. Ciągle mamy nadzieję, że się coś zmieni.

Czy kryzys ekonomiczny na Białorusi zaczął się w sierpniu, czy problemy były już wcześniej?

Od sierpnia odbywają się strajki, choć nie tak duże, jak były planowane, bo ludzie są zastraszeni. Wiele małych biznesów zostało zamkniętych, bo kiedy ludzie zaczęli protestować, do firm wkroczyły państwowe kontrole i pozamykały je pod różnymi pretekstami, a i milicja zniszczyła ludziom wiele lokali. Sam kryzys zaczął się wcześniej, ale ostatnio bardzo się pogłębia.

Reklama

Kiedy z polskiej perspektywy obserwujemy to, co się dzieje na Białorusi, to przykuwa naszą uwagę,  że podczas protestów ludzie dbają o dobro wspólne – zdejmują buty, wchodząc na uliczne ławki, przechodzą tylko na zielonym świetle.

Te protesty rzeczywiście właśnie tak wyglądają – przez te 4 miesiące protestujący nie zniszczyli niczego, nie została rozbita szyba w żadnym sklepie. Milicja bije i niszczy, ale protestujący zachowują się grzecznie, przechodzą na przykład jezdnię po pasach. I to jest coś, co odróżnia Białorusinów od innych protestujących grup – ludzie chcą zmian pokojowych, nie chcą nic forsować siłą. Chcą tylko być usłyszani.

Protest uliczny, 16 sierpnia 2020 By Homoatrox – Own work, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=93198674

Czyli ze strony protestujących nie ma ataków?

Oczywiście zawsze mogą pojawić się prowokacje, ale nie było żadnych poważnych spięć ze strony protestujących.

Jak w tej sytuacji radzi sobie Kościół? Pojawiają się doniesienia o aresztowaniach kapłanów, arcybiskup Kondrusiewicz nie może wrócić na Białoruś…

Najważniejszym problemem jest dla nas fakt, że 31 sierpnia nie został wpuszczony na Białoruś abp Kondrusiewicz, który jest obywatelem Białorusi. Arcybiskup wystąpił z apelem do władz, żeby zatrzymać agresję milicji, żeby szanować człowieka i rozmawiać. Później biskup pomocniczy Archidiecezji Mińsko-Mohylewskiej Jury Kasabutski też wystąpił w obronie ludzi i dostał upomnienie od prokuratury generalnej, toczyła się sprawa, ale na szczęście ta sprawa ucichła. Teraz jeden ksiądz katolicki odsiaduje 10 dni aresztu, w piątek więzienie opuścił ksiądz grekokatolicki, w stosunku do dwóch kolejnych księży toczy się proces. Oprócz tego kilku księży prawosławnych też trafiło do aresztu. W sumie około 10 duchownych było uwięzionych. Zarzuty są zawsze takie same: udział w niedozwolonych zgromadzeniach – to jest artykuł 23.34 Kodeksu administracyjnego Białorusi. Już ponad 30 tysięcy ludzi zostało aresztowanych i skazanych na różne kary (więzienia i kary grzywny) na podstawie tego artykułu. Dwóch księży w Witebsku wyszło na ulicę aby się modlić, ale władze uznały, że to też jest niedozwolone zgromadzenie i zostali aresztowani, obecnie w stosunku do nich trwa proces administracyjny, ale dzięki Bogu, zostali wypuszczeni z więzienia, ale będą musieli stawić się przed sądem.

A czy ta sytuacja ma wpływ na codzienne funkcjonowanie Kościoła? Czy ze strony władz zdarza się zakłócanie nabożeństw czy jakieś inne problemy?

W sierpniu było kilka sytuacji, kiedy milicja zamknęła ludzi w kościele, żeby rozganiać zgromadzonych przed kościołem – tak przynajmniej tłumaczyli funkcjonariusze. Natomiast nabożeństwa nie są przerywane.

Kto kieruje teraz Kościołem na Białorusi?

Abp Kondrusiewicz – przewodniczący Episkopatu, kieruje na odległość białoruskim Kościołem, a w archidiecezji Mińsko-Mohylewskiej jest dwóch biskupów pomocniczych, jeden w Mińsku, drugi w Mohylewie i w porozumieniu z arcybiskupem prowadzą Kościół już czwarty miesiąc.

Kilka dni temu w mediach pojawiła się informacja, że abp Kondrusiewicz zamierza za pośrednictwem nuncjusza zwrócić się do Ojca Świętego z rezygnacją ze stanowiska metropolity.

Tak – zamierza zrobić to zgodnie z prawem kanonicznym, bo 3.01 arcybiskup kończy 75 lat i wtedy powinien prosić Ojca Świętego o rezygnację z urzędu. Nie wiemy jednak, jaką decyzję podejmie papież.

Specjalne pojazdy wojsk wewnętrznych lub AMAP / OMON: przesuwanie dwupoziomowych płotów i armatek wodnych z lemieszami By Homoatrox – Own work, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=93684157

Jakiej pomocy oczekują Białorusini? Co my, jako Polacy, możemy dla Białorusi zrobić?

Już teraz Polska i inne kraje UE dużo robią, przyjmując naszych ludzi, którzy wyjeżdżają z Białorusi – wielu naszych rodaków wyjechało, bo nie mogą tu pracować. Przed sierpniem na Białorusi było dużo informatyków, była bardzo rozwinięta struktura IT, ale teraz nie ma możliwości prowadzenia firm, wiele z nich zostało zamkniętych po protestach. Wielu ludzi wyjechało więc do Polski, Niemiec czy na Litwę i te kraje ich przyjmują, często bez specjalnych pozwoleń na pracę. To jest bardzo duża pomoc. Czujemy, że nie jesteśmy sami w tej walce. Nie czekamy na wsparcie finansowe, bo ono jest niemożliwe – środki finansowe z zagranicy są blokowane, nie da się przekazać pomocy materialnej. Ale bardzo jest nam potrzebne wsparcie duchowe, modlitwa.

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite