Zdjęcie ilustracyjne | Fot. kjpargeter/Freepik

Zostawił wszystko i wyjechał bronić Ojczyzny. „Dzieci kiedyś zapytają: co zrobiłeś wtedy dla Ukrainy?”

Zostawił swój biznes w Norwegii, mieszkanie i wyjechał do okupowanego Kijowa. "Jestem pedagogiem, wychowywałem dzieci, mam dwójkę swoich dzieci. I te dzieci zapytają kiedyś tatę czy nauczyciela: Tam jest wojna, co Pan robi, co Pan zrobił dla Ukrainy w tym momencie? Ja nie miałem wyboru" - opowiada Vitaly Miśków.

Reklama

„Nie mogłem inaczej”

Vitaly Miśków jest filologiem ukraińskim, pisarzem i nauczycielem. Gdy dowiedział się o wybuchu wojny, postanowił zostawić swój biznes w Norwegii i przyjechać do Kijowa. Przebywa tam od 2 marca. W czwartek usłyszałem w wiadomościach co się dzieje, a Kijów to jest miasto, w którym się urodziłem, tutaj dorastałem, tutaj ukończyłem uniwersytet – ukraińską filologię. Moje serce jest z Kijowem i ja nie mogłem inaczej.

Po drogie – jestem pedagogiem, wychowywałem dzieci, mam dwójkę swoich dzieci. I te dzieci zapytają kiedyś tatę czy nauczyciela: „Tam jest wojna, co Pan robi, co Pan zrobił dla Ukrainy w tym momencie?”. Ja nie miałem wyboru, po prostu wsiadłem do samochodu, zostawiłem swój biznes, który prowadzę w Norwegii, zostawiłem klucze od mieszkania, pożegnałem się i pojechałem.

„Im bliżej Kijowa, czułem, że robię to, co trzeba”

Jak podkreśla, w czasie podróży do Ukrainy, upewniał się co do słuszności swojej decyzji. Im bliżej Kijowa, czułem się pewniej, że robię to, co trzeba robić – mówi.

Reklama
Reklama

Wjazd do Kijowa był bardzo utrudniony, ciężko było się także przemieszczać po samym mieście. Było bardzo ciężko poruszać się po Kijowie, ponieważ było ciemno – jest zakaz włączania świateł, ponieważ to pomaga wrogowi namierzyć cele. W nocy słyszałem eksplozje, w ciągu dnia było słychać samoloty i także eksplozje. W Kijowie czuję się w miarę bezpieczny – nikt tutaj na 100% nie może być bezpieczny.

„Miałem duży dylemat”

Zaznacza, że początkowo chciał dołączyć do walczących żołnierzy, jednak zatrzymał go jeden dylemat. Chciałem do nich dołączyć, ale ja nie mam żadnego doświadczenia i nie wyobrażam sobie jak można zabić człowieka, nawet wroga, mimo że musimy się bronić. Więc miałem bardzo duży dylemat – mówi.

Skontaktował się ze swoimi znajomymi, którzy są dziennikarzami. Namówili mnie, że więcej korzyści będzie ze mnie, jeśli dołączę do ich frontu.

Reklama
Reklama

Zniszczenie wież telewizyjnych pozbawiło żołnierzy kontaktu z liderem

Jak zaznacza, działalność frontu informacyjnego jest niezwykle ważna i potrzebna. Jest to bardzo, bardzo potrzebne, dlatego że wczoraj była zniszczona wieża telewizyjna w Kijowie i tak samo w Ługańsku i Ukraińcy nie mają telewizji, dużo Ukraińców nie ma też Internetu. I to jest straszna sytuacja. Wcześniej ludzie mogli słuchać prezydenta, który w tej chwili jest po prostu mega potężnym liderem, który prowadzi za sobą cały naród i teraz ludzie zostali tego pozbawieni. Dlatego jest bardzo ważne, żeby dziennikarze nadal prowadzili pracę poprzez informowanie i łączenie ludzi. Więc dołączyłem do tego informacyjnego frontu – wyjaśnia Vitaly Miśków.

Posłuchaj całej rozmowy z Vitalijem Miśkówem przygotowanej i wyemitowanej na antenie Radia Warszawa:

Radio Warszawa,Paweł Kęska,zś/Stacja7

Reklama

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę