video-jav.net

Anglia. Football is coming home

"Football is coming home". To rozpropagowane przez Anglików już na cały świat hasło ma zapowiadać zwycięstwo ich drużyny narodowej na mundialu

Jacek Liberacki
Jacek
Liberacki
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

To hasło Anglików z jednej strony świadczy o bucie Wyspiarzy, pewnych zwycięstwa swojej drużyny i tym samym powrotu piłki nożnej do domu, którym według nich jest tylko i wyłącznie Anglia. Z drugiej, z każdym kolejnym meczem “Lwów Albionu” na mundialu to hasło jest coraz bliżej realizacji w rzeczywistości, bo przed sześćdziesiątym pierwszym z sześćdziesięciu czterech meczów mistrzostw Anglicy dalej są w grze. Pierwszy raz od 28 lat.

 

Zwycięstwo drużyny Garetha Southgate’a byłoby spięciem klamrą historii angielskiej piłki nożnej ostatniego pięćdziesięciolecia. W 1966 roku w finale mundialu na angielskiej ziemi podopieczni sir Alfa Ramseya pokonali reprezentację RFN 4:2, tym samym sięgając po pierwsze i jak do tej pory jedyne mistrzostwo świata ojczyzny piłki nożnej. W finale hat-tricka zdobył Geoff Hurst. Zawodnicy odebrali złote medale od czterdziestoletniej królowej Elżbiety II, panującej wtedy od 14 lat. Dzisiaj Elżbieta ma 92 lata, jest najdłużej panującą królową w angielskiej historii.

 

Coraz bliżej powrotu do domu?

W meczu z Panamą hat-tricka ustrzelił Harry Kane, kapitan obecnej reprezentacji. To był drugi taki wyczyn Anglika od czasów Hursta, wcześniej udało się to Gary’emu Linekerowi. Zostały trzy mecze mistrzostw w Rosji, a futbol jest coraz bliżej powrotu do domu.

 

Ta droga była bardzo wyboista, wciąż nie wiadomo, czy zamknie się w 52 latach. W 1970, jako obrońcy tytułu Anglicy odpadli już w ćwierćfinale. Dosyć wcześnie, ale patrząc na dwie ostatnie próby obrony tytułu to nie jest aż tak źle. W ciągu tego półwiecza były mundiale, na których Anglicy systematycznie się kompromitowali i zawodzili wygórowane oczekiwania swoich kibiców. Były też turnieje, na których Anglików w ogóle nie było, jak na przykład dwadzieścia cztery lata temu w Stanach Zjednoczonych, dawnej brytyjskiej kolonii. Ostatnie 4 lata to w ogóle ciąg kompromitujących porażek Anglii na najważniejszych piłkarskich imprezach. Cztery lata temu zajęli ostatnie miejsce w grupie, dając się wyprzedzić nawet Kostaryce, 2 lata temu odpadli z Euro w 1/8 finału z Islandią, mającą dwadzieścia pięć razy mniejszą populację niż sam tylko Londyn. Na tym zakończyły się nieudane reprezentacyjne wojaże wspaniałych przecież zawodników, jak Wayne Rooney, Steven Gerrard czy Frank Lampard. Po feralnym Euro drużynę przejął Sam Allardyce, mający zbudować nową drużynę narodową. Pracę zakończył po jednym meczu, kiedy na jaw wyszły jego próby korupcji. Na jego miejsce wskoczył dużo młodszy Gareth Southgate, dotychczas prowadzący reprezentację Anglii do lat 21.

 

Odmłodzona drużyna

Był to jawny krok angielskiej federacji w stronę odmładzania drużyny, bo przecież przez poprzedzające pracę z dorosłą kadrą 3 lata Southgate miał do dyspozycji tylko młodych zawodników. Liczono, że przeniesie część z nich do kadry i stworzy reprezentację na nowo, zawodnikami urodzonymi w latach 90. Ten plan skrupulatnie trener wcielał w życie, ale na Wyspach i tak nierzadko znajdował się pod ogniem krytyki. Wszyscy pamiętają go tylko z tego, że w półfinale Euro 1996 jako zawodnik nie strzelił karnego w meczu z Niemcami i przez niego Anglia odpadła z turnieju.

 

Czas pokazał, że był to tylko jeden z wielu epizodów wielkiej klątwy ciążącej na Anglikach. Od 1990 roku przez 28 lat reprezentacja Anglii przegrała wszystkie serie jedenastek, w tym tą z 1996 roku. Trener Southgate oczywiście o tym wiedział, pamiętał też o jednym z najgorszych momentów swojego życia, kiedy jego kiepski strzał z dużym spokojem wybronił Andreas Kopke. Zatrudnił do pracy z kadrą psychologa, trenował ze swoimi zawodnikami rzuty karne, przed każdym z meczów fazy pucharowej Jordan Pickford wiedział, gdzie będą strzelać rywale. Opłaciło się. 3 lipca tego roku Yerry Mina w ostatniej akcji regulaminowego czasu gry wyrównał stan rywalizacji pomiędzy Anglikami i Kolumbijczykami w 1/8 finału. W dogrywce nie padło rozstrzygnięcie, wszystko miało się wyjaśnić w serii jedenastek. To właśnie trener Southgate powiedział, że dla niego karne to żadna loteria. Zrobił wszystko, by pomóc swoim piłkarzom w tej wojnie nerwów. Anglicy wygrali pierwszą serię rzutów karnych od 28 lat, nawet mimo tego, że z ławki dowodził trener-pechowiec, jak sam o sobie mówi, idiota, który nie strzelił karnego.

W ogóle cała ta reprezentacja nie wygląda na drużynę skazaną na sukces, będącą o krok od zdobycia mistrzostwa świata. Trener, który jest symbolem porażki, a na boisku grupa chłopaków o średniej wieku 25,7 lat. Najstarszy z nich ma na nazwisko Young i jest lewym obrońcą. Bramkarz Pickford gra lewą nogą lepiej od niego, jest jednym z najniższych bramkarzy na mistrzostwach w Rosji, a przed mundialem zaliczył ledwie 3 mecze. Rok temu przeszedł do Evertonu za 30 milionów funtów i był to największy transfer potwierdzony w Polsce, bo tak się akurat złożyło, że wtedy Pickford był z reprezentacją U21 na młodzieżowych mistrzostwach Europy rozgrywanych w naszym kraju. Anglia odpadła z tego turnieju w półfinale po… karnych z Niemcami.

 

Jednym z trzech środkowych obrońców Anglii jest Harry Maguire, piłkarz wyjątkowy, bo nie wzbudzający żadnych skandali. Oddany krajowi, wychowany w katolickiej szkole domator, który gdyby nie powołanie to pojechałby do Rosji z całą rodziną jako kibic, by wspierać choćby swojego kolegę z Leicester, Jamiego Vardy’ego. Vardy to z kolei najważniejsza postać największej piłkarskiej niespodzianki XXI wieku. 2 lata temu wygrał z Leicester mistrzostwo Anglii, sam pobił rekord ligi angielskiej Ruuda van Nisterlooya w kolejnych meczach ze zdobytą bramką. Vardy zdobył co najmniej jednego gola w każdym z kolejnych jedenastu meczów Premier League. W Rosji jest jednak tylko rezerwowym, ustępuje miejsca kapitanowi Harry’emu Kane’owi, liderowi kwalifikacji strzelców. Piłkarzowi, który mimo bycia kibicem Arsenalu jako dziecko, związał karierę z jego odwiecznym rywalem, Tottenhamem. Na swoją pozycję w tym klubie pracował przez cztery kolejne wypożyczenia, po których wreszcie zrobił wrażenie na głównym trenerze. Mauricio Pochettino zdobył z niego absolutną gwiazdę ligi angielskiej, przez cztery kolejne sezone Kane strzelał minimum 20 bramek w lidze, co rok ten wynik poprawiając. 30 goli z ostatniego sezonu nie wystarczyły, by wyprzedzić Mo Salaha w wyścigu o koronę króla strzelców, ale dla “Hurrricane’a” to i tak nie był priorytet, bo to wyróżnienie zdobył już rok wcześniej. Jest największą gwiazdą reprezentacji i podobno zabiega o niego sam Real Madryt.

Pojedynek międzypokoleniowy

Dzisiejszy mecz z Chorwacją będzie pojedynkiem pokoleń. Naprzeciw siebie Anglicy zobaczą starszych piłkarzy, dla których ten mundial to nie początek, a koniec. Drużynę o wiele bardziej doświadczoną, z lepszymi na papierze indywidualnościami, ale mającą w nogach o jedną dogrywkę i rzuty karne więcej. Jeśli i do nich dojdzie, to w tej rywalizacji Anglicy wreszcie nie muszą się obawiać fatalnej klątwy.

 

Dla Modricia i spółki to ostatnia szansa na sukces z reprezentacją, młode “Lwy Albionu” Southgate’a jeszcze mają na to czas. Z drugiej strony, Anglicy dostali spory handicap od losu, w końcu nie na każdym mundialu w grupie gra się z Tunezją i Panamą, a w ćwierćfinale ze Szwecją. Zresztą nikt z angielskiego obozu nie myśli o tym, że jeszcze przyjdzie na nich czas, ale nie teraz. To w końcu mecz o finał mistrzostw świata.

Jacek Liberacki

Jacek Liberacki

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jacek Liberacki
Jacek
Liberacki
zobacz artykuly tego autora >

Chorwacja. Chorwat-katolik

Katolicyzm jest jednym z wyznaczników chorwackiego społeczeństwa. Mimo wysokiego współczynnika wierzących, Kościołem w tym postjugosłowiańskim kraju targa wiele problemów.

Maciej Skotnicki
Maciek
Skotnicki
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Kościół katolicki w Chorwacji należy do najstarszych w Europie Środkowo-Wschodniej. Chrześcijaństwo dotarło na te ziemie, wchodzące wówczas w skład Cesarstwa Rzymskiego, już pod koniec II wieku. Za cesarza Dioklecjana, który rozpętał jedne z najkrwawszych prześladowań, śmierć poniosło tam wielu biskupów, duchownych i świeckich.

