video-jav.net

W pałacu Heroda

Gdyby 2000 lat temu istniała prasa, radio, telewizja, internet, o tym fakcie z pewnością byśmy się stamtąd dowiedzieli. Pojawienie się magów w Jerozolimie wywołało żywe poruszenie społeczne i niepokój w politycznych kręgach

ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Pałac Heroda był drugą co do wielkości budowlą w Jerozolimie. Położony w granicach najstarszej części stolicy Izraela, Miasta Dawidowego, był siedzibą władcy mianowanego przez rzymskie imperium. To prawdopodobnie tam doszło do potajemnego spotkania, które opisuje ewangelista Mateusz. Król Herod zaprosił na nie goszczących w Jerozolimie mędrców.

 

Magowie
Kim byli przybysze? Nie, to nie byli królowie, jak ich tytułuje ludowa nazwa uroczystości Objawienia Pańskiego, monarchowie, jak precyzuje popularna kolęda. Co więcej, ewangelista Mateusz nie określa, ilu ich było. Mogło być ich trzech, mogło być ich więcej, nawet sześciu. Liczba “trzy” wzięła się pewnie z tego, że mieli ze sobą złoto, kadzidło i mirrę, trzy cenne dary, które potem ofiarowali Jezusowi.

Mateusz mówi, że byli to magowie. Któż to taki? Niekoniecznie czarownicy, posiadacze wiedzy tajemnej, używający nieczystych sił, niekoniecznie oszuści zwodzący za pomocą sprytnych sztuczek. Raczej adepci wiedzy religijnej, filozoficznej i astronomicznej. W istocie rzeczy, te trzy sfery były ze sobą spójnie związane, stanowiąc po prostu jeden system, w którym odnajdujemy dziś początki filozofii, religii, astronomii. Byli to mędrcy zatem, ludzie zdolni zdobywać i spożytkować wiedzę. Być może byli Persami. Wiemy ze źródeł, że wówczas w Babilonie – upadającym już centrum filozoficznym i astronomicznym – istniała wciąż jeszcze grupa astronomów. Może byli to oni?

 

Wielki Władca
Przedziwny z naszej współczesnej perspektywy był powód pojawienia się ich w Jerozolimie. Jak relacjonuje Mateusz, przybyli z pytaniem: Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Zobaczyliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przyszliśmy oddać Mu hołd. Równie intrygująca była reakcja mieszkańców stolicy Izraela: Jerozolima była przerażona. A najbardziej przerażony był Herod. To, co ciekawe, dziwne i nie do końca zrozumiałe dla nas – dla tamtego świata było kwestią istotną.

Chodziło bowiem o oczekiwanego wówczas władcę świata. Pisali o tym Tacyt, Swetoniusz, Józef Flawiusz, a więc rzecz nie dotyczyła tylko Izraela, lecz przekonania, które drzemało w całym ówczesnym, w większości pogańskim, świecie. Powszechnie oczekiwano pojawienia się nowego wielkiego władcy. Powszechnie sądzono, że ten władca będzie pochodził z Judei.

Izraelici czekali tymczasem na Mesjasza. Jego przyjście zapowiadali prorocy. Wyobrażenie o tym, kim dokładnie będzie, było mgliste, a jeśli nabierało konkretów, często błędnych, wyłaniał się obraz politycznego przywódcy, który obejmie władzę i przywróci królestwo Izraela, stanie czele narodu, znów doprowadzi do jego wielkości i niepodległości. Mesjasz był oczekiwany jako wybawiciel narodu, który rozwiąże nie tylko makroproblemy polityczne, ale  – jak dobry władca – biedę zastąpi obfitością, zaprowadzi sprawiedliwość, porządek, spokój i pokój. Jednym słowem, władca idealny. O bycie Mesjaszem wielu było podejrzewanych, dopóki nie ginęli, ich plany nie poniosły fiaska bądź nie tracili społecznego poparcia bądź utraty autorytetu.

 

Gwiazda
Jak magowie trafili do Jerozolimy? Gwiazda Betlejemska nie była dla magów “przewodnikiem”, która prowadząc niczym GPS przywiodła ich do Miasta Świętego. Mateusz precyzuje zresztą, że oni gwiazdę jedynie ujrzeli, być może na Wschodzie, skąd pochodzili, być może na wschodnim niebie. Ponieważ powszechne oczekiwanie na wielkiego władcę mówiło, że wyjdzie on z Judy – przybyli do stolicy tej krainy. I tam pytali: gdzie jest nowo narodzony?

Dziś Gwiazda Betlejemska jest rozumiana jako naturalne zjawisko na niebie. Stało się tak od czasów, gdy rozumienie astronomii i jej rozwój pozwoliły zarówno na zrozumienie natury niecodziennych zjawisk na niebie, jak i ich przewidywanie. Współcześni naukowcy potwierdzają, że około 7 roku przed naszą erą trzy razy nastąpiła tzw. wielka koniunkcja planet Jowisza, Marsa i Saturna. Czy było to właśnie zjawisko Gwiazdy Betlejemskiej? A może wybuch supernowej, rozbłysk o wiele bardziej spektakularny, czy inne naturalne zjawisko na niebie – tego nie wiemy. Z całą pewnością dla obserwatorów nieba była nie tylko zjawiskiem wyjątkowym i dla nich niezrozumiałym, ale przede wszystkim – mogła być potwierdzeniem zapowiadanych narodzin wielkiego władcy w Judei.

Nie wiemy jednak, czy ta gwiazda pojawiła się i na jerozolimskim niebie, czy też ujrzeli ją tylko magowie. Nie wiemy, czy jej pojawienie ożywiło nadzieję co do Mesjasza. Z całą pewnością, pojawienie się magów w Jerozolimie z informacją “władca się narodził” musiało spotęgować ekscytację.

 

 

Herod
Magowie przybyli do Jerozolimy z czymś, co dziś byłoby “breaking newsem”: scenariusz się spełnia, oczekiwany władca narodził się. Źródłem takiej informacji było ukazanie się jego gwiazdy. Dla współczesnego dziennikarstwa żadne to źródło informacji o znaczeniu politycznym. Ale przecież w tamtych czasach, w tamtym kontekście społecznym czy kulturowym, sprawa miała się zupełnie inaczej.

Herod przestraszył się z jeszcze z innego powodu. Był tylko pół-Żydem. Na króla wybrał go senat rzymski, był reprezentantem Rzymu. A jednak i on musiał wiedzieć o tkwiącym w wyobraźni społecznej przekonaniu, iż nowy wielki władca narodzi się w Judei. Nie trzeba było być wyznawcą Jahwe, by bać się zapowiadanego przez żydowskich proroków Mesjasza. Relacja Mateusza świadczy o tym, że starotestamentalną zapowiedź brali pod uwagę nie tylko wyznawcy Jahwe. Nawet pół-Żyd Herod uznawał siłę proroctw, o czym świadczą podjęte przez niego kroki.

Herod, jak pisze Mateusz, zebrał wszystkich wyższych kapłanów oraz nauczycieli ludu i pytał ich, gdzie ma się narodzić Chrystus. Proroctwa podawały zaskakująco dużo szczegółów. Zebrani jednoznacznie odpowiedzieli, że miejscem urodzenia ma być Betlejem. Mówi o tym wyraźnie proroctwo Micheasza. Swoją drogą to pokazuje, że to nie gwiazda przyprowadziła mędrców do Betlejem, lecz… Słowo Boże.

 

Potajemne spotkanie
Na podstawie tych wieści król Judei uknuł plan. Trudno powiedzieć, czy zrobił to z powodu własnych chorych ambicji, chcąc u źródeł wyeliminować przyszłego niebezpiecznego rywala, czy też to nakazywała rzymska racja stanu. Tak czy inaczej, przekonanie o władcy, który wyjdzie z Judei nie było jedną z bajek, na które należało reagować z politowaniem. Taką wieść należało potraktować poważnie i zareagować adekwatnie.

Plan był prosty. Przejawiając pozorną życzliwość wobec Nowo Narodzonego, uczynił Herod z magów swoich nieświadomych niczego informatorów i wysłał do Betlejem: Idźcie i wypytajcie się dokładnie o to Dziecko. Gdy je znajdziecie, dajcie mi znać, żebym i ja mógł oddać Mu pokłon. Nie chodziło oczywiście o żadne pokłony. Dziecko miało zginąć.

Magowie nie wrócili do Jerozolimy, ostrzeżeni we śnie przez anioła. Kiedy Herod zorientował się, że jego plan spalił na panewce, musiał sięgnąć po drugi, o wiele bardziej drastyczny scenariusz. Rozkazał zabić wszystkich chłopców poniżej 2. roku życia mieszkających w Betlejem lub jego okolicach. Zastosowanie tak krwawego środka było w jego perspektywie konieczne, by wyeliminować dużo groźniejszą przyszłość. W polityce Heroda mordy stanowiły codzienność.

Gdy po kilku latach umierał, nie wiedział, że Wielki Władca żyje. Opatrzność wcześniej ewakuowała Dzieciątko do Egiptu. Gdy wydorośleje, syn Heroda, Antypas, stanie z nim twarzą w twarz. W tym samym Pałacu Heroda w Jerozolimie.

 

ks. Przemysław Śliwiński

ks. Przemysław Śliwiński

Kapłan Archidiecezji Warszawskiej. Pochodzi z Lubawy. Ukończył studia specjalistyczne na Wydziale Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Santa Croce w Rzymie. Jesienią 2013 roku, objął stanowisko rzecznika prasowego Archidiecezji Warszawskiej oraz dyrektora Archidiecezjalnego Centrum Informacji. Wykłada edukację medialną w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie. Na Stacji7.pl jest autorem wielu artykułów oraz popularnego cyklu Jutro Niedziela.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >

Czytamy Apokalipsę w liturgii: DRZEWO

Przez dwa ostatnie tygodnie roku liturgicznego Kościół w liturgii Słowa dni powszednich czyta Apokalipsę św. Jana. Idealną lekturą towarzyszącą codziennemu Słowu może być więc w tych dniach "Straszna Książka".

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

W sobotę po Niedzieli Chrystusa Króla, rok B – w ostatni dzień roku liturgicznego, czytamy w liturgii rozdział 22 Apokalipsy św. Jana:

Anioł Pański ukazał mi rzekę wody życia, lśniącą jak kryształ, wypływającą z tronu Boga i Baranka. Pomiędzy rynkiem Miasta a rzeką, po obu brzegach, drzewo życia rodzące dwanaście owoców – wydające swój owoc każdego miesiąca – a liście drzewa służą do leczenia narodów. Nic godnego klątwy już nie będzie. I będzie w nim tron Boga i Baranka, a słudzy Jego będą Mu cześć oddawali. I będą oglądać Jego oblicze, a imię Jego – na ich czołach. I już nocy nie będzie. A nie potrzeba im światła lampy ani światła słońca, bo Pan Bóg będzie świecił nad nimi i będą królować na wieki wieków.

Ap 22,1-7

Obaj autorzy “Strasznej książki” zwracają uwagę, że nie sposób nie zauważyć podobieństwa tego fragmentu Apokalipsy do Księgi Ezechiela. Tam również prorok opisywał rzekę przepływającą przez świątynię i Drzewo Życia. “Fakt, że Jan tak często odwołuje się do Ezechiela, potwierdza rzeczywiście, że mają tego samego Ducha. Mówi także wiele o jedności Starego i Nowego Testamentu, które łączą się w jedno w Chrystusie” – zauważa ks. Marcin Kowalski. 

O. Adam dodatkowo zauważa podobieństwo do Księgi Rodzaju i drzew rosnących w Edenie: tam również było Drzewo Życia. Zauważa jednak, że wówczas nie było ono dla ludzi dostępne, teraz jednak – w ukazanej Janowi Nowej Jerozolimie rośnie “pomiędzy rynkiem Miasta a rzeką”. Jest to zdaniem o. Adama znak, że wróciła do nas nieśmiertelność. 

Zwraca też uwagę na jego zdaniem piękny szczegół tego opisu. “Napisane jest, że kiedy to się dzieje, kiedy drzewo tam wyrasta, kiedy my zostajemy w nie wszczepieni, opisani są ci, którzy tam są, ci którzy nieustannie wpatrują się w oblicze Boga i mają Imię Jego na swoich czołach. To tak prosto można przełożyć, że nieśmiertelność, ciągłe owocowanie życia, bierze się tylko z jednego: z nieustannego wpatrywania się w oblicze Boga. Ten, kto ma Jego Imię na czole, kto wybrał bycie z Nim jako swoją najważniejszą decyzję życiową.”

Więcej rozważań na temat tego i innych rozdziałów Apokalipsy znajdziesz w “Strasznej książce”>>

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >