“Chciałam mieć siostrę. Teraz mam ich 110”. S. Wanda opowiada piękną historię swojego powołania

Często ludzie pytają: czy objawił ci się anioł z nieba i zaprowadził do klasztoru? Bóg ci się pokazał we śnie? Albo to najlepsze: czy to decyzja z powodu złamanego serca?. Nic z tych rzeczy. Nikt mi się nie objawił i nikt mi nie złamał serca! Wszystko za sprawą Jezusa, który mi zamieszał w głowie.

S. Wanda Putyra
S. Wanda
Putyra
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Nie planowałam zostać siostrą zakonną. Nigdy. Robiłam mnóstwo rzeczy, czerpiąc z życia garściami w jednym celu – żeby być szczęśliwą i, żeby dawać szczęście tym, którzy mnie otaczali. To były czasy gimnazjum… trenowałam karate, strzelałam z łuku, grałam w zespole muzyki dawnej, chodziłam do szkoły muzycznej i marzyłam o karierze saksofonistki albo piosenkarki, chociaż w głębi serca i w przypływie racjonalizmu bardziej chciałam być lekarzem. Miałam wiele planów na swoje życie, mnóstwo przyjaciół wokoło i to palące pragnienie w sercu, powtarzające się jak refren: „chcę być szczęśliwa i wycisnąć z życia najwięcej, ile się da!” Wszystko byłoby piękne, gdyby nie to, że żadna z tych rzeczy mnie nie cieszyła tak do końca.

Jezus nie dawał za wygraną, bo zaplanował dla mnie coś innego.

Zawsze brakowało mi czegoś, czego nie umiałam określić, a o czym wiedziałam, że ma trwać na wieki, a nie tylko tu i teraz! Z Bogiem bywało różnie… raz mieliśmy po drodze, gdy wszystko szło po mojej myśli, a raz zamiast do kościoła na niedzielną Eucharystię skręcałam ze znajomymi do… może tę kwestię pomińmy. Jezus jednak nie dał za wygraną, bo zaplanował dla mnie coś innego.

 

To wszystko się kiedyś skończy

Jak to więc było z tym aniołem z nieba, czy Bożym natchnieniem we śnie? Nie było żadnych objawień, ale… Poszłam ze znajomymi na koncert „Harlemu”. Skończył się późno, bawiliśmy się wybornie. Wracałam sama do domu przez ciemne i puste miasto, które normalnie tętni życiem w ciągu dnia. I wtedy trochę jak ten oczekiwany przez wszystkich grom z jasnego nieba przeszyła mnie myśl: to wszystko kiedyś się skończy, jak ten koncert! Znajomi się rozejdą, muzycy odjadą, muzyka przestanie grać, kolorowe ciuchy rozłożą się w ziemi, kolczyki i korale też. Nawet mój piękny złoty saksofon kiedyś zardzewieje, a renesansowe suknie zjedzą mole.

Wtedy właśnie pierwszy raz (i wystarczył ten jeden!) zrozumiałam, że Bóg jest wieczny i ON trwa zawsze, bo jak sam powiedział „JEST” i tylko ON może wypełnić moje serce szczęściem, które trwa wiecznie już tutaj na ziemi. I tak jak stałam, powiedziałam Mu: dobrze, ufam Ci! Wchodzę z Tobą w przymierze, jeśli istniejesz i Ci na mnie tak bardzo zależy, poprowadź mnie. Wtedy też doświadczyłam tego, jak bardzo On szanuje moją wolność i cierpliwie czekając na te moje słowa zgody płynące z głębi serca z właściwą Jemu delikatną i czułą stanowczością przyprowadził mnie do krakowskich prezentek.

Czekałam na Jego znaki, a skoro jestem niecierpliwa – pojawiły się szybko. Przygotowywałam się wtedy do Bierzmowania i podczas jednego ze spotkań moja koleżanka zwierzyła mi się, że chce zostać siostrą zakonną. W Krakowie są takie siostry prezentki, które prowadzą szkołę. Chcę się tam uczyć i zostać jednocześnie kandydatką do klasztoru. Chcę do nich pojechać, zobaczyć jak tam jest, ale sama się boję. Więc pojechałam z nią (uwielbiam podróże).

 

Moje miejsce na ziemi

Kobieca intuicja mnie nie zawiodła.

Wróciłam do domu z przekonaniem, że to moje miejsce na ziemi! Nie umiem tego wytłumaczyć, to było jak zakochanie. Wiedziałam, że tam będę szczęśliwa i tyle. Kobieca intuicja mnie nie zawiodła… A moja koleżanka, którą ja przywiozłam, właściwie przywiozła mnie – założyła rodzinę, jest szczęśliwą żoną i mamą, a kandydatką do klasztoru nigdy nie została!

Wszystko pięknie i ładnie, ale tę radosną wieść trzeba było oznajmić rodzinie. Przecież miałam tylko 16 lat i potrzebowałam zgody rodziców! Jakoś to z siebie wydusiłam. Wtedy się zaczęło… Zakłady, jak długo wytrzymam; to kolejny z moich szalonych pomysłów i szybko mi się znudzi; chłopak mnie rzucił, itp. Jak postanowiłam, tak zrobiłam.

Chodziłam do szkoły, którą prowadzą siostry, a jednocześnie przyglądałam się ich życiu od wewnątrz, będąc „kandydatką” do klasztoru. W moich szesnastoletnich oczach były na tyle autentyczne, że i ja postanowiłam zostać jedną z nich. Ale nie tylko dlatego – przede wszystkim ze względu na Jezusa, który wypełnił i wciąż wypełnia wszystkie pragnienia mojego serca. Już teraz na ziemi żyję z NIM tak, jak wszyscy będziemy z NIM w niebie. Bo moje serce, dusza i ciało – cała ja należę tylko do Niego, jestem w Jego rękach i nie muszę się o nic martwić. Bo czym jest to krótkie życie wobec wieczności i Jego nieskończonej miłości?

 

Bóg nie zabiera, ale daje stokroć więcej

Ja oddałam Mu wszystko, a On zrobił po swojemu, w taki sposób, którego nigdy bym sobie nie wyobraziła.

Nie było łatwo z dnia na dzień zostawić wszystkie swoje pasje, plany, osoby, które się kocha. Jestem żywym dowodem na to, że Bóg niczego nie zabiera, a daje stokroć więcej: chciałam mieć siostrę, bo mam samych braci – teraz mam ich 110. Chciałam być piosenkarką i grać na wielkich scenach – jestem organistką, gram na takiej scenie, że nawet aniołowie mnie słuchają i śpiewają w takt mojej muzyki. Chciałam być lekarzem, a pracuję w szkole jako nauczyciel muzyki i wychowawca – nie ma nic piękniejszego, niż dodawanie dzieciom wiatru w żagle i prowadzenie do spotkania z żywym Bogiem.

Ja oddałam Mu wszystko, a On zrobił po swojemu, w taki sposób, którego nigdy bym sobie nie wyobraziła. Czuję, że to dowód Jego miłości i potwierdzenie, że Jego plan jest zawsze lepszy. Ta pewność daje takie szczęście, a ja przez życie w czystości, ubóstwie i posłuszeństwie, we wspólnocie sióstr daję temu świadectwo całą sobą. Wszystko przeminie, a ON jest wieczny i tak, jak tego zawsze pragnęłam mogę być tylko z Nim już tutaj, na ziemi.

 

Wraz z siostrą Wandą nagraliśmy w maju 2020 roku kilka historii z cyklu “30 scen z życia Maryi”. Były one wprowadzeniem do Litanii Loretańskiej, którą siostra pięknie dla nas zaśpiewała.


ZOBACZ CYKL 30 SCEN Z ŻYCIA MARYI


PRZECZYTAJ WYWIAD Z S. WANDĄ: Litania Loretańska to modlitwa, która uczy być jak Maryja

 

S. Wanda Putyra

S. Wanda Putyra

Od 17 lat w Zgromadzeniu Sióstr Prezentek. Na co dzień organistka w kościele św. Jana w Krakowie, wychowawczyni, nauczycielka muzyki, dyrygentka chóru i scholi gregoriańskiej w szkołach sióstr prezentek w Krakowie. Miłośniczka Kościoła, J. S. Bacha, długich górskich wędrówek i podróży.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama
Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



Reklama
Reklama

S. Wanda Putyra
S. Wanda
Putyra
zobacz artykuly tego autora >

2 lata temu urodziła się Anielka. “Z każdej, nawet trudnej sytuacji, Bóg wyprowadza dobro”

Rodziców Anielki, która urodziła się z bezczaszkowiem i żyła zaledwie 7 dni, wciąż spotyka fala krytyki. Także dziś, gdy mija 2. rocznica urodzin dziewczynki. "Mam zbyt piękne życie, by żywić urazę" - mówi mama Anielki.

Irena i Maciej Kaczyńscy
Irena i Maciej
Kaczyńscy
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

1 lutego mijają 2 lata od narodzin Anielki, której historię znają dobrze czytelnicy naszego portalu. Moment diagnozy był bardzo bliskim zetknięciem się z rzeczywistością aborcyjną, chociaż my sami od aborcji jesteśmy jak najdalsi. Przyszłam na badanie i usłyszałam od lekarza, że jest to wada śmiertelna, że dziecko nie będzie żyło, że może umrzeć w trakcie porodu albo w ogóle do niego nie dożyć. Lekarz przywołał drugiego kolegę na potwierdzenie, że to jest słuszna diagnoza, więc przyjęłam to i nie walczyłam z medycznym orzeczeniem. Ale pierwszą rzeczą, jaką usłyszałam po diagnozie, było pytanie, czy zdecydowałabym się na terminację… – wspomniała w jednym z wywiadów mama Anielki, Irena Kaczyńska.

Wbrew rokowaniom lekarzy Anielka urodziła się. Żyła zaledwie 7 dni, ale zdążyła poruszyć serca wielu ludzi. Zarówno wtedy jak i dziś nie brakuje słów wsparcia i otuchy, które przysyłają internauci.

POLECAMY: Nikt nie płacze, nawet Anielka

Niestety od czasu, gdy publicznie opowiedzieli swoją historię, regularnie spotykają się też z agresywnymi komentarzami na swój temat. Do takich w ostatnim czasie można zaliczyć wpis jednego z polityków.

Odnosząc się do wypowiedzi prof. Płatek, jakoby w mediach nie pokazywano zdjęć dzieci terminalnie chorych, mama Anielki zamieściła na swoim Twitterze zdjęcie 7-dniowej córeczki. Było to zdjęcie zrobione niedługo przed jej śmiercią.

Pod jej wpisem Krzysztof Sławiński, radny świętokrzyskiej PO napisał “Proszę o zdjęcie, gdy skończy pierwszy rok życia”. Za ten wpis spotkała go fala krytyki i negatywnych komentarzy. Nie brakowało wśród nich obraźliwych wpisów i pogróżek. Zdaniem rodziców Anielki taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. Nie można na nienawiść odpowiadać tym samym. To do niczego nie prowadzi – przyznają zgodnie.

 

“Mam zbyt piękne życie, by żywić urazę”

Polityk szybko przeprosił wszystkich, których uraził jego wpis. W ramach zadośćuczynienia za jego tweet mama Anielki zaproponowała, by radny wsparł finansowo Fundację Warszawskie Hospicjum dla Dzieci, która opiekowała się małą Anielką.

W kolejnym swoim wpisie Sławiński zadeklarował, że przez rok co miesiąc regularnie będzie wspierał finansowo wskazane hospicjum. Padła deklaracja i ponowne przeprosiny. Należy to przyjąć za dobrą monetę, że ludzie przekraczając pewną granicę, są jeszcze w stanie się cofnąć. Dla nas to zamknięcie dyskusji – mówi Stacji7 Irena Kaczyńska, mama Anielki.

 

 

“Bóg może wyprowadzić dobro z każdej sytuacji”

Tata Anielki, Maciej Kaczyński, w jednym ze swoich wpisów wyraził nadzieję, że jego zdaniem ta historia może przynieść pozytywny skutek. Liczę, że paradoksalnie otworzy oczy, choć kilka par oczu na to, jaką barbarią jest promowanie aborcji – napisał. Rzeczywistość chrześcijańska jest przepełniona takimi pokrętnymi historiami, nawet w czasie Liturgii Paschalnej słyszymy o “błogosławionej winie”. Bóg z każdej, nawet bardzo trudnej sytuacji, może wyprowadzić dobro. Być może ktoś o bardziej ugruntowanej wrażliwości, a niepewny co do tych rozstrzygnięć, przekona się, że nie tędy droga – dodał w rozmowie ze Stacją7.

Zdaniem pani Ireny ta historia dotknie bardziej autora przykrego wpisu, niż ich. Za długo siedzimy w tym i śledzimy dyskusje w internecie, żeby taka agresja robiła na nas większe wrażenie – mówi pan Maciej.

Rodzice Anielki też, że jest to niezwykłe, że postać Anielki powraca jakąś boczną drogą właśnie w okolicy jej rocznicy urodzin. Ten czas od jej narodzin jest dla nas przepełniony znakami i symbolami – powiedział Maciej Kaczyński.

ZOBACZ: Życie w blasku Anielki

 

 

Czas na działanie

Po październikowym wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie przesłanki eugenicznej rozmawialiśmy z rodzicami Anielki o ich odczuciach. Zastanawiam się, na ile ta zmiana prawna zmieni podejście lekarzy, czy teraz pierwszym, co usłyszy kobieta, będzie: „ja będę prowadził pani ciążę, przejdziemy to razem, jest hospicjum, dam pani telefon do psychologa” – u nas tego zabrakło, zostałam w osamotnieniu i jedyne, co mi zaproponowano, to była aborcja. Wiele kobiet pewnie nie ma siły, żeby zapytać o inne rozwiązania, a przecież jest pomoc – powiedziała Irena Kaczyńska, przypominając, że “są hospicja, które oferują ogromne wsparcie, nam bardzo pomogli i na etapie ciąży i w czasie tych kilku dni życia Anielki”.

Zapytani o opublikowane w ubiegłym tygodniu uzasadnienie wyroku TK, podkreślają ponownie, jak ważne jest podjęcie działań we współpracy z już istniejącymi organizacjami i placówkami, które oferują specjalistyczną pomoc w przypadku, gdy dziecko ma się urodzić chore czy też śmiertelnie chore. Brak przesłanki eugenicznej niczego kobietom nie zabiera. Te kobiety mają pomoc, można kierować je do hospicjów – one istnieją – mówi Irena Kaczyńska.

PRZECZYTAJ TEŻ: To nie ja wyznaczyłam granicę życia mojej córki [ROZMOWA]

 

os, TVP/Stacja7

Irena i Maciej Kaczyńscy

Irena i Maciej Kaczyńscy

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama
Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



Reklama
Reklama

Irena i Maciej Kaczyńscy
Irena i Maciej
Kaczyńscy
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap