video-jav.net

Zapomniani bohaterowie: Stanisław Sosabowski

Generał Stanisław Sosabowski w trakcie II wojny światowej uważany był za bohatera. Po jej zakończeniu nie mógł liczyć na żadne honory ze strony Anglików

Polub nas na Facebooku!

Żeby poznać historię ludzi, którzy byli noszeni na rękach gdy byli potrzebni, a na których się (dosłownie) “wypięto”, kiedy przestali być przydatni nie musimy sięgać po książkę czy film, chociaż ich życiorysy doskonale nadają się do zekranizowania.

 

Najdobitniejszym przykładem tego jak łatwo odstawić człowieka na boczny tor są sytuacje krańcowe dlatego posłużę się przykładami naszych rodaków, którzy walczyli podczas II wojny światowej.

 

Po bohaterskiej walce w kampanii polskiej 1939 (za która został odznaczony Krzyżem Virtuti Militari V klasy) i ucieczce z niewoli, generał Stanisław Sosabowski (wtedy pułkownik) udał się do Francji, skąd razem z sześcioma tysiącami podległych mu żołnierzy został przerzucony do Wielkiej Brytanii. Tam, w Largo House w Szkocji, rękami polskich żołnierzy wybudowano pierwszą na Wyspach Brytyjskich wieżę spadochronową, na której ćwiczyła… pierwsza w dziejach Wojska Polskiego jednostka spadochronowa. Oczywiście pod komendą pułkownika Sosabowskiego (awans do stopnia generała brygady 15 czerwca 1944).

 

sosabowski2

 

Brygada generała Sosabowskiego brała udział w największej operacji powietrznodesantowej II wojny światowej – operacji Market Garden. Na skutek szeregu błędów Brytyjczyków Polacy zostali zrzuceni po niewłaściwej stronie Renu. Prom, którym mieli się przeprawić przez rzekę został zniszczony, a broń przeciwpancerna, którą mieli się posłużyć zupełnie niezdatna do użytku. Mało tego: ze względu na niesprzyjające warunki atmosferyczne, siły, które miały wesprzeć polskich żołnierzy, zostały zawrócone do Anglii. Mimo znalezienia się w beznadziejnej sytuacji żołnierze Sosabowskiego dzielnie walczyli z Niemcami osłaniając Brytyjską 1. Dywizję Powietrznodesantową.

 

Chociaż straty osobowe sięgały 40%, generał Sosabowski przekonywał brytyjskich generałów, że bitwę można jeszcze wygrać. Ci jednak woleli się wycofać i zrobili z Sosabowskiego kozła ofiarnego winnego porażki. Po powrocie do Anglii odebrano mu dowodzenie nad brygadą.

 

Po wojnie Generał Sosabowski nie mógł liczyć na żadne honory ze strony Anglików, ani związane z nimi przywileje. Aby utrzymać rodzinę (żonę i syna, który w trakcie Powstania Warszawskiego stracił wzrok) zatrudnił się jako robotnik w fabryce. Świadectwa z tamtych lat mówią, że jego byli żołnierze – zarówno polscy jak i angielscy – do końca życia mu salutowali.

 

PtakidrapieznePolecamy książkę “Ptaki drapieżne. Historia Lucjana „Sępa” Wiśniewskiego, likwidatora z kontrwywiadu AK”

 

W niezwykle szczerej rozmowie „Sęp” opowiada o swoich wojennych przeżyciach i o tym, jak on i jego nastoletni koledzy z “patrolu Ptaków” – pseudonimy brali z atlasu ornitologicznego – zmieniali się z piskląt, bezbronnych chłopców, w drapieżne ptaki, bezwzględnych żołnierzy. Niebezpieczne pościgi, uliczne strzelaniny, konspiracyjne „wsypy” i tragiczne pomyłki – akcje które opisuje Lucjan „Sęp” Wiśniewski wyglądają niczym sceny wyjęte z brutalnego filmu sensacyjnego, różnica polega na tym, że to działo się naprawdę.

>>> Kup teraz <<<

Umarłych pogrzebać…

Nie odarto ich z godności. Nigdy nie prosili o łaskę. Zachowali się jak trzeba. Wciąż czekają na należny im pochówek…

Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Z jamy w ziemi wieje chłodna wilgoć. Patrzę w ciemne oczodoły czaszki. Piach zamiast oczu. Dziwnie wyglądają korzonki oplatające kości, wkręcające się w zakamarki czyjejś głowy. Najpierw trzeba znaleźć. Potem wykopać. Potem opisać. Dopiero można pochować. Umarłych pochować… Po kilkudziesięciu latach…

 

2. Powązki,ekshumacjaofiarkomunizmu foto_Sławomir Dynek CogitoMedia_01

Powązki, ekshumacja ofiar komunizmu | fot. Sławomir Dynek / CogitoMedia

 

Chłód w jamie jest… przyjemny. Do czasu, aż słońce stanie w zenicie. Lato. Wtedy dół zamienia się w piekarnik. Pot leje się z twarzy. Siedzę w tej dziurze. Długa i szeroka – idealnie dla leżącego człowieka, ze sporym zapasem. Głęboka. Gdy zwieszam głowę w rogu, przyglądam się czaszce – ciężko o oddech. Ale nie tylko z gorąca. Jestem na cmentarzu. Patrzę na szczątki człowieka, którego komuniści z Urzędu Bezpieczeństwa wrzucili do dołu i zasypali. Ale to nie był pogrzeb. Raczej ukrycie zbrodni i winy. Kiedy? Pod koniec lat 40-tych, 50-tych..?

***

Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba… – napisała w grypsie Danuta Siedzikówna „Inka”. Sanitariuszka 5 Wileńskiej Brygady Armii Krajowej trafiła do gdańskiego więzienia 20 lipca 1946 roku. 13 dni wystarczyło komunistom na śledztwo i sąd. Wyrok – kara śmierci. 10 żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego stanęło w odległości trzech metrów od Inki i Feliksa Selmanowicza „Zagończyka”. Niech żyje Polska – krzyknęła młoda dziewczyna, zanim dosięgły ją kule. Inka i Zagończyk wciąż żyli! 10 strzelców, 3 metry… Podporucznik Franciszek Sawicki, dowódca plutonu egzekucyjnego, podszedł do żyjących więźniów. Była 6.15. Strzały w głowę dobiły Inkę i Zagończyka.

UB utajnił miejsce w którym pochowano Inkę.

***

Archeolog miotełką delikatnie zmiata piach z kości. Wyłania się coraz więcej szczegółów. Przypominam sobie naukę biologii. Miednica, żebra, kręgosłup… Wzrok leci niżej. Kości udowe… Wzrok leci wyżej. Szczęka… Coś przykuwa moją uwagę. Coś nie pasuje. Ale jeszcze nie wiem co. Jestem w szoku… Kolor! Ten kolor! Niemożliwe przecież, żeby po tylu latach… Różowy i białe zęby… W głowie kłębią się szalone myśli.

 

7. Powązki,ekshumacjaofiarkomunizmu foto_Sławomir Dynek CogitoMedia_01

Powązki, ekshumacja ofiar komunizmu | fot. Sławomir Dynek / CogitoMedia

 

– To fragment protezy – wyjaśnia mi młody archeolog. Właśnie to bardzo boleśnie uzmysławia, że w dole leżą szczątki człowieka, być może zamordowanego przez UB w mokotowskim więzieniu.

***

Generał Emil Fieldorf „Nil” został aresztowany przez UB 10 listopada 1950 roku w Łodzi. Przewieziono go do Warszawy. Najpierw do aresztu śledczego MBP przy ul. Koszykowej. Później trafił do „czarnej dziury”, więzienia mokotowskiego przy Rakowieckiej. Tortury. „Nil” jest twardy. Odmawia współpracy z UB. Sfingowany proces. Kara śmierci. Wyrok ma zostać wykonany przez powieszenie. Szubienica. Jest 24 lutego 1953 o godz. 15.00 w więzieniu Warszawa-Mokotów przy ul. Rakowieckiej. Generał „Nil” stoi wyprostowany. Funkcjonariusze UB nie odarli go z godności. Patrzy w oczy prokuratora. Ostatnie życzenie? Proszę powiadomić rodzinę – powiedział Fieldorf. To wszystko. Lina się naprężyła…

Ubecy ukryli ciało „Nila”. Prawdopodobnie spoczywa na Powązkach. Pod grobami z lat 80-tych. Tak komuniści ukrywali swoje zbrodnie. Generał Emil Fieldorf „Nil” jeszcze czeka…

***

Biały namiot ustawiony przy wejściu na cmentarz skrywa mroczne tajemnice. Choć właśnie w tym miejscu tajemnice te powoli wychodzą na świat. Biały stół ustawiony w centralnym miejscu. Na stole żółto brudny szkielet człowieka. Młode dziewczyny pracują w skupieniu. Kompletują szczątki i z pietyzmem układają na stole. Kostka do kostki… Pieczołowicie opisują wszystko. Jakaś kość złamana, brakujące uzębienie, przestrzelona szczęka. Każdy szczegół jest ważny. Pozwala przynajmniej częściowo na opis tego, jak mógł zginąć, czy był torturowany. Najgorsze, że mogli człowieka zamęczyć na śmierć, a teraz nie ma nawet śladu, bo tkanki miękkie uległy całkowitemu rozkładowi. Jeśli nie był rozstrzelany, jeśli nie ma uszkodzonych kości… Szukają. Sitko w dłoniach ubranej w biały kombinezon dziewczyny rytmicznie porusza się w prawo, w lewo, do przodu i do tyłu. Przesiany piasek opada do miski. Na sitku grzechoczą kamyczki. To znaczy – ja widzę same kamyczki. Szkielet dorosłego człowieka składa się z 206 kości. Znaleźć te duże – nie ma problemu. Ale małe? Wprawne oczy młodej wolontariuszki wypatrują w sitku drobne kostki. Po oczyszczeniu z ziemi i pyłu trafią na stół – to kości dłoni.

***

Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka” – słynny dowódca 5 Wileńskiej Brygady AK został aresztowany przez UB  30 czerwaca 1948 roku. Trafił do warszawskiego więzienia na Mokotowie. To „czarna dziura” tamtych czasów. Tu znikali Żołnierze Wyklęci. „Łupaszka” też tego doświadczył. Sąd i wyrok. Szendzielarz nie zaprzeczał swojemu udziałowi w podziemiu antykomunistycznym. I nie poprosił o łaskę. „Łupaszka” został skazany na 18-krotną karę śmierci…Ciało zostało pochowane w tajemnicy, w nieznanym miejscu.

***

Blaszany kontener zamknięty przed oczami osób przychodzących na warszawskie Powązki. W środku stos małych drewnianych trumienek. Większość pustych złożona pod ścianą. Trzy trumienki zamknięte. Czekają na zaplombowanie. Ktoś podnosi niewielkie wieka. W środku kości. Nie są wrzucone jak do worka. Ułożone z rozmysłem. Z szacunkiem. Ten szacunek przebija się w każdym momencie pracy prof. Krzysztofa Szwagrzyka, pełnomocnika Prezesa IPN ds. poszukiwań nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego i całej ekipy pracowników i wolontariuszy. To bardzo charakterystyczne dla tych ludzi. Dzięki takim ludziom przywrócono człowieczeństwo m.in. Zygmuntowi Szendzielarzowi  „Łupaszce”, Bolesławowi Kontrymowi  „Żmudzinowi”, Hieronimowi Dekutowskiemu  „Zaporze”, Jerzemu Miatkowskiemu  „Zawadzie” (Powązki Wojskowe Warszawa), Danucie Siedzikównie „Ince” (Cmentarz Garnizonowy w Gdańsku).

 

6. Powązki,ekshumacjaofiarkomunizmu foto_Sławomir Dynek CogitoMedia_01

Powązki, ekshumacja ofiar komunizmu | fot. Sławomir Dynek / CogitoMedia

 

Na małym stoliku leży wykopana dzisiaj czaszka. Bada i opisuje ją młoda kobieta, antropolog sądowy z Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Po cichutku, trochę niepewnie, podchodzi starsza kobieta. Szuka swojego krewnego, którego zamordowało UB. Od słowa do słowa… Antropolog tłumaczy jak można przekazać własny kod DNA do badań porównawczych. Starsza pani ma ulgę na twarzy.

Inni wciąż czekają…


PS. Bardzo dziękuję prof. Krzysztofowi Szwagrzykowi i wszystkim współpracownikom i wolontariuszom, którzy uparcie szukają… I pokazali mi to, co ukryte…

 

PtakidrapieznePolecamy książkę “Ptaki drapieżne. Historia Lucjana „Sępa” Wiśniewskiego, likwidatora z kontrwywiadu AK”

 

W niezwykle szczerej rozmowie „Sęp” opowiada o swoich wojennych przeżyciach i o tym, jak on i jego nastoletni koledzy z “patrolu Ptaków” – pseudonimy brali z atlasu ornitologicznego – zmieniali się z piskląt, bezbronnych chłopców, w drapieżne ptaki, bezwzględnych żołnierzy.

Niebezpieczne pościgi, uliczne strzelaniny, konspiracyjne „wsypy” i tragiczne pomyłki – akcje które opisuje Lucjan „Sęp” Wiśniewski wyglądają niczym sceny wyjęte z brutalnego filmu sensacyjnego, różnica polega na tym, że to działo się naprawdę.

>>> Kup teraz <<<

Sławomir Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >