video-jav.net

Kard. Dziwisz: Dziękujemy Bogu za kard. Macharskiego

Na Wawelu trwa Msza św. pogrzebowa zmarłego we wtorek kard. Franciszka Macharskiego. Przewodniczy jej metropolita krakowski kard. Stanisław Dziwisz. "Kardynał Franciszek był człowiekiem głębokiej wiary. To ona kształtowała jego duchowość, modlitewne skupienie, kontemplacyjne zanurzenie w Bogu, mistyczne przeżycia, ale także pasterską wrażliwość na drugiego człowieka i wyobraźnię miłosierdzia" - mówił w homilii kard. Dziwisz.

Polub nas na Facebooku!

Metropolita krakowski zauważył na wstępie, że kard. Macharski uosabiał najlepsze cechy i wartości miasta Krakowa, wpisał się w jego historię. Nie tylko dlatego, że tu się urodził i zmarł, ale dlatego, że całe życie było z nim związane. Dziś spocznie obok tych, na których się wzorował – obok trumny kard. Sapiehy.

“Dziękujemy Bogu, że nam go dał. Towarzyszymy mu sercem i modlitwą w chwili, gdy zakończył już swą ziemską wędrówkę i stanął przed obliczem Boga – Stwórcy i Pana ludzkich losów” – powiedział.

Wskazał każda śmierć skłania do refleksji i szukania odpowiedzi na pytania dotykające fundamentalnych spraw ludzkiego życia. Odniósł się do odczytanego fragmentu Księgi Izajasza. “Bóg życia zniszczy śmierć raz na zawsze. On zedrze z twarzy wszystkich ludów żałobny całun, otrze łzy z każdego oblicza i podźwignie z upokorzenia swe dzieci po całej ziemi. Oto horyzont ludzkiej nadziei, towarzyszący człowiekowi od zarania jego dziejów na ziemi. Oto horyzont ludzkiej, osobistej i zbiorowej nadziei” – mówił kard. Dziwisz. Ostateczną pieczęć tej nadziei postawił zaś Jezus Chrystus, który zmarł, ale zmartwychwstał, zaś człowiek zanurzony jest w Jego śmierć, ale też zmartwychwstanie.

Jak podkreślił, taką prawdę o człowieku i Bogu głosił kard. Franciszek, który szedł konsekwentnie drogą, na którą zaprosił go Chrystus i o którym po śmierci wypowiedziano wiele ważnych słów – o jego prostocie, oddaniu Kościołowi, patriotyzmie i “proroczym wychyleniu w przyszłość”. “Między jego wiarą a życiem nie było rozdźwięku, dlatego szybko stał się autorytetem w środowisku krakowskim, w Polsce i Kościele” – opisał.

Kard. Dziwisz podkreślił, że metropolita senior archidiecezji był zwiastunem chrześcijańskiej nadziei, gdyż jego wiara, nadzieja i wyczucie spraw społecznych, umożliwiły w stanie wojennym i w trudnych momentach transformacji ustrojowej po 1989 r. “przeprowadzenie ludu Bożego archidiecezji przez Morze Czerwone skomplikowanej polskiej rzeczywistości”.

“Z jednej strony w czasach stanu wojennego uczył roztropności, nie ryzykowania ponad potrzebę, z drugiej strony bronił uwięzionych, organizował pomoc dla ich rodzin, powołała Arcybiskupi Komitet Pomocy, bronił praw obywatelskich (…) Kościół Krakowski był w tym czasie oazą wolności dla niezależnej polskiej kultury. Gromadził dysydentów, ludzi mediów, sztuki i nauki” – mówił hierarcha.

Zaznaczył, że kard. Macharski nigdy nie upolityczniał Kościoła, o czym świadczy jego nauczanie. “Chciał, aby Kościół był domem dla ludzi różnych opcji politycznych, a równocześnie przestrzenią otwartych dyskusji światopoglądowych i autentycznego dialogu, tak międzyreligijnego, jak i kulturowego” – stwierdził.

Kard. Dziwisz powiedział, że zmarły odpowiadał całym swoim życiem na pytanie o miłość i to najtrudniejszy jej rodzaj – miłość miłosierna, czyli miłosierdzie. “Przy różnych okazjach podkreślał, że najcenniejszą formę kultu miłosierdzia Bożego stanowi stawanie się w świecie przedłużeniem ramienia tegoż miłosierdzia Bożego” – wyjaśnił, ukazując, że kard. Franciszek wspierał w archidiecezji wiele dzieł miłosierdzia. Miał też świadomość długiej tradycji charytatywnych Kościoła krakowskiego – św. Stanisława, św. królowej Jadwigi, o. Piotra Skargę, św. Alberta Chmielowskiego, kard. Adama Stefana Sapiehę. Zmarły wspierał dzieła miłosierdzia, zwłaszcza po reaktywowaniu w Polsce Caritas kościelnej po 1989 r. Zachęcał wiernych do praktykowania dziel miłosierdzia słowami z Ewangelii: Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.

Jak ocenił, kard. Macharski żył i działa w kręgu Bożego miłosierdzia. Wielokrotnie udawał się do Łagiewnik aby tam, czerpiąc z przesłania św. Faustyny czerpać inspiracje. Jego drogowskazem życia były słowa “Jezu, ufam Tobie”. Za wielkie dokonanie zmarłego ordynariusza uznał budowę Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, które konsekrował św. Jan Paweł II. Promieniował radością, gdy papież Jan Paweł II konsekrował świątynię i zawierzył świat Bożemu Miłosierdziu. “I dla papieża Bożego miłosierdzia, i dla krakowskiego kardynała te chwile były ukoronowaniem ich wspólnej troski, by prawda o Sercu Boga pełnym dobroci i miłosierdzia rozbrzmiewała jeszcze donioślej w naszym świecie naznaczonym egoizmem, przemocą i bratobójczymi konfliktami” – powiedział.

Purpurat podziękował w imieniu Zmarłego wszystkim, którzy opiekowali się kard. Macharskim w kolejnych szpitalach, lekarzom, siostrom albertynkom oraz przedstawicielom władz, instytucji, służb, środowisk nauki, pracy i kultury, a także przybyłym gościom – prezydentowi, premier rządu, przedstawicielom władz samorządowy,. “Dziękuję wszystkim, którzy dziś modlą się za niego, oddając mu ostatnią posługę. Dziękuję całej archidiecezji krakowskiej za modlitwy i miłość, jaką otaczała zmarłego arcybiskupa metropolitę krakowskiego” – wyraził wdzięczność. Odmówił jeszcze modlitwę Jana Pawła II, zaniesioną w łagiewnickim sanktuarium 17 sierpnia 2002 r.

“Księże kardynale Franciszku, dziękujemy Ci za wszystko. W Roku Miłosierdzia powierzamy Cię miłosiernemu Panu, któremu wiernie służyłeś i którego miłosierdzie sławiłeś swoim życiem i słowem. Żyj w pokoju. Żyj w Bogu na wieki” – zakończył kard. Dziwisz.

 


 Pełny tekst homilii zamieszczamy poniżej:


Panie Prezydencie, Pani Premier,
Księża Kardynałowie, Arcybiskupi i Biskupi,
bracia Kapłani, Osoby konsekrowane,
droga Rodzino Kardynała Franciszka,
dostojni Goście, Mieszkańcy Krakowa i Archidiecezji,
Bracia i Siostry!

1. Czyż nie jest wymownym fakt, że nazajutrz po dniach, w których Kraków rozbrzmiewał wielobarwną i wielojęzyczną rzeszą i radością setek tysięcy młodych chrześcijan z całego świata, odszedł do Pana człowiek, który uosabiał najlepsze cechy i wartości naszego Stołecznego Królewskiego Miasta? Świętej pamięci Kardynał Franciszek Macharski wpisał się głęboko w krakowską historię nie tylko dlatego, że tu się urodził osiemdziesiąt dziewięć lat temu i stąd odszedł do wieczności w ubiegły wtorek, 2 sierpnia, ale także i przede wszystkim dlatego, że tu przez całe lata służył Kościołowi Krakowskiemu i ludziom zamieszkującym naszą ziemię. Zostawił głęboki ślad na tej ziemi i w ludzkich sercach.

Dziś, otaczając jego trumnę w Katedrze Wawelskiej, z którą się zżył i którą umiłował, dziękujemy Bogu, że nam go dał. Towarzyszymy mu sercem i modlitwą w chwili, gdy zakończył już swą ziemską wędrówkę i stanął przed obliczem Boga – Stwórcy i Pana ludzkich losów. Stanął nie sam, ale z Kościołem, któremu służył jako jego pasterz przez dwadzieścia siedem lat. Dziś spocznie obok tych, którzy byli wzorami w jego służbie Chrystusowi – spocznie w krypcie obok kardynała księcia Adama Stefana Sapiehy pod ołtarzem św. Stanisława.

2. Śmierć każdego człowieka, a tym bardziej bliskiego nam człowieka, skłania nas do refleksji, a także do ponownego szukania odpowiedzi na pytania dotykające fundamentalnych spraw ludzkiego życia i umierania. W tej refleksji nie jesteśmy zdani tylko na własny rozum. Otrzymujemy światło zawarte w słowie Bożym, rozjaśniającym niełatwe przestrzenie naszego życia.

Odczytany fragment z Księgi Izajasza tchnie głęboką nadzieją. Natchniony prorok jest przekonany, że Bóg, który wpisał w ludzkim sercu pragnienie życia i szczęścia, spełni to pragnienie, i spełni swą obietnicę. On – Bóg życia – zniszczy śmierć raz na zawsze. On zedrze z twarzy wszystkich ludów żałobny całun, otrze łzy z każdego oblicza i podźwignie z upokorzenia swe dzieci po całej ziemi (por. Iz 25, 6-9). Oto horyzont ludzkiej nadziei, towarzyszący człowiekowi od zarania jego dziejów na ziemi. Oto horyzont naszej osobistej i zbiorowej nadziei.

Ostateczną, Bożą pieczęć, gwarantującą spełnienie się tej nadziei, postawił Jezus Chrystus, Syn Boży, Zbawiciel świata i człowieka. Stając się człowiekiem, utożsamił się z naszym losem i z tym wszystkim, co w tym losie najtrudniejsze. On żył jak człowiek, i umarł jak człowiek, ale nie zatrzymał się na progu śmierci. Powstając z martwych jako pierwszy z ludzkiego rodu, rozprawił się ze śmiercią raz na zawsze i odtąd dla każdego, kto w Niego wierzy, wrota śmierci stają się jednocześnie bramą wiodącą do pełni życia, które nie będzie miało kresu. Św. Paweł poucza nas i zapewnia, że przez chrzest stajemy się do tego stopnia zjednoczeni z Chrystusem, że zostajemy zanurzeni w Jego śmierć, razem z Nim zostajemy pogrzebani, aby wkroczyć w nowe życie (por. Rz 6, 3-4).

W naszym ziemskim wędrowaniu do wieczności nie jesteśmy sami, i nie jesteśmy zdani na własne siły. O tym usłyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii. Sam Jezus zapewnia nas: „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało, wydane za życie świata” (J 6, 51). Dar Eucharystii wspomaga nasze siły, byśmy nie ustawali w drodze i podtrzymuje w nas zalążek Bożego życia, które stanie się naszym udziałem na zawsze. Eucharystia wzmaga w nas głód Boga.

3. Taką prawdę o człowieku i jego powołaniu do życia w Bogu głosił i taką prawdą żył świętej pamięci ksiądz kardynał Franciszek. Szedł konsekwentnie drogą, na którą zaprosił go Chrystus. Po śmierci księdza kardynała Franciszka Macharskiego wypowiedziano pod jego adresem wiele serdecznych, ważnych i pięknych słów. Podkreślano jego prostotę, ubóstwo, inteligencję, oddanie Kościołowi, patriotyzm, zakorzenienie w tradycji historycznej, otwarcie na znaki czasu współczesności oraz perspektywiczne, prorocze wręcz wychylenie w przyszłość. Chciałbym, abyśmy spojrzeli na naszego Zmarłego w świetle wiary, nadziei i miłości.

Ks. kardynał Franciszek był człowiekiem głębokiej wiary. To ona kształtowała jego duchowość, modlitewne skupienie, kontemplacyjne zanurzenia w Bogu, mistyczne przeżycia, ale także pasterską wrażliwość na drugiego człowieka, wyobraźnię miłosierdzia, towarzyszącą obecność w życiu innych ludzi oraz ducha służby i poświęcenia. Między jego wiarą a życiem nie było rozdźwięku, dlatego szybko stał się autorytetem w środowisku krakowskim, w Polsce i Kościele. Dla księdza kardynała wiara oznaczała przyjęcie odpowiedzialnego i zaangażowanego uczestnictwa w potrójnym posłannictwie samego Chrystusa: posłannictwie nauczycielsko – prorockim, mesjańsko – kapłańskim i królewsko – pasterskim.

Ks. kardynał Franciszek był także zwiastunem chrześcijańskiej nadziei. Jego głęboka wiara i nadzieja, ale także wyczucie spraw społecznych, umożliwiły w okresie stanu wojennego oraz w trudnych momentach transformacji ustrojowych po roku 1990, przeprowadzenie ludu Bożego Archidiecezji przez Morze Czerwone skomplikowanej polskiej rzeczywistości. Z jednej strony w czasach stanu wojennego uczył roztropności, nie ryzykowania ponad potrzebę, z drugiej strony bronił uwięzionych, organizował pomoc dla ich rodzin, powołał Arcybiskupi Komitet Pomocy, upominał się o respektowanie praw człowieka i swobód obywatelskich. Kościół Krakowski był w tym czasie oazą wolności dla niezależnej polskiej kultury. Gromadził dysydentów, ludzi mediów, sztuki i nauki.

Kardynał Franciszek nigdy Kościoła nie upolityczniał, o czym świadczy jego nauczanie, bo chciał, aby Kościół był domem dla ludzi różnych opcji politycznych, a równocześnie przestrzenią otwartych dyskusji światopoglądowych i autentycznego dialogu, tak międzyreligijnego, jak i kulturowego.

4. Pytanie o miłość jest najtrudniejszym pytaniem, jakie można zadać człowiekowi. Na to pytanie całym swoim życiem odpowiadał ks. kardynał Franciszek Macharski. Podkreślił też przykładem swego życia, że najtrudniejszym rodzajem miłości jest miłość miłosierna, czyli miłosierdzie. To dzięki jego duszpasterskim staraniom tak mocno w naszej Archidiecezji praktyka miłosierdzia jest związana z kultem Miłosierdzia Bożego. Przy różnych okazjach podkreślał, że najcenniejszą formę kultu Miłosierdzia Bożego stanowi stawanie się w świecie przedłużeniem ramienia tegoż Miłosierdzia Bożego. Miał nadto świadomość wielowiekowych tradycji charytatywnych Kościoła Krakowskiego, wywodzących się od św. Stanisława, obrońcy uciśnionych, św. Jadwigi królowej, pytającej, kto przywróci łzy pokrzywdzonym?, św. Jana z Kęt, dla którego biedak był drugim Chrystusem, dlatego mawiał: Pauper venit, Christus venit! – ubogi przybył, Chrystus przybył!, poprzez sługę Bożego Piotra Skargę, twórcę Arcybractwa Miłosierdzia i Banku Pobożnego, św. Alberta Chmielowskiego –założyciela zgromadzeń zakonnych posługujących ubogim (Braci Albertynów i Sióstr Albertynek), kardynała Adama Stefana Sapiehę wielkiego jałmużnika narodu w okresie I wojny światowej i orędownika prześladowanych w czasie mrocznej nocy okupacji hitlerowskiej, aż do kardynała Karola Wojtyły, pochylającego się nad każdą ludzka niedolą, zaangażowanego w obronę życia nienarodzonych, otwieranie okien życia i domów samotnych matek.

To ta właśnie świadomość sprawiła, że w archidiecezji krakowskiej za czasów księdza kardynała Franciszka Macharskiego powstało wiele różnorodnych dzieł miłosierdzia, zwłaszcza po reaktywowaniu w Polsce Caritas kościelnej w 1990 roku. Miłość jest jedyną wartością, którą człowiek z doczesności przeniesie w wieczność. Kardynał Franciszek inspirował się słowami encykliki Dives in misericordia, w której czytamy, że „w […] eschatologicznym spełnieniu miłosierdzie objawi się jako miłość, podczas gdy w doczesności, w dziejach człowieka, które są zarazem dziejami grzechu i śmierci, miłość musi się objawiać nade wszystko jako miłosierdzie i wypełniać się również jako miłosierdzie (n. 8). Dlatego Kardynał zachęcał nieustannie ludzi do praktykowania miłosierdzia słowami samego Chrystusa: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5, 7).

5. Nie pora dziś i nie sposób wyliczyć wszystkich dokonań – prac, zajęć, stanowisk i urzędów sprawowanych przez kardynała Franciszka, zarówno w Kościele Krakowskim i polskim, jak i w służbie Kościołowi powszechnemu. Tym bardziej nie chcemy dziś wymieniać przyznanych mu honorowych tytułów i odznaczeń polskich i zagranicznych. One w najmniejszym stopniu nie zmieniały jego stylu życia – prostego, ascetycznego, ewangelicznego.

Nie ulega wątpliwości, że kardynał Franciszek żył i działał w kręgu Bożego Miłosierdzia. Wielokrotnie, niezliczoną ilość razy udawał się do Łagiewnik, aby tam – w przestrzeni naznaczonej mistycznym doświadczeniem świętej Siostry Faustyny – czerpać u źródeł natchnienie do osobistego zaufania Bogu „bogatemu w miłosierdzie”, a także czerpać siły do niełatwej służby. Jako biskup swoim zawołaniem uczynił słowa: Jesu, in Te confido – „Jezu, ufam Tobie”. To była zasada i drogowskaz, którym się kierował.

Wielkim dokonaniem zmarłego Pasterza była budowa łagiewnickiego Sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Promieniował radością, gdy 17 sierpnia 2002 roku Jan Paweł II konsekrował to Sanktuarium i gdy w tej niezwykłej świątyni zawierzył świat Bożemu Miłosierdziu, a dwa lata wcześniej ustanowił święto Miłosierdzia Bożego dla całego Kościoła. I dla Papieża Bożego Miłosierdzia, i dla krakowskiego Kardynała te chwile były ukoronowaniem ich wspólnej troski, by prawda o Sercu Boga pełnym dobroci i miłosierdzia rozbrzmiewała jeszcze donioślej w naszym świecie naznaczonym egoizmem, przemocą i bratobójczymi konfliktami.

6. Kardynał Franciszek Macharski zostawia nam przykład człowieka i pasterza dobrego, troskliwego, i jednocześnie ubogiego, o prostym stylu życia, Po odejściu z domu biskupów krakowskich zamieszkał w domku przy klasztorze Sióstr Albertynek, które troskliwie się nim opiekowały, zwłaszcza w ostatnich latach. Z całego serca im za to dziękuję, a zwłaszcza Siostrze Dolorosie.

W imieniu Zmarłego dziękuję wszystkim, od których doświadczał pomocy i życzliwości. Dziękuję lekarzom i pielęgniarkom, którzy się nim troskliwie opiekowali w kolejnych szpitalach, i w tym ostatnim – w Centrum Urazowym Medycyny Ratunkowej i Katastrof Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie przy ul. Kopernika. Dziękuję wszystkim, którzy dziś modlą się za niego, oddając mu ostatnią posługę. Wyrazy szczególnego podziękowania kieruję do dostojnych gości i wszystkich przedstawicieli władz, instytucji, służb oraz środowisk nauki, pracy i kultury. Dziękuję całej Archidiecezji Krakowskiej za modlitwy i miłość, jaką otaczała zmarłego Arcybiskupa Metropolitę Krakowskiego. Zapisał się w naszej pamięci jako dobry pasterz.

7. Zakończmy modlitwą Jana Pawła II, słowami której święty Papież zawierzył świat Bożemu Miłosierdziu. Jestem przekonany, że ksiądz kardynał Franciszek Macharski jeszcze raz chętnie by odmówił tę modlitwę razem z nami:

Boże, Ojcze Miłosierny […],
pochyl się nad nami grzesznymi,
ulecz naszą słabość,
przezwycięż wszelkie zło,
pozwól wszystkim mieszkańcom ziemi
doświadczyć Twojego miłosierdzia […].
Boże, Ojcze Miłosierny,
miej miłosierdzie dla nas
i całego świata!”

Księże kardynale Franciszku, dziękujemy Ci za wszystko. W Roku Miłosierdzia powierzamy Cię miłosiernemu Panu, któremu wiernie służyłeś i którego miłosierdzie sławiłeś swoim życiem i słowem.
Żyj w pokoju. Żyj w Bogu na wieki.
Amen!

Stanisław kard. Dziwisz
Metropolita Krakowski


luk / Kraków

Żebrak Bożego Miłosierdzia

"Intuicja, kim On jest i że jest miłosierny, towarzyszyła mi od pierwszego spotkania z orędziem s. Faustyny, jeszcze na początku II wojny światowej" - mówił w wywiadzie kard. Franciszek Macharski. Kontemplacja tajemnicy Miłosiernego Boga była osią życia i trwającej 27 lat posługi arcybiskupa - seniora archidiecezji krakowskiej, który zmarł 2 sierpnia w krakowskiej klinice. Dziś zostanie pochowany w katedrze na Wawelu.

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Z rodziny krakowskich patrycjuszy

Był nieodłącznie zrośnięty z Krakowem – swoim rodzinnym miastem – iw uosabiał wszystko, co w nim najlepsze – tradycję, obyczaj, poczucie humoru, przeświadczenie, że pośpiech świadczy o braku dobrych manier. Urodził się 20 maja 1927 r., był czwartym, najmłodszym dzieckiem Leopolda, prawnika i właściciela znanej restauracji Hawełki i jego żony Zofii. Ustabilizowane i szczęśliwe życie rodziny przerwała wojna – dwunastoletni wówczas “Nusik” – tak mówiono na Franciszka w domu – musiał pracować zarobkowo, kontynuując naukę na tajnych kompletach. Cudem udało mu się uniknąć wywózki na roboty do Niemiec po przeprowadzonej w mieście łapance, dzięki dociekliwości i niezrozumiałej życzliwości niemieckiego oficera, który, po ustaleniu, że jest młodszy niż wskazuje na to jego wygląd, kazał wypuścić go do domu. Po latach mówił, że było w tym Boże Miłosierdzie, a także w tym, że rodzeństwo ocalało. Trudne lata powojenne połączyły się z wielkim bólem rodziny Macharskich – pod koniec okupacji zmarł ojciec rodziny.

 

Nie chciałem, żeby szedł sam

Zaraz po wkroczeniu sowietów do Krakowa osiemnastoletni Franciszek zgłosił się do księcia metropolity krakowskiego Adama Stefana Sapiehy, z prośba o przyjęcie do seminarium. Najbliżsi uznali to za rzecz oczywistą, gdyż Nusik był bardzo religijny, a pierwszą samodzielnie przeczytaną przez niego książką był modlitewnik. Po latach wyznał w wywiadzie, że zachwycała go zwyczajność Chrystus. Szczególnie scena drogi do Emaus przemawiała do jego wyobraźni. Po Zmartwychwstaniu Jezus zwyczajnie wyruszył w drogę, towarzysząc uczniom. Oni go nie poznali, potrzebowali na to czasu. – Nie chciałem, żeby był sam, dlatego wybrałem kapłaństwo – wyjaśniał dziesięciolecia później swoją decyzję. Zapragnął towarzyszyć Jezusowi.

W seminarium studiował z ludźmi, którzy mieli wpływ na całe jego życie, z którymi utrzymywał serdeczne kontakty – Karolem Wojtyłą, Andrzejem Deskurem, Marianem Jaworskim. Młodzi klerycy mieli nie tylko znakomitych profesorów, ale też znakomite wzorce osobowości kapłańskich, które uosabiał przede wszystkim niezłomny książę metropolita. W czasie okupacji niemieckiej był wzorem godności i odwagi, zaś gdy przyszedł stalinowski totalitaryzm także zachował nieugiętą postawę wobec nowych ciemiężycieli. Kard. Sapieha szczególnie troszczył się też o ubogich, o uciekinierów wojennych, o ofiary niemieckiego terroru.

Święcenia kapłańskie kleryk Franciszek Macharski otrzymał z rąk kard. Sapiehy w 1950 r. Wychowanie i wartości, wyniesione z domu rodzinnego idealnie harmonizowały z formacją seminaryjną, tworząc najwyższą próbę kapłaństwa.

Niezłomny

Próba charakteru, jakiej był poddany Franciszek Macharski trwała całe życie, ale pierwsza i poważniejsza z nich wydarzyła się krótko po święceniach – został wytypowany przez przełożonych na studia do Fryburga Szwajcarskiego (przełożeni docenili jego wybitną inteligencję, pracowitość, znajomość języków obcych), ale młody ksiądz odmówił współpracy z bezpieką, co było warunkiem otrzymania paszportu. Zamiast do Fryburga trafił do parafii Kozy koło Bielska. Musiał czekać kilka lat, aż do odwilży w 1956 r., żeby wyjechać na zagraniczne studia. Efektem jego pobytu we Fryburgu był doktorat, poświęcony duszpasterstwu we współczesnym Kościele.

Dokumenty, zgromadzone w IPN nie pozostawiają wątpliwości – z władzami PRL nigdy nie szedł na kompromisy, choć unikał też ostrej konfrontacji, w kontaktach z partyjnymi funkcjonariuszami był elegancki i uprzejmy, ale stanowczy. Specjaliści od łamania charakterów musieli szybko się zorientować, że ich wysiłki przeciągnięcia go na swoją stronę spełzną na niczym.

Po powrocie do Polski związał się z krakowskim seminarium. Był w nim ojcem duchowym, później rektorem. Na tym stanowisku zastała go radosna i zdumiewająca wiadomość – kard. Karol Wojtyła, jego kolega z seminarium, został papieżem.

Dwa miliony kilometrów

Ten wybór miał decydujący wpływ także na kościelną karierę ks. rektora Macharskiego – to on został następcą kard. Wojtyły na krakowskiej stolicy. Od Jana Pawła otrzymał w prezencie pektorał kard. Sapiehy oraz rękopis poematu “Stanisław”, w którym Autor napisał: Słowo nie nawróciło, nawróci krew”. Gdy papież zapytał swojego następcy, jakie zawołani biskupie wybrał, kard. Macharski odpowiedział: “Jezu, ufam Tobie”. Papież nic nie powiedział, długo wpatrywał się w swojego następcę w milczeniu.

Od samego początku posługa kard. Macharskiego była niełatwa. Po euforii, związanej z pierwszą pielgrzymką Jana Pawła do ojczyzny w 1979 r. i powstaniu “Solidarności” w 1980 ruch niepodległościowy został stłumiony stanem wojennym. Metropolita krakowski bronił prześladowanych, nawiedzał internowanych, otoczył opieką ich rodziny. Nigdy jednak nie przekroczył cienkiej linii – nigdy bez wyraźnych motywów nie ingerował w politykę.

Jego codziennością była troska o Kościół lokalny, wychowanie kolejnego pokolenia kapłanów, przybliżanie Kościoła do wiernych – w ciągu 27 lat erygował 200 parafii, udzielił święceń kilkuset kapłanom. W tym czasie przejechał 2 mln kilometrów, był wszędzie, ale przede wszystkim wśród ludzi biednych i słabych. To miłosierny Jezus uczył go widzieć w biednych, opuszczonych i chorych cierpiącego Jezusa. Pojawiał się w schroniskach dla bezdomnych, domach samotnych matek, na Wigiliach dla ubogich. Fundował kosztowne operacje i terapie ludziom, którzy nie byli w stanie sobie na to pozwolić.

Miał ogromny autorytet wśród współbraci biskupów, przez piętnaście lat był wiceprzewodniczącym KEP, członkiem jej Rady Stałej. Był laureatem polskich i zagranicznych nagród, m. in. Orderu Odrodzenia Polski czy francuskiej Legii Honorowej.

Jako człowiek, kochający sztukę bywał na spektaklach teatralnych, wystawach, szczególnie kochał muzykę i był bywalcem w Filharmonii. Lubił chodzić pieszo, mieszkańcy Krakowa nieraz widywali go, jak przechodzi ulicami miasta, zawsze ubrany w skromną księżowską sutannę, z niewielkim pektorałem na szyi. Miał subtelne poczucie humory, bywał samoironiczny, żartował ze swojego wzrostu i chudości. Gdy zachorował na raka, którego ostatecznie pokonał, wyjaśniał, że go zasuszył. Tłumaczył, że nie chodzi na plażę żeby dzieci nie pomyślały, że przyszła Kostucha. Kiedyś otaczającym go dziennikarzom i dziennikarkom z typowym dla siebie figlarnym uśmiechem nakładał na głowy swoja piuskę żeby sprawdzić, czy do nich pasuje.

Wiele osób, które miało z nim bezpośredni kontakt odnosiło wrażenie, że jest mistykiem. Zatapiał się w modlitwie, nieraz sprawiał wrażenie nieobecnego, kontemplującego tajemnicę Boga.

Życie daje się raz, albo kropla po kropli

Gdy w 2005 roku po przejściu na emeryturę zamieszkał w skromnym mieszkaniu przy klasztorze sióstr albertynek, wszyscy uznali to za rzecz naturalną – był zawsze wśród ubogich i oni byli mu najbliżsi. Nie wyłączył się całkowicie z bieżących wydarzeń, w miarę sił brał udział w życiu lokalnego Kościoła i ukochanego miasta. Nadszedł czas podsumowań pracowitego życia.

Zapytany w jednym z wywiadów, co było największą trudnością w czasie jego rządów biskupich, odpowiedział: Ja sam. Uważał, że biskup ma umierać i spod warstwy swoich wyobrażeń, ambicji, emocji i depresji, odnajdywać wolę Boga. Szukał jej kontemplując tajemnicę Bożego Miłosierdzia. Miniaturowy modlitewnik z tekstem Koronki do Miłosierdzia i reprodukcją obrazu Jezusa, namalowanego w Wilnie pod kierunkiem s. Faustyny, znany mu był jeszcze przed wojną. “‘Jezu, ufam Tobie’ – nie miałem wątpliwości w roku ’38, nie miałem i później, że te słowa kształtują moje kapłaństwo. Od powrotu ze Szwajcarii co miesiąc, 25. dnia – w miesięcznicę narodzin s. Faustyny i 5. – jej śmierci, udawał się do Łagiewnik i dyskretnie, po Mszy św., modlił się w klasztornej kaplicy. Był to jego prywatny i osobisty kult, gdyż orędzie św. Faustyny mocno do niego przemawiało.

To on wydał “Imprimatur” dla wydania jej “Dzienniczka”, w diecezji krakowskiej jako pierwszej na świecie zaczęto obchodzić drugą niedzielę wielkanocną jako niedzielę Miłosierdzia, jako biskup miejsca kontynuował proces beatyfikacyjny, rozpoczęty przez kard. Wojtyłę, doprowadził do wybudowania w rekordowym, dwuletnim okresie, bazylikę Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. “Akt zawierzenia świata Bożemu Miłosierdziu” był poniekąd zwieńczeniem także jego posługi, nie tylko Jana Pawła. Stanowili z papieżem niezwykły tandem duchowy – kard. Macharski czuwał nad rozwojem kultu w Kościele lokalnym, papież Wojtyła – w Kościele powszechnym. Obu hierarchów łączyła kontemplacja tajemnica Bożego Miłosierdzia i wspólna intuicja – że to najważniejszy komunikat, jaki Kościół ma przekazywać światu w porę i nie w porę.

Łączył to z postawą duchowego ubóstwa, której uczył się od swojego patrona – Biedaczyny z Asyżu i Biedaczyny z Krakowa – św. Brata Alberta. Mówił, że aby otworzyć się na Miłosierdzie trzeba nauczyć się żebrać. “Muszę być żebrakiem, stale żebrakiem, muszę błagać Boga o miłosierdzie dla innych, jakby Mu się narzucać. Muszę wejść w sposób życia żebraka i stać się wobec Boga żebrakiem – mówił w wywiadzie. – Tylko wtedy dostrzegę tę miłość, którą Bóg nieustannie mnie obdarza i, co najważniejsze, będą mógł ta miłością obdarować innych. Trudna to droga, ale zawsze szczęśliwa”.

Ta szczęśliwa droga zakończyła się 2 sierpnia w krakowskiej Klinice Uniwersyteckiej, gdzie trafił po utracie przytomności i upadku. W szpitalu zdążył go jeszcze odwiedził przebywający w Polsce Franciszek – kolejny papież miłosierdzia. W testamencie Kardynał polecił, by cały jego majątek został przeznaczony dla diecezji. I żeby pochowano go obok ukochanego księcia metropolity w katedrze na Wawelu. Patrząc na odsłoniętą kryptę zażartował kiedyś, że na nagrobku trzeba wyryć inskrypcję, że zaschnął w pokoju.


Alina Petrowa-Wasilewicz / Warszawa

Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >