Cieszę się, że tutaj jestem

„Tak szczerze, to mam takie wrażenie, że ziemia ta została opuszczona przez Boga, a ja mam siły, które na pewno nie pochodzą ode mnie”.

Ewelina
Krasnowska
zobacz artykuly tego autora >
Benedykt
Pączka OFMCap
zobacz artykuly tego autora >

Z Eweliną Krasnowską – świecką wolontariuszką, od września 2013 roku posługującą w Republice Środkowoafrykańskiej rozmawiał br. Benedykt Pączka.

Benedykt Pączka OFMCap: To już 2 tygodnie tej beznadziejnej sytuacji w RCA.  Jak sobie z nią radzisz?

Ewelina Krasnowska: Od momentu tego drugiego ataku postanowiłam być przygotowana i nie dać się zaskoczyć.

Na czym polega to przygotowanie?

Moje najcenniejsze rzeczy są w centrum kulturalnym, mam tutaj też najpotrzebniejsze rzeczy do przeżycia, do przetrwania. Ze względu na to, że żyjemy w cieniu Seleki, która trzyma wartę 7 km od nas, staram się nie przebywać w domu, ponieważ na misji możemy być napadnięci. Przez cały ten czas towarzyszy mi mój małym plecak, w którym mam dokumenty, paszport, pieniądze, oraz szczoteczkę i pastę do zębów.

Cieszę się, że tutaj jestem

Ile dni jesteś w stanie jeszcze wytrzymać?

Tyle ile trzeba – przyzwyczaiłam sie do takiego spędzania czasu, ale nie wyobrażam sobie też, żeby taka sytuacja mogła trwać w nieskończoność. Na obecną chwilę  jedyne co możemy robić, to być z tymi ludźmi, a także wołać o pomoc.

Jak twoja rodzina reaguje na to, co się dzieje w tym kraju?

Dla mojej rodziny nie jest istotne, że są wojny na świecie, gdy ich to bezpośrednio nie dotyka. Przejmują się jedynie tym, że ja jestem w takim kraju, gdzie panuje wojna. Moja mama często dzwoni, śledzą informacje w mediach, a także facebook br. Benka.

Dlaczego nie chcesz wracać do Polski?

Po pierwsze, wydaje mi się, że co najgorsze to już za nami, po drugie, wszystkie nasze działania prowadzą ku temu, żeby więcej nie spotkać się twarzą w twarz z Seleką. Po trzecie, jak misjonarze wyjadą, budynki misyjne i dzieła, które są przez nas prowadzone, popadną w ruinę.

Cieszę się, że tutaj jestem

Co Cię najbardziej fascynuje tutaj – na misji w Ngaoundaye?

Przede wszystkim ludzie, którzy bardzo się różnią od nas – Europejczyków – w swoich zachowaniach, sposobie myślenia i postępowania. Lubię spotykać się z młodzieżą i dziećmi, a także uczestniczyć w ich codziennym życiu. Integracja poprzez sport i zabawę pozwala nam na poznanie się wzajemnie, na wymianę zdań a także naukę języków.

Przeżyłaś dwa napady Seleki. Co było najtrudniejsze dla Ciebie?

Rozmowa, negocjacje. Nie mówili po francusku, a kiedy coś nie szło po ich myśli, grozili bronią. Również konfrontacja z rzeczywistością, która była. Zostać na miejscu, uciekać, rozmawiać z Seleką… Dużo pytań przychodziło na myśl i poznałam, że w momencie zagrożenia…  uciekam.

Czy myślisz, że oni są w stanie zabić misjonarzy, tych, którzy pracują tutaj na misjach?

Myślę, że mogliby zabić każdego: osobę cywilną, misjonarza. Są bezkarni, mogą zabić, a później uciec do Czadu. Kto ich będzie szukał, wyciągał konsekwencje? Są młodzi i często pod wpływem narkotyków. Mogą nie kontrolować tego, co robią.

Cieszę się, że tutaj jestem

Co lub kto daje Ci siłę, aby być tutaj w obliczu wojny domowej?

Tak szczerze, to mam takie wrażenie, że ziemia ta została opuszczona przez Boga, a ja mam siły, które na pewno nie pochodzą ode mnie.

Wiele osób z Polski i zagranicy modli sie za nas i pyta, w jaki sposób nam pomóc? Czego najbardziej Ci potrzeba? 

Oprócz modlitwy potrzebujemy żywności. Seleka ukradła nam wszystko, co mieliśmy. Droga do Kamerunu, gdzie zazwyczaj robimy zakupy, jest nieprzejezdna, most spalony. Straciliśmy baterie, które służyły jako źródło elektryczności, 2 samochody, prawie wszystkie telefony, komputery, pieniądze, rzeczy osobiste, jak ubrania czy obuwie.

Powiedz nam o jakimś szczególnym momencie, osobie, wydarzeniu, które Cię bardzo dotknęło podczas tych dni rebelii.

Mam przed oczami jeden obraz – kobiety afrykańskiej, która chroniła sie u nas, ale gdy niebezpieczeństwo zbliżało się, opuściła naszą misję. Kiedy Seleka zaatakowała nas, wiedząc o tym, całą noc nie mogła spać. Później, jak nam opowiadała, zadawała sobie pytanie, co się z nami dzieje, czy żyjemy, czy nam się nic nie stało. Widziałam naprawdę jej troskę. Na co dzień współpracuje z nami, pracuje jako szkolna pielęgniarka. Druga sytuacja, którą sobie przypominam, to moment naszej ucieczki, gdy pewien mężczyzna, który prowadził nas do brusu (busz), po pewnym czasie powiedział, że dalej nie idzie, i że nie może uciekać, bo jest mężczyzną. Odprowadził nas inny, młodszy chłopak, wytłumaczył mu w języku sango, gdzie ma nas prowadzić. To piękne świadectwo uświadomiło mi, kto w rodzinie jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo. Tu jest tak faktycznie, że mężowie odprowadzają swoje rodziny w bezpieczne miejsce, później sprawdzają jako pierwsi czy rodzina może wrócić do domu, czy zagrożenie już minęło.

Cieszę się, że tutaj jestem

Czy opuścisz misję jak kolejny raz Twoje życie będzie zagrożone?

Nie wyjadę z naszej misji, będę uciekać do buszu, sawanny. Czekam na moment wyjazdu Seleki z tego kraju, aby móc spokojnie pracować.

Czy innym osobom świeckim poleciłabyś taki wyjazd?

Pomimo tych wszystkich wydarzeń, które miały tu miejsce, dzisiaj odczytuję to jako najlepszą decyzję w moim życiu. Polecam wszystkim, aby nie bali się spełniać swoich marzeń, nawet tych najbardziej szalonych i śmiałych. Odkąd tu jestem nigdy nie zadałam sobie pytania: „co ja tutaj robię?”. Wcześniej to samo pytanie często pojawiało się w moim życiu.

Po co właściwie tutaj przyjechałaś? Wiedziałaś, że jest wojna i sytuacja polityczna jest niespokojna?

.

Byłam w wielu miejscach, szukając organizacji, kogoś, kto mógłby mnie wysłać na misję. Wśród wielu opcji tylko jedna była realna i otwarta na moją prośbę – Zgromadzenie Służebnic Matki Dobrego Pasterza. Od razu zaczęłam się uczyć języka francuskiego, pomagałam w działalności tego zgromadzenia, i tak powoli przygotowywałam się do wyjazdu. Wiedziałam wcześniej, że w RCA jest wojna, ale pomimo tego nie przysłoniło to decyzji o moim wyjeździe. Cieszę się, że jestem tutaj…


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Ewelina Krasnowska

Zobacz inne artykuły tego autora >

Benedykt Pączka OFMCap

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ewelina
Krasnowska
zobacz artykuly tego autora >
Benedykt
Pączka OFMCap
zobacz artykuly tego autora >

Wszystkie scenariusze RCA

"Część sytuacji – kradzieży, gwałtów, porwań, dewastacji, związana jest ze stanem wyjątkowym. Na dzisiaj to państwo – RCA – nie ma właściwości, aby zapewnić swoim obywatelom czy misjonarzom zabezpieczenie społeczne. Każda noc może przynieść różne scenariusze – oby nie te najgorsze" - mówi Tomasz Grabiec OFMCap.

Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >
Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >
Tomasz
Grabiec OFMCap
zobacz artykuly tego autora >

Z ojcem Tomaszem Grabcem, Dyrektorem Sekretariatu Misyjnego Braci Mniejszych Kapucynów rozmawiają Patrycja Michońska i Sławomir Dynek.

Jaka jest teraz sytuacja w misjach, w Republice Środkowoafrykańskiej (RCA)?

Sytuacja cały czas jest napięta, gorąca. W ciągu dnia jest w miarę stabilna, natomiast najbardziej niebezpiecznie jest w nocy. Właśnie wtedy wojska rebeliantów przegrupowują się. Niektóre nasze misje znajdują się przy granicy i od tego, którą drogą rebelianci zamierzają podążać w kierunku granicy zależy, która misja będzie zagrożona. Proszę pamiętać, że to najemnicy, którzy nie mają takiego sprzętu lokalizacyjnego, który mógłby im wskazywać drogę. W nocy jest po prostu ciemno – nie ma lamp, nie ma dróg. Dlaczego czasem wybierają jakieś miejsca orientacyjne, które podpalają – nawet nie po to, by je zdewastować, ale po to, by, jak latarnia morska na oceanie – wskazywały kierunek, wyznaczały szlak. W warunkach afrykańskich korzysta się z tego, co jest pod ręką: jeżeli nocą jest zimno, po co iść po chrust do lasu, skoro można wykorzystać ławki w najbliższej szkole? To obrazuje mentalność tamtych ludzi, podejście do środków, które mają pod ręką i które wykorzystują do organizacji swojej pracy.

Wszystkie scenariusze RCA

A co przekazują Wasi misjonarze? Czy sytuacja powoli już się uspokaja i idzie ku dobremu?

Jak zakończą się te działania? Nikt z nas nie może przewidzieć. Szacuje się, że w RCA jest około 25 tysięcy wojsk rebelianckich, które są teraz pozbawione swoich władz. Część z nich na własną rękę próbuje wynagrodzić sobie wojenny trud. Dlatego część sytuacji – kradzieży, gwałtów, porwań, dewastacji, związana jest ze stanem wyjątkowym. Na dzisiaj to państwo – RCA – nie ma właściwości, aby zapewnić swoim obywatelom czy misjonarzom zabezpieczenie społeczne. Każda noc może przynieść różne scenariusze – oby nie te najgorsze.

Ale nie wszystkie Wasze misje są w niebezpieczeństwie…

W najtrudniejszej sytuacji są misje przy samej granicy. Szlak, który jest wyznaczony w kierunku granicy przebiega koło Buar, Bocarangi, Ngaoundaye, Ndim. Natomiast śmiertelne ofiary rebeliantów (z ostatnich dwóch dni – od redakcji) pochodzą z miejscowości oddalonych o około 100 kilometrów od naszych misjonarzy. Sytuacja wciąż przypomina „zaminowane pole”.

Intensywnie współpracujecie z Ministerstwem Spraw Zagranicznych i Ministerstwem Obrony Narodowej.

Wczoraj doszło do bardzo dobrego spotkania i okazuje się, że obie strony oczekiwały tej współpracy, natomiast zabrakło kontaktów bezpośrednich, żeby się spotkać i wymienić się informacjami. Każdy z nas próbował pomagać misjonarzom na miarę swoich możliwości, ale zabrakło wspólnej koordynacji. To spotkanie pokazało, że wspólnymi siłami możemy głębiej przeanalizować sytuację i wspólnie działać przede wszystkim po to, by zapewnić bezpieczeństwo Polakom i innym misjonarzom. Wiemy też, co możemy razem zrobić w przyszłości na rzecz misjonarzy i tamtej społeczności.

Wszystkie scenariusze RCA

Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie zawsze może zdradzić, co robi na rzecz Polaków w RCA. Czy ze spotkania w MSZ wynika, że rzeczywiście ministerstwo aktywnie działa, czy jesteście zadowoleni z tej współpracy?

Jestem pod dużym wrażeniem tego spotkania, zarówno jeśli chodzi o przygotowanie metodologiczne, jak i o pewnego rodzaju swoistą strategię działania. Dyplomacja ma to do siebie, że najpierw działa, a potem przekazuje informacje… Mam nadzieję, że już wkrótce będziemy sobie mogli nawzajem podziękować i życzyć dalej dobrej współpracy na przyszłość.

Co będzie z misjonarzami w RCA? Dużo mówi się o ewakuacji lub częściowej ewakuacji – przewiezieniu misjonarzy w rejony bardziej bezpieczne. Jakie są plany?

Jest to sytuacja, przed którą stajemy po raz pierwszy. Taką decyzję powinni podjąć bezpośredni przełożeni, natomiast tu chodzi o szerszą skalę działania i dlatego rozumiemy zabiegi dyplomatyczne, które opierają się na fakcie, że są to polscy obywatele, i że nasze państwo ma zapisane w konstytucji podejmowanie działań, by zabezpieczyć ich życie. Dlatego też działania te chcemy podejmować wspólnie, pokazując jakie niebezpieczeństwa mogą pojawić się w przyszłości. I z nadzieją, że poszczególne „organizmy” odpowiedzialne za osoby, które są w Afryce – podejmą właściwe decyzje.

Ojciec Benedykt Pączka powiedział nam, że misjonarze nie chcą opuszczać swoich podopiecznych, nie chcą zostawić ich samych.

Nie chcą i nie mogą. Porównałbym to do Czerwonego Krzyża. W czasie wojny Czerwony Krzyż pełni funkcję humanitarną, potrzebują go obie strony konfliktu. Dlatego nieobecność misjonarzy w kraju, gdzie jest wielkie niebezpieczeństwo wojny religijnej może przyczynić się do bardzo zgubnych konsekwencji. Na co dzień misjonarze w Republice Środkowoafrykańskiej są rozpoznawani przez jedną i drugą stronę. Ta współpraca istnieje. Byłem tam w zeszłym roku – nawet w czasie rebelii, gdy widzieli nasze samochody – kontrole były minimalne. Wszyscy wiedzieli, że nie jesteśmy zagrożeniem dla żadnej ze stron, że jesteśmy by pomagać i jednym i drugim. Prowadzimy tam edukację w szkołach katolickich – bardzo często 1/3 uczniów to chrześcijanie, a 2/3 muzułmanie. Prowadzimy odwierty na studnie – bardzo potężne inwestycje. Z tych wykopanych studni korzystają nie tylko katolicy. Korzystają wszyscy. Ludzie tam na miejscu chcą żyć w pokoju. Ani muzułmanie, ani chrześcijanie nie zapraszali obcych ludzi,  którzy zniszczyli ich kraj. Wszyscy pragną pokoju. Przecież w naszych misjach ukrywają się także muzułmanie. Nasze środki transportu w sytuacji zagrożenia przewożą niektórych muzułmanów do terenów spokojniejszych. Jako Europejczycy mamy w sobie tę wyobraźnię miłosierdzia – na końcu zawsze jest człowiek. W pierwszej kolejności chcemy tym ludziom pomagać w normalnym życiu.

Wszystkie scenariusze RCA

W niektórych przekazach przebija się informacja, że w RCA obserwujemy wojnę religijną.

Nie jest to wojna religijna, ale istnieje niebezpieczeństwo, że do wojny religijnej dojdzie. Pierwsze działania wojsk najemnych, sił Seleka, to przede wszystkim niszczenie i plądrowanie tego, co nie jest muzułmańskie. Misje chrześcijańskie – nie tylko katolickie – postrzegane są jako bogate, które można splądrować, bo kraje Zachodu i tak im pomogą. Musimy pamiętać, że RCA to jeden z najbiedniejszych krajów, który próbuje jakoś szukać pomocy – ci ludzie chcą przeżyć. Jeśli ktoś ma możliwość łatwego zarobku – bardzo szybko z tego skorzysta. Zatem jeżeli pojawia się chaos, rebelia – na początku uderza się w tych, co mają więcej – w sklep czy w bank. Przez pierwszych dziewięć miesięcy obserwowaliśmy wielką pokorę zwykłych ludzi, którzy byli poniżani, narażeni na grabież, wielokrotnie ich bliscy byli mordowani – ale oni w pewnym momencie nie wytrzymali i zaczęli się organizować. Wyobraźmy sobie, jeśli ludzie przez dwa tygodnie, dzień w dzień, albo noc w noc, uciekali w pole i żyli w strachu, że tej nocy ktoś zginie, w pewnym momencie nie mieli już nic do stracenia. Woleli zginąć w walce, chroniąc swoich bliskich, niż żyć dalej w ten sposób. Ci ludzie są wycieńczeni, nie mają leków, żadnej pomocy humanitarnej – nie mają nic do stracenia.

Planujecie pomoc i transport humanitarny wspólnie z Ministerstwem Obrony Narodowej.

W zeszłym roku udało nam się dzięki pomocy wojska – dwukrotnie wysłać pomoc humanitarną: leki, środki medyczne, książki oraz doposażenie do poszczególnych domów misyjnych. To były prawie 2 tony różnego rodzaju środków. Do tej pory ta współpraca bardzo dobrze nam się układała. Jesteśmy w kontakcie ze Sztabem i liczymy, że i tym razem uda nam się wspólnie zorganizować pomoc humanitarną. I dzisiaj będziemy między innymi o tym rozmawiać.

Wszystkie scenariusze RCA

Chcecie zebrać pieniądze czy inne dary?

Z jednej strony chodzi o rzeczy, które w miarę szybko można zorganizować. Niektóre szkolne koła misyjne zbierają ubrania. Jednak najlepiej zebrać tu fundusze i potrzebne rzeczy kupować na miejscu – to przecież też jest pomoc dla osób, które tam, w RCA mają jakieś sklepiki. Chodzi o to, by gospodarka tego kraju mogła się odbudowywać. Ci ludzie stracili wszystko. Jest to też pewna forma ożywienia gospodarki. Chcemy pomagać mądrze. Na naszej stronie: misje.kapucyni.pl zamieściliśmy numer konta i będziemy zapraszać do wspólnego działania dla Afryki.

Sekretariat Misyjny

ul. Korzeniaka 16, 30-298 Kraków

PKO BP: 97 1020 2892 0000 5502 0016 6371

Chciałby Ojciec tam wrócić? Do Afryki…

Szczerze mówiąc… Mam nadzieję, że w przyszłym roku pojadę chociaż na trochę. Afryka zmienia ludzi. Tam człowiek odkrywa, że do życia potrzeba prostych rzeczy. Tutaj mamy internet, prąd i światło. Tam ludzie liczą tak naprawdę na siebie, na swoje rodziny. Często jedzą tylko raz dziennie. A jednak myślę, że są szczęśliwsi niż my. Dlatego też osoby, które były na misjach nawet krótko, czują, że zmieniło się ich życie, zaczynają być bardziej wrażliwi na to, co dzieje się tutaj. Nie tylko Afryka potrzebuje pomocy… Jeżeli pomoc jest potrzebna – pomagajmy mądrze: by nie była jałmużną, by nie była wprowadzaniem kogoś w nędzę. Tak właśnie starają się pomagać misjonarze.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Patrycja Michońska-Dynek

Patrycja Michońska-Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >

Sławomir Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >

Tomasz Grabiec OFMCap

Zobacz inne artykuły tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >
Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >
Tomasz
Grabiec OFMCap
zobacz artykuly tego autora >