 

Kościół w liczbach

Gdy popatrzymy na dane statystyczne wskazujące liczbę chrześcijan w Chorwacji, zauważymy, że wiarę w Jezusa deklaruje przeszło 90% mieszkańców. Według tych danych katolicy stanowią 86% z tego zbioru. Z kolei prawosławni to prawie 5%. Zaledwie pół procenta to wspólnota protestancka. Można więc śmiało powiedzieć, że w Chorwacji częściej spotkamy katolika, niż prawosławnego. Za to w Serbii jest na odwrót.

 

Według sondażu przeprowadzonego przez Eurobarometr w 2010 roku Chorwaci pytani o wiarę odpowiadali następująco:

 

69% – „Wierzę w istnienie Boga”,

22% – „Wierzę w istnienie pewnego rodzaju ducha lub siły życiowej”,

7% – „Nie wierzę w żaden rodzaj ducha, Boga lub siły życiowej”,

2% – „Nie wiem”.

 

Muzułmanie przez wielkie “M”

Oprócz wyznawców Jezusa zarówno tych z rytu zachodniego, jak i wschodniego, możemy spotkać wyznanie, które jest jednocześnie określeniem przynależności narodowej. Mowa tu o Muzułmanach pisanych wielką literą. Jest to naród funkcjonujący oficjalnie od 1971 roku. Zamieszkuje on  tereny obecnie nieistniejącej już Jugosławii. Ich językiem jest serbsko-chorwacki, a wyznaniem islam.

Liczbę Muzułmanów z narodowości szacuje się na około 100 tysięcy. Owa wspólnota narodowa to pozostałość po czasach panowania Turków na Półwyspie Bałkańskim. Wielu Słowian, a konkretnie Serbów i Chorwatów przyjęło wtedy islam dla wygodniejszego życia w imperium muzułmańskich Turków.

 

Prawosławny dziadek, katolicki wnuk

Socjolodzy badający społeczeństwa państw jugosłowiańskich zauważyli pewną prawidłowość. Otóż w ciągu ostatnich 20 lat przeszło 30 tysięcy Serbów mieszkających w Chorwacji przeszła na katolicyzm. Przyjęcie wiary katolickiej przez młodych Serbów może być efektem asymilacji w nowym otoczeniu, ale także wpływu rodziców, którzy nie chcą narażać dzieci na problemy związane z ich odmiennością w chorwackim społeczeństwie.  

 

Chorwacka Częstochowa

Prawie 30 km na północ od Zagrzebia znajduje się największe i zarazem najważniejsze dla Chorwatów sanktuarium maryjne. Marija Bistrica to miejsce pielgrzymek Chorwatów już od czterech wieków. Obiektem kultu jest tutaj Matka Boża, wyrażona w późnogotyckiej drewnianej figurze z XV wieku.

Według przekazów, początkowo figura była czczona w drewnianej kaplicy na wzgórzu Vinski Vrh oddalonym 3 km od aktualnej świątyni. Podczas ataku Turków, 4 maja 1545 roku, miejscowy proboszcz w tajemnicy przeniósł figurę do kościoła w Mariji Bistricy, zakopując ją pod chórem. Wiadomość o miejscu ukrycia owej rzeźby kapłan zabrał ze sobą do grobu.

Według legendy, w 1588 roku jasne światło wydobywające się spod kościelnego chóru wskazało miejsce ukrycia figury.

 

Problemy chorwackiego Kościoła

Wśród głównych wyzwań, przed którymi stoi dziś Kościół w Chorwacji, pierwszym jest sekularyzacja – zeświecczenie życia publicznego i codziennego. Proces ten ma co najmniej dwa silne korzenie: z jednej strony ciągle jeszcze daje o sobie znać komunistyczna spuścizna byłej Jugosławii, z drugiej zaś jest to zjawisko dotykające w praktyce wszystkie kraje Europy, zwłaszcza zachodnią jego część.

Innym wielkim wyzwaniem całej Chorwacji, nie tylko Kościoła, jest kryzys rodziny. Liczba zawieranych małżeństw w ostatnich 5 latach utrzymuje się na mniej więcej tym samym poziomie 22,4–23,4 tys. rocznie. Jednocześnie stale wzrasta liczba rozwodów: w 2009 było ich 5076, rok wcześniej – 5025 a w 2005 – 4883. Oznacza to, że średnio co 5. małżeństwo rozpada się, przy czym statystycznie większość rozwodów orzekana jest po 14 latach pożycia. Pocieszające przy tym jest to, że ponad 88 proc. dzieci rodzi się w związkach małżeńskich, podczas gdy w niektórych krajach Unii Europejskiej wskaźnik ten nie przekracza nawet połowy.

 

Tekst powstał w oparciu o depesze KAI

Maciej Skotnicki

Maciek Skotnicki

Zobacz inne artykuły tego autora >
Maciej Skotnicki
Maciek
Skotnicki
zobacz artykuly tego autora >