Nasze projekty
fot. ufabizphoto/freepik.com

Rytuał „smoczego oddechu” zamiast Eucharystii. W pustkę po chrześcijaństwie wkracza „nowa duchowość”

Soul coaching, ceremonie kakao, szamanki odprawiające rytuały oczyszczenia, leczenie energią, mandale, synkretyzm religijny, kryształy mocy… Na naszych oczach, w pustkę po religii wkracza „nowa duchowość“. I nie wiem, czy jest się z czego cieszyć.

Reklama

To niesamowite, że współczesny świat – uznając chrześcijaństwo za skompromitowane – nie widzi większego problemu w afirmowaniu zabobonów i pseudonauki. Tworzeniu duchowości patchworkowej, splecionej z tego co wygodne, egzotyczne i tajemnicze. 

“Było wypalanie żywym ogniem, był szamański bęben, dzwonki i śpiewy”

„Mam ogromną potrzebę zakończenia pewnego etapu w moim życiu, odcięcia różnych myśli, emocji i postaw, które mi nie służą, uwolnienia serca z siatki powiązań, które już dawno powinny po prostu zniknąć. Chodzi wyłącznie o to, co we mnie samej” – napisała jakiś czas temu na swoim Instagramie Monika Richardson. Gwiazda, próbując sobie poradzić po rozstaniu z partnerem – jak sama twierdzi – „zwróciła się o pomoc do specjalisty“.

I gdybym tutaj przestał pisać i kazał Państwu zgadywać, o jakiego specjalistę chodzi, odpowiedzi byłyby zapewne podobne: psychologa, psychoterapeutę, być może coacha. Otóż nie. Celebrytka zaprosiła do swojego domu jasnowidzkę oraz szamankę. Kobiety miały jej pomóc przejść przez kryzys za pomocą rytuału „smoczego oddechu“. W ruch poszły olejki, ogień, świeczki oraz instrumenty. „Uwierzcie mi albo nie, dziewczyny wiedziały, co robią. Było wypalanie żywym ogniem, był szamański bęben, dzwonki i śpiewy. Coś się we mnie przewartościowało“ – wyznała Richardson.

Reklama

ZOBACZ TEŻ: Wąż w szklanej kuli. Grzech wróżbiarstwa

Leczenie energią na odległość?

Oczywiście była dziennikarka spotkała się po swoim wyznaniu z krytyką części internautów. Być może dlatego w rozmowie z portalem plotkarskim postanowiła doprecyzować poglądy. „Jestem osobą wierzącą i uważam, że najwyższy byt – absolut jest tym czymś, czy tym kimś, do kogo powinniśmy się w swoim życiu zawsze odwoływać i nigdy nie powinniśmy o tym zapominać. Ale jestem przeciwko instytucji Kościoła i jestem areligijna” – powiedziała w JastrząbPost. 

Po co przytaczam tę historię? Bo jest więcej niż reprezentatywna dla zjawiska, które wykracza daleko poza życie prywatne pani Moniki. W istocie niechęć do instytucjonalnej religii, szukanie indywidualnej duchowości, otwartość na egzotyzm religijny i przeróżne formy pseudonauki – jest od dawna trendem nie tylko w Stanach Zjednoczonych i Zachodniej Europie, ale również w Polsce. Sukces imprez w stylu „Life Balance Congress“, gdzie w części targowej możemy zapłacić za usługi w stylu „leczenia energią na odległość“, tylko to potwierdzają.

Reklama

Zlepek pseudoreligii i pseudonauki

Oczywiście odchodzenie od judeochrześcijańskiej wizji Boga i człowieka nie jest niczym nowym. Rewolucja kulturowa lat 60. przetarła te szlaki w sposób być może nieodwracalny, ale tam, gdzie dekady temu w miejsce Kościoła wchodziły komuny dzieci-kwiatów, buddyzm czy fascynacja Wschodem – dzisiaj wkracza zlepek pseudoreligii, pseudonauki, rozwiązań, które muszą działać równie szybko i efektownie jak kolejny filmik na TikToku. Oświecenia nie jedzie się już szukać poprzez wielotygodniowe medytacje w Tybecie, ale w podcaście coacha, który powie jak przez afirmację pieniądza otworzyć portal do bogactwa i życiowego spełnienia.

CZYTAJ: Krzysztof Ziemiec: „Jako rodzice trafiliśmy na najtrudniejszy moment do przekazywania wiary”

Żyjemy w czasach kompletnego przewartościowania priorytetów

Dlaczego tak się dzieje? „Rezultatem (odejścia od katolicyzmu – przyp. MM) jest nie tyle popadnięcie w nihilizm, ale powrót do epoki pogańskiej z jej obojętnym pluralizmem światopoglądowo-religijnym i naturalistycznym nastawieniem w podstawach refleksji o świecie“ – stwierdził ks. Robert J. Woźniak we wstępie do książki Chantal Delsol, traktującej o końcu cywilizacji chrześcijańskiej. Francuska myślicielka uważa, że żyjemy w czasach kompletnego przewartościowania priorytetów. Zarówno inwersji normatywnej – czyli przewrotu w przestrzeni wartości, jak i inwersji ontologicznej – czyli zmianie sensu, istoty i celu ludzkiego istnienia na świecie.

Reklama

Nic dziwnego, że w taki chaos musi wkroczyć coś nowego. „Zanik słuchu religijnego“ – jak to ładnie określił filozof Karol Tarnowski, nie oznacza przecież zaniku naturalnej ewolucyjnej potrzeby człowieka – obcowania czymś większym, niż on sam. Szukania w chaosie świata porządku, nadawania sensu wydarzeniom tragicznym. Tutaj naprawdę niewiele się zmieniliśmy przez setki tysięcy lat ewolucji, nawet gdy w swojej pysze uważamy, że XXI wiek zabił Boga, na jego miejscu stawiając rozum i naukę.

ZOBACZ: Horoskopy, wróżki, talizmany. Czy Polacy w to wierzą?

Byle nie przyznać, że trudno zapełnić pustkę po Bogu

Tym bardziej zastanawia – często bezrefleksyjne – zastępowanie tradycyjnej religijności czymś, co obok nauki nawet nie stało. Ceremoniami kakao, pleceniem głupot na temat zmieniania rzeczywistości za pomocą wizualizacji celów, żywienia się energią kosmosu. Na tym polega paradoks współczesności, rzekomo wyzwolonej spod jarzma nakazów i zakazów katolicyzmu. 

Uważając, że Kościół jest opresyjny i pełen staroświeckich zabobonów, ci sami ludzie nie widzą sprzeczności w sięganiu po szamańskie bębny, kryształowe czaski albo zachwycania się uproszczoną wersją buddyzmu. Wszystko, byle nie przyznać, że trudno zapełnić pustkę po Bogu. Każdy człowiek ma przyrodzone prawo do wolności, wątpienia, szukania własnych dróg do absolutu. Ale naprawdę, wymagajmy od siebie więcej, niż rytuałów „smoczego oddechu“. Wiara to nie supermarket idei.


Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę