Bohaterowie wojny, którzy nieśli nadzieję

Nawet w najbardziej tragicznych okolicznościach wojny pojawiali się ludzie, którzy swoją heroiczną postawą nieśli nadzieję. Wśród nich znajdziemy wielu Polaków. Wspominając 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej przypominamy kilku bohaterów – mężczyzn, którzy swoją postawą zasłużyli się w służbie ojczyźnie i drugiemu człowiekowi.

Paweł Zalewski
Paweł
Zalewski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Bohaterowie wojny, którzy nieśli nadzieję
Nawet w najbardziej tragicznych okolicznościach wojny pojawiali się ludzie, którzy swoją heroiczną postawą nieśli nadzieję. Wśród nich znajdziemy wielu Polaków. Wspominając 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej przypominamy kilku bohaterów – mężczyzn, którzy swoją postawą zasłużyli się w służbie ojczyźnie i drugiemu człowiekowi.

Święty Maksymilian Kolbe. Zwyczajny, niezwyczajnyGdy mówimy o najbardziej heroicznych postawach w latach 1939 – 1945, w pierwszej kolejności przed oczami staje obóz koncentracyjny Auschwitz oraz postać świętego Maksymiliana Marii Kolbego. Ten wielki polski franciszkanin w swoim życiu nie raz dawał przykłady wiary i męstwa. Ma na swoim koncie ogromne projekty, które realizował na chwałę Boga. Wystarczy wspomnieć o działalności wydawniczej czy misyjnej. Był człowiekiem nieprzeciętnym. Największe świadectwo miłości Boga i bliźniego dał jednak w czasie największej próby. Dnia 29 lipca 1941 roku, podczas apelu w obozie oświęcimskim, dobrowolnie zgłosił się na śmierć głodową w zastępstwie za współwięźnia Franciszka Gajowniczka. Tym samym ojciec Maksymilian Kolbe wcielił w życie najważniejsze przesłanie z kart Ewangelii, dotyczące miłości bliźniego: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”. Maksymilian Maria Kolbe był bez wątpienia uczniem i naśladowcą Chrystusa.

 

Z obozem koncentracyjnym w Auschwitz związana jest historia innego polskiego herosa, rotmistrza Witolda Pileckiego. Podobnie jak ojca Kolbe, całe jego życie było wielkim świadectwem. Brał udział w wojnie polsko – bolszewickiej, kampanii wrześniowej, walczył w powstaniu warszawskim, był żołnierzem II Korpusu, męczennikiem zamordowanym przez komunistyczne władze. Wielkich rzeczy dokonywał także na stopie pokojowej. W okresie międzywojennym dał się poznać jako wybitny gospodarz, społecznik, oddany mąż i ojciec. Do historii przeszedł również jako „ochotnik do Auschwitz”. Przeniknął do obozu zagłady, aktywnie tworzył w nim konspirację, następnie brawurowo uciekł, by napisać raporty o ludobójstwie, którego był tam świadkiem. Rotmistrz Witold Pilecki na godną postawę życiową miał prostą receptę. Czytał słynne dzieło Tomasza Kempisa. Czekając w celi na śmierć, pisał w grypsie do żony: „Kup koniecznie książkę Tomasza a Kempis <O naśladowaniu Chrystusa> i czytaj dzieciom fragmenty. To ci da siłę”. Ja czytam ją regularnie, a  przyglądając się życiorysowi rtm. Pileckiego, polecam ją również Państwu.

 

Janusz Korczak i wychowawca Misza Wróblewski z wychowankami przed budynkiem Domu Sierot (1934 lub 1935).

Janusz Korczak kochał dzieci. Udowodnił to całym swoim życiem, które im poświęcił i za które je stracił. Był teoretykiem i praktykiem wychowania. Jego szeroka działalność na tym polu jest powszechnie znana i uznawana. W świadomości potomnych utrwalił się jednak przede wszystkim dramatyczny obraz „ostatniego marszu”. W czasie okupacji w getcie warszawskim Janusz Korczak prowadził Dom Sierot, angażował się w działalność Głównego Domu Schronienia – największego sierocińca na terenie getta. Nie skorzystał z możliwości wyjścia i ukrycia po aryjskiej stronie. Wraz z podopiecznymi i współpracownikami, najprawdopodobniej 5 sierpnia 1942 roku, został wywieziony do obozu w Treblince, gdzie wszyscy trafili do komór gazowych.

 

Kolejnym bohaterem II wojny światowej był generał Władysław Anders. Jak wiadomo, wyprowadził tysiące rodaków z nieludzkiej ziemi, dowodził podczas bitwy o Monte Cassino. W jego biografii moją uwagę przykuł jednak inny, mało znany incydent z medalikiem Matki Boskiej. Anders po kampanii wrześniowej dostał się do niewoli sowieckiej. Trafił do więzienia na Łubiance. W swoich wspomnieniach zostawił piękne świadectwo opieki Maryi: „W pewnej chwili znajdują medalik z Matką Boską. Zbierają się w kilkunastu nad medalikiem. Śmiech grubiański: – No, zobaczymy, czy ci ta k… pomoże w sowieckim więzieniu. Medalik rzucony na ziemię i zdeptany nogą. Do dziś dnia nie mogę się otrząsnąć z wrażenia. Później w więzieniu często śnił mi się ten medalik. Ciągle widziałem twarzyczkę Matki Częstochowskiej, najczęściej podobną do św. Teresy. Czułem Jej ciągłą opiekę nad sobą. Im więcej słyszałem koło siebie śmiechu bezbożników, tym głębiej utrwalała się wiara w Boga. Dodawała mi siły do zwalczania słabości ludzkich w tych ciężkich dla mnie chwilach”.

 

Książę Niezłomny – pod tym przydomkiem kryje się, całkiem zasłużenie, kardynał Adam Stefan Sapieha. Jest on przykładem prawdziwego pasterza. Udowodnił to swoją niezwykłą postawą w czasie II wojny światowej. Pochodził ze znamienitego domu, otrzymał świetne wykształcenie, a następnie systematycznie awansował w hierarchii kościelnej. Od zawsze słynął z niezłomnego charakteru. Podejmował trudne, często niepopularne decyzje. Był bardzo aktywny w życiu społecznym. Swoją próbę pasterską zdał jednak przede wszystkim w czasie okupacji. To on podjął decyzję o ewakuacji najcenniejszych dzieł sztuki z Wawelu.  Zorganizował Obywatelski Komitet Pomocy, przekazywał pomoc z własnych funduszy. Po wyjeździe prymasa Hlonda do Francji stał się przywódcą Kościoła w okupowanej ojczyźnie.  Apelował do władz niemieckich w sprawie bestialskiego traktowania ludności polskiej. Zabiegał o pomoc międzynarodową oraz środki od Stolicy Apostolskiej. Współorganizował tajne seminarium duchowe. W trudnych chwilach nie zostawił swojej owczarni, a trwał przy niej i aktywnie pomagał.

Trudne czasy wymagają trudnych decyzji. Należy liczyć się z niezrozumieniem, oskarżeniami. Taką cenę zapłacił Rudolf Weigl. Do dziś uważany jest przez wielu za postać kontrowersyjną. Lwowski profesor, dzięki produkcji szczepionki na tyfus sprawił, że wojnę przeżyło wiele tysięcy osób. Współpracownicy profesora potajemnie dostarczali szczepionkę Polakom, przemycano ją do getta, a jego instytut był przykrywką dla działalności ruchu oporu. 

Na zakończenie chciałbym przedstawić postać Józefa Daniela Krzeptowskiego. Prezentuję go jako symbol wielce zasłużonej grupy – kurierów tatrzańskich. Za postawę podczas II wojny światowej należy im się cześć i pamięć. Krzeptowski był chyba najbardziej znanym kurierem. Ten wybitny sportowiec i olimpijczyk trasę Zakopane – Budapeszt przemierzył aż 48 razy. Niemcy wyznaczyli za niego wysoką nagrodę, jednak nigdy nie udało im się go schwytać. Zarówno on, jak i inni górale trudniący się kursami przez tatrzańską granicę, ryzykowali życiem przeprowadzając ludzi, przenosząc pieniądze czy mikrofilmy. Zmagali się nie tylko z niebezpieczną i zdradliwą naturą, ale też z okupantem, który kontrolował teren graniczny. Józefowi Krzeptowskiemu swój słynny cykl powieści „Trzecia granica” zadedykował znany pisarz, a w młodości również kurier tatrzański – Adam Bahdaj.

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


🔷 Jej bajka urzekła o. Adama Szustaka. Obejrzyj odcinek "Piernikowych Bajek"! ⤵️



 

 

Paweł Zalewski

Paweł Zalewski

Katol, ciemnogrodzianin o małomiasteczkowej mentalności... Z wykształcenia historyk, z zamiłowania także. Zawodowo reporter w radiowy i publicysta w tygodniku diecezjalnym. Oprócz tego miłośnik klasycznej papierkowej prasy, starej dobrej kinematografii, fotografii, przedwojennych staroci, herbaty, Kabaretu Moralnego Niepokoju, serialu Allo, allo i KSIĄŻEK. Kontakt [email protected]

Zobacz inne artykuły tego autora >
Paweł Zalewski
Paweł
Zalewski
zobacz artykuly tego autora >

Pielgrzymki – od pogaństwa do chrześcijaństwa

Nie ma chyba kultury czy religii, w której ludzie, kierowani duchowymi potrzebami, nie wyruszaliby w pielgrzymkę. Aborygeni udawali się na górę Uluru, Indianie amerykańskich równin na górę Harney, Wikingowie wyruszali do świątyni boga Freja w Uppsali, a nasi przodkowie na Łysą Górę. Hinduiści wędrują do Waranasi i świętych rzek (Gangesu i Hindusu), buddyści do klasztorów, w których żyli wielcy mnisi. Żydzi pielgrzymowali niegdyś do Świątyni w Jerozolimie, dziś zaś udają się do grobów cadyków - świętych mężów, a muzułmanie idą na hadżdż do Mekki.

Sławomir Rusin
Sławomir
Rusin
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Pielgrzymki - od pogaństwa do chrześcijaństwa
Nie ma chyba kultury czy religii, w której ludzie, kierowani duchowymi potrzebami, nie wyruszaliby w pielgrzymkę. Aborygeni udawali się na górę Uluru, Indianie amerykańskich równin na górę Harney, Wikingowie wyruszali do świątyni boga Freja w Uppsali, a nasi przodkowie na Łysą Górę. Hinduiści wędrują do Waranasi i świętych rzek (Gangesu i Hindusu), buddyści do klasztorów, w których żyli wielcy mnisi. Żydzi pielgrzymowali niegdyś do Świątyni w Jerozolimie, dziś zaś udają się do grobów cadyków - świętych mężów, a muzułmanie idą na hadżdż do Mekki.

Chrześcijanie zaś od wieków, za główny cel pielgrzymek wybierali Jerozolimę, miejsce działalności, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa.

 

Najstarsze wzmianki o chrześcijańskich pielgrzymkach pochodzą z IV w. Ustały wówczas w cesarstwie prześladowania wyznawców Chrystusa i można było wznosić na miejscach związanych z życiem i śmiercią Jezusa pierwsze świątynie, co następujący ochrzczeni już cesarze z chęcią czynili.

 

Wtedy też to do Palestyny wyruszyła teściowa cesarza Konstantyna Wielkiego, Eutropia. Odwiedziła ona m.in. Hebron, gdzie – jak czytamy w „Historii Kościoła” autorstwa Hermiasza Sozomenosa – świętowali razem Palestyńczycy, Żydzi i Arabowie, chrześcijanie i poganie. Skąd taka wielość? Hebron był bowiem związany z Abrahamem, do którego, jako ojca wiary i pochodzenia, odwoływały się i wciąż odwołują różne narody oraz religie.

 

Prawdziwy jednak impuls do rozwoju pielgrzymek dała matka Konstantyna, św. Helena (ciekawe, jak zniosła to Eutropia?). Znalazła ona bowiem, kierowana mistycznymi snami, Krzyż, na którym zmarł Jezus. Relikwie znajdowały się pod – wystawioną przez cesarza Hadriana – świątynią ku czci Afrodyty.

Pielgrzymki - od pogaństwa do chrześcijaństwa

Krzyż podzielono na trzy części; jedna pozostała w Jerozolimie, drugą umieszczono w posągu Chrystusa w Konstantynopolu, a trzecia powędrowała do Rzymu.

 

Najważniejszym świadectwem, mówiącym o pielgrzymowaniu do Jerozolimy w starożytności, jest pamiętnik Egerii, kobiety dobrze urodzonej i majętnej, a przy tym bardzo pobożnej. W Ziemi Świętej przebywała trzy lata, a za przewodnik służyła jej Biblia. Odwiedziła w tym czasie Ur chaldejskie, z którego wyszedł Abraham, Ojców pustyni w Egipcie, no i oczywiście Jerozolimę i jej okolice. W jej pamiętniku zachował się niezwykły opis liturgii Wielkiego Tygodnia.

 

W średniowieczu również pielgrzymowano. Choć to chyba za mało powiedziane. Dla nas pielgrzymka jest czymś wyjątkowym, dla ludzi żyjących kilka wieków temu była czymś zupełnie normalnym. Pielgrzymowali wszyscy, począwszy od mnichów (niektórzy z nich wybierali „wieczne pielgrzymowanie”, czyli dobrowolne wygnanie), przez chłopów i mieszczan (ci czynili to rzadziej ze względu na brak pieniędzy i różne zobowiązania), po ludzi dobrze urodzonych i majętnych.

 

Pielgrzymowali, bo człowiek średniowieczny był człowiekiem konkretu, chciał poczuć, zobaczyć, dotknąć. No i zabrać pamiątkę z pielgrzymki. A te funkcjonowały już tysiąc lat temu.

Pielgrzymi do Compostelli zabierali muszlę, a np. ci, którzy udawali się do grobu św. Stanisława – metalową blaszkę z jego podobizną w otoczeniu czterech orłów.

Pielgrzymki - od pogaństwa do chrześcijaństwa

Dokąd pielgrzymowano?

 

Do Santiago de Compostela, czyli do grobu św. Jakuba Starszego w Hiszpanii, do Vezelay, gdzie znajdowały się relikwie Marii Magdaleny (to tam św. Bernard z Clairvaux wzywał do krucjaty).

Do Rzymu, który był siedzibą papieża a zarazem prawdziwym skarbcem relikwii, sprowadzanych tam z całego świata.

Do miejsc związanych z męczeństwem za wiarę: na Wawel i na Skałkę w Krakowie (św. Stanisław), do Gniezna (św. Wojciech), do Canterbury (św. Tomasz Becket).

A jak z Ziemią Świętą? Tam także, choć była to nieco inna pielgrzymka i dziś trudno nam do końca zrozumieć jej ideę.

 

Pielgrzymkami, w jakimś sensie, były też bowiem wyprawy krzyżowe (przynajmniej w założeniu, w realizacji już nie bardzo).

A gdy podróże do Ziemi Świętej stały się niemożliwe do zrealizowania lub zbyt niebezpieczne, zaczęto w Europie odwzorowywać w różnych miejscach biblijną Jerozolimę – tak narodziły się Kalwarie (choćby polskie: Zebrzydowska, Pacławska i inne), by choć w ten sposób być bliżej Chrystusa.

 

Średniowieczne pielgrzymki były tak istotne dla kształtowania się religijnej i kulturowej świadomości ludzi, że Goethe odważył się powiedzieć, iż „Europa zrodziła się w pielgrzymce”. I miał rację.

 

Pielgrzymki - od pogaństwa do chrześcijaństwa

Wędrując miesiącami, a nawet latami – bo pieszo lub konno – ludzie wymieniali się ideami, informacjami, opowieściami o świętych i bohaterach, budowali swoją tożsamość, a wracając do domów przekazywali ten bagaż doświadczeń bliskim, czy sąsiadom.

Zaskakujące jest, jak wiele procesów w średniowiecznej Europie przebiegało równolegle, mimo dużej odległości i braku nowoczesnej komunikacji: podobne nauczanie w szkołach katedralnych, odrodzenie życia mniszego w różnych miejscach, powszechny rozwój kultu – wydawałoby się lokalnych – świętych, podobne prądy w sztuce.

 

Dziś pielgrzymujemy głównie do miejsc związanych z Maryją, z jej cudownymi przedstawieniami, miejscami objawień, prawdziwych i niepotwierdzonych. No i do Ziemi Świętej – ona nigdy nie przestała być aktualna.

 

Można chyba powiedzieć, że tak naprawdę chrześcijański pielgrzym zawsze udaje się do Ziemi Świętej, do Jerozolimy. Pielgrzymka bowiem to nie tylko dotykanie miejsc związanych z Jezusem i świętymi, ale przede wszystkim naśladowanie Chrystusa, bycie z Nim jak najbliżej, porzucenie tego, co zbędne, różnych udogodnień, bez których, wydaje się nam, że na co dzień nie potrafimy funkcjonować i skupienie się na tym, co najważniejsze.

 

Pielgrzymka w jakimś sensie jest odwzorowaniem naszego życia – dobrze przejść je śladami Mistrza i dotrzeć do Jerozolimy, tej Niebiańskiej Jerozolimy.

Pielgrzymki - od pogaństwa do chrześcijaństwa

 

 
 

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7




 

 

Sławomir Rusin

Sławomir Rusin

Pochodzi z Podkarpacia, a mentalnie to nawet nadal w nim tkwi (choć bywa, że temu zaprzecza). Mąż, ojciec, redaktor, z wykształcenia historyk. Uważa, że o wszystkim da się mówić/pisać "po ludzku". Lubi pracować z ludźmi, ale najlepiej odpoczywa w dzikich, leśnych ostępach. Interesuje się Wschodem (szeroko pojętym), ale z tym nazwiskiem to chyba zrozumiałe.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sławomir Rusin
Sławomir
Rusin
zobacz artykuly tego autora >