„Pierwszą randkę mieliśmy na pielgrzymce”. Niezapomniane pielgrzymkowe historie

Do Częstochowy pielgrzymują niezwykli ludzie, a z nimi ich niezwykłe historie. Paulina i Sebastian obchodzili swoją 4. rocznicę ślubu, Kuba pielgrzymował po raz pierwszy dzięki zaproszeniu prosto z Rosji, a Marcin przez pomyłkę nie wpuścił na Mszę świętą… biskupa. Te opowieści pokazują, że pielgrzymka to coś więcej niż piesza wędrówka.

Maria Górczyńska
Maria
Górczyńska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Przypadek to drugie imię Boga

W tym roku po raz szósty wyruszyłam na pieszą pielgrzymkę z Warszawy do Częstochowy. Za pierwszym razem, gdy dotarłam na Jasną Górę, mimo radości uznałam, że… pielgrzymowanie nie jest dla mnie. Pamiętam, że bardzo bolały mnie stopy, miałam dość mycia się w misce, noclegów w namiocie i stodołach, nie mogłam też już patrzeć na kanapki z pasztetem. Jednak po dwóch latach ponownie postanowiłam spróbować swoich sił na szlaku. Od tego czasu chodzę co roku. Mimo, że kilometrów do przejścia nie ubyło, a w pielgrzymkowym jadłospisie nadal dominuje pasztet, to zmieniło się moje nastawienie. Pielgrzymka przede wszystkim uczy mnie pokory, wytrwałości, zaufania i dostrzegania „prezentów” od Boga.

Kiedyś na jednym z postojów zgubiłam podręczną torebkę, w której nosiłam krem z filtrem i okulary przeciwsłoneczne. Było mi szkoda, bo wszystkie te rzeczy są potrzebne podczas całodniowej wędrówki. Jednak po bitwie z myślami stwierdziłam, że „mówi się trudno” i muszę pogodzić się ze stratą. Jakie było moje zdziwienie, gdy kilkanaście minut później dosłownie obok mnie przeszedł nieznajomy pielgrzym z moją torebką. Poszukiwał osoby, której odda zgubę. Oprócz mnie pielgrzymowało jeszcze ponad 3 tysiące innych pątników, więc byłam bardzo zaskoczona, że odzyskałam moją saszetkę. Ta sytuacja przypomniała mi, że choć często w życiu przychodzą trudne chwile i wydaje się, że nie ma wyjścia, to Bóg czuwa i wie, czego nam potrzeba –  nie tylko na pielgrzymce, ale i w codziennym życiu.

 


FOT. PIOTR KISIEL

Polsko-rosyjskie love story

O niezwykłych przypadkach za sprawą Pana Boga dużo może powiedzieć Jakub Ordon, który w sierpniu po raz pierwszy pielgrzymował do Częstochowy. Kuba studiuje w Poznaniu filologię rosyjską. Rok temu w ramach wymiany studenckiej wyjechał na trzy miesiące do Rosji. Już na początku swojego pobytu za granicą wstąpił do katolickiego kościoła, by swój pobyt zawierzyć Bogu. Tam jego uwagę zwróciła prześliczna Rosjanka, która była na Mszy św. Jednak nie odważył się do niej podejść. Później również ją widywał, ale za każdym razem brakowało mu odwagi, żeby się z nią zapoznać. Pod koniec wyjazdu został zaproszony na pożegnalne spotkanie dla Polonii. Wiedział, że jego „znajoma” również tam będzie, zwłaszcza że pomagała w organizacji tego wydarzenia. Kuba uznał, że nie ma nic do stracenia i wtedy po raz pierwszy odezwał się do dziewczyny. Umówili się na kawę. Choć następnego dnia wrócił do Polski, to cały czas miał kontakt z Anastazją. Później ponownie przyjechał do Rosji i jak najwięcej czasu spędzał z dziewczyną. Wkrótce zostali parą. Okazało się, że dziewczyna w ubiegłe wakacje wraz z grupą Rosjan była w Polsce na pieszej pielgrzymce do Częstochowy i był to dla niej niezwykły czas. W tym roku też się wybierała, dlatego zaprosiła Kubę na wspólną pielgrzymkę. – Nigdy nie spodziewałem się, że poznam ukochaną w tak odległym zakątku świata, a tym bardziej, że Nastia  zaproponuje mi pieszą pielgrzymkę w… moim kraju – mówił Kuba.

 


FOT. PIOTR KISIEL

Pielgrzymka „Matrymonialna”

Wielu pielgrzymów Warszawską Akademicką Pielgrzymkę Metropolitalną nazywa „Matrymonialną” zamiast Metropolitalną, bo właśnie dzięki niej tworzy się wiele małżeństw. Paulina i Sebastian Kuchciakowie w tym roku na pielgrzymim szlaku obchodzili 6. rocznicę swojego związku. Od 4 lat są małżeństwem, a od półtora roku rodzicami synka Antka. Choć wcześniej kojarzyli swoje twarze z duszpasterstwa działającego przy kościele św. Anny w Warszawie, to właśnie na pielgrzymce zwrócili na siebie uwagę. Co ciekawe, to była już 7. pielgrzymka Pauliny i choć w poprzednich latach bardzo często modliła się o dobrego męża i szczęśliwą rodzinę, to tym razem chciała zdystansować się od tego tematu. Przede wszystkim pragnęła służyć innym pątnikom swoim talentem, więc zaangażowała się w grupę śpiewających. Podczas zapisów na pielgrzymkę poznała Sebastiana, o którym wiedziała, że dobrze śpiewa, więc zaprosiła go do ekipy muzycznej. Ich wspólne występy trwają do dziś. – Nasze pierwsze randki były na pielgrzymce. Dużo ze sobą rozmawialiśmy. Do Częstochowy wchodziliśmy już jako para. Chcieliśmy podziękować Częstochowskiej Mamie za nasze małżeństwo i za szczęśliwe narodziny synka – mówili Paulina i Sebastian Kuchciakowie.

 

 


FOT. KS. ARKADIUSZ SZCZEPANIK

“Nie wpuściłem biskupa na Mszę św.”

W tym roku Marcin Żukowski na pielgrzymce był po raz 30., w tym 21 raz w grupie porządkowych. Podczas służby nie brakowało zabawnych momentów. Najbardziej zapamiętał sytuację, gdy polową Mszę św. miał odprawić biskup, a on…  nie chciał go wpuścić do miejscowości.   Nie wpuściłem biskupa na Mszę, bo go nie poznałem, zwłaszcza że duchowny przyjechał innym samochodem niż zapowiadał. Potem wspomniał o mnie w homiliiśmiał się Marcin, który od wielu lat walczy z zespołem Dandy-Walkera oraz z torbielą podtwardówkową. Mimo choroby nie wyobraża sobie, żeby zostać w domu i nie pomagać innym, którzy go potrzebują na trasie. Poprzez innych pątników spotykam Pana Boga. Ich świadectwo wiary uczy mnie zaufania do Niego. Dzięki pielgrzymce łatwiej też nieść krzyż choroby. W tym roku również chciałem podziękować za to, że mogłem być wolontariuszem na Światowych Dniach Młodzieży w Panamie. Pielgrzymka to dla mnie zawsze niezwykły czas – wyjaśniał Marcin Żukowski.

 

Maria Górczyńska

Maria Górczyńska

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Maria Górczyńska
Maria
Górczyńska
zobacz artykuly tego autora >

Jak będzie padać, oświadczę się u Mamy. Zaręczyny na pielgrzymce

Czy wyjdziesz za mnie? - to pytanie rozległo się dziś na zakończenie polowej Mszy św. w Garnku, w której uczestniczyli pątnicy z Warszawskiej Akademickiej Pielgrzymki Metropolitalnej. Pytanie zadał Mateusz, a kompletnie zaskoczona Magda, wywołana na środek, odpowiedziała "tak". Narzeczeni poznali się 2 lata temu także podczas pielgrzymki.

Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Magda, bo tak ma na imię narzeczona, jeszcze kilka godzin po niezwykłych oświadczynach nie może uspokoić myśli. Jest szczęśliwa, zaskoczona, oniemiała. Nic nie zapowiadało, że ten dzień będzie tak przełomowy w jej życiu. – Ponieważ miało padać, nawet się na dzisiejsze wędrowanie specjalnie ładnie nie ubrałam – narzeka, patrząc na zdjęcia, na których uwieczniono jej i Mateusza zaręczyny. Niezwykłe, pielgrzymkowe zaręczyny, o których właśnie dowiaduje się całkiem spora grupa osób. 

Poznali się 2 lata temu, na postoju Grupy Zielonej Warszawskiej Akademickiej Pielgrzymki Metropolitalnej WAPM. Długo rozmawiali, szybko znaleźli wspólny język komunikacji. Nie od razu zostali parą, choć oboje mieszkają obecnie w tym samym mieście – Warszawie. – Długo rozeznawaliśmy, czy powinniśmy być razem. Często jeździliśmy do miejsc świętych razem się modlić i pytać Pana Boga, czy taki jest Jego plan. Mnie najbardziej pomogły w tym rozeznaniu adoracje, organizowane przez wspólnotę, w której jestem czyli DA Student+, działające w Warszawie – opowiada Magda. Mateusz dodaje: – Ja też nie od razu wiedziałem, że to jest ta jedyna. Ale teraz wiem!

O zaręczynach ani ślubie nie rozmawiali przed pielgrzymką, choć rozeznawali sprawę wspólnej przyszłości. Zresztą nawet na pielgrzymkę w tym roku również poszli w osobnych grupach: on z grupą wojskową, ponieważ jest podchorążym studiującym na Wojskowej Akademii Technicznej, ona – z grupą Zieloną. Spotkali się dziś, kiedy obie te grupy WAPM stanęły razem na postój i Mszę św.

Chęć publicznych oświadczyn Mateusz uzgodnił wcześniej z księdzem przewodnikiem. Nie było problemu. Sprawa jednak była ścisłą tajemnicą: nie powiedział ani rodzicom, ani kolegom idącym z nim w pielgrzymce. Pierścionek niósł cały tydzień na dnie plecaka. 

– Wiedziałem, że chcę się Magdzie oświadczyć na pielgrzymce, bo tak się poznaliśmy. Nie wiedziałem jednak kiedy. Powiedziałem sobie: jak będzie padać, to oświadczę się dopiero na Jasnej Górze, u Mamy. Jak nie będzie – to dzisiaj – opowiada. I dziś, choć miało padać – nie padało. 

Gdy po Komunii św. trwały podziękowania pielgrzymów za różne rzeczy, ksiądz zapowiedział, że “mamy jeszcze super niespodziankę”. Mateusz podszedł do mikrofonu. – Myślałam, że on też złoży jakieś oficjalne podziękowania – mówi Magda. Ale on zaczął mówić o niej. O tym, że poznał ją na pielgrzymce, że chciałby wspólnie z nią iść przez życie do nieba. Poprosił ją na środek, uklęknął. Magda gdy zaskoczona wychodziła przed szereg – już płakała. Ktoś z tłumu krzyknął: “Magda, powiedz tak!”

– Czy wyjdziesz za mnie? 

Zgodziła się. Oklaski i śpiew “Sto lat” trwały dłuższą chwilę. 

(Zapis wideo Mszy św. z zaręczynami. Zaręczyny od minuty: 1:43)

Rodzice nie wiedzieli wcześniej o zamiarach Mateusza. Oboje narzeczeni jednak chwilę później wysłali do swoich rodzin radosną wiadomość. Mają po 24 i 25 lat, jeszcze nie ustalili daty ślubu, ale już dziś można otoczyć ich modlitwą. Na Jasną Górę, do Mamy z Nieba wejdą już jako Narzeczeni. 

Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor, w latach 2018-20 odpowiedzialna za sekcję news w Stacji7. Wcześniej pracowała w “Pulsie Biznesu”, “Newsweeku” i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap