Żona to najlepsza przygoda, jaka istnieje na świecie

Z Tomaszem Budzyńskim o miłości do żony, randkach i największym dramacie dla mężczyzny rozmawia Judyta Syrek

Tomasz Budzyński
Tomasz
Budzyński
zobacz artykuly tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Jak długo jest Pan ze swoją żoną?

Poznałem Natalię 22 lata temu.

A jak długo jesteście małżeństwem?

21 lat.

To nie nachodziliście się ze sobą…

No nie. Szast prast. Nasze „chodzenie” polegało na jeżdżeniu pociągami. (śmiech)

Od razu Pan wiedział, że to jest kobieta na całe życie? Nie było wahań?

Zakochałem się i nie miałem żadnego wahania, od razu wiedziałem, że to jest ta dziewczyna. Kiedy się pobieraliśmy, byłem całkowicie świadomy tego, co robię. Zresztą, byłem już dorosły. Przynajmniej tak mi się wtedy zdawało. Miałem 30 lat.

Marcin Jakimowicz w swoim tekście na Stacji7 zacytował Pana zdanie: Im dłużej jestem z żoną, tym bardziej ją kocham…

Im dłużej jestem z Natalią, tym bardziej ją kocham i tym bardziej ona mi się podoba. Ja się w swojej żonie zakochałem już po raz któryś z kolei, chyba piąty…

Statystycznie raz na pięć lat? (śmiech)

Coś w tym rodzaju… a może i więcej! Uwielbiam moją żonę i nie wyobrażam sobie bez niej życia. Życie bez żony? Co za nuda! Oczywiste jest, że współżycie z drugą osobą i miłość na przestrzeni lat po prostu się zmienia. To co teraz wspólnie przeżywamy jest inne niż wtedy, na początku. Miłości nie da się ogarnąć. Ona się rozrasta na wszystkie strony, w górę, w dół. Zstępuje w tajemnicze głębiny i leci jak ptak po niebie. Na początku to jest jakieś szaleństwo! Mnie się wydaje, że miłość z czasem staje się jakby coraz głębsza. Przenosi się w inne rejony. Co innego widzi. Ale jest coś, co błyszczy jak jakiś skarb. Mam tu na myśli jedność i to jedność dusz. Człowiek nie chce być sam i potrzebuje tego drugiego, tęskni za nim. Wiadomo, że na początku jest to głównie jedność cielesno-erotyczna, bardzo ważna, ale później przychodzą rzeczy jeszcze ważniejsze, trudno mi je nawet nazwać w słowach, bo to są rzeczy z pogranicza mistyki. Jedno ciało i jedna dusza. To się przekłada na bardzo