Bitwa pod Grunwaldem

Chrzęst zbroi, szczęk mieczy, rżenie koni i krzyki walczących mężczyzn - raz w roku, w lipcu można zobaczyć inscenizację bitwy pod Grunwaldem. Można przenieść się wyobraźnią do upalnego 15 lipca 1410 roku gdy Polacy i Litwini pod wodzą króla Władysława Jagiełły roznieśli w pył armię zakonu krzyżackiego.

Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >

1/3
Wielki finał dni grunwaldzkich - inscenizaja. fot. Sławomir Dynek / CogitoMedia
2/3
Bez zaskoczenia - zawsze wygrywają Polacy. fot. Sławomir Dynek / CogitoMedia
3/3
Wielki Mistrz Urlich von Jungingen czyli Jarosław Struczyński fot. Sławomir Dynek / CogitoMedia
poprzednie
następne
1/3
Zbroja. Słońce i upał. Ciężko wytrwać ale siła ducha pomaga... fot. Sławomir Dynek / CogitoMedia
2/3
Rycerze... fot. Sławomir Dynek / CogitoMedia
3/3
...i ich damy. fot. Sławomir Dynek / CogitoMedia
poprzednie
następne

W strasznej walce zginęło ponad 10 tysięcy ludzi. Kilkanaście zostało wziętych w niewolę. Sześć wieków po tej, największej średniowiecznej bitwie w Europie, do Grunwaldu znowu – jak co roku – ciągną zbrojni i tabory. Setki młodych ludzi wciela się w role rycerzy i ich dam, giermków, rzemieślników. Ale to gra, zabawa z nauką historii w tle.

1/4
Msza święta łacińska - prawda podczas inscenizacji. fot. Sławomir Dynek / CogitoMedia
2/4
Komunia na Grunwaldzie. fot. Sławomir Dynek / CogitoMedia
3/4
Modlitwa. fot. Sławomir Dynek / CogitoMedia
4/4
Na mszy gromadzą się młodzi i nie tylko... fot. Sławomir Dynek / CogitoMedia
poprzednie
następne

Jest jednak w tym wszystkim element prawdziwy – Msza Święta. W obozowisku, podzielonym dla wojsk zakonnych i polskich, jesty jeden namiot wspólny. Kaplica. Tu gromadzą się uczestnicy inscenizacji w strojach z epoki średniowiecza lub turyści, w tradycyjnych ubraniach i wszystkich łączy jedno – łacińska Msza Święta i Komunia. Tu nie ma udawania ani zabawy. Tylko spotkanie z Bogiem, w gronie ludzi podobnych.

Podczas dni grunwaldzkich to normalny element życia. Nikt nie dziwi sie modlitwie – bo to cały czas norma, że gdzie gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy ludzi jest i Kościół, jest i kaplica. Tym bardziej, że jest to w miejscu śmierci kilku tysięcy osób – mimo, że upłynęło  ponad sześćset lat od bitwy – trzeba o tym pamiętać.

Wesprzyj nas
KUP Z RABATEM! - 52 furtki do nieba

Sławomir Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >

Muzyka to żywioł

Sezon wakacyjny wypełnia przeszło 20 festiwali o charakterze religijnym. O tym, na który z nich warto się wybrać rozmawiamy z ich stałym bywalcem. Od lat obserwuje życie największych festiwali w Polsce od kulis, a dokładnie – ze sceny. W tym roku znów wyruszy w swoje nietypowe tournée. W planie m.in. Dębowiec, Wołczyn, Święta Lipka… Oto Darek „Maleo” Malejonek, lider Maleo Reggae Rockers.

Darek
Darek "Maleo"
Malejonek
zobacz artykuly tego autora >
Dorota Paciorek
Dorota
Paciorek
zobacz artykuly tego autora >

Upłynęło już trochę czasu, odkąd zespół Maleo Reggae Rockers zaczął grywać na festiwalach chrześcijańskich i całkiem sporo ma ich na swoim koncertowym koncie. Który z tych festiwali wydaje się najbardziej energetyczny?

Bardzo ciężko byłoby mi wskazać tylko jeden, bo każdy z nich ma swoja specyfikę, publiczność i fanów. Inny jest klimat na wielkich imprezach plenerowych, gdzie przyjeżdża kilka tysięcy ludzi, a zupełnie inne doznania czekają nas na małym zlocie, na który wpada 300-500 osób. Ale to co je łączy to ludzie: młodzi, roześmiani, radośni. To oni tworzą te miejsca.

Czy widać różnicę w tym, jak bawi się kolejne pokolenie młodych ludzi?

Właściwie nie dostrzegam dużej zmiany. Na te festiwale przyjeżdżają ludzie, którzy wiedzą, czego chcą i czego powinni oczekiwać. Nastawieni przede wszystkim na sprawy duchowe. Bawią się wspaniale i równocześnie – nie jest to tylko zabawa. Ważne są dla nich treści. Znają słowa utworów, ale też potrafią słuchać i to się widzi i czuje podczas koncertu. I to jest niesamowite.

Muzyka to żywioł

Brzmi zachęcająco. Ale gdzie te wszystkie zbuntowane nastolatki i osoby spoza najbliższego kręgu Kościoła?

Oczywiście, oprócz dużych, chrześcijańskich ekip, które jeżdżą co roku naładować baterie, za każdym razem na festiwale przyjeżdżają nowi. Choć raczej nie są to przypadkowe osoby. Powiedziałbym, ludzie mocno poszukujący. Przyjeżdżają z ciekawości, bo właśnie usłyszeli o fajnej zabawie albo zostali zarażeni pasją przez ludzi wierzących, którzy po prostu zabierają ich tu ze sobą.

I nie nudzą się?

Oferta zajęć, koncertów czy spotkań jest z roku na rok coraz większa. Widać, że organizatorzy wkładają w swój festiwal całe serce. Można wybrać dowolne warsztaty, plastyczne, muzyczne, nawet gry na bębnach. Przeważnie do południa czas więc wypełniają zajęcia czy panele dyskusyjne, a wieczorem imprezy i koncerty – ale zawsze wszystko kończy się modlitwą. I każdy z organizatorów chce tak rozplanować dzień, aby zadbać o odpowiednią formację i duchową strawę.

Czy jest szansa, że na kolejnych warsztatach bębniarskich czy reggae Maleo pojawi się w roli instruktora?

Do tej pory raczej nie występowaliśmy w tym charakterze, może kiedyś. Póki co mamy w planach kilka koncertów i spotkań autorskich… ze mną, następnego dnia po koncercie. Bardziej na luzie, w niewielkim gronie. Ludzie pytają wtedy o różne kwestie, o sprawy wiary. Na pewno w tym roku takie spotkania będą organizowane w Wołczynie, w Świętej Lipce…

Zapowiada się więc intensywny sezon – czy ciągłe jeżdżenie z koncertu na koncert nie męczy?

Kocham muzykę i kocham koncertować.  To jest mój żywioł i nie wyobrażam sobie, że mogłaby w to się wkraść nuda czy rutyna. Za każdym razem daję z siebie wszystko i zespół też i dlatego jest taka reakcja ludzi – bardzo pozytywna. Ale prawda, żyjemy w Polsce, gdzie są polskie drogi i  żeby dojechać do Rzeszowa trzeba spędzić 7 godzin w podróży, parę godzin próby, żeby zagwarantować odpowiednią jakość i później powrót, co może wydać się nużące. Ale kiedy wchodzi się na scenę – to wszystko znika.

Muzyka to żywioł

Pamiętam koncert Maleo podczas Światowych Dni Młodzieży w Kolonii – zupełnie spontaniczny na trawniku przed katedrą. Od razu zebrała się sporo liczba fanów z Polski. Czy w związku z tegoroczną edycją ŚDM w Rio też planujecie takie koncerty niespodzianki?

Na pewno nie w Rio. Chcieliśmy jechać, ale tym razem się nie udało. Miejmy nadzieję jednak, że następne ŚDM będzie w Polsce. No i wtedy na pewno zagramy.

Wesprzyj nas
KUP Z RABATEM! - 52 furtki do nieba
Darek

Darek "Maleo" Malejonek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dorota Paciorek

Dorota Paciorek

Wymienianie ksiąg Starego Testamentu idzie jej zdecydowanie słabiej niż recytacja odcieni Pantone. Ale ma hopla na punkcie Jezusa z Nazaretu i uważa, że chrześcijaństwo to najradośniejsza religia na świecie (choć złośliwi wliczają ten entuzjazm w profity neofity). Od niedawna zajmuje się designem chrześcijańskim i wciąż wierzy, że sztuka użytkowa w Kościele nie musi ograniczać się do plastikowych Maryjek z odkręcaną główką na wodę święconą. Lubi malować ikony i robić memy na Facebook’u. Nie lubi gdy muchy zjadają jej pigment z ikon i gdy nieznajomi użytkownicy kradną obrazki z fejsa zamiast je udostępniać.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Darek
Darek "Maleo"
Malejonek
zobacz artykuly tego autora >
Dorota Paciorek
Dorota
Paciorek
zobacz artykuly tego autora >