Nasze projekty
S. Wanda Putyra

„Chciałam mieć siostrę. Teraz mam ich 110”. S. Wanda opowiada piękną historię swojego powołania

Często ludzie pytają: czy objawił ci się anioł z nieba i zaprowadził do klasztoru? Bóg ci się pokazał we śnie? Albo to najlepsze: czy to decyzja z powodu złamanego serca?. Nic z tych rzeczy. Nikt mi się nie objawił i nikt mi nie złamał serca! Wszystko za sprawą Jezusa, który mi zamieszał w głowie.

Reklama

Nie planowałam zostać siostrą zakonną. Nigdy. Robiłam mnóstwo rzeczy, czerpiąc z życia garściami w jednym celu – żeby być szczęśliwą i, żeby dawać szczęście tym, którzy mnie otaczali. To były czasy gimnazjum… trenowałam karate, strzelałam z łuku, grałam w zespole muzyki dawnej, chodziłam do szkoły muzycznej i marzyłam o karierze saksofonistki albo piosenkarki, chociaż w głębi serca i w przypływie racjonalizmu bardziej chciałam być lekarzem. Miałam wiele planów na swoje życie, mnóstwo przyjaciół wokoło i to palące pragnienie w sercu, powtarzające się jak refren: „chcę być szczęśliwa i wycisnąć z życia najwięcej, ile się da!” Wszystko byłoby piękne, gdyby nie to, że żadna z tych rzeczy mnie nie cieszyła tak do końca.

Jezus nie dawał za wygraną, bo zaplanował dla mnie coś innego.

Zawsze brakowało mi czegoś, czego nie umiałam określić, a o czym wiedziałam, że ma trwać na wieki, a nie tylko tu i teraz! Z Bogiem bywało różnie… raz mieliśmy po drodze, gdy wszystko szło po mojej myśli, a raz zamiast do kościoła na niedzielną Eucharystię skręcałam ze znajomymi do… może tę kwestię pomińmy. Jezus jednak nie dał za wygraną, bo zaplanował dla mnie coś innego.

To wszystko się kiedyś skończy

Jak to więc było z tym aniołem z nieba, czy Bożym natchnieniem we śnie? Nie było żadnych objawień, ale… Poszłam ze znajomymi na koncert „Harlemu”. Skończył się późno, bawiliśmy się wybornie. Wracałam sama do domu przez ciemne i puste miasto, które normalnie tętni życiem w ciągu dnia. I wtedy trochę jak ten oczekiwany przez wszystkich grom z jasnego nieba przeszyła mnie myśl: to wszystko kiedyś się skończy, jak ten koncert! Znajomi się rozejdą, muzycy odjadą, muzyka przestanie grać, kolorowe ciuchy rozłożą się w ziemi, kolczyki i korale też. Nawet mój piękny złoty saksofon kiedyś zardzewieje, a renesansowe suknie zjedzą mole.

Reklama
Reklama

Wtedy właśnie pierwszy raz (i wystarczył ten jeden!) zrozumiałam, że Bóg jest wieczny i ON trwa zawsze, bo jak sam powiedział „JEST” i tylko ON może wypełnić moje serce szczęściem, które trwa wiecznie już tutaj na ziemi. I tak jak stałam, powiedziałam Mu: dobrze, ufam Ci! Wchodzę z Tobą w przymierze, jeśli istniejesz i Ci na mnie tak bardzo zależy, poprowadź mnie. Wtedy też doświadczyłam tego, jak bardzo On szanuje moją wolność i cierpliwie czekając na te moje słowa zgody płynące z głębi serca z właściwą Jemu delikatną i czułą stanowczością przyprowadził mnie do krakowskich prezentek.

Czekałam na Jego znaki, a skoro jestem niecierpliwa – pojawiły się szybko. Przygotowywałam się wtedy do Bierzmowania i podczas jednego ze spotkań moja koleżanka zwierzyła mi się, że chce zostać siostrą zakonną. W Krakowie są takie siostry prezentki, które prowadzą szkołę. Chcę się tam uczyć i zostać jednocześnie kandydatką do klasztoru. Chcę do nich pojechać, zobaczyć jak tam jest, ale sama się boję. Więc pojechałam z nią (uwielbiam podróże).

Moje miejsce na ziemi

Kobieca intuicja mnie nie zawiodła.

Wróciłam do domu z przekonaniem, że to moje miejsce na ziemi! Nie umiem tego wytłumaczyć, to było jak zakochanie. Wiedziałam, że tam będę szczęśliwa i tyle. Kobieca intuicja mnie nie zawiodła… A moja koleżanka, którą ja przywiozłam, właściwie przywiozła mnie – założyła rodzinę, jest szczęśliwą żoną i mamą, a kandydatką do klasztoru nigdy nie została!

Reklama
Reklama

Wszystko pięknie i ładnie, ale tę radosną wieść trzeba było oznajmić rodzinie. Przecież miałam tylko 16 lat i potrzebowałam zgody rodziców! Jakoś to z siebie wydusiłam. Wtedy się zaczęło… Zakłady, jak długo wytrzymam; to kolejny z moich szalonych pomysłów i szybko mi się znudzi; chłopak mnie rzucił, itp. Jak postanowiłam, tak zrobiłam.

Chodziłam do szkoły, którą prowadzą siostry, a jednocześnie przyglądałam się ich życiu od wewnątrz, będąc „kandydatką” do klasztoru. W moich szesnastoletnich oczach były na tyle autentyczne, że i ja postanowiłam zostać jedną z nich. Ale nie tylko dlatego – przede wszystkim ze względu na Jezusa, który wypełnił i wciąż wypełnia wszystkie pragnienia mojego serca. Już teraz na ziemi żyję z NIM tak, jak wszyscy będziemy z NIM w niebie. Bo moje serce, dusza i ciało – cała ja należę tylko do Niego, jestem w Jego rękach i nie muszę się o nic martwić. Bo czym jest to krótkie życie wobec wieczności i Jego nieskończonej miłości?

Bóg nie zabiera, ale daje stokroć więcej

Ja oddałam Mu wszystko, a On zrobił po swojemu, w taki sposób, którego nigdy bym sobie nie wyobraziła.

Nie było łatwo z dnia na dzień zostawić wszystkie swoje pasje, plany, osoby, które się kocha. Jestem żywym dowodem na to, że Bóg niczego nie zabiera, a daje stokroć więcej: chciałam mieć siostrę, bo mam samych braci – teraz mam ich 110. Chciałam być piosenkarką i grać na wielkich scenach – jestem organistką, gram na takiej scenie, że nawet aniołowie mnie słuchają i śpiewają w takt mojej muzyki. Chciałam być lekarzem, a pracuję w szkole jako nauczyciel muzyki i wychowawca – nie ma nic piękniejszego, niż dodawanie dzieciom wiatru w żagle i prowadzenie do spotkania z żywym Bogiem.

Reklama

Ja oddałam Mu wszystko, a On zrobił po swojemu, w taki sposób, którego nigdy bym sobie nie wyobraziła. Czuję, że to dowód Jego miłości i potwierdzenie, że Jego plan jest zawsze lepszy. Ta pewność daje takie szczęście, a ja przez życie w czystości, ubóstwie i posłuszeństwie, we wspólnocie sióstr daję temu świadectwo całą sobą. Wszystko przeminie, a ON jest wieczny i tak, jak tego zawsze pragnęłam mogę być tylko z Nim już tutaj, na ziemi.

Wraz z siostrą Wandą nagraliśmy w maju 2020 roku kilka historii z cyklu „30 scen z życia Maryi”. Były one wprowadzeniem do Litanii Loretańskiej, którą siostra pięknie dla nas zaśpiewała.


ZOBACZ CYKL 30 SCEN Z ŻYCIA MARYI


PRZECZYTAJ WYWIAD Z S. WANDĄ: Litania Loretańska to modlitwa, która uczy być jak Maryja

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite