video-jav.net

Abdiasz. Prorocy od A do Z

Abdiasz to jeden z dwunastu proroków mniejszych. Jest autorem najkrótszej księgi Starego Testamentu.

ks. Piotr Jutkiewicz
ks. Piotr
Jutkiewicz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

O proroku: Nie wiemy kim dokładnie był. Mimo że imię to powtarza się wiele razy w księgach historycznych, prawdopodobnie żadne z owych wystąpień nie odnosi się do tego proroka. To najkrótsza księga całego ST (21 wersetów, 291 hebrajskich słów), a jej tekst jest częściowo powtórzeniem słów Jeremiasza. Obraz oblężenia prawdopodobnie odnosi się do zniszczenia Jerozolimy w 586 r. przed Chr.

Główne przesłanie: Treścią króciutkiej księgi jest wyrok Boży nad Edomem, który wykorzystywał upadek Judy, by łupić kraj. Oto nastąpi przyszły tryumf Izraela, który przyniesie odpłatę, wtedy kiedy nadejdzie Dzień Pański.

Cytat: Albowiem bliski jest dzień Pański przeciwko wszystkim narodom. Jak ty czyniłeś, tak będą postępować wobec ciebie: [odpowiedzialność za] czyny twoje spadnie na twoją głowę (Ab 1,15)


Poznaj innych proroków Starego Testamentu!


 

ks. Piotr Jutkiewicz

ks. Piotr Jutkiewicz

Pochodzi z Gdańska. Prezbiter Archidiecezji Warszawskiej, gdzie ukończył Archidiecezjalne Seminarium Misyjne Redemptoris Mater. Studiuje na Papieskim Instytucie Biblijnym w Rzymie.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Piotr Jutkiewicz
ks. Piotr
Jutkiewicz
zobacz artykuly tego autora >

W Radzyminie świętowano rocznicę Bitwy Warszawskiej

W 98. rocznicę Bitwy Warszawskiej na Cmentarzu Polskich Żołnierzy Poległych w 1920 roku, odbyła się w Radzyminie uroczysta msza św. z udziałem przedstawiciele władz parlamentarnych, samorządowych i Wojska Polskiego. Liturgii przewodniczył biskup pomocniczy diecezji warszawsko-praskiej Marek Solarczyk.

Polub nas na Facebooku!

Nawiązując w homilii do czytania z Apokalipsy św. Jana bp Solarczyk podkreślił, że Maryja jest „Królową Obleczoną w Słońce”, która depcze głowę węża – czyli zło, które chce zniszczyć człowieka. W sposób szczególny mogliśmy tego doświadczyć w roku 1920 – oświadczył duchowny.

– Wydawało się, że zwycięża ten apokaliptyczny smok by zniszczyć dzieci Boga. Tymczasem Maryja w znaku zwycięstwa widzianym na niebie, czy też wyrażonym w medaliku niesionym na piersi żołnierza, była niesamowitą nadzieją, że Bóg nie pozostawi człowieka samego – powiedział duchowny zachęcając do przyjęcia Bogurodzicy jako swojej Matki. – To jest dar opieki Boga, a nie obowiązek. Pozwólmy zatem by to Ona napełniała nasze serca nadzieją także dziś w tym co przeżywamy, czy czego doświadczamy – zaapelował bp Solarczyk.

Zwrócił uwagę, że konsekwencją przyjęcia Maryi jako Matki jest potraktowanie Jej dzieci jako swoich braci i siostry. – To jest zaproszenie do jedności, do tego byśmy potrafili przywoływać to co jest mocą Boga, która jest w stanie pokonać słabości – powiedział bp pomocniczy diecezji warszawsko-praskiej.

Przypomniał, że do modlitwy za Polskę by została zachowana wartość chrześcijaństwa wezwał biskupów Europy sam papież Benedykt XV.

Nawiązując do wydarzeń sprzed 98 lat zwrócił uwagę, że stając wobec zagrożenia swojego bytu Polacy potrafili się zjednoczyć. – Jedność potrafiła zakwitnąć i przynieść niesamowity plon męstwa i poświęcenia zarówno na polu walki, jak i poza frontem – gdzie szykowały się kolejne oddziały, gdzie byli przywożeni ranni, czy szykowano poległych do pochówku – powiedział kaznodzieja. Wspomniał też, że przedstawiciele wszystkich warstw społecznych w całym kraju zanosili modlitwy wierząc, że Bóg obroni.

Podkreślił, że świadectwo 1920 roku jest również zaproszeniem dla współczesnego pokolenia Polaków. – Obyśmy w naszej Ojczyźnie, zaczynając od nas, potrafili tak jak św. Elżbieta, dostrzec działanie Boga poprzez Maryję, uszanować Tę, która jest Matką naszego Pana, bo wtedy będziemy potrafili szanować zarówno nasze ziemskie matki oraz pamięć o nich, jak i naszą „Ojczyznę – Matkę” – podsumował bp Solarczyk.

Po uroczystej mszy św. na Cmentarzu Żołnierzy Wojny Polsko-Bolszewickiej 1920 roku w Radzyminie odbył się Apel Poległych. Następnie poszczególne delegacje złożyły wieńce.

KAI/ad

Wojsko Polskie na Apelu Jasnogórskim

Przed cudownym obrazem Matki Bożej na Jasnej Górze modlili się 15 sierpnia wieczorem przedstawiciele Wojska Polskiego, w dniu swojego święta. Modlitwie przewodniczył biskup polowy Wojska Józef Guzdek.

Polub nas na Facebooku!

Do kaplicy na modlitwę przybyło liczne grono generałów, oficerów i podoficerów Wojska Polskiego. Apel Jasnogórski rozpoczął się od odśpiewania Mazurka Dąbrowskiego oraz Bogurodzicy.

W towarzyszącym modlitwie apelowej rozważaniu bp Guzdek podkreślił, że w roku setnej rocznicy odzyskania niepodległości i 98. rocznicy Bitwy Warszawskiej pragniemy wyśpiewać pieśń uwielbienia Boga za to, że „płomień wolności nigdy nie zgasł w sercach naszych rodaków”. Ordynariusz wojskowy podkreślił, że odzyskana wolność była okupiona przelaną krwią i życiem złożonym na ołtarzu Ojczyzny.

Bp Guzdek powiedział, że wdzięczność należy okazać przede wszystkim polskim rodzinom, „które przekazywały gen wolności kolejnym pokoleniom córek i synów naszego narodu”, a także „ludziom Kościoła, których losy splatały się nierozerwalnie z losami narodu Polskiego”. – Kościół jest stróżem wolności, bo wierzy, że do wolności wyswobodził nas Chrystus – powiedział bp Guzdek.

Nawiązując do słów modlitwy Apelu Jasnogórskiego podkreślił, że słowa „jestem”, „pamiętam”, „czuwam”, najpełniej wyrażają misję żołnierza Wojska Polskiego. – Odzyskanie niepodległości przed stu laty kosztowało wiele cierpienia i przelanej krwi. Dziś trzeba nam strzec ojczystego domu, licząc się z trudami służby, a nawet koniecznością narażenia swojego zdrowia i życia. Polska kosztuje. Jej wolność i bezpieczeństwo kosztują, ale w obronie tych wartości warto, a nawet trzeba płacić najwyższą cenę – powiedział.

Na koniec bp Guzdek zawierzył żołnierzy Wojska Polskiego Matce Bożej. – Maryjo Hetmanko Żołnierza Wojska Polskiego naucz nas wierności Bogu i Ojczyźnie. Naucz nas wiernej służby i rzetelnej pracy. Błogosław tym, którzy dziś stoją na straży pokoju i niepodległości naszej Ojczyzny. Królowo Pokoju miej nas w swojej opiece – powiedział.

Podczas apelu jasnogórskiego obecni byli generałowie WP, m.in. gen. broni Jarosław Mika, dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych, gen. dyw. Jan Śliwka, zastępca Dowódcy Generalnego, gen. dyw. Adam Joks, zastępca Szefa Sztabu Generalnego, oficerowie, podoficerowie, żołnierze, przedstawiciele służb mundurowych i pracownicy wojska. Wielu żołnierzom obecnym w kaplicy Cudownego Obrazu towarzyszyły ich małżonki. Obecne były kompanie honorowe żołnierzy jednostek z Lublińca oraz Tarnowskich Gór, a także poczty sztandarowe.

KAI/ad

Wenezuelczyk nowym substytutem ds. ogólnych

Ojciec Święty mianował nowym substytutem ds. ogólnych w Sekretariacie Stanu Stolicy Apostolskiej dotychczasowego nuncjusza w Mozambiku, 58-letniego abp. Edgar Peña Parra.

Polub nas na Facebooku!

Obejmie o swe obowiązki 15 października i zastąpi kard. Angelo Becciu, który 28 czerwca został włączony do kolegium kardynalskiego a od 1 września pokieruje Kongregacją Spraw Kanonizacyjnych.

Abp Edgar Peña Parra urodził się 6 marca 1960 r. w Maracaibo. Święcenia kapłańskie przyjął ćwierć wieku później, 23 sierpnia 1985 roku. Po studiach na uczelniach kościelnych w swej ojczyźnie udał się do Rzymu, gdzie kontynuował swą formację w Papieskiej Akademii Kościelnej i na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim. Obok kościelnych licencjatów z teologii i filozofii uzyskał także doktorat z prawa kanonicznego ze specjalnością prawa międzynarodowego. 1 kwietnia 1993 roku podjął pracę w dyplomacji watykańskiej: kolejno w przedstawicielstwach Stolicy Apostolskiej w Kenii, Serbii, w biurze ONZ w Genewie, w nuncjaturach w Afryce Południowej Hondurasie i Meksyku.

8 stycznia 2011 roku Benedykt XVI mianował go arcybiskupem tytularnym Telepte i nuncjuszem apostolskim w Pakistanie. Sakrę biskupią przyjął z rąk tego papieża 5 lutego 2011 roku. PO 13 latach pracy w Pakistanie, od 21 lutego 2015 roku był nuncjuszem apostolskim w Mozambiku. Obok hiszpańskiego, włoskiego, angielskiego, francuskiego i portugalskiego zna także język serbsko-chorwacki.

Zadaniem substytuta do spraw ogólnych jest kierowanie pracą pierwszej sekcji watykańskiego Sekretariatu Stanu. Nadzoruje on sprawy związane z codzienną posługą kierowania Kościołem powszechnym, odpowiada za koordynację działań poszczególnych dykasterii Kurii Rzymskiej a także kwestie związane z dokumentami papieskimi i ich oficjalnymi tłumaczeniami, korespondencją Ojca Świętego, informacją oraz zarządzaniem watykańskimi mediami. W tym charakterze będzie regularnie spotykał się z papieżem.

KAI/ad

Bóg chce zbawić całego człowieka, duszę i ciało

Bóg chce zbawić całego człowieka, duszę i ciało - mówił papież Franciszek w rozważaniu przed modlitwą „Anioł Pański”. 15 sierpnia, w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny Ojciec Święty spotkał się tradycyjnie z wiernymi zgormadzonymi na placu św. Piotra. Nie było dziś natomiast środowej audiencji ogólnej.

Polub nas na Facebooku!

Oto pełny tekst papieskiego rozważania w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W dzisiejszą uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny święty wierny lud Boży z radością wyraża swoją cześć dla Matki Dziewicy. Czyni to we wspólnej liturgii, a także za pomocą tysięcy różnych form pobożności. W ten sposób wypełnia się proroctwo samej Maryi: „Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia” (Łk 1,48). Pan bowiem wyniósł swoją pokorną służebnicę. Wniebowzięcie z duszą i ciałem jest przywilejem udzielonym Najświętszej Matce Boga ze względu na jej szczególne zjednoczenie z Jezusem. Chodzi o zjednoczenie cielesne i duchowe, zapoczątkowane przez Zwiastowanie, które dojrzewało w całym życiu Maryi, poprzez jej wyjątkowy udział w tajemnicy Syna. Maryja zawsze była z Jezusem, szła za Jezusem i dlatego mówimy, że była pierwszą uczennicą.

Pozornie życie Matki Bożej toczyło się podobnie, jak zwykłej kobiety jej czasów: modliła się, prowadziła rodzinę i dom, uczęszczała do synagogi … Ale każda codzienna czynność była przez nią dokonywana zawsze w całkowitej jedności z Jezusem. A na Golgocie związek ten osiągnął swój szczyt, w miłości, we współczuciu i cierpieniu serca. Dlatego Bóg dał jej pełne uczestnictwo także w zmartwychwstaniu Jezusa. Ciało Najświętszej Matki Boga zostało zachowane od zepsucia, podobnie jak ciało Syna. To właśnie głosi prefacja dzisiejszej Mszy św.: „Nie chciałeś bowiem [Boże Wszechmogący], aby skażenia w grobie doznała Dziewica, która wydała na świat Twojego Syna, Dawcę wszelkiego życia”.

Kościół zaprasza nas dzisiaj do rozważenia tej tajemnicy: ukazuje nam ona, że Bóg chce zbawić całego człowieka, duszę i ciało. Jezus zmartwychwstał z ciałem, które wziął z Maryi; i wstąpił do Ojca ze swym przemienionym człowieczeństwem. Wniebowzięcie Maryi, ludzkiej istoty, daje nam potwierdzenie naszego przeznaczenia do chwały. Już filozofowie greccy zrozumieli, że dusza człowieka jest po śmierci przeznaczona do szczęścia. Jednak gardzili oni ciałem – uważanym za więzienie dla duszy – i nie pojmowali, że Bóg postanowił, aby także ludzkie ciało było zjednoczone z duszą w niebiańskim błogosławieństwie. To – „zmartwychwstanie ciała” – jest elementem właściwym objawieniu chrześcijańskiemu, fundamentem naszej wiary.

Wspaniała rzeczywistość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny ukazuje i potwierdza jedność osoby ludzkiej i przypomina nam, że jesteśmy powołani, aby służyć i chwalić Boga całym naszym istnieniem, duszą i ciałem. Służenie Bogu tylko ciałem byłoby działaniem niewolniczym; służenie Jemu tylko duszą, byłoby sprzeczne z naszą ludzką naturą. Wielki Ojciec Kościoła, św. Ireneusz, stwierdza, że „Chwałą Boga jest żyjący człowiek, zaś życiem człowieka jest oglądanie Boga” (Adv. haer, IV, 20, 7). Gdybyśmy tak żyli, radośnie służąc Bogu, co wyrażało by się również w wielkodusznej posłudze braciom, to nasz los w dniu zmartwychwstania, będzie podobny do losu naszej Matki niebieskiej. Będzie nam wówczas dane, by w pełni zrealizować zachętę apostoła Pawła: „Chwalcie Boga w waszym ciele!” (1 Kor 6,20), i będziemy na wieki wychwalali Go w niebie.

Prośmy Maryję, aby swoim macierzyńskim wstawiennictwem pomagała nam przeżywać nasze codzienne pielgrzymowanie w czynnej nadziei, że pewnego dnia będziemy mogli dołączyć do Niej i wszystkich świętych oraz naszych bliskich w raju.

KAI/ad

Wniebowzięta. Fakty i legendy

Jak ustosunkować się do różnych, często bardzo dziwacznych opowiadań o wniebowzięciu Maryi? Czy należy je uznać po prostu za piękne baśnie wyrażające ludową wiarę, czy też można odnaleźć w nich okruchy historycznej prawdy? Co daje nam, chrześcijanom, przekaz o Wniebowzięciu Maryi?

Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Od 64 lat katolicy zobowiązani są do przyjęcia za prawdę, że „Niepokalana Matka Boga, Maryja zawsze Dziewica, po zakończeniu ziemskiego życia z duszą i ciałem została wzięta do chwały niebieskiej” (Breviarium fidei VI, 105).

Papież Pius XII skorzystał z dogmatu o nieomylności papieskiej, aby uczynić dogmatem coś, co i tak do wieków było przedmiotem powszechnej wiary ludzi, bo Uroczystość Wniebowzięcia NMP zaliczana jest przecież do najstarszych świąt maryjnych w Kościele. Obchodzono ją już w V wieku. Kościół nie rozstrzygnął jednak nigdy, czy Maryja umarła i potem została wzięta do Nieba z ciałem i duszą, czy też przeszła do chwały Bożej, nie umierając lecz „zasypiając”. Niektórzy próbowali odpowiedzieć na te pytania i opisać szczegółowo, jak odbyło się wniebowzięcie Maryi pod względem – powiedzmy to, technicznym… I tu wyobraźnia ludzka podpowiadała różne rozwiązania.

Literatura apokryficzna, która zajęła się tematem wniebowzięcia Matki Bożej, ubarwiła go szeregiem legend i cudów.

Jan z Damaszku

Tajemnicze zniknięcie ciała

Pismo Święte po raz ostatni wspomina o Matce Jezusa, jako trwającej na modlitwie z Apostołami w Wieczerniku. Na temat dalszych dni Jej życia i okolicznościach śmierci nic w Biblii więcej nie zapisano. W 450 roku, gdy cesarzowa Pulcheria postanowiła sponsorować budowę kościoła ku czci Matki Bożej w Konstantynopolu, poprosiła listownie biskupa Jerozolimy Juwenalisa o jakieś relikwie Matki Bożej. Dowiedziała się wtedy, że żadne przedmioty, szaty ani kości Matki Bożej nie zostały zachowane, a Jej ciało zostało wzięte do Nieba „jak to wiemy ze starożytnego i bardzo pewnego podania” – pisał Biskup.

Jan Damasceński (zm. ok. 749) opisuje, że Apostołowie przybyli do grobu Maryi trzeciego dnia po Jej śmierci, ale nie znaleźli w nim ciała: …jedynie mogli pomyśleć, że Ten…, który zachował Jej nienaruszone dziewictwo nawet po swoim narodzeniu, uchronił Jej ciało od skażenia i przeniósł je do Nieba przed powszechnym ciał zmartwychwstaniem”. A zatem, wiara we wniebowzięcie Maryi była właśnie konsekwencją tajemniczego zniknięcia jej ciała.

Zioła w grobie Maryi

Idea Wniebowzięcia stała się głównym tematem cyklu około dwudziestu apokryfów, znanych pod ogólnym tytułem Transitus Mariae.

Transitus oznacza „przejście”, niejako paschę – co możemy rozumieć, jako przemianę życia obecnego w jego pełnię. Teksty apoktyficzne, zachowane w różnych językach (syryjskim, koptyjskim, etiopskim, greckim, ormiańskim), pochodzą z okresu między IV a VI w. i mimo, iż różnią się od siebie treścią, czasami wręcz sobie przecząc, zachowują pewien ogólny schemat.

Maryja, w cudowny sposób uprzedzona o swojej śmierci, umiera w Jerozolimie; zostaje złożona do grobu, jakiś czas później lub bezpośrednio po złożeniu do grobu jej ciało zostaje jednak wzięte do Nieba, toteż gdy (po przybyciu spóźnionego Tomasza) Apostołowie otwierają grób, znajdują w nim jedynie świeże kwiaty. Stąd właśnie w Polsce mówi się, że 15 sierpnia przypada Święto Matki Boskiej Zielnej.

Z objawień Katarzyny Emmerich

Cechą wspólną wszystkich apokryfów jest umiejscowienie końca ziemskiego życia Maryi w okolicach Jerozolimy, zazwyczaj w dolinie Jozafata, pod Górą Oliwną. Wbrew późniejszej tradycji, której propagatorką była zakonnica z Westfalii św. Katarzyna Emmerich, jakoby św. Jan Apostoł zabrał Maryję ze sobą do Efezu, gdzie miała ona doczekać kresu swojego ziemskiego życia, wszystko wskazuje na to, że Maryja umarła w Jerozolimie.

Zwolennikom wizji św. Katarzyny Emmerich trudno to zaakceptować. Przecież opisała ona dokładnie mały domek w górach, 7 km za Efezem, wzniesiony dla Matki Bożej przez św. Jana. W lipcu 1891 r. dwóm francuskim lazarystom, profesorom kolegium Najświętszego Serca Jezusowego w Izmirze, udało się odnaleźć nawet ruiny tego domku, które są w 100 procentach zgodne z opisem niemieckiej mistyczki. Co prawda Katarzyna Emmerich twierdzi, że to z Efezu Maryja została wniebowzięta, ale niektórzy, próbując ocalić wiarygodność efeskiego Domku Świętej Maryi, sugerują, że Maryja faktycznie wyemigrowała, a następnie powróciła do Jerozolimy, by jej śmierć mogła dokonać się w miejscu o wymiarze symbolicznym.

Decyzja Apostołów

W wielu apokryfach pojawia się motyw konsultowania się Chrystusa z Apostołami na temat tego, co powinno stać się z ciałem Maryi po śmierci. Wprost pyta o to Dwunastu, a oni decydują demokratycznie, że wypadałoby wziąć ciało Matki Boskiej do Nieba.

W utworze Św. Melitona z Sardes Księga o odejściu Dziewicy Maryi” (Transitus Melitona z Sardes) czytamy: Wtedy rzekł Piotr i inni apostołowie: Panie, wybrałeś tę oto służebnicę Twoją, by stała się dla Ciebie niepokalaną komnatą (…). Wydaje się nam, sługom Twoim, że jest rzeczą słuszną , tak jak to, iż przezwycieżywszy śmierć, królujesz w chwale, abyś również, po wskrzeszeniu ciała matki, doprowadził ją pełną radości do Nieba. Wtedy rzekł Zbawiciel: Niech się stanie według waszego zdania (TransMel XV, 3 – XVI, 1).

W ten oto sposób Maryja zostaje wniebowzięta na mocy decyzji Kościoła. Apokryfy wskazują także dość konsekwentnie, że dodatkowym argumentem za cudownym zabraniem ciała Maryi do Nieba były próby sprofanowania jej zwłok podejmowane rzekomo przez kapłanów żydowskich.

Zaśnięcie Marii Panny - ołtarz Wita Stwosza w Kościele Mariackim w Krakowie

Legendy a prawda wiary

Apokryf o nazwie Opowieść Jana Teologa o uśnięciu świętej Bogurodzicy (Transitus Jana Teologa) podaje rozwiązanie pośrednie. Czytamy w nim opis, jak Chrystus zstępuje z Nieba w asyście cherubinów i objaśnia Maryi, co stanie się z jej ciałem, a co z duszą: Oto od teraz zostanie twoje drogocenne ciało przeniesione do Raju, a święta Twoja dusza do Niebios, do skarbów Ojca Mojego, do nadprzyrodzonej światłości” (TransJTeol XXXIX).

Wtedy oblicze Matki Pana zabłysło bardziej niż słońce (…), Pan zaś wyciągnąwszy ręce przyjął jej świętą i przeczystą duszę, a w chwili wyjścia jej przeczystej duszy, napełniło się miejsce owo zapachem i niewypowiedzianym światłem” (TransJTeol XLIV-XLV).

Ciało Maryi zostaje złożone najpierw do grobu, po trzech dniach w tajemniczy sposób znika: I poprzez trzy dni słyszano głosy niewidzialnych aniołów, którzy chwalili Chrystusa, Boga naszego, który się z niej narodził. A gdy wypełnił się trzeci dzień, zmilkły głosy, z tego więc poznali wszyscy, że drogocenne jej ciało zostało przeniesione do Raju” (TransJTeol XLVIII).

Autor ma świadomość, że należy wyłączyć Maryję spod prawa rozkładu ciała w grobie (no bo nie wypada), z drugiej strony jednak uważa, że wystarczy uznać niezniszczalność jej ciała, przeniesionego do Raju, gdzie oczekuje na powszechne zmartwychwstanie. Mamy tu zatem właściwie teorię podwójnego wniebowzięcia: ciała złożonego w Raju i duszy przeniesionej do Siódmego Nieba.

Wniebowzięcie NMP, obraz El Greca

Raj to Ogród Eden (ten w którym żyli przed upadkiem Adam i Ewa). Według legend żydowskich został on tuż przed Potopem usunięty z ziemskiej rzeczywistości, przemieniony i umieszczony w Trzecim Niebie. O ile więc ciało Maryi nadal czeka na zmartwychwstanie ciał, tyle że w Trzecim Niebie, to jej dusza jest już przy Tronie Boga.

Te historie o wyjmowaniu duszy i wkładaniu jej z powrotem, czy też o rozdzielaniu miejsca pobytu duszy i ciała, wydawały się jednak pomysłami nazbyt fantastycznymi.

Za bardziej wiarygodne uznano, że Maryja zmartwychwstała i została wzięta do Nieba (z duszą i ciałem) bezpośrednio po śmierci, a nie trzy dni po niej. Tak wniebowzięcie przedstawia chociażby wzmiankowany już apokryf pod tytułem „Transitus Melitona z Sardes”. Taka też koncepcja wniebowzięcia Maryi najbardziej utrwaliła się w powszechnej świadomości wiernych.

Czasami nawet pomijano śmierć i wskrzeszenie Maryi przez Jezusa, sugerując jakoby została ona zabrana do Nieba jeszcze za życia, co rozumiano w ten sposób, że kresem jej ziemskiego życia było po prostu wniebowzięcie, a nie śmierć. Precedens już istniał, bo żywcem został porwany do Nieba prorok Eliasz (2 Krl 2, 11), a jeszcze wcześniej Henoch (Rdz 5,24; Syr 44,16; Hbr 11,5). Skoro oni mogli nie doświadczyć śmierci, mogła i Maryja.

Pamiątka z wniebowzięcia

Według apokryfu przypisywanego Józefowi z Arymatei, kiedy apostoł Tomasz (który nie był na pogrzebie) zbliżał się do Góry Oliwnej, ujrzał, jak aniołowie niosą ciało Maryi do Nieba. Zaczął więc wołać: O święta Matko, Matko błogosławiona, Matko niepokalana, jeśli już doznałem tej łaski, że cię teraz widzę, gdy dążysz do Nieba, uraduj sługę twego dzięki twemu wielkiemu miłosierdziu” (TransJózAr XVII).

Wówczas przepaska, którą apostołowie opasali wcześniej ciało Maryi, została zrzucona z Nieba, aby Tomasz mógł ją sobie zachować na pamiątkę. Po przybyciu do Wieczernika Tomasz wysłuchał opowieści pozostałych apostołów o śmierci i pogrzebie Matki Boskiej. Oświadczył wówczas, że Jej ciała już nie ma w grobie, bo zostało zabrane do Nieba. Zdenerwowani Apostołowie zaczęli mu wypominać grzech niewiary w zmartwychwstanie Jezusa, zarzucając, że teraz dla odmiany fantazjuje. Tomasz jednak domagał się, aby poszli do grobu i otwarli go celem sprawdzenia, czy nadal znajduje się w nim ciało Matki Boskiej. Oczywiście grób okazał się pusty. Gdy zaś Tomasz pokazał szarfę, która spadła, gdy aniołowie nieśli ciało Maryi w stronę Nieba, apostołom nie pozostało nic innego, jak uznać, że doszło do wniebowzięcia, którego świadkiem był Tomasz.

Tę właśnie przepaskę Maryi, jako relikwię i pamiątkę z wniebowzięcia przechowuje katedra pw. św. Szczepana w Prato w kaplicy o nazwie Del Sacro Cingolo. Jeśli więc ktoś nie dowierza, może udać się do Toskanii i naocznie przekonać, że Maryja wniebowstąpiła, czego widomym dowodem jest przepaska oprawiona w złoty relikwiarz i wystawiana kilka razy do roku na widok publiczny.

Jak ustosunkować się do tych różnych, często bardzo dziwacznych, apokryficznych opowiadań o wniebowzięciu Maryi? Należy je uznać po prostu za piękne baśnie wyrażające ludową wiarę. Już dekret papieża Gelazego z 495 r. wzywa do wstrzemięźliwości w czytaniu apokryfów o wniebowzięciu i postuluje zdrowy rozsądek. Być może nie wszystko jest tam legendą i apokryfy te zawierają jakieś okruchy prawdy historycznej, ale tego nie potrafimy rozstrzygnąć. Dają nam natomiast ciekawy wgląd w to, jak chrześcijanie kiedyś wyobrażali sobie wniebowzięcie Maryi.

Roman Zając

Roman Zając

Biblista i demonolog, absolwent Instytutu Nauk Biblijnych KUL, autor książki „Szatan w Starym Testamencie”, publikuje głównie w pismach „Któż jak Bóg”, „Egzorcysta”, „List”, „Biblia krok po kroku”

Zobacz inne artykuły tego autora >
Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

Jasna Góra świętuje Wniebowzięcie Matki Bożej

Na Jasnej Górze trwają się główne uroczystości jednego z największych świąt maryjnych - Wniebowzięcia NMP. Porannej Mszy św. dla ponad 12 tys. pieszych pielgrzymów, którzy przyszli z Warszawy przewodniczył kard. Kazimierz Nycz.

Polub nas na Facebooku!

W pięciu pieszych pielgrzymkach z samej tylko Warszawy przyszło na Jasną Górę w sumie 12 tys. 570 osób. Były to: 307. Warszawska Pielgrzymka Piesza, przyszło w niej ponad 6 tys. osób, 38. Warszawska Akademicka Pielgrzymka Metropolitalna, w której dotarło 3 tys. 950 pątników, Grupy „17-ste” Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej z liczba 1,6 tys. osób, 27. Pielgrzymka Niepełnosprawnych, w której przyszło 620 wiernych i 35. Praska Pielgrzymka Rodzin z liczbą 400 osób.

Homilię podczas porannej Mszy św. dla pielgrzymów wygłosił przeor Jasnej Góry o. Marian Waligóra. Przypomniał w kazaniu, że „w roku setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości wyrażamy mocniej niż w innym czasie naszą troskę o Ojczyznę, o Polskę”. – Na różne sposoby, poprzez różne inicjatywy zewnętrzne dajemy temu wyraz, również w tegorocznym biało-czerwonym pielgrzymowaniu jasnogórskim – zauważył jasnogórski przeor. Podkreślił, że to nie wystarczy. – Do tego trzeba dołożyć jedno bardzo ważne staranie, aby Polska którą kocham, szanuję, za której niepodległość dziękuję stała się faktycznie i konkretnie mieszkaniem Boga, nie poprzez puste slogany, ale poprzez moją osobistą przemianę.

– To za mało mówić Bóg, honor, Ojczyzna. Chlubić się tym, że Polska jest zawsze wierna, Polonia Semper Fidelis, jeśli ja sam nie staram się być mieszkaniem Boga – wołał o. Przeor. Dodawał: „Polska będzie niepodległa zawsze jeśli ja sam zrobię dobry użytek z mojej wolności”. – Tak było w czasie zaborów, Polacy potrafili robić dobry użytek z wolności i nie bali się przychodzić na Jasną Górę, która zawsze, nawet w czasie zaborów, była otwarta na strudzonego pielgrzyma – przypomniał o. Waligóra.

Podkreślał, że „potrzeba pracy nad sobą, wyczulenia na Boże oczekiwania, by stawać się podobnym do Maryi, być gotowym już tu na ziemi, jak Ona, oddać Bogu siebie i swoje serce”.

– Trzeba wielkiej pracy nad sobą, by Polska naprawdę stała się niepodległa przez moją przemianę – mówił kaznodzieja. Podkreślił, że to „od naszego nawracania się, którego wspaniałym obrazem jest pielgrzymowanie, od tego zależy odmiana oblicza tej ziemi”.

Przypomniał prorocze słowa Jana Pawła II, który wołał o odmianę oblicza polskiej ziemi. – To jest testament dla nas, przypomnienie o potrzebie przemiany naszych serc, potrzebę oddania się Duchowi Świętemu – powiedział jasnogórski przeor. Zauważył, że to nie przypadek, że w setną rocznicę odzyskania niepodległości w Kościele w Polsce przeżywamy Rok Ducha

– My też możemy jak Maryja zamieszkać w Bogu. To jest wielka nadzieja serca człowieka wierzącego, które kontempluje wyniesienie Maryi i widzi w Niej jasny znak nieba. To jest nadzieja pielgrzyma, który przychodzi tutaj do Maryi, by doświadczyć bliskości nieba i tym niebem chce dzielić się z innymi – powiedział o. Waligóra. – Stać się tu i teraz mieszkaniem dla Boga, by kiedyś w wieczności w nim zamieszkać, to jedno z najpiękniejszych zadań i wyzwań dla człowieka wierzącego – podkreślał kaznodzieja.

– Tyle wypowiedzianych modlitw, tyle śpiewu, życzliwości okazywanej i otrzymywanej, na ile to otworzyło moje serce na Boga czy zapragnęłam być choć na chwilę, jak Maryja, mieszkaniem dla Boga? – pytał jasnogórski przeor.
Wyraził przekonanie, że pielgrzymowanie „na pewno wyda owoce choć może tego jeszcze nie widzimy, bo jest zmęczenie, ale patrząc na Maryję radujmy się darem zamieszkania w Bogu”.

– Rozpalajmy nasze serca tęsknotą za niebem, bo po to tu przyszliśmy do Maryi. Jesteśmy tu, by wpatrywać się w Nią, czerpać z Jej bliskości siły, po to by stawać się, już tu na ziemi, mieszkaniem dla Boga – mówił kaznodzieja. Zauważył, że „łatwo jest być mieszkaniem dla Boga przez te pięć, czy dziesięć dni na pielgrzymim szlaku. – Nasza serdeczność, rozmodlenie pięknie o tym świadczyły. Teraz postarajmy się coś z tych pięknych, budujących postaw zabrać do naszej codzienności. Niech pielgrzymowanie zaowocuje w moim sercu, w rodzinie, we wspólnocie, w mojej Ojczyźnie, Europie i całym świecie – podkreślał o. Marian Waligóra.

KAI/ad

Włochy: Kościół modli się za ofiary katastrofy w Genui

W uroczystość Wniebowzięcia NMP, we wszystkich kościołach diecezji Genua będzie odbywać się specjalna modlitwa za ofiary katastrofy wiaduktu Moradi, w wyniku której zginęło co najmniej 30 osób.

Polub nas na Facebooku!

Przewodniczący włoskiego episkopatu, kard. Gualtiero Bassetti zapewnił, że w tych chwilach cierpienia cały włoski Kościół łączy się solidarnie z arcybiskupem Genui, kard. Angelo Bagnasco, tamtejszą wspólnotą wierzących, mieszkańcami tego miasta, ratownikami, osobami pogrążonymi w żałobie oraz niepokojącymi się o los swoich bliskich.

Wyraził uznanie dla służb ratowniczych za ich profesjonalizm i szybkie działania a także ufność, że w szybkim tempie zostanie naprawiony most, tak bardzo niezbędny dla infrastruktury drogowej kraju i regionu. Zaapelował o solidarność z poszkodowanymi. W kościołach Genui trwa modlitwa w intencji ofiar wypadku, który miał miejsce we wtorek 14 sierpnia o godz. 11.50 na moście Moradi na autostradzie A10.

KAI/ad

Abp Hoser: Medjugorie staje się światowym konfesjonałem

W Medjugorie potrzeba przede wszystkim spowiedników, bowiem to miejsce stało się światowym konfesjonałem - mówi abp Henryk Hoser, stały wizytator apostolski posłany przez papieża Franciszka do tego miejsca.

Polub nas na Facebooku!

Emerytowany biskup diecezji warszawsko-praskiej, mianowany 31 maja stałym wizytatorem apostolskim w Medjugorie udzielił wywiadu internetowej telewizji SalveTV podczas trwającego obecnie w tym miejscu Festiwalu Młodych MLADIFEST 2018. Mówiąc o swoich zadaniach opowiedział o najbardziej naglących potrzebach tego miejsca. – Jestem tutaj, by realizować wolę Ojca Świętego, aby zapewnić ludziom przybywających do Medjugoria opiekę duszpasterską – powiedział abp Hoser. Na pierwszym miejscu wymienił palącą potrzebę spowiedników mówiących w różnych językach, tak by odpowiedzieć na potrzeby ludzi z różnych krajów nawracających się w tym miejscu. – Medjugorie staje się takim światowym konfesjonałem, dlatego bardzo potrzeba nam spowiedników. Ci, którzy przeżywają tu nawrócenie chcieliby móc wyspowiadać się w swoim własnym języku. To ważny moment tożsamościowy, który chcieliby przeżyć we własnej mowie – mówi abp Hoser.

Drugą wymienioną przez niego potrzebą jest pilna rozbudowa istniejącej infrastruktury. – Obecnie wszystko działa w oparciu o miejscową parafię, zbudowaną jako wiejską parafię w XIX w. i niedostosowaną do obsługi wielomilionowej rzeszy pielgrzymów z całego świata – zauważa wizytator apostolski. Dodaje, że jego zadaniem jest pomóc posługującym tu ojcom franciszkanom w koordynacji rozbudowy.

Misja emerytowanego biskupa warszawsko-praskiego będzie kontynuacją tej powierzonej abp. Hoserowi 11 lutego 2017 roku, kiedy został specjalnym wysłannikiem Stolicy Apostolskiej do rozpoznania sytuacji duszpasterskiej i potrzeb pielgrzymów w Medjiugoriu. Stałym wizytatorem został on mianowany 31 maja 2018 r. dekretem Ojca Świętego.

ad, Stacja7

Warsztaty florystyczne na Matki Boskiej Zielnej

Z okazji uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, w Polsce znanego także jako święto Matki Boskiej Zielnej, krakowski Instytut Dziedzictwa wspólnie z Muzeum Narodowym organizuje cykl pokazów „Cudowna moc sztuki”, w ramach którego zorganizowano warsztaty florystyczne. Podczas zajęć można było przygotować własny bukiet.

Polub nas na Facebooku!

W ramach projektu w Europeum – oddziale Muzeum Narodowego w Krakowie zorganizowane zostały zajęcia edukacyjne, podczas których uczestnicy mogli m.in. wysłuchać wykładu o zielnikach, jakie w XIX wieku tworzyła pisarka Eliza Orzeszkowa. Chętni uczestniczyli także w warsztatach florystycznych, podczas których każdy mógł przygotować własny bukiet.

– Do przygotowania bukietów wykorzystujemy jedną z technik florystycznych – skrętu łodyg. Bukiety tworzone są z ziół takich jak wrotycz, dziki koper, bazylia, mięta, owoce malin, gałęzie orzecha i dębu oraz krwawnik i budziszek – powiedziała Agnieszka Stój, florystyka, która prowadziła warsztaty. – Przygotowaną wiązankę trzeba zasuszyć. Zgodnie z tradycją z ziół korzystano w okresie zimowym, przygotowując np. napary. Według tradycji posiadanie takiej wiązanki w domu chroniło także od zła – wyjaśniła.

Ponadto z okazji święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny Muzeum Narodowe zaprasza na pokaz wyjątkowego obrazu. To wizerunek Matki Boskiej w różanej girlandzie – rzymskie dzieło Giovanniego Battisty Salviego wypożyczone z warszawskiego klasztoru sióstr wizytek. Pokaz wzbogacają trzy przykłady średniowiecznego malarstwa książkowego z kolekcji Biblioteki Książąt Czartoryskich. Są to dwa modlitewniki i karta, w czasach nowożytnych wycięta z kodeksu „Godzinek”. Wszystkie są dziełami iluminatorstwa niderlandzkiego z jego najlepszego okresu, za jaki uznać można przełom XV i XVI w.

Pokaz specjalny “Cudowna moc sztuki” potrwa w Europeum (Kraków, pl. Sikorskiego 6) do 9 września.

W tym roku w Krakowie po raz dziewiąty odbędzie się konkurs „Cudowna moc bukietów” zainicjowany przez krakowski Instytut Dziedzictwa. Tradycyjnie w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny Mały Rynek wypełni się zapachem ziół: mięty, rumianku, piołunu czy dziurawca oraz polnych kwiatów – dzwonków, maków, chabrów i stokrotek.

– Poprzez niesienie ziół w dniu święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny oddawano hołd Matce Bożej oraz wyrażano szacunek dla natury. Ten piękny zwyczaj przypomina nam o naszej religijnej tradycji, którą powinniśmy pielęgnować i przekazywać – podkreśliła Liliana Sonik, prezes Instytutu Dziedzictwa. Jak dodała, to także przejaw szacunku dla otaczającej przyrody.

W konkursie może wziąć udział każdy, kto w tym świątecznym dniu przyniesie bukiet na Mały Rynek. Na autorów najpiękniejszych i najbardziej tradycyjnych kompozycji czekają nagrody. W konkursie mogą uczestniczyć również dzieci, przygotowano dla nich specjalną kategorię: „Mały bukiet”.

Zwyczaj przygotowywania i święcenia bukietów z ziół i kwiatów praktykowany jest prawdopodobnie od VI wieku i wywodzi się z chrześcijańskiej legendy, według której po Zaśnięciu ciało Matki Bożej zniknęło, a grotę wypełniły wonne zioła i kwiaty. Z kolei święcenie ziół ma podkreślać także, że człowiekowi potrzebna jest ozdrowieńcza moc natury.

KAI/ad

Wydanie 150. Start-up. Trzeba tylko chcieć!

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Każdy dzień jest start-upem

To nie jest tak, że co dziesięć czy pięć lat musi się zdarzyć w naszym życiu coś nowego. Każdy dzień jest nowy

Siostra Eliza Myk
Siostra Eliza
Myk
zobacz artykuly tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Siostra Eliza Myk, dominikanka, na co dzień zajmuje się niepełnosprawnymi chłopakami. Wspólnie z innymi Siostrami uruchomiła jeden z największych start-upów, na który zebrano już dzisiaj 6,8 mln zł. Siostra Eliza przekonuje nas, że najważniejsze w życiu to pójść za pragnieniem serca.

Rozmowę prowadzi Judyta Syrek

 

Jak się robi dobry start-up?

W samotności i z dużym pragnieniem w sercu.

 

To znaczy?

Kiedy człowiek musi się zmierzyć z rzeczywiście dużym problemem, z którym sam nie może sobie poradzić, to taka sytuacja wymaga znalezienia kogoś, kto pomoże. W naszym przypadku zawiedli urzędnicy, zawiodły nawet osoby kościelne, na które liczyłyśmy, że pomogą. Ale wiedziałyśmy też z Siostrami, że nad wszystkim, co robimy jest Pan Bóg, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Zaufanie Jemu dodawało nam sił, żeby wystartować z nowym projektem, czyli nowym innowacyjnym Domem dla Chłopaków.

 

Samo zaufanie to chyba za mało. Jakiś krok trzeba na start wykonać.

Wykonałyśmy. Otworzyłyśmy Pismo święte i Pan Bóg dał nam obietnicę w Słowie, przez bardzo konkretny fragment: Szukajcie a znajdziecie.

 

I już? I tyle?

Znajdziecie – to słowo obietnica. Tego się uczepiłyśmy.

 

Mógł się otworzyć inny fragment.

Nie myślałyśmy nawet o tym, który fragment ma się otworzyć. Ja widziałam wtedy tylko ciemność, potrzebę żebrania na chleb, do której dołączyła jeszcze potrzeba zbudowania nowego domu. To może dziwnie zabrzmi, ale kiedy człowiek jest w czarnej dziurze i dostaje Słowo od Boga, że będzie dobrze, to równocześnie z tym dostaje siłę na start.  

Zanim usiadłyśmy do czytania tego fragmentu myślałyśmy sobie jako kobiety, że jeżeli my same chcemy walczyć o niepełnosprawnych chłopaków, to o ile bardziej Pan Bóg będzie chciał się zatroszczyć i pomóc. Ten Bóg, którego my znamy, Miłosierny, pochylający się nad tym, co najsłabsze. Stąd chyba szła nasza zuchwała ufność. Chwilami szantażowałam Pana Boga tymi myślami. Bo to nie było tak, że otworzyłyśmy Pismo, przeczytałyśmy Słowo i na następny dzień znalazłyśmy 5 milionów, które były nam potrzebne, by wybudować nowy dom. Przeszłyśmy długą drogę. Zdarzały się też ponaglenia. Przynajmniej z mojej strony. Mówiłam: “Obiecałeś, że znajdziemy. Mija rok, a za te pieniądze, które mamy nie wybudujemy całego domu”. Bezustannie przypominałam się Bogu i mówiłam na modlitwie: Ty jesteś Bogiem osób ostatnich, tych najuboższych, sierot, więc okaż się tym Bogiem wobec nich.

 

Próbowała Siostra wjechać Panu Bogu na ambicję?

Nie wiem, czy Pan Bóg ma ambicję (śmiech). Ale to była typowa rozmowa kobieco męska. Facetowi trzeba najechać na ambicję. Mówiłam, że On wie więcej i nie daje znaku. Traktowałam Boga bardzo na serio i myślę, że On chce być tak traktowany: jako Osoba dialogu. To ważne, żebyśmy nie mieli tylko takiej postawy, że przytakujemy, czekamy i nie mówimy Bogu konkretnie, o co nam chodzi. To moje wykłócanie się z Bogiem wynikało też z pewnej nieporadności. Przed nami było wielkie dzieło, musiałyśmy zbudować duży dom, a my? Jak małe, chude “kurki”, ledwo żywe, nie znające się na budownictwie, nie mające na koncie ani złotówki. To naturalne, że kobieta w takich momentach zwraca się do mężczyzny, prosi o pomoc. W ten dialog w naszym przypadku wszedł Pan Bóg. A potem im bardziej wzrastała nasza niecierpliwość, tym bardziej On na nią odpowiadał. Ostatni rok przed zakończeniem budowy wydarzyło się najwięcej. Jeżeli miałabym to przełożyć na tempo, to ostatni rok równoważył poprzednie, jeżeli chodzi o wpłaty na budowę. Działanie Boga jest namacalne i to, że spełnia obietnicę wobec tych najmniejszych.

 

A nie miała Siostra takiego myślenia, że jednak sporo w tym jest Waszej zasługi i Waszego wysiłku?

Na początku naszej drogi miałam pewność, że jeżdżąc na kwesty znajdziemy biznesmena, który wyłoży 4 miliony na szczytny cel. A milion same nazbieramy. Jednak tak się nigdy nie stało. I ten dom powstał z mniejszych lub większych kwot, ale nigdy nie z milionowych wpłat. Oczywiście pytałyśmy Boga, dlaczego nas tak “przeczołguje”, skąd mamy mieć siłę, by jeździć na kwesty a pomiędzy nimi mamy ciężką pracę. Wiedziałyśmy, że nasze kobiece siły są ograniczone. Mając dzieci niepełnosprawne nie da się odpoczywać. Miałyśmy świadomość, że Pan Bóg nie oszczędza nam trudu, ale pokornie jeździłyśmy. I nagle ten biznesmen, o którym “marzyliśmy” został zastąpiony mediami. Dzisiaj myślę, że gdyby nam Pan Bóg postawił na drodze biznesmena, który dałby nam te 4 miliony, nigdy nie poznałybyśmy tylu ludzi i nie doświadczyły takiej miłości. Gdybym miała dzisiaj wybrać, która droga jest lepsza, wybrałabym tę samą. Zyskałyśmy nie tylko środki na nowy dom, ale Pan Bóg nam podarował tak ogromną rodzinę ludzi życzliwych, sprzymierzonych z nami. Bez nich w różnych sytuacjach kryzysowych, nie finansowych, nie poradziłybyśmy sobie.

 

Czyli Pan Bóg pokazał Wam, że zaczynając coś od nowa, nie potrzebne są tylko pieniądze, ale przede wszystkim ludzie i wspólnota.

Właśnie. To dla nas najważniejsze odkrycie. Nie da się kupić dobrego człowieka. Ludzi, którzy mają hojne serca nie znajdzie się samemu, musi ich przyprowadzić Pan Bóg.

 

Ile razy w życiu Siostra już zaczynała coś od nowa?

Tak życiowo, po raz pierwszy kiedy wstępowałam do zakonu. Ale w zakonie są etapy formacyjne i każdy z nich jest nową drogą. Każda zmiana placówki jest start-upem. Poza tym parę razy w życiu Pan Bóg mnie zaskoczył, dał mi się poznać na nowo i za tym też szło moje nowe życie. W sumie to kilkanaście razy już chyba zaczynałam od nowa. Choć nie liczyłam dokładnie.

 

A poda nam Siostra takie “abc”, co zrobić, by zaczynanie od nowa było rzeczywiście tworzeniem czegoś dobrego?

Myślę, że Ojcem tak zwanej nowości życia jest Pan Bóg. On ją inspiruje w sercu każdego człowieka. Każdy z nas czuje tak zwane pchanie, by iść dalej, jedni mocniej, drudzy mniej, ale każdy ma swoje pragnienia i kiedy się odważymy za nimi pójść, to one nas wprowadzają w życie od nowa. Ja po raz pierwszy pomyślałam w nowy sposób o Bogu dzięki pewnemu księdzu w szkole, który mnie zachwycił dobrym tonem. To było na katechezie. Kiedy on się tak do mnie dobrze odezwał, to po raz pierwszy pomyślałam o Bogu, który jest dobry, serdeczny. Nie byłam blisko związana z Kościołem, ale wtedy sposób prowadzenia rozmowy przez tego Księdza sprawił, że zaczęłam myśleć: skoro ten ksiądz jest taki, to jaki dobry musi być Bóg? Tamta chwila sprawiła, że chciałam spróbować też taka być. To pragnienie dało początek mojej nowej drogi. Później miałam też pragnienie pomagania ubogim, jak Matka Teresa, która mnie fascynowała. I praca z osobami niepełnosprawnymi była dla mnie kolejnym nowym etapem.

Cieszę się, bo trafiłam do tych najuboższych, do dzieci niepełnosprawnych. Oni zmieniają nie tylko moje życie, ale też widzę, jak wolontariusze pracujący z nimi się zmieniają. Była u nas jedna dziewczyna, która zaczęła nowe życie widząc radość jednej z naszych podopiecznych. Tamta wolontariuszka zawsze myślała o sobie źle, że ma krzywe nogi i kilka takich innych myśli jeszcze miała. Gdy zobaczyła u nas dziewczynę z powykrzywianymi z powodu choroby obiema nogami, cieszącą się mimo to z każdego poranka, przeżyła zupełną przemianę. W jeden dzień postanowiła zostawić wszystko i poświęcić się dzieciom.

 

Wróćmy do tego pytania, co jest potrzebne, by dobrze realizować swój start-up?

Św. Jan od Krzyża mówił, że Pan Bóg daje po to pragnienia, żeby je w nas wypełnić. Z mojego doświadczenia mogę powiedzieć że start-upy zaczynają się od pragnienia, które Pan Bóg daje w sercu. Tak samo było z budową domu. Czy z pójściem do zakonu. Idąc za pragnieniami, zawsze zaczynam nową przygodę życia. W moim przypadku jest to pójście za tym, co Pan Bóg przygotował. Pragnę być świadkiem Boga. A jeżeli idzie się za pragnieniami serca, to ma się taką pewność, że nie robi się własnego “widzimisię”, tylko to, czego Pan Bóg chce. Warto dlatego iść za pragnieniami, które dyktuje serce.

 

Siostra się nie boi ryzyka?

Nie wiem. Czasem tak, to zależy jak wielka niewiadoma jest po drugiej stronie. Myślę, że przy każdym ryzyku jest lęk.

 

Każdy start-up jest ryzykiem.

Kto nie ryzykuje, ten nie świętuje. To świeckie powiedzenie, ale myślę, że coś w nim jest mądrego. Są ludzie którzy boją się ryzykować i wpadają w marazm życia. Na pewno zawsze w każdym człowieku jest lęk przed ryzykiem, ale warto go pokonać.

 

Gdy ktoś będzie czytał naszą rozmowę i myślał sobie: – Tej Siostrze dobrze się mówi, jest w zakonie, który ją chroni, ma inne siostry do pomocy, projekt prawie na finiszu, a ja?…

Kiedy patrzę wstecz, to we mnie też była rozpacz, czy rzeczywiście ryzyko się uda. Nie wiedziałam, jak się zakończy nasza decyzja. Gdy patrzyłam na fundamenty powstającego Domu dla Chłopców, równocześnie wierzyłam i byłam przestraszona, czy się uda. Był taki czas, kiedy myślałam: ogłosiłyśmy całemu światu, że budujemy dom, a to może nam się nie udać i możemy zostać tylko z parterem domu. Nigdy się nie ma stuprocentowej pewności na drodze, na którą się wkracza. Ale jest Pan Bóg. Ja w trudnych momentach przywoływałam wszystkie te fragmenty, które mówią o Bogu, że nie opuszcza potrzebujących, że jak Jemu się zaufa to się dostaje skrzydeł. Taki sposób jest chyba dobry. Kiedy człowiek chce zaufać jakieś firmie, czyta rekomendacje o niej, wpisy na forach. Ja osobiście o Panu Bogu musiałam wiele się naczytać przez ten okres, żeby zaufać i żeby być pewnym, że ta moja nadzieja nie zostanie zawiedziona. Musiałam kilka razy potwierdzić, że się uda.

Nikt nie jest pewny, nie wiem, kim musiałabym być, żeby mieć pewność zupełną, chyba aniołem. W głębi serca czułam pewność, ale okoliczności życia czasem ją podważały. Miały być pieniądze, a ich nie było. Wszyscy mieli bić brawo, że zajmujemy się dziećmi niepełnosprawnymi, a nie bili. Nagle na nowej drodze pojawiło się wielu wrogów, chyba nigdy tylu nie miałam. Musiałam się zmierzyć z ludźmi nieprzychylnymi, nieżyczliwymi, którzy mnie posądzali o inne rzeczy niż te, które mi towarzyszyły. To było dla mnie zaskoczeniem. Podejrzewano mnie na przykład o pychę. Myślałam, że weszłam na drogę nieskazitelną, bo pomoc niepełnosprawnym, wydawała mi się czymś bardzo czystym, za czym chciałam się skryć. Myślałam, że te dzieci będą moim płaszczem ochronnym. A musiałam się skonfrontować z ludźmi, którzy myśleli inaczej. Nigdy jednak nie wątpiłam, choć nie wiedziałam jakimi drogami dojdziemy do celu.

 

A Wasze Chłopaki? Jaka była ich postawa?

Oni pierwsi uwierzyli, że się wszystko uda. Wybierali sobie pokoje już w chwili, kiedy ledwo fundamenty wychodziły z ziemi. Ich postawa dodawała nam dużo siły. Oni mieli pewność, że dom powstanie. Mają taki dar od Pana Boga, że pewne trudności ich nie dotyczą. My im często zazdrościmy. Ta prostota nam pomagała, no bo skoro chłopaki mówią, że tu będzie ich pokój, to musi być.

 

 

Wydaje się, że niepełnosprawność nie ma nic wspólnego ze start-upem, bo start-up to rozwój a niepełnosprawność to wyłącznie ograniczenia.

Ich życie ogólnie jest skazane na porażkę, ale oni pokazują w bardzo prosty sposób, że każdy dzień to start-up. Budzą się, już są zafascynowani i ciekawi, co się dzisiaj wydarzy. Chwytają życie bez lęku. Czasem ich lęk jest ukryty, wynika z tego, co przeszli. Na przykład kiedy ja czy Tymka wsiadamy do samochodu, Jarek, nasz podopieczny boi się, że nie wrócimy. To absurdalne, ale tak się dzieje. A z drugiej strony cieszy się na widok kogoś, kto go kocha, kto pójdzie na spacer. Nieraz myślę, że mogłoby im się nie chcieć wstać, bo jest im ciężej. Na przykład Damian, dla którego każdy krok jest trudny, wstaje i nigdy nie marudzi, że ciężko mu się chodzi. Dla nich każdy dzień jest start-upem.

 

Może właśnie tego powinniśmy się od nich uczyć?

Myślę że tak. Że każdy dzień jest wyzwaniem. To nie jest tak, że co dziesięć czy pięć lat musi się zdarzyć coś nowego, ale każdego dnia może pojawić się coś nowego w relacji z człowiekiem, w przyrodzie. Oni nas tego uczą. Są tak skonstruowani, że prościej już chyba nie można. Myślę, że Pan Bóg bardzo ich ceni. Chyba dlatego chciał, żebyśmy byli jak dzieci w przyjmowaniu Jego miłości i w relacji do innych. Bo w życiu dziecka prawie codziennie coś się zmienia: a to nowy ząbek wyjdzie, a to pozna nowe słowo. Fajnie, gdyby nasze życie codziennie było czymś nowym.

 

Siostra Eliza Myk

Siostra Eliza Myk

Zobacz inne artykuły tego autora >
Judyta Syrek

Judyta Syrek

Manager ds PR i z-ca redaktora naczelnego portalu. Autorka popularnych książek takich jak: „Kobieta, boska tajemnica”, „Sekrety mnichów” (wyróżniona nagrodą Fenix w 2007 r.), „Uwierzcie w koniec świata”, czy „Nie bój się żyć”. Współprowadzi program w TVP1 z o. Leonem Knabitem OSB "Sekrety mnichów. Ojca Leona przepis na udane życie".

Zobacz inne artykuły tego autora >
Siostra Eliza Myk
Siostra Eliza
Myk
zobacz artykuly tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

W Oświęcimiu wspomniano 77. rocznicę śmierci św. Maksymiliana

77 lat temu w niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym i zagłady Auschwitz został zabity franciszkanin św. o. Maksymilian Maria Kolbe. W rocznicę tego wydarzenia przy bloku 11, w którym mieściło się obozowe więzienie i w którym zamordowano zakonnika, odprawiono uroczystą Mszę świętą. Podczas obchodów odczytano dekret ogłaszający św. Maksymiliana patronem Ziemi Oświęcimskiej.

Polub nas na Facebooku!

Wzięło w niej udział kilkaset osób, m.in. wicepremier RP Beata Szydło, biskupi, księża i zakonnicy, a także przedstawiciele władz wojewódzkich oraz samorządów lokalnych. Mszy św. przewodniczyli metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski, biskup bielsko-żywiecki Roman Pindel, biskupi seniorzy Tadeusz Rakoczy i Kazimierz Górny, oraz abp Ludwik Schick z Niemiec. Gośćmi honorowymi była rodzina Maksymiliana Kolbego oraz byli więźniowie obozu Auschwitz.

Abp Jędraszewski w homilii przypomniał moment, w którym o. Kolbe zgłosił się na śmierć głodową za nieznanego mu współwięźnia. – Ucieczka więźnia, apelowy plac, długie godziny czekania i wreszcie wyrok – dziesięciu więźniów z bloku 14 skazanych na głodową śmierć. Wtedy pośród ogromnej ciszy i przerażenia płacz jednego ze współwięźniów. Ma żonę, ma dzieci, chce żyć. Ale przecież za tym płaczem kryło się jeszcze jedno. Jest Polska, dla której trzeba narażać się, przelewać krew i walczyć. Uwięziony został w Poroninie, wtedy, kiedy szykował się do wędrówki przez Tatry na Węgry, by tam dołączyć do polskiej armii na zachodzie. Chciał żyć dla najświętszych wartości. Według Fritscha miał zdychać tutaj jak pies, a tymczasem w tym momencie okazuje się, że pozostał człowiekiem, bo pamiętał o żonie i o dzieciach, tego co najświętsze i najbardziej głębokie w jego sercu nie pozwolił sobie wydrzeć. Stąd jego głośny szloch – mówił metropolita krakowski.

– A potem nieoczekiwane wystąpienie z szeregu więźnia o numerze 16670. Samo wystąpienie z szeregu bez rozkazu równało się wtedy wyrokowi śmierci. Więzień był już tylko numerem, odarty z imienia i nazwiska i z samej swojej tożsamości. Nie wolno mu było myśleć, nie wolno mu było podejmować własnych decyzji. Miał wykonywać rozkazy. A on występuje i prosi o to, aby mógł swoje życie ofiarować za tego współwięźnia szlochającego i ciągle myślącego o swoich najbliższych – dodał arcybiskup.

– Ten czas obozowy był dla o. Maksymiliana i zapewne dla wielu innych więźniów czasem szczególnej refleksji nad swoim losem, nad przeznaczeniem, nad najbardziej głębokim sensem ludzkim cierpień. Z tej to refleksji wydobywa się stwierdzenie, którym o. Maksymilian podzielił się ze współwięźniem Józefem Stemlerem kilka tygodni przed śmiercią: „Nienawiść nie jest siłą twórczą, siłą twórczą jest miłość”. Miał na pewno na względzie w jaki sposób trzeba tutaj odpowiadać na tak przerażające zło doświadczane niemal każdej godziny – podkreślił metropolita krakowski.

Podczas obchodów rocznicowych odczytano dekret prefekta Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów kard. Roberta Saraha ogłaszający św. Maksymiliana patronem Ziemi Oświęcimskiej.

„Duchowieństwo i wierni Ziemi Oświęcimskiej darzą szczególną czcią św Maksymiliana Marię Kolbego, prezbitera i męczennika, który ustanawiając przykład największej miłości nie zawahał się wspaniałomyślnie poświęcić swojego życia za bliźniego. Dlatego też biskup bielsko-żywiecki Roman Pindel, mając na uwadze liczne prośby oraz przychylność władzy świeckiej, pragnie zaaprobować wybór św. Maksymiliana Marii Kolbego, prezbitera i męczennika na patrona Ziemi Oświęcimskiej. On też w piśmie z dnia 12 kwietnia 2018 r. zwrócił się z prośbą, aby ten wybór i decyzja zostały zaakceptowane w świetle przepisów o ustanawianiu patronów. Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów na mocy praw nadanych jej przez Ojca Świętego Franciszka i po rozważeniu przedstawianej sprawy uznała, że wybór ten i decyzja dokonały się zgodnie z przepisami prawa, przychyliła się do powyższej prośby i potwierdza, że Maksymilian Maria Kolbe, prezbiter i męczennik, jest patronem Ziemi Oświęcimskiej” – przeczytał podczas Mszy o. Jan Cuber.

Kwiaty złożono pod Ścianą Śmierci na dziedzińcu bloku 11, a także na obozowym placu apelowym, gdzie 29 lipca 1941 r. Maksymilian Kolbe ofiarował życie za współwięźnia Franciszka Gajowniczka. Hierarchowie i franciszkanie modlili się również w celi nr 18 w podziemiach bloku 11, w której zamordowano św. Maksymiliana.

Obchody 77. rocznicy śmierci o. Kolbe zainaugurowało rano nabożeństwo „Transitus św. Maksymiliana” we franciszkańskim Centrum św. Maksymiliana w Harmężach, po której do byłego obozu przeszła franciszkańska pielgrzymka z relikwiami świętego. Pątnicy z diecezji bielsko-żywieckiej wyruszyli też z oświęcimskiego kościoła św. Maksymiliana. Obie pielgrzymki spotkały się przy bramie „Arbeit macht frei”.

KAI/ad