video-jav.net

Bp Ryś: “Wszystko widział przez pryzmat wiary”

"Wspominając kard. Franciszka kładłbym nacisk na wiarę. To był człowiek, który nie potrafił postrzegać rzeczywistości inaczej niż przez wiarę. Zawsze był dwa poziomy głębiej niż my" - powiedział o zmarłym wczoraj kardynale Franciszku Macharskim biskup pomocniczy archidiecezji krakowskiej, Grzegorz Ryś.

Polub nas na Facebooku!

“Ten dzień to dzień wielkiego pokoju ducha. Wiara jest niesamowitym darem Bożym właśnie na takie momenty i pozwala nam widzieć rzeczy inaczej. Na sposób trafiający w sam środek serca i przynoszący pokój” – opisał dzień śmierci kard. Macharskiego hierarcha. Wskazał, że choroba metropolity seniora trwała 51 dni i ludzie jakoś zdążyli się przygotować na to, że odchodzi.

“Będziemy powoli odnajdować to wszystko, co nam zostawił” – dodał. Bp Ryś podkreślił, że na pewno trzeba pamiętać, że kard. Franciszek jako ordynariusz nie miał łatwo i nie chodzi o to, że był następcą Karola Wojtyły.

“Pamiętajmy, że to był biskup stanu wojennego. To był biskup, który musiał zdobyć się na rozwiązanie konfliktu wokół klasztoru karmelitanek na terenie obozu koncentracyjnego w Auschwitz. To był biskup, który przeprowadzał nas przez wszystkie zakręty Polski, która się uczyła żyć w wolności” – opisał.

Zaznaczył, że we wszystkich sporach o wartości chrześcijańskie czy ustawę antyaborcyjną kardynał brał udział z niesamowitą klasą człowieka, który nie wciskał się na pierwsze strony gazet. “A mimo to był niesamowicie skuteczny, bo przez całe lata był współprzewodniczącym komisji mieszanej Episkopatu a rządu” – ocenił.

Biskup zauważył, że kard. Franciszka charakteryzował niesamowity dar wyczuwania jakie są potrzeby ludzi biednych, ubogich i chorych. “To był niezwykły dar. Na przykład dwa czy trzy dni po wybuchu stanu wojennego on miał pełną listę internowanych z terenu diecezji. Zorganizował też komitet pomocy represjonowanym” – wymieniał.

Duchowny zaznaczył, że podsumować ten pontyfikat w kilku słowach jest bardzo trudno. “On założył ponad 100 parafii. A wszystkie to jest tak naprawdę kościół, plebania, proboszcz. To nie było łatwe po okresie, kiedy nic nie było można robić” – stwierdził.

Jak przyznał bp Ryś wiele razy spotykał się z kard. Franciszkiem Macharskim bardzo osobiście. “Byłem zdumiony zaufaniem, które mi okazywał w tych rozmowach. To był bardzo głęboki człowiek, dobrze było go słuchać. Często odwiedzałem go tutaj u albertynek przez ostatnie 11 lat” – opowiedział.

Zaznaczył, że trzeba pamiętać kard. Macharskiego nie tylko przez pryzmat zbudowania Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. “To nie chodzi o to, że postawił Łagiewniki. Trzeba pamiętać w jaki sposób to zrobił i jeszcze w jakim duchu i kluczu. Nie postawił jednego kościoła więcej. Postawił sanktuarium dość skromnie i z taką wielką oszczędnością. Zrobił to bardzo zgrabnie i szybko. I przede wszystkim zawsze podkreślał, że to ma być szkoła miłosierdzia, a nie tylko kościół” – powiedział na zakończenie.


luk / Kraków

KARD. FRANCISZEK MACHARSKI

Kleryk Macharski. Wspomnienie

Kardynał Macharski mówił jedno zdanie na głos a jedno, dwa zdania po cichu. Żeby go zrozumieć, trzeba znaleźć to, co jest niewypowiedziane

ks. Wojciech Węgrzyniak
ks. Wojciech
Węgrzyniak
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Jeszcze byłem małym chłopcem, kiedy usłyszałem od starszej babci ze wsi, że po II wojnie światowej na wakacje do kleryka Andrzeja Deskura przyjeżdżał kolega z roku, kleryk Franciszek Macharski. Rodzina Deskurów mieszkała na Podbrzeziu, skąd było 2, może 3 km do kościoła parafialnego w Maniowach. I ludzie się dziwili, dlaczego oni rano nie idą do kościoła razem, tylko w odstępie kilkunastu metrów, całą drogę nie rozmawiając ze sobą.

– Pokłócili się? Dziwaki?

Potem ludzie się dowiedzieli, że klerycy robili rozmyślanie po drodze, w ten sposób przygotowując się do Mszy św. Ten obrazek idących w ciszy jakoś pozwala mi zrozumieć, skąd kard. Macharski w tak misteryjny sposób celebrował Eucharystię. Zwłaszcza moment Przeistoczenia, czy Oto Baranek Boży, były takimi chwilami, kiedy wydawało mi się, że on wchodzi najdalej jak człowiek potrafi na Golgotę. To nie był człowiek krzykliwy, choć mało przecież nie mówił. Umiał milczeć, dlatego nie mówił płytko.

 

Dziwiło mnie też, że on jest zawsze na bieżąco. Parę miesięcy po denominacji złotego, w czasie jakiegoś spotkania powiedziałem „Miliony”. Zaraz mnie poprawił: Tysiące. Nie licz na stare. Licz na nowe. Tak samo z komórką. Kiedy przyjechałem w 2001 roku na studia do Rzymu, dopiero od paru miesięcy miałem adres mailowy. A on już miał komórkę i tłumaczył jak to świetnie działa. Trochę wyglądał przy tym jak dziecko, co się zachwyca nową zabawką, ale robiło to wrażenie. Biskup, który jest na bieżąco. Biskup, który wie więcej niż ksiądz. Nawet w takich sprawach. Wielu przecież pamięta sms od Kardynała z Rzymu na krakowskie Błonia po śmierci Jana Pawła II. Dziś to już może nie dziwi. Wtedy budowało obraz Pasterza, którego lata nie zabijały młodości.

 

Nie byłem tak blisko, żeby poznać jego dystans do siebie, dystans, o którym tak wielu mówi. Ale bardzo lubię i nieraz powtarzałem anegdotę z kazania na krakowskim Rynku. W czasie homilii przestał działać mikrofon. Jakaś pani zaczęła więc wołać: Eminencjo, nic nie słyszmy. Ponoć padła odpowiedź: To nic nie tracicie…

 

macharski-kardynal

EAST NEWS

 

Co do kazań – i w ogóle co do spotkań – to naprawdę ciężko było zrozumieć, o co mu chodzi. Ale nigdy nie miałem wrażenia, że mówi bez sensu. Nawet kiedyś wymyśliłem pewną teorię homiletyczną: Kardynał Macharski mówi jedno zdanie na głos a jedno, dwa zdania po cichu. Żeby go zrozumieć, trzeba znaleźć to, co jest niewypowiedziane. I rzeczywiście to działało. Dziś bym powiedział, że to był taki sposób mówienia, który zachęcał nie tylko do słuchania, ale także do wysiłku zrozumienia. Chciał, żeby słuchacz zaangażował się bardziej, bo tylko wtedy człowiek zyskuje, kiedy się angażuje. Kto się zniechęcił, tracił. Kto się bardzo skupił, wypływał na głębię. Czy nie jest tak, że tam gdzie płytko może wchodzić każdy. by wypłynąć na głębię, trzeba się napływać.

 

Jezu, ufam Tobie i czci s. Faustyny pisać będą wszyscy. Dla mnie to on jest cichym i skromnym, ale rzeczywistym świecznikiem Bożego miłosierdzia. Bez Niego nie byłoby ani Łagiewnik ani Faustyny. Może genialnie wyczuł Jana Pawła II, a może sam ze swojej wysokości zobaczył, że to jest to, o co warto zakotwiczyć wszystko. Nie wiem. Wiem, że pozwolił Bogu stać się narzędziem takiej łaski, o której Kościół nie tylko Krakowski 40 lat temu nie mógł nawet pomarzyć.

 

ks. Wojciech Węgrzyniak

ks. Wojciech Węgrzyniak

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Wojciech Węgrzyniak
ks. Wojciech
Węgrzyniak
zobacz artykuly tego autora >