Seks-podręczniki dla dzieci

Książki o spermie dla 5-latków, o antykoncepcji dla 11-latków. Takie treści są w podręcznikach do zajęć „edukacji seksualnej” w krajach zachodnich. Czy w przyszłości pojawią się również w Polsce?

Alicja Samolewicz - Jeglicka
Alicja
Samolewicz - Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >
Zdaniem redakcji artykuł zawiera treści i obrazy przeznaczone wyłącznie dla osób powyżej osiemnastego roku życia.

Niemcy, Szwecja, Holandia, Francja i Czechy – w tych państwach edukacja seksualna w szkołach jest obowiązkowa. W Hiszpanii, we Włoszech oraz na Litwie zajęcia te są opcjonalne. „Wiedza o seksualności człowieka” – tak miały nazywać się w Polsce lekcje poświęcone edukacji seksualnej. Projekt poselski został podpisany przez posłów SLD i Twojego Ruchu. Jednak podczas głosowania w pierwszej połowie tego roku został odrzucony.

W Polsce prowadzone są lekcje „wychowanie do życia w rodzinie”. Z automatu uczestniczą w nich wszyscy uczniowie, jednak rodzice mogą z nich wypisać dziecko.Podstawa programowa tego przedmiotu ukazuje rodzinę opartą na małżeństwie mężczyzny i kobiety, wartość wstrzemięźliwości seksualnej przed ślubem oraz wierności jednemu partnerowi przez całe życie – pisze w swojej analizie socjolog Antoni Szymański, członek Zespołu ds. Rodziny Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu Polski.

Podkreśla on, że „przedmiot istnieje, zaś wypracowana po długim okresie konsultacji społecznych podstawa programowa jest dobra. Próby zmiany podstawy programowej tego przedmiotu zawsze powodowały znaczące protesty społeczne, głównie zatroskanych rodziców, dlatego nie uczynił tego nawet rząd SLD”.

Na lekcjach mówimy przede wszystkim o relacjach, rodzinie i seksualności. Moje zajęcia opierają się na dramie. Uczniowie nie siedzą w ławkach szkolnych. Pracuję metoda warsztatową, to nietypowa lekcja – podkreśla Anita Szymańska, nauczycielka zajęć „wychowanie do życia w rodzinie” w jednym z gdańskich gimnazjów. Dodaje, że „uczniowie wiedzę na tematy związane z seksualnością człowieka czerpią głównie z Internetu. Jest ona niepełna, często wypaczona”. Podczas zajęć poruszane są również takie tematy jak aborcja czy eutanazja. – Młodzi ludzie nie mają świadomości co w tym jest złego. A przekaz Kościoła jest dla nich za trudny – dodaje Szymańska.

W wyniku badań przeprowadzonych przez Interaktywny Instytut Badań Rynkowych wynika, że w Polsce, jeśli już używa się podręczników do takich lekcji, to najczęściej pojawiają się trzy tytuły. Najpopularniejszą pozycją jest książka "Wędrując ku dorosłości. Wychowanie do życia w rodzinie dla uczniów klas I-III gimnazjum" pod redakcją Teresy Król. Na drugiej pozycji są podręczniki: Ewy Kosińskiej "Wokół nas. Wiedza o społeczeństwie. Moduł: Wychowanie do życia w rodzinie" oraz Tomasza Garstki "Kim jestem? Wychowanie do życia w rodzinie".

Jak wynika z badań, „podręczniki Teresy Król i Ewy Kosińskiej są zbliżone do siebie treścią – książki m.in. pochwalają małżeństwo i tradycję rodziny. Pozycja Tomasza Garstki "Kim jestem? Wychowanie do życia w rodzinie" przedstawia różnorodne światopoglądy”. Badania Interaktywnego Instytutu Badań Rynkowych zostały zrealizowane na próbie ponad 1200 Polaków w wieku 15 – 55 lat (w tym gimnazjalistów i rodziców uczniów gimnazjum).

Wielokrotnie kontrowersje wzbudzały i wzbudzają podręczniki dla dzieci poświęcone edukacji seksualnej w krajach zachodnich. Również ich przedruk na język polski. Wydawnictwo Czarna Owca wydało na ten temat dwie książki: „Wielka Księga Siusiaków” oraz „Wielka Księga Cipek”. Tytuły są adekwatne do ich zawartości. Przykład: „Lisa: Czasami się masturbuję. To pomaga, kiedy jestem zestresowana i chcę się rozluźnić albo zasnąć". Książka jest adresowana do dzieci powyżej 10 roku życia i jest przetłumaczona z języka szwedzkiego. Szwecja jest krajem w którym najwcześniej wprowadzono w szkołach edukację seksualną.

Izabela Kloc, posłanka PiS złożyła wniosek do prokuratury w tej sprawie. W uzasadnieniu podkreśla, że „książki są obsceniczne, wulgarne, deprawujące. Noszą znamiona pornografii. Prócz demoralizujących treści obraziły i zraniły nasze uczucia religijne. Matka Boża przedstawiana jest jako molestująca seksualnie małego Jezusa. W innym miejscu Jezus jest przedstawiany nago na krzyżu, jako naga kobieta”. Na okładce można przeczytać: „Uwaga! Treści zawarte w książce mogą obrażać uczucia religijne”.

Seks-podręczniki dla dzieci

W Niemczech burze wywołała książka „Wo kommst du Her” (Skąd się wziąłeś) dla 5 latków. W jeden z berlińskich szkół zareagowali oburzeni rodzice. Teksty w niej są bardzo dosłowne, np. „w ciepłej pochwie czuć mrowienie, podobne ogarnia penisa". Oficjalnie jest to książka przeznaczona dla dzieci od… 5 roku życia. Rysunki w niej zawarte są bardzo realistyczne.

Seks-podręczniki dla dzieci

Jak informuje portal pch24.pl „w przygotowanych przez autorów książki materiałach pomocniczych zachęca się między innymi, aby uczniowie klas siódmych odgrywali pantomimę… imitując zachowania seksualne, w tym także sadomasochizm”.

„ABC małego ciała. Leksykon dla dziewczynek i chłopców” – to tytuł książki wydanej przez niemieckie ministerstwo. Co takiego się w niej znajduje? Opisuje to w wywiadzie dla Gościa Niedzielnego socjolożka Gariele Kuby: „Wszystko na wesoło i kolorowo. I cytaty – z góry przepraszam, jeśli przekraczam granice przyzwoitości: „dotykanie jąder może być rozkoszne i piękne”, „Łechtaczka znajduje się z przodu pomiędzy małymi wargami sromowymi. Dotykanie łechtaczki może dostarczyć wiele rozkoszy” albo „Prezerwatywy można kupić w różnych kolorach, rozmiarach i gustach smakowych. Dzięki nim można zapobiegać ciąży, uniknąć zarażenia się chorobami”. Do tego mamy obrazek penisa w czasie wzwodu. I ostatni cytat: „Bycie lesbijką jest dla niektórych ludzi niezwyczajne, ale to jest zupełnie normalne. Tak jak można mieć ochotę na czekoladę, tak samo kobiety i mężczyźni mogą mieć ochotę na seks z samymi sobą”.”

Pakiet „Szkoła podstawowa seksu i związków” – to propozycja dla uczniów brytyjskich szkół. Można w nim znaleźć m.in. rysunki przedstawiające różne pozycje seksualne albo wyjaśnienia, że w wieku dorastania chłopcy mogą interesować się innymi chłopcami.

Seks-podręczniki dla dzieci

W Holandii najpopularniejsza jest seria książek autorstwa Sanderijn van der Doef. W podręcznikach dla 5 latków wytłumaczone jest m.in. dlaczego mama ma biust czy jaką drogę przebywa sperma. W książce dla 11 latków m.in. dziewczynka przygląda się swoim genitaliom w lustrze i wyjaśnia co to jest pigułka antykoncepcyjna oraz miesiączka.

Prowadzący zajęcia „wychowanie do życia w rodzinie” w Polsce nie zawsze stosują podręczniki. To przedmiot z którego nie ma ocen i jego niezaliczenie nie wiąże się z żadnymi konsekwencjami. – Zgodnie z rozporządzeniem, rodzicom na początku roku szkolnego powinien być przedstawiony program i plan nauczania przedmiotu przez osobę, która będzie go prowadzić, i która powinna odpowiadać na ewentualne pytania rodziców oraz rozwiewać ich ewentualne wątpliwości – podkreśla w swoim tekście do pisma diecezjalnego ks. Adam Skreczko, kierownik Katedry Teologii Pastoralnej Małżeństwa i Rodziny na Wydziale Studiów nad Rodziną Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. I podsumowuje, że „bardzo to ładne, tylko trochę nierealne…”.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Alicja Samolewicz - Jeglicka

Alicja Samolewicz - Jeglicka

Dziennikarz ZWWZ - z Zawodu, Wyboru, Wykształcenia i Zamiłowania. Udowadnia, że jest możliwe wstawać o świcie z uśmiechem co dnia i łączyć pracę z pasją. Reporter, z-ca szefa informacji Radia Plus w Gdańsku. Wieloletni korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej. Prowadzi warsztaty dla młodzieży i studentów z zakresu dziennikarstwa radiowego. Publikuje w prasie i internecie.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alicja Samolewicz - Jeglicka
Alicja
Samolewicz - Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >

Seksedukacja

Ludzkość zrzuciła kajdany i gorsety obyczajowego ucisku, seks zagościł w świadomości indywidualnej i zbiorowej i został uznany za coś tak ważnego, że uczy się o tym dzieci od najwcześniejszych lat

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

fot.  fdecomite,  Piotr Drabik

W krajach, w których wprowadza się pewien typ edukowania o seksie, niezwłocznie wzrasta ilość ciąż u nieletnich, a także aborcji, nie mówiąc o chorobach, przenoszonych drogą płciową. Polska na razie wlecze się w ogonie ogólnoeuropejskich statystyk, ale są już potężne grupy specjalistów, które chcą te żenujące wyniki poprawić. Na razie przeprowadzono konsultacje z rodzicami i osobami zaangażowanymi w trzech dużych miastach, uczestników pytano, kiedy informować uczniów, że być może są homoseksualistami, a także o dobrodziejstwach antykoncepcji i aborcji.

Wszystko wskazuje na to, że niebawem zacznie się podważanie tak zwanych podstaw programowych, czyli ustalenia przez MEN obowiązującego zasobu wiedzy, który ma być przekazany uczniom. Przedmiot, nazywany dotychczas Przygotowanie do Życia w Rodzinie ma być zastąpiony seksedukacją, a w jakim kierunku ona pójdzie nietrudno się domyślić po ekspertyzach, analizujących dotychczasowe podręczniki, które jakieś dwa lata temu opłaciła jedna z fundacji. (Jeden z zarzutów, sformułowanych przez zatrudnionych ekspertów: podręczniki narzucają matrycę heteroseksualną, a przecież homoseksualizm to norma).

zdj. Nathan Jones

Nie będę powtarzać po raz enty argumentów, które podnosi strona, broniąca określonego sposobu mówienia o ludzkiej płciowości. Spór, który rozgrywa się w obrębie naszego świata toczy się od dziesięcioleci, są kraje, takie jak Niemcy czy Wielka Brytania, Szwecja, Francja, gdzie w szkołach aż kipi od nauczania o seksie, a że Polska jest w tyle, trzeba przyspieszyć…

W chwilach gorących sporów warto odwołać się do zdrowego rozsądku. Gdy wsłuchuję się w filipiki pań z Pontonu, czy innych entuzjastów lekcji o seksie, wciąż powraca do mnie myśl, jak też ludzkość radziła sobie przez tysiąclecia bez seksedukacji?

To, że nasz gatunek dotrwał do tego momentu dziejowego świadczy o tym, że jakoś dawał radę, a pod pewnymi względami efekty były lepsze od dzisiejszych. Były i cienie tego stanu rzeczy, na przykład w naszych kręgu cywilizacji sfera erotyczna była zamilczana i chroniona tak szczelnym tabu, że wiedza o niej była przekazywana albo przez niedomówienia, albo w wersji wulgarnej. Dlatego w wielu językach brakuje normalnego, ciepłego języka, mówiącego o erotyzmie i trzeba dziś szukać po omacku czegoś pośredniego między mglistą poezją, brutalnym przekazem czy naukową terminologią.

fot. thejbird

Trudno zrozumieć, dlaczego sprawy, które można wyłożyć w ciągu kilku godzin, podbudowując to przykładem, czym jest męskość i kobiecość, ma być w nowych programach szkolnych rozpisana na lata, według zaleceń ONZ – od wieku przedszkolnego po maturę?

Czy twórcy tych programów uważają, że dzieci i młodzież są tak tępi, że potrzebują dekady wałkowania tych zagadnień? I nie wiem także, kto decyduje, że już czteroletnie dzieci mają zajmować się seksem? Tu sięgam do doświadczeń własnych z dzieciństwa i z dzieciństwa moich dzieci. Wiem, a potwierdzają to psycholodzy, że dziecko zaczyna pytać o to, skąd się biorą ludzie w wieku pięciu – sześciu lat. A rodzice mają na te pytania odpowiedzieć i trudno sobie wyobrazić, że w tym, co mówią, zabrakłoby słowa miłość, przyjaźń, bycie razem.

Ta wiedza przekazywana jest porcjami, bo na razie dziecko zadawala się odpowiedziami bardziej ogólnymi, potem pytania stają się coraz bardziej szczegółowe i rodzice mają odpowiadać dalej aż po opowieść o akcie małżeńskim.

Ale proszę zwrócić uwagę: pytania dotyczą tego, skąd się biorą ludzie. Dzieci pytają najpierw o rodzenie, nie o seks, seks jest następny „w kolejce”. Jest jakiś rytm i wewnętrzna logika tego procesu, jest potrzebne wychowanie, trening odpowiedzialności i ascezy, konieczne jest stworzenie mocnych ram wartości, w których owe informacje się osadza. Nasi przodkowie mówili kiedyś o treningu cnót i cnota czystości była wysoko usytuowana na liście pożądanych zalet przedstawiciela naszego gatunku.

Ludzkość jednak zrzuciła kajdany i gorsety obyczajowego ucisku i seks zagościł w świadomości indywidualnej i zbiorowej i został uznany za coś tak ważnego, że uczy się o tym dzieci od najwcześniejszych lat.

Wszak lepsze jest wrogiem dobrego, a żeby ów seks uprawiać jako człowiek wolny i niczym nieskrępowany, trzeba wiele wiedzieć, zwłaszcza jak nie zajść w niepożądaną ciążę oraz o tym, że partnerem może być osoba tej samej płci. I teraz czeka nas ta zmiana fundamentalna i naprawdę warto się zastanowić nad plusami i minusami modelu poprzedniego, kierującego wzrok wychowanków na rodzinę i ten, który wybija w tytule słowo „seks”.

fot. Jakob Christensen

Żeby w tym sporze świadomie się opowiedzieć po którejś ze stron, trzeba zastanowić się, jaka wizja człowieka leży u podstaw nauczania o płciowości. Bo jeśli do szkoły wchodzi seksedukator i mówi małolatom, że one na pewno w dowolnej chwili będą uprawiać seks, a jedynym ich problemem jest to, żeby uniknąć „wpadki”, to tym samym mówi: jesteś czymś niewiele lepszym od zwierzęcia, bo choć masz wolę i rozum, zależysz od popędów i możesz jedynie im się poddać. Ale idąc do łóżka, pamiętaj o prezerwatywie lub pigułce, bo to jedyne zło, które może cię w tej sytuacji spotkać: niechciana ciąża. Ale, dodaje seksedukator, z tej sytuacji jest wyjście, jest nim aborcja, jedno z praw człowieka i obywatela lub pigułka „dzień po”, która doprowadzi do sztucznego poronienia.

Są także efekty realizacji tego modelu. Statystyki nie kłamią – po wprowadzeniu przedmiotu, a są kraje, w których jest on obowiązkowy, a rodzice nie mają nic do gadania jeśli chodzi o przekazywane treści, liczba ciąż u nieletnich i aborcji (w Wielkiej Brytanii ponad 200 tys. rocznie) lawinowo wzrasta. Nie wiedzieć czemu, seksedukacja nie realizuje celów, które deklarują edukatorzy. Czy wobec tego Brytyjczycy są idiotami? Z pewnością nie, ale skoro nie zmieniają modelu, który nie przynosi efektów, widać uznają, że tak ma być, choć powody trwania przy nim są nieodgadnione.

Jest też inna wersja mówiąca, że seks to coś wielkiego, bo łączy się z życiem, radością, wiernością. Ale do tego trzeba dorosnąć, bo współżycie to dopełnienie wiernej miłości kobiety i mężczyzny (pięknie mówił o tym Jan Paweł II w cyklu katechez) i potrójna odpowiedzialność za siebie, tej drugiej osoby oraz tej trzeciej, która może się począć.

I właśnie dlatego, że może się pojawić niepowtarzalna istota o niepowtarzalnym kodzie genetycznym i liniach papilarnych, trzeba z seksem zaczekać aż będą warunki do jej narodzin, czyli do małżeństwa. Taka odpowiedzialność to trudne zadanie, asceza jest niełatwa, ale człowiek jest przecież niewiele mniejszy aniołów, więc nie jest to zadanie ponad jego siły.

Seksedukacja

Porównując te dwie szkoły, staje się jasne, że ten drugi przekaz kształtuje człowieka odpowiedzialnego i panującego nad popędem, dojrzałego i wewnętrznie wolnego.

Gdy więc stajemy przed tak ważnym wyborem, musimy być świadomi, jaki człowiek wynurzy się w efekcie każdej w tych koncepcji. Kim jest człowiek? Jest uczyniony na obraz i podobieństwo, niewiele mniejszy od aniołów, czy trochę lepszym modelem, kończącym łańcuch ewolucji, istotą niewiele lepszą od zwierzęcia? Wybór należy do nas, ale musimy przy tym pamiętać, że mamy prawo głosu.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >