Nasze projekty
fot. Filmy LUC/youtube.com (print screen)/ Polskie Kino Historyczne/youtube.com (print screen)

“Chłopi” – ten film trzeba zobaczyć!

Kiedy siedziałam w sali kinowej, byłam jak zaczarowana. To, co zobaczyłam na ekranie przeszło moje oczekiwania. Film pozostawia nas z wrażeniem, że zawsze jest nadzieja, niezależnie od okoliczności!

Reklama

“Chłopi” w reżyserii Doroty Kobieli-Welchman i Hugh Welchmana to film, który bez wątpienia zapadnie na długo w pamięci widzów. Jest to spowodowane między innymi formą impresjonistycznych obrazów, które migają na ekranie.To technika, którą twórcy użyli po raz pierwszy w nominowanym do Oscara filmie i nagrodzonym wieloma prestiżowymi nagrodami np. nagrodą publiczności na festiwalu w Annecy pt.“Twój Vincent”. 

To film animowany, który miał na celu ożywić niemal setkę obrazów tytułowego Van Gogha i próbować dostrzec w holenderskim malarzu nie tylko wybitnego artystę, ale przede wszystkim człowieka. Film został najpierw nakręcony tak, jak tradycyjna produkcja, a następnie namalowany przez przeszło 120 artystów z całego świata. Ta sama technika została zastosowana w przypadku filmu, który od tygodnia króluje na ekranach polskich kin. Tak oto otrzymaliśmy “Chłopów” jak malowanych – i to dosłownie. 

Czytaj także >>> Paweł Domagała: zostaję w Kościele katolickim

Reklama

Chłopi jak malowani! 

Przyznam, że pomimo początkowych zachwytów nad zwiastunem “Chłopów”, nieco sceptycznie podeszłam do tematu ożywionych obrazów, które miały na ekranie przypominać płynne ruchy aktorów. Obawiałam się, że moja uwaga będzie się rozpraszać i że film w tradycyjnej formie bardziej przypadłby mi do gustu. Po pierwszych minutach filmu muszę przyznać, że moje obawy potwierdziły się. Pierwsze kadry tak rozpraszały moją uwagę, że obawiałam się, czy uda mi się dotrwać do końca przeszło dwugodzinnej produkcji. Tymczasem mój wzrok potrzebował kilku chwil, by zaadaptować się do warunków, które panowały na ekranie i już mogłam w pełni wejść do świata przedstawionego, który absolutnie mnie oczarował. Po prostu – całkowicie przepadłam.

Mam wrażenie, że akurat ta historia przedstawiona w reymontowskich “Chłopach” była doskonałym materiałem na animowany dramat filmowy. Impresjonistyczne obrazy tak bardzo oddają klimat powieści, że można odnieść wrażenie, jak gdyby realnie obcowało się ze sztuką ożywioną. 

Niezwykłości, a zarazem autentyczności nadają ożywione nawiązania do znanych dzieł sztuki. Mowa między innymi o obrazach Józefa Chełmońskiego pt. “Żurawie”, “Bociany” “Babie lato” czy “Kuropatwy”, a także dzieła innych artystów tj. Władysław Ślewiński czy Julian Hałat. Bystrzejsze oko z pewnością złapało także nawiązanie do obrazu “Dziewczyna z perłą”, w jednym z ujęć przedstawiających spojrzenie Jagny, wykorzystywanych także w promocji filmu. Te nawiązania sprawiają, że widz jeszcze intensywniej wchodzi w świat przedstawiony i w jego pamięci utrwalają się te obrazy, które pamiętamy chociażby z lekcji języka polskiego czy wiedzy o kulturze. 

Reklama

Na uwagę z pewnością zasługuje fakt, jak wiele pracy wymagała produkcja filmu. Artyści z Polski, Serbii, Ukrainy i Litwy pracowali na efekt widoczny na ekranie przez dwa lata. Oczywistym jest fakt, iż nie udało się namalować każdej klatki filmu, ale następnie w postprodukcji odpowiednio dopasowywano je, by uzyskać ostateczny efekt. Trzeba jednak oddać hołd wszystkim artystom i twórcom, których ciężka praca sprawiła, że zostajemy prawdziwie oczarowani tym, co widzimy na kinowym ekranie. 

Zastanawiam się, czy film nakręcony normalnie, zrobiłby na mnie takie wrażenie. I jestem przekonana, że dzięki rewelacyjnej grze aktorów – zdecydowanie tak! Natomiast jestem przekonana, że wzbudziłby nieco inne emocje.

Muzyka filmowa – tak to się robi! 

Namiastkę filmowego soundtrucka otrzymujemy w zwiastunie, ale także w piosence pt. “Tańcuj” z udziałem L.U.C. & RB Film Orchestra i Kayah, która ukazuje zapierające dech w piersiach wesele Jagny i Boryny, a zarazem promuje film. Trzeba przyznać, że dzięki muzyce, której skomponowanie powierzono Łukaszowi L.U.C. Rostkowskiemu, film staje się ucztą nie tylko dla oczu, ale także dla uszu.

Reklama

Tak wiele gatunków muzycznych, brzmienie dźwięcznych, historycznych instrumentów sprawiają, że widz całkowicie oddaje się temu, co przeżywają bohaterowie. Maksymalnie wchodzi w świat, który pochłania go jeszcze intensywniej, dzięki doskonale dobranej i skomponowanej ścieżce. 

Na szczególną uwagę zasługuje muzyka w scenach kluczowych tj. wesele, śmierć Boryny na polu czy w scenie finałowej, która… zapiera dech, ale o niej za chwilę. Czułam się prowadzona przez poszczególne nuty, wyczuwałam emocje, które poszczególne instrumenty chciały mi przekazać. To niesamowite doświadczenie!

Czytaj także >>> Marcin Mroczek: Różaniec jest moim wytchnieniem

Śmietanka aktorska 

Oglądając tak stworzoną animację możemy czasem mieć wrażenie, że jest to jakiś fikcyjny obraz. Jednak dzięki znanym twarzom, które znamy ze szklanego ekranu jesteśmy w stanie uwierzyć, że to, co oglądamy było faktycznie nagrane, a dopiero w drugiej kolejności namalowane. Fascynuje mnie, jak artyści rzetelnie odwzorowali wszystkie emocje, które pojawiają się na twarzach bohaterów. Mam wrażenie, że dawno nie oglądałam tak genialnie zagranego aktorsko filmu. 

Na uwagę zasługują z pewnością pierwszoplanowi bohaterowie. Maciej Boryna grany przez Mirosława Bakę wprawiał mnie w osłupienie. Nie mogłam oderwać wzroku od jego przejmującej i niezwykle autentycznie zagranej postaci. Na jego twarzy było widać każdą emocję, a scena śmierci na polu była… genialna! Sama Jagna grana przez Kamilę Urzędowską mnie osobiście nie urzekła, choć oczywiście z jej postawy również można było odczytać wiele emocji. Ta główna, która cały czas była obecna na twarzy i w oczach głównej bohaterki to niewątpliwie smutek i żal bardzo dobrze odegrane. Nie mogłam także oderwać oczu od Antka granego przez Roberta Gulaczyka, który miał w sobie taki ogień w oczach, że (mimo całej antypatii do tej postaci), chciałam obserwować jego dalsze odsłony. 

Nie można pominąć także kapitalnie odegranych ról drugoplanowych. Na szczególne podkreślenie zasługuje rola Doroty Stalińskiej w roli Jagustynki, która perfekcyjnie rozładowywała dość napiętą atmosferę w Lipcach, ale także Sonia Bohosiewicz w roli Wójtowej, Ewy Kasprzyk jako Dominikowej, a także Soni Mietielicy w roli Hanki, czy Mateusz Rusin jako Mateusz zabiegający o względy Jagny. 

“Chłopi” a może “Chłopki”? 

Film zdecydowanie zyskuje nową perspektywę. Szczególnie perspektywę Jagny, a także osób będących w jej najbliższym otoczeniu ze szczególnym uwzględnieniu płci pięknej. Nie ulega wątpliwościom, że kobiety całkowicie zawładnęły tym filmem. To one dyktują warunki, to one są paniami domu, to one wychowują dzieci i to one płynnie przechodzą obowiązkami przez pory roku, które decydują o życiu mieszkańców wsi. 

Kobiety w “Chłopach” są niezwykle charakterne i każda doskonale zna swoje miejsce. Żadna z nich nie pozwala, by ktoś miał wątpliwość, jaka jest jej rola we wsi. Bardzo często przejmują rolę głów rodziny i dbają o jej wszystkie aspekty – także te materialne. Niezwykle pięknie podkreśla to odwieczne role kobiety, które znacznie wykraczały poza utarte schematy. 

Czytaj także >>> 10 najpiękniejszych cytatów Wandy Półtawskiej

Pochwała dla lekkoduszności? 

Jagna u Reymonta była kobietą piękną, dobrze zbudowaną, budzącą zachwyt wśród mężczyzn w Lipcach. W filmie jednak jest przedstawiona jako drobna, niezwykle atrakcyjna, ale także… bardzo dziecinna i lekkoduszna. Nie można odebrać filmowej Jagnie odwagi do bycia inną niż wszyscy. W tamtym okresie kobieta powinna być gospodynią domu, tymczasem Jagna miała wrażliwą i artystyczną duszę i chciała wyrażać się na swój własny sposób. Wciąż gnała za dziecięcymi pragnieniami miłości, które wyrażała w dorosły sposób, poprzez namiętność i pociąg do innych mężczyzn, a szczególnie do Antka Boryny. 

Jej naiwność i pozorna wizja miłości popychała ją w ramiona mężczyzn. Teoretycznie zdawała sobie sprawę, że źle robi, ale wciąż jej lekkoduszność nie pozwalała na rozwagę i zimne spojrzenie. Wobec całej postawy Jagny, która choćby doskonale wiedziała, że Antek ma żonę i dzieci, widz zostaje z wrażeniem bohaterki, która jest właściwie ofiarą mieszkańców wsi. Oczywiście nie ulega wątpliwościom, że Jagna w pewien sposób jest postacią tragiczną – pokrzywdzoną, odrzuconą i niezrozumianą. Jednak mam wrażenie, że nie wybrzmiało dobrze, że jej zachowania z pewnością znacznie odstawały od tych godnych pochwały. 

Film nie zostawia nas bez nadziei 

W książce Reymont nie pozostawia wątpliwości – życie dla Jagny się skończyło. Została wywieziona ze wsi, nie ma gdzie wracać, nie ma dla niej ratunku. Film jednak pozostawia nas z konkretną dawką nadziei. Jagna pomimo tego, jak potraktowali ją mieszkańcy wsi, podnosi się. Wstaje i mimo strug deszczu, idzie w nieznanym kierunku. To znak dla nas, że nie ma takiego bagna, z którego nie da się podnieść, wyjść cało. Zawsze jest nadzieja! 

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę