Nasze projekty

Potrzeba nam spojrzeć na Matkę

Kiedy Chrystusa już złożono w grobie i wydawało się, że jest po wszystkim, umiała czekać – i tego właśnie musimy się od Niej nauczyć. Do świąt jest przecież bardzo blisko, zostało tylko kilka, kilkanaście dni. Bardzo nam więc potrzeba usiąść tak jak Ona i uwierzyć, że On przyjdzie.

Reklama

Kiedy złożono Chrystusa w grobie, a wejście do groty zastawiono wielkim kamieniem i wydawało się, że to już koniec, nastała długa noc, trwająca aż do niedzielnego poranka, która jest najbardziej niezwykłą nocą świata. To jest noc, która z zewnątrz wygląda tragicznie i smutno, noc śmierci, noc nieodwracalnego końca, noc beznadziei. Ale ta noc taka nie była i prawdopodobnie tylko jedna osoba na ziemi nie tyle wiedziała, ile bardzo mocno wierzyła, że ta noc jest zupełnie inna, niż wszyscy sądzą.

To była noc, kiedy On leżał w grobie. To była noc, która miała trwać dłużej, bo aż do niedzielnego poranka. I w tym czasie, prawdopodobnie schowana gdzieś w Wieczerniku, siedziała Miriam, mama Jezusa, która wiedziała, że ta noc, ta długa noc, na której koniec będzie musiała czekać dłużej, niż kiedykolwiek na cokolwiek czekała, skończy się czymś zupełnie niepojętym, czymś, czego świat jeszcze nie widział. Nie straciła wiary. Ona jedna, tak wierzy Kościół, przeniosła wiarę Kościoła przez te dni. Wiedziała, że życie Jezusa się nie skończy, że tej długiej nocy nastąpi coś, co się jeszcze nigdy nie zdarzyło w historii świata. I oczywiście po ludzku Jej serce z pewnością mówiło: „Umarł. Nigdy więcej Go nie zobaczę”, ale Duch Boży, który Ją wypełniał całą, pewnie szeptał Jej do ucha: „Ta noc będzie zupełnie inna”.

Reklama
Reklama

Dlaczego Miriam mogła wierzyć, że ta noc będzie zupełnie inna, że noc, która będzie trwała dłużej niż jedną noc, skończy się zupełnie inaczej niż wszystkie normalne noce czyjejś śmierci? Pewnie dlatego, że wiele lat wcześniej, kiedy Jezus miał dwanaście lat i kiedy była z Nim w świątyni, On się zgubił. Zgubił się podobno na trzy dni. Po trzech dniach, kiedy Miriam i Jej mąż Józef znaleźli Go pełni niezrozumienia, czyniąc Mu wyrzuty, usłyszeli, że nie powinni się martwić, bo przecież On był w domu swojego Ojca i nic Mu tam nie groziło. Prawdopodobnie pierwszego wieczoru po śmierci Jezusa, gdy zaczynała się dla Miriam długa noc oczekiwania, chociaż po ludzku Jej matczyne serce było zupełnie rozsypane, bo widziała śmierć swojego Syna i pewnie była zdruzgotana jak mało kto, gdzieś w głębi Jej duszy Duch Święty nieustannie Jej szeptał: „Ta noc się skończy inaczej. On się znowu po trzech dniach znajdzie. On jest u swojego Ojca, On jest w dobrych rękach. On swoje życie, całe swoje jestestwo powierzył w Jego ręce. Poczekaj, znajdzie się”.

Jestem przekonany, że Miriam nie zwątpiła. Chociaż po ludzku rozsypana, ciągle wierzyła, nieustannie wyglądała przez okno, nasłuchiwała, czy już idzie. Żeby dobrze zakończyć tę naszą drogę, bardzo nam potrzeba spojrzeć właśnie na Matkę. Kiedy Chrystusa już złożono w grobie i wydawało się, że jest po wszystkim, umiała czekać – i tego właśnie musimy się od Niej nauczyć. Do świąt jest przecież bardzo blisko, zostało tylko kilka, kilkanaście dni. Bardzo nam więc potrzeba usiąść tak jak Ona i uwierzyć, że On przyjdzie, że On się znajdzie, szczególnie jeżeli komuś z nas się wydaje, że Go nie ma.

Reklama
Reklama

Fragment książki “Oto Człowiek. Droga Krzyżowa z Jerozolimy” o. Adama Szustaka (wydanie drugie)

Reklama
Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę