Boko Haram. Misja zabijanie

To walka o władzę i wpływy!

Krzysztof
Błażyca
zobacz artykuly tego autora >

OGHENE DO 

Uduophori budzi się przed piątą. Ludzie dzień rozpoczynają przy świecach, odmawiając „zdrowaś” w lokalnym języku orobo. Krótki czas potem w sąsiednim zborze zaczynają rzęzić głośniki. Koguty pieją wespół z zaśpiewkami mężczyzn, oddających się porannej toalecie. Czarownicy śpią. Tej nocy znowu praktykowali gusła, napawające powszechnym respektem i lękiem. W odległym o dzień drogi mieście Onitcha, brat Benedykt, któremu objawił się Pan Jezus o kulach, znów będzie musiał się zatroszczyć o kilkanaście dzieciaków z wodogłowiem, których nikt nie chciał. A nierozkładające się zwłoki błogosławionego Tansiego, spoczywające w katedrze, po raz kolejny przypomną, że coś po nas na tym świecie zostaje. Tymczasem my ruszamy do Ogriagbene. Przecinając leśne ścieżki, wioska za wioską, docieramy do rzeki…

Mętne wody

I co? – zagaduję Damiana, gdy już wykupiliśmy bilety na kolejny kurs wodną taksówką, codziennym środkiem lokomocji dla mieszkańców okolicy. Siedzimy w zbitej z desek szopie nad brzegiem Forcados, głównego traktu transportowego w Delta State na południu Nigerii. Rzeka liczy prawie 200 km, jest jedną z gałęzi Nigru i to wokół niej koncentruje się m.in. życie ponad 2,7 milionów mieszkańców wiosek położnych na terenie wikariatu apostolskiego Bomadi, młodej jednostki administracyjnej nigeryjskiego Kościoła, prowadzonej przez pochodzącego z ludu Ibo biskupa Hiacynta Oroko Egbebo.

Dla przybyłego z miejskiego molocha oniotscha (jak języku ibo określa się białych) życie nad Forcados zdać może się sielanką. Złotosłomiane dachy chatek, soczysta zieleń bujnie rosnących tu palm, kolorowe raaby zawiązane na biodrach kobiet i nagie dzieci kąpiące się w rzece, prowokują do medytacji nad rajem utraconym, pozornie tu odzyskanym przez koloryt miejsca. A jednak to złudzenie, piękne, lecz tylko złudzenie.

Boko Haram. Misja zabijanie

1/6
Biskup Hiacynt witany we wisoce Uduophori
2/6
Główna uliczka w wiosce Uduophori, w tle kościoł anglikański gdzie w soboty na niedziele pastorzy wyganiają demony
3/6
Bratu Benedyktynowi objawił się Jezus o kulach. Kult zaostał zaaprobowany przez Kościół w Nigerii
4/6
Jest drewaniana będzie murowana - trwa budowa szkoły dla dzieciaków z wioski
5/6
Dzieci napełniają butelkę skażoną wodę z rzeki. Ile z nich zachoruje! Potrzeba studni - wielu
6/6
Benedyktynki z Ozobulu podczas południowej modlitwy - w Nigerii dynamicznie powstają nowe zgromadzenia i popularne są te tradycyjne
poprzednie
następne

Owszem, życie w wioskach kieruje się swoim rytmem, a żywiołowość ludzi i poczucie wspólnoty mają w sobie coś pierwotnego, czego z trudem szukać w przesiąkniętym alienacją zachodnim świecie. Tyle, że i tutaj to życie choć piękne, barwne i soczystozielone, tak samo naznaczone jest brutalnością i zniszczeniem, bieda nierzadko ma oblicze drastyczne, a wody Forcados, oprócz ryb, przynoszą też choroby i śmierć. Ot, efekt eksploatacji tutejszego bogactwa, jakim jest ropa naftowa. Bogaci dalej się bogacą, islamska północ czerpie profity, a roponośne południe klepie biedę pozostawione samemu sobie.

Nigeria mogłaby być bogatym krajem, posiada wiele zasobów naturalnych, ale państwo nie potrafi ich wykorzystać. Problemem jest skażona woda, w której padają ryby, skorumpowany system edukacyjny. Umieralność dzieci jest tu najwyższa w całej Afryce. W szpitalach brak leków. Potrzebujmy intelektualistów, wizjonerów, którzy będą rządzić, a nie demonstracji siły – mówił podczas jednej z naszych rozmów biskup Hiacynt.

Patrzę na rzekę, w której ledwo co sami nie utonęliśmy, kiedy na środku woda zaczęła się wlewać do dziurawej łodzi, a silnik odmówił pracy. Co nas ocaliło? Modlitwa ludzi, którzy w odpowiedzi na nerwowe ruchy sternika zaczęli zmawiać pacierze? Szykowna dama w czapce ze srebrnym napisem „Jesus” też dodawała otuchy: „Nie utoniecie, potrafię pływać”.

Ludzie w łodzi krzyczeli, ale na brzegu nikt nie zwracał uwagi. Życie przychodzi i odchodzi. Lub pogrążą się w ciemnej toni rzeki. Tym razem może po prostu mieliśmy szczęście…

Dżu-dżu i demony

– A ty to za delikatny jesteś. Tu trzeba drzeć japę, inaczej nic nie zdziałasz. – Damian łypie szelmowsko okiem. Swoje już wie. Jest tu od ponad pięciu lat. Dziś już nie tylko mówi z impetem, zrozumiałym jedynie dla miejscowych awanturników, ale posługuje się tym samym pidgin english, co oni. „Nasz biały” – mówią więc o nim. Damian pochodzi z Bydgoszczy. Jego droga do Nigerii to dość awanturnicza historia. Albo motywacyjna opowiastka dla tych, co się za bardzo cackają ze swym życiem. Dość tu wspomnieć, że obecnie pracuje z ramienia biskupa Hiacynta. Wraz z Kelvinem, królewskim synem ludu Ibo, i Rafaelem, prowadzą małą misję w położonej w środku buszu wiosce Uduophori.

Żyją prosto pośród ludzi, w tych samych warunkach, co oni. Jedzą to co oni, głodują tak jak oni.

 

W ciągu ostatnich dwóch lat zbudowali kilka studni na terenie pobliskich wiosek, postawili przetwórnię wody (finał akcji zorganizowanej przez Małego Gościa Niedzielnego w 2012), stworzyli pierwszą w wiosce podstawówkę w drewnianym baraku, otworzyli przychodnię, a obecnie wykańczają murowaną szkołę (te dwa ostatnie projekty przy pomocy Fundacji Razem dla Afryki http://www.razemdlaafryki.org/ ).

 

Działają ochoczo, z oddaniem, ku uciesze biskupa, ad maiorem Dei gloriam pro publico bono. Ludziom potrzeba lekarstw i czystej wody, dzieciakom – edukacji, wszystkim – odtrutki na wszechobecne czary i uwolnienia od przekleństwa dżu-dżu.

Boko Haram. Misja zabijanie

Dżu-dżu to jest wszystko, czego się ludzie lękają, bo dżu-dżu było tam „od zawsze”, a nowa wiara w wiosce jest dopiero od 50 lat.

Dlatego, gdy papie Simonowi zmarło w rodzinie 26 dzieci i zawalił się dom, a deszcze wypłukały zakopane obok chaty dżu-dżu, to ludzie w wiosce mówili „Dżu dżu się mści”. Za co? A za zdradę. Papa Simon przed laty przyjął chrzest, byle dalej od czarów. Teraz każdy dzień rozpoczyna w kaplicy o darose Boromo Weri ofafo Ise (w orobo: w imię Ojca i Syna i Ducha). Więc dżu-dżu się mści.

 

Machine Donatus, sąsiad Papy Simona, były animista, złodziej i porywacz ludzi, a teraz przykładne dziecko boże, o dżu-dżu potrafi opowiadać godzinami. Nie pomija pikanterii o tzw. obrzędach kuli, żółtych i czerwonych świecach (każdy kolor służy czemu innemu), pudrach pętających wolę i kobietach, które pokładają się z czarownikami, aby za „dżygi-dżygi”, jak to fonetycznie określa mój rozmówca, zdobyć profity doczesne. Machine wspomina też historię nieboraczki, którą czarownik po dokonaniu bezeceństw zaczął przemieniać w węża. Ludzie, jak to ludzie – widzieli, w mediach mówili, ba, nawet biskup potwierdza, że o czymś takim było głośno. Nastoletnia Gloria spotkana o zmroku na drodze też ma dla mnie newsa – że w pobliskim zborze w sobotnie wieczory wyganiają demony. I tak trwa to do rana. Bo wyganianie demonów to w Uduophori rytuał powszedni. Podobnie jak fetysze z ludzkiego ciała, których „nie dotykaj, bo umrzesz lub spotka cię nieszczęście” oraz wiara, że kapłan dżu-dżu potrafi w jednej chwili być we wsi i w odległym o 600 km Lagos. Damian, Kelvin i Rafael walczą więc z demonami, modlą się wraz z ludźmi o oczyszczenie gospodarstw spod władzy złośliwego dżu-dżu, a poza tym roznoszą ryż po wioskach, edukują dzieciaki, a gdy trzeba, „drą japę”, bo takie tu obyczaje i tego nie zmienisz.

Boko Haram. Misja zabijanie

Śmierć na północy

– Człowiekowi Boga robicie problemy? – barczysty wojskowy krzyczy na grupę mężczyzn, zebranych wokół motocykla, którym przyjechaliśmy nad rzekę. Mototaksówki to obok łodzi podstawowy środek tutejszego transportu. „Człowiekiem Boga” nazywa Damiana, widząc jego koloratkę. O tak, „ludzie boga” są tu w poważaniu, bo i z samym Bogiem i jego miejscem w życiu człowieka się tu nie dyskutuje. Bóg w Afryce po prostu jest, a jeśli sądzisz inaczej, to znaczy, że straciłeś zmysły. Jest Bóg i jest też niestety karykatura Boga. Koszmarny obraz, którym legitymizują się bandy fanatyków. Boko Haram. Rana Nigerii. Skaza na obliczu islamu. Synonim zła. Ta nigeryjska grupa fundamentalistów, która weszła w sojusz z działającym na ternie krajów Maghrebu skrzydłem Al-Kaidy, powstała w 2001 r. W 2009 władze Nigerii zakazały jej działalności. Od tego czasu trwa brutalny dżihad Boko Haram „w imię Allaha”, a sekta dąży do ustanowienia szariatu na terenie całego kraju. Nie ma tygodnia, aby nie docierały informacje o kolejnych aktach terroru, dokonywanych przez bojowników człowieka cienia – Abubakra Shekau, o którego życiu i śmierci krążą sprzeczne informacje.

W ciągu pięcioletniej ekspansji Boko Haram na północy Nigerii, prawie 1,5 miliona ludzi zostało zmuszonych do opuszczenia swoich domów, a stany Borno, Yobe i Adamawa, będące pod kontrolą islamistów, żyją w nieustannym zagrożeniu kolejnych ataków.

Świat długo milczał o bestialstwach dokonywanych przez nigeryjskich islamistów. Uprowadzenie 300 uczennic ze szkoły w Chibok w kwietniu 2014 nadało rozgłos problemowi, z jakim zmaga się Nigeria. A przecież tylko na przełomie 2009 – 2012 ponad 50 kościołów zostało zniszczonych w atakach islamistów. Na ich celu są tak chrześcijanie, jak i „zwykli”, czyli nie-ekstremistyczni muzułmanie. Tylko w listopadzie br. ponad 120 osób zginęło w zamachu na meczet w Kano. W grudniu islamiści dokonali kolejnej masakry cywilów na północy kraju, zabijając 33 osoby i porywając co najmniej 100. W ostatnich dniach świat obiegła informacja o największej rzezi dokonanej przez Boko Haram na początku bieżącego roku. Według nigeryjskich źródeł, cytowanych przez zagraniczne media, aż 2000 osób zostało zamordowanych w ciągu pięciu dni w w mieście Baga na północy kraju. 10 tysięczne Baga zostało całkowicie zniszczone, okaleczeni mieszkańcy uciekli do buszu, ciała zabitych leżą na ulicach. Boko Haram spaliła też 16 innych okolicznych miejscowości.

Boko Haram. Misja zabijanie

A jednak wobec tych wstrząsających faktów, wciąż aktualne pozostają słowa biskupa Hiacynta:

– Trzeba podkreślić, aby na zamachy w Nigerii nie patrzeć jak na konflikt muzułmańsko-chrześcijański. To ekstremiści uważają chrześcijan za wrogów. Ale to nie jest powszechna postawa. Jest wielu muzułmanów, którzy próbują chronić chrześcijan, tak jak chrześcijanie pomagają muzułmanom. To walka o władzę i wpływy.

Boko Haram zabija bez względu na religię.

– Ich misją jest zabijanie – mówił podczas wizyty w Polsce przewodniczący Konferencji Episkopatu Nigerii abp Ignatius Ayau Kaigama,

W Nigerii żyje ok. 250 grup etnicznych. Ponad połowa Nigeryjczyków to muzułmanie. Południe jest chrześcijańskie. W małej wiosce Uduophori i okolicach, gdzie mieszka ok. 16 tys. osób, nikt nie myśli o walce w imię religii. Chrześcijanie kilku wyznań żyją tu w zgodzie z mniejszością muzułmańską. Tylko czarownicy patrzą czasem złym okiem w stronę misjonarzy, próbując kilkakrotnie podrzucić złe dżu-dżu na próg ich domu. Ale dżu-dżu nie ma mocy nad chrześcijanami, a starzy ludzie zapewniają, że „Oghene do” (Bóg jest dobry).


Możesz wesprzeć pracę misjonarzy z Uduphori poprzez Fundację Razem dla Afryki. Szczegóły:

http://www.razemdlaafryki.org/

Jeden procent:

http://www.razemdlaafryki.org/o-nas/1-procent/

Przeczytaj poetycką refleksję nad wydarzeniami opisanymi w tekście:


Cykl: Pocztówki z Uduophori



Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Krzysztof Błażyca

Zobacz inne artykuły tego autora >
Krzysztof
Błażyca
zobacz artykuly tego autora >

RCA. Jezus jest naszym dowódcą

O tragedii wojny domowej i nadziei - rozmowa z arcybiskupem Dieudonne Nzapalaingą, przewodniczącym Episkopatu Republiki Środkowoafrykańskiej (RCA).

Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >
Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >

RCA to państwo w środkowej Afryce, ogarnięte krwawą wojną domową i anarchią. To kraj, w którym palone są kościoły, zbory i meczety. Gdzie giną katolicy, protestanci i muzułmanie. To miejsce gdzie nie ma prostej odpowiedzi – kto jest winny. Ale to kraj, w którym, w kościołach katolickich schronienie przed bandytami znajdują ludzie wszystkich wyznań.

fot. Sławomir Dynek / CogitoMedia

Abp Dieudonne Nzapalainga

Księże Arcybiskupie, czy konflikt w Republice Środkowoafrykańskiej jest wojną domową czy religijną?

Nieustannie to powtarzam: konflikt w Republice Środkowoafrykańskiej nie jest konfliktem religijnym. Od wieków muzułmanie i chrześcijanie żyli u nas w sposób harmonijny. POKÓJ – to zawsze była charakterystyka obydwu wspólnot. Teraz, z powodów politycznych, ludzie wyostrzyli poczucie przynależności religijnej. Warto jednak dobrze przyjrzeć się naszej sytuacji – na czele żadnego z ugrupowań nie stoi ani ksiądz katolicki, ani pastor, ani imam. Imam – przywódca wspólnoty muzułmańskiej, spędził u mnie ostatnio pięć miesięcy. Zaprosiłem go ze względu na jego bezpieczeństwo. Przecież gdyby to był konflikt religijny, on nigdy nie przyjąłby takiego zaproszenia. Jeszcze dzisiaj w niektórych kościołach katolickich muzułmanie znajdują schronienie.

Wprawdzie sytuacja w RCA powoli się uspokaja, to wciąż dochodzą do nas wiadomości o krwawych starciach Seleki i Anti-Balaki. Niedawno słyszeliśmy o krwawym zamachu w Bangi.

Od pewnego czasu czynione są wysiłki, żeby promować inicjatywy pokojowe. Jedną z nich był mecz między ugrupowaniami Seleka i Anti-Balaka. Wszystko poszło zgodnie z planem, ale po zakończeniu meczu Anti-Balaka schwytali trzech rebeliantów z Seleki, którzy byli muzułmanami. Rozpoczęło to kolejną falę potyczek między nimi. W wigilię Wniebowstąpienia Pańskiego bójki toczyły się nawet na terenie parafii. Anti-Balaka, którzy nie mieli już broni, schronili się w parafii. Ludzie Seleki, szukając ich, zaczęli strzelać do wszystkich. 11 osób zginęło na miejscu, 9 zostało poważnie rannych. Panował totalny chaos i panika.

Rozmawiamy o Anti-Balaka i Seleka. Ci pierwsi przedstawiani są najczęściej jako chrześcijanie, a drudzy – muzułmanie.

To skomplikowane, ale warto dokładnie to wyjaśnić: „Seleka” oznacza „przymierze”. W jej skład wchodzi wiele grup, które wspólnie postanowiły przejąć władzę w stolicy, w Bangi. Dwie z nich mają pochodzenie chrześcijańskie. Trzeba tu jeszcze dodać, że Seleka dodatkowo zatrudniła rebeliantów i najemników z Czadu i Sudanu. Ludzie ci nie mówią ani po francusku ani w języku sango, tylko po arabsku. Potrafią się porozumiewać tylko z ludźmi, którzy mówią w ich języku – a więc tylko z muzułmanami. Gdy wyruszają grabić, zdobycze przynoszą właśnie do rodzin muzułmańskich.

Od dawna naciskaliśmy, by nie utożsamiać Seleki z islamem – nie wszyscy członkowie Seleki to muzułmanie; i nie wszyscy muzułmanie popierają Selekę. Natomiast Anti-Balaka to odpowiedź, konsekwencja gwałtów, rozbojów i okrucieństw. Powstała jako samoobrona. Anti-Balaka chronili się w lasach i tam przechodzili formację wojskową. Wychodząc z lasów wyglądali jak partyzanci: w mundurach, z maczetami, nożami i kijami. A chrześcijanie noszą krzyże, a nie maczety… Trzeba też podkreślić, że politycy, którzy chcieli odzyskać władzę, wcielali dzieci z tego ugrupowania do swoich formacji wojskowych. Chrześcijanie tak nie robią! Bardzo cierpię widząc to młode pokolenie, które zostało złożone w ofierze. 14-15 letni chłopcy powinni być w szkole, w ławce, a nie na ulicy z bronią.

Kiedy odwiedzałem ofiary, zdałem sobie sprawę, że wśród pokrzywdzonych, których wykorzystano, zraniono, ograbiono, którym zabito bliskich –  są zarówno chrześcijanie, jak i muzułmanie. Na pewno brakuje przestrzeni, w której jedni i drudzy spotkają się i wspólnie określą, czego potrzebują, by odbudować swoje życie. I na jakim fundamencie je odbudować. Liderzy religijni – ja, pastor i imam – spotykamy się, żeby określić ramy poszukiwania pokoju.

Co robi Kościół katolicki, żeby zakończyć tę wojnę domową?

Oczywiście pokazujemy winy i potępiamy zbrodnie, ale co ważne – staramy się budować zgodę społeczną. Dzięki pomocy Caritas zorganizowaliśmy platformy porozumienia, gdzie zaprosiliśmy muzułmanów, katolików, protestantów,  Anti-Balaka oraz Seleka. W każdej sesji formacyjnej bierze udział 50 osób. Odkrywają, że okrucieństwo, agresja – nie są rozwiązaniem problemu. Zdajemy sobie sprawę, że można dojść do porozumienia, spotykając się i wspólnie dyskutując, szukając rozwiązań.

Jak jednak przekonać tych ludzi, że zemsta nie jest rozwiązaniem? Przecież to są ogromne emocje – strach, cierpienie, obawa o swoje życie i życie najbliższych. Jak to przerwać?

Zgadzam się, że to trudne, dlatego myślę, że tak ważne jest spotkanie z nieprzyjacielem twarzą w twarz. Trzeba mu spojrzeć w oczy i wyrzucić z siebie ból, pozbyć się trucizny, którą mam w sobie. Jeśli zbieram w sobie całe to cierpienie, staję się więźniem nienawiści i jest to przyczyną mojej duchowej śmierci. Trzeba przełamać to koło, które nas więzi. Dlatego prosimy, by ludzie z Seleki i Anti-Balaki spotkali się i wytłumaczyli sobie do końca, o co im chodzi. Moją rolą jest przekonywanie ludzi, że agresja napędza agresję i trzeba wyjść z tego zaklętego kręgu. Przypominamy, że jesteśmy osobami wierzącymi i naszym szefem, przywódcą jest Jezus! On przebaczył na Krzyżu. "Ojcze! Przebacz im, bo nie wiedzą co czynią!" Ten, kto chce być chrześcijaninem musi patrzeć na Jezusa. Bóg da mu siłę. Nawet jeśli ktoś jest pełen nienawiści, agresji i przemocy – Bóg może zmienić jego serce, wypełnić je pokorą i przebaczeniem. Taką drogę proponujemy – po ludzku to nierealne, ale z pomocą Bożą – wszystko jest możliwe.

Czy te problemy chcecie rozwiązać sami, czy potrzebujecie pomocy z zewnątrz?

 Sami na pewno nie uporamy się z tym problemem. Wielokrotnie, wraz z imamem i pastorem, prosiliśmy o mediacje międzynarodowe. Mamy świadomość, że ani Anti-Balaka ani Seleka nie zapewnią nam pokoju. Polska stanowi część europejskich sił pokojowych. Jeżeli polscy żołnierze przyjadą do nas, również będą tworzyć ten element pomocy międzynarodowej. Tu chodzi o życie, o przetrwanie. Chcemy bronić ludzkiego życia.

Tylko wojsko może pomóc?

Nie tylko! Pierwsza broń – dla chrześcijan i dla muzułmanów – to modlitwa. Jeśli każdy z nas modląc się, będzie posłańcem pokoju i poniesie słowo, które ukoi serce drugiego człowieka – to będzie dzieło pojednania. Mamy czasem wrażenie, że niektórzy – z powodu interesów finansowych – dokładają drew do ognia. Przecież RCA za sprawą diamentów i złota jest bogatym krajem. W tej chwili nasze złoto przechodzi przez Sudan do krajów Bliskiego Wschodu. Ci, którzy maczają w tym palce – nie chcą zakończenia konfliktu, dlatego prawdziwi przywódcy ludu powinni się podnieść i utworzyć zjednoczony front w obronie życia ludzkiego.

W czasie kulminacji konfliktu zbrojnego w RCA, pojawiły się próby ewakuacji misjonarzy z Waszego kraju. Co ksiądz Arcybiskup o tym sądzi? Byłoby to dobre rozwiązanie?

Odpowiem tylko w swoim imieniu. Niektórzy z kapłanów opuścili swoje placówki i przenieśli się do stolicy, bo czuli zagrożenie życia. Zebrałem ich wszystkich i przypomniałem, że gdy angażowali się w pracę misyjną, zaangażowali się na całe życie, zaangażowali się dla Chrystusa. Mówiłem wtedy : "Chrystus dał swoje życie w sposób wolny, nikt Go do tego nie zmusił. Chrystus zdecydował, że odda życie za swoje owce. Wy zdecydowaliście, że oddajecie Mu swoje życie i oddajecie Mu siebie do dyspozycji. Macie w wolności podjąć decyzję, ja za was nie mogę tego zrobić".

Ja sam, będąc w Paryżu, dowiedziałem się,  że szykuje się zamach stanu i natychmiast wróciłem do kraju.  Wiedziałem,  że chcę być z moim ludem i jeśli znajdę tam śmierć – chcę umrzeć pośród mojego ludu. Powiedziałem moim kapłanom: "Jeśli chcecie wyjechać, możecie to zrobić, jesteście wolni, ale jeżeli zostaniecie – uczynicie o wiele więcej dobra, będziecie liderami, zbierzecie wokół siebie ludzi,  będziecie skałą".

Jeden z kapłanów, którzy schronili się w stolicy – wrócił do swojej parafii i zgromadził wokół siebie 700 osób – była Anti-Balaka i zaproszeni muzułmanie. Byłem wtedy w Paryżu, zadzwoniłem do niego i powiedziałem: ”Jestem z Ciebie dumny. To jest droga, którą Chrystus nam wytyczył”. Ja nikogo nie zmuszam, ja tylko przygotowuję sumienia, żeby ludzie w wolności dokonali wyboru. Po tym, jak jeden z młodych kapłanów wrócił do swojej parafii, wszyscy inni zrobili to samo.


Arcybiskup Dieudonne Nzapalainga jest obecny w Polsce w dniach 12 – 23 czerwca. W tym czasie odwiedzi wiele miast i parafii. Pierwszego dnia wizyty (12.06.2014) odprawił Mszę Świętą w kościele Opatrzności Bożej na warszawskiej Ochocie. Kościół był pełen, a na zakończenie, po świadectwie z wojny i prośbie o modlitwę, arcybiskup otrzymał potężne brawa.

Program wizyty abp. Dieudonne Nzapalaingi:

15 czerwca – Sanktuarium MB Bolesnej Królowej Polski w Licheniu

16 czerwca – Bazylika pw. Imienia NMP w Inowrocławiu

17 czerwca – Msza Święta w Trzemesznie w parafii pw. Wniebowzięcia NMP

18 czerwca – Parafia pw. Chrystusa Wieczystego Kapłana w Gnieźnie

19 czerwca – Msza Święta z procesją Bożego Ciała w Katedrze we Wrocławiu; Msza Święta w parafii św. Faustyny we Wrocławiu

20 czerwca – Parafia Świętej Bożej Rodzicielki w Bielawie, parafia NMP Matki Kościoła w Dzierżoniowie

21 czerwca – Parafia NMP Nieustającej Pomocy w Bolesławcu

22 czerwca – Parafia Miłosierdzia Bożego w Oławie, Parafia św. Michała Archanioła we Wrocławiu

23 czerwca –  Parafia św. Wawrzyńca w Wołowie



Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Patrycja Michońska-Dynek

Patrycja Michońska-Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >

Sławomir Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >
Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >