video-jav.net

O Matce Bożej po Bożemu. Zgoda na miłość

Każda miłość opiera się na zgodzie: „Tak, chcę Cię kochać”. Miłość matczyna nie jest tu wyjątkiem – bez tej zgody nigdy nie rozwinie skrzydeł. Maryja zrealizowała swoją wolność zgadzając się na to, żeby być Matką. Dostała do tego pełny pakiet potrzebnych łask. Jak biorąc z Niej przykład, nie przegapić swojego zwiastowania?

Ks. Marcin Filar
Ks. Marcin
Filar
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

O Matce Bożej po Bożemu. Zgoda na miłość
Każda miłość opiera się na zgodzie: „Tak, chcę Cię kochać”. Miłość matczyna nie jest tu wyjątkiem – bez tej zgody nigdy nie rozwinie skrzydeł. Maryja zrealizowała swoją wolność zgadzając się na to, żeby być Matką. Dostała do tego pełny pakiet potrzebnych łask. Jak biorąc z Niej przykład, nie przegapić swojego zwiastowania?

Właściwy punkt odniesienia

Poszukiwania biblijnego oblicza Maryi muszą zacząć się od sceny zwiastowania. Nie tylko dlatego, że to pierwsza historia z Jej udziałem. Dlatego, że ten moment jest fundamentem dla zrozumienia wszystkich kolejnych. To przez pryzmat zwiastowania dostrzegamy rolę Maryi w historii zbawienia. Rolę, którą przede wszystkim jest macierzyństwo w pierwszym rzędzie wobec Jezusa, w konsekwencji – wobec każdego z nas.

Bł. Paweł VI w adhortacji „Marialiscultus” przypomina, że świętowanie zwiastowania to pamiątka dwóch wypowiedzianych „Niech mi się stanie”. Najpierw jest „fiat” Słowa Wcielonego – początek odkupienia, zjednoczenie natur boskiej i ludzkiej w Chrystusie. Po nim następuje ludzkie „fiat” Maryi, która swoją zgodą umożliwia Boże działanie, wchodzi we współpracę. Gdy w ikonostasach pojawia się ikona zwiastowania, zajmuje miejsce centralne. Nie po to, żeby gloryfikować Maryję, ale odnosząc nasze myśli do tajemnicy wcielenia. Najważniejszy jest Ten, który przychodzi.

Abp Fulton J. Sheen czas zwiastowania opisał słowami: „Gdy wolność i miłość były tym samym”. Maryja uczy nas, że po pierwsze: Bóg chce naszej współpracy, po drugie: jesteśmy w stanie z Nim współpracować. Dwie wolności spotykają się ze sobą. Ta Boska wolność, której nic nie ogranicza. I ta ludzka, która niesie w sobie pragnienie takiej nieskończoności.

 

Radość i obdarowanie

Ile razy powtarzamy „Zdrowaś Maryjo”, powinniśmy pamiętać, że to nie są nasze słowa, ale słowa samego Boga skierowane do Maryi. To nie przywitanie, a konkretna część misji Gabriela, która niesie ze sobą w języku greckim ogromne bogactwo treści: Raduj się! Bądź dobrej myśli. Tak tłumaczyć można zwrot Chajre pojawiający się także w tekstach prorockich (Jl 2, 21; So 3, 14), gdzie podobnie zapowiadane jest Boże działanie, będące przyczyną radości. Anioł zresztą szybko wyjaśnia przyczynę radości, używając do tego jednego słowa – kecharitomene. Gdy mówimy „pełna łaski”, możemy przeoczyć jeden kluczowy szczegół. Kecharitomene to imiesłów strony biernej od czasownika charitoo – „obdarzyć łaską”. Maryja jest więc obdarzona, ułaskawiona… przez Kogoś. Ma zostać Matką, więc dostaje pełny pakiet łask, które są Jej do tego potrzebne.

I wreszcie trzecia część pozdrowienia: „Pan z Tobą”. Pozdrowienie, które towarzyszyło chrześcijanom od początku i którym wielokrotnie budujemy naszą wspólnotę na Chrystusie w liturgii, tutaj nie wyraża życzenia, ale ma moc sprawczą. Maryja w taki sposób umie przyjąć Jego Słowo, że Ono dosłownie zaczyna w Niej swoje ludzkie życie, znajdując pełne warunki rozwoju.

 

Zgoda na Boże działanie

Skoro wszystko jest o Bożym działaniu, dlaczego ten fragment ma być dla nas podstawą kultu maryjnego? Idąc za wskazaniami bł. Pawła VI odkrywamy tutaj Maryję jako dziewicę słuchającą. Bo obietnice Bóg składa każdemu z nas. Każdego zapewnia o swojej obecności. Każdemu gwarantuje pełnię łask do misji, które proponuje w codzienności. Tylko, że to my nieudolnie odpowiadamy. Na wszelki wypadek trochę się smucimy. Trochę zgadzamy się na ten głos „rozsądku”, który w głowie powtarza „to nie dla ciebie, nie dasz rady”. Trochę poddajemy się poczuciu samotności i w nim się zanurzamy, zamiast zanurzyć się w modlitwie.

I w tych sytuacjach powinniśmy stawiać sobie przed oczami Maryję i powtarzać do skutku Jej słowa: „Niech mi się stanie według Słowa Twego”. Ona jest Służebnicą – nic nie należy do Niej, wszystko do Pana. Nic nie zależy od Niej, wszystko od Pana. Wie, że w miłości nie ma „trochę”. Przyjmując na siebie rolę Matki wie, że nigdy nie będzie Matką „trochę”, więc najlepiej wszystko od razu złożyć w Boże ręce, żeby On to poukładał po swojemu. Dlatego nawet, jeśli słysząc Bożą obietnicę niewystarczająco wzbudziliśmy w sobie zaufanie do Niego, ona zadba o to, żeby naszą uwagę przekierować na Niego.

Dziewica słuchająca jest dla Kościoła wzorem postępowania – słucha Słowa Bożego, przyjmuje je, głosi i czci. My też przyjmując sakramenty zgadzamy się na to, że Bóg chce zadziałać… Jaka to jest zgoda? Jest w tym miłość bez żadnego „trochę”? Nie bój się zapatrzeć w Maryję. Raduj się – zaufaj, że Bóg będzie dostarczał tych powodów do radości. Pełna łaski – odkrywaj pakiet, który dostajesz wraz z Bożym działaniem. Pan z Tobą – dbaj o to, by być blisko Niego. I nie miej wątpliwości, Maryja pomoże Ci powiedzieć Jemu „tak” i nie zatrzyma na sobie Twojego spojrzenia.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 

Ks. Marcin Filar

Ks. Marcin Filar

Kapłan Archidiecezji Krakowskiej, pochodzi z Rabki-Zdroju, od lat związany z Ruchem Apostolstwa Młodzieży. Obecnie duszpasterz w Sanktuarium Matki Bożej Myślenickiej oraz katecheta w technikum i szkołach zawodowych. Pomysłodawca i koordynator akcji modlitewnej #panamska10, pracuje w zespole medialnym ŚDM Archidiecezji Krakowskiej.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Marcin Filar
Ks. Marcin
Filar
zobacz artykuly tego autora >

O Matce Bożej po Bożemu

W Dzień Matki wyrażamy swoim Mamom miłość na różne sposoby. Zależą one od wieku, talentów, możliwości i – przede wszystkim – od tego, jak wygląda nasza relacja z tą, która dała nam życie. Jest to więc świetna okazja do tego, aby przyjrzeć się swojej relacji z Maryją, związaną z nami na zawsze testamentem Jezusa z krzyża: „Oto Matka twoja”.

Ks. Marcin Filar
Ks. Marcin
Filar
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

O Matce Bożej po Bożemu
W Dzień Matki wyrażamy swoim Mamom miłość na różne sposoby. Zależą one od wieku, talentów, możliwości i – przede wszystkim – od tego, jak wygląda nasza relacja z tą, która dała nam życie. Jest to więc świetna okazja do tego, aby przyjrzeć się swojej relacji z Maryją, związaną z nami na zawsze testamentem Jezusa z krzyża: „Oto Matka twoja”.

W czym problem?

Czasem poświęcając pobożności maryjnej bardzo wiele czasu, nie przeżywamy jej wystarczająco świadomie. Są tacy, którzy nie rozstają się z różańcem i gorliwie uczestniczą w każdej „majówce”. Naprzeciwko nich stają ci, którzy najchętniej zlikwidowaliby wszelkie przejawy pobożności maryjnej jako uwłaczające Jezusowi i odbierające Mu chwałę. Niezależnie od strony, po której się staje, dobrze wiedzieć, jakie są biblijne podstawy kultu maryjnego, jakie jest miejsce Maryi w teologii katolickiej i wreszcie: jakie dokumenty Kościoła precyzują te sporne kwestie?

Bez rzetelnej refleksji sami stwarzamy sobie ryzyko użycia Matki jako symbolu. Jako elementu do umieszczenia na sztandarze. Jako idei, która rozbijać się będzie o inne idee w nieuzasadnionej walce sił. Będziemy się gubić w wyobrażeniach tak długo, jak długo nie zadbamy o to, żeby w podejściu do Maryi odkryć relację z Nią jako osobą, angażując się całkowicie – zarówno intelekt, jak i wolę oraz uczucia. Jak w każdej relacji.

 

„Matuchno kochana…”

Kto choćby raz uczestniczył w pieszej pielgrzymce na Jasną Górę na pewno czytając słowa „Zacznijcie wargi nasze chwalić Pannę świętą” usłyszy w głowie melodię „Godzinek”. I choć nie jesteśmy społeczeństwem skłonnym do używania archaizmów, granica mocno się przesuwa, gdy w prośbach do Matki Bożej przyjdzie napisać „Matulu”, „Mateczko” czy „Matuchno kochana”. Do swojej rodzicielki też niektórzy zwracają się „Matko”, a inni „Mamusiu”. Z tymi emocjami wcale nie musimy walczyć, bo one wręcz powinny towarzyszyć spotkaniu z Matką. Wręcz przeciwnie, przesadne zintelektualizowanie kultu i zdystansowanie się do Maryi sprawi, że przestanie ona być osobą, a modlitwa do niej – spotkaniem.

Przewodnikami na tej drodze są święci i inni myśliciele, u których obok refleksji teologicznej widzimy wyraźny rys maryjny. I tak na przykład Św. Jose Maria Escriva zadbał o to, aby na zakończenie każdego rozdziału jego dzieł duchowych pojawiał się zwrot myśli ku Matce Bożej, św. Jan Paweł II nie rozstawał się z różańcem, a abp Fulton Sheen poświęcił jej całą książkę „Maryja. Pierwsza miłość świata” – zdecydowanie wartą przeczytania.

Czy emocjonalne przywiązanie do Maryi nie czyni chrześcijanina jednak zbyt naiwnym, zbyt staroświeckim? Papież Benedykt XVI napisał w 2010 roku w „Liście do seminarzystów”: „Pielęgnujcie swoją wrażliwość na pobożność ludową, która jest inna we wszystkich kulturach, ale równocześnie zawsze podobna, bo ostatecznie takie samo jest ludzkie serce. Oczywiście w pobożności ludowej są elementy irracjonalne, czasem może nawet pewna powierzchowność. Jednak odrzucanie jej jest całkowicie błędne. Dzięki niej wiara zagościła w sercach ludzi, przeniknęła do ich uczuć, zwyczajów, wspólnego sposobu odczuwania i życia. Dlatego pobożność ludowa jest wielkim dziedzictwem Kościoła.”

Powinniśmy pozostać przy naszym przywiązaniu do Maryi i ukierunkować je tak, aby naturalnie prowadziło nas do pogłębienia więzi z Jezusem.

 

Co na to Magisterium?

Oddawanie czci Bożej Rodzicielce nie jest bowiem celem samym w sobie. Ona ma swoje miejsce w chrystologii, bo prowadzi nas do Jezusa. Ma swoje miejsce w eklezjologii, bo to Ona urodziła Jezusa, więc rodzi do wiary także i cały Kościół, jako jego mistyczne Ciało. Spojrzenie na Nią w taki sposób pozwala na właściwe ukształtowanie swojej duchowości maryjnej, dlatego ojcowie Soboru Watykańskiego II nie poświęcili Maryi osobnego tekstu. Przeczytamy o Niej w ósmym rozdziale Konstytucji Dogmatycznej o Kościele „Lumen gentium”, noszącym tytuł „Błogosławiona Maryja Dziewica Boża Rodzicielka w tajemnicy Chrystusa i Kościoła”. Choć tekst nie jest długi, jego celem – zgodnie z tytułem – jest prawidłowe ustawienie perspektywy. Omawia rolę Maryi „w tajemnicy Słowa Wcielonego i Ciała Mistycznego”, ukazując formy kultu maryjnego i ich uzasadnienie, ale nie rozstrzygając szczegółowo kwestii teologicznych, które wciąż pozostają otwarte.

Na szczęście ci, którzy po lekturze „Lumen gentium” odczuwać będą niedosyt, mogą sięgnąć po inny ważny w temacie dokument, wydany w roku 1974 z konieczności zharmonizowania form pobożności maryjnej z wprowadzaną reformą liturgii. Adhortacja apostolska „Marialis cultus” bł. Pawła VI w całości poświęcona jest kształtowaniu i rozwojowi kultu Maryi w Kościele. Kontynuuje myśl soborową o ukazywaniu przede wszystkim roli, jaką spełniła w historii zbawienia, wskazuje też bardzo konkretne zasady oraz drogi do zdrowej odnowy kultu maryjnego. Przypomina, że kult chrześcijański jest oddawany Ojcu przez Chrystusa w Duchu. Podporządkowuje liturgii jakiekolwiek inne formy pobożności, dbając też o to, aby jakiekolwiek praktyki i nabożeństwa nie przeszkodziły w dobrym przeżywaniu najważniejszego – Eucharystii, lecz do niego prowadziły. Wreszcie – podkreśla drogę biblijną w kształtowaniu kultu maryjnego. Aby dobrze ukształtować relację z Maryją, trzeba Ją dobrze poznać, a głównym źródłem, które mamy jest Pismo Święte.

Z tego powodu w najbliższych tygodniach pochylimy się nad tymi tekstami, które w Nowym Testamencie mówią nam o Maryi. Można by powiedzieć, że szczególnie skupimy się na tych, które mówią o Niej jako o Matce – Matce Jezusa i Matce Kościoła – ale jakby się dobrze zastanowić… innych nie ma. A to już jest dla nas bardzo cenna wskazówka. Dlatego warto pochylić się nad Słowem Bożym i kontemplować rolę Maryi w dziele zbawienia, jednocześnie właśnie od Niej ucząc się tej kontemplacji. To Ona słysząc, co mówili o Jezusie, „zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łk 2, 19). Nie bójmy się więc, że zatrzyma nas na sobie – dbajmy raczej o to, żebyśmy my umieli usłyszeć, co ma nam do powiedzenia o swoim Synu.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 

Ks. Marcin Filar

Ks. Marcin Filar

Kapłan Archidiecezji Krakowskiej, pochodzi z Rabki-Zdroju, od lat związany z Ruchem Apostolstwa Młodzieży. Obecnie duszpasterz w Sanktuarium Matki Bożej Myślenickiej oraz katecheta w technikum i szkołach zawodowych. Pomysłodawca i koordynator akcji modlitewnej #panamska10, pracuje w zespole medialnym ŚDM Archidiecezji Krakowskiej.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Marcin Filar
Ks. Marcin
Filar
zobacz artykuly tego autora >
Share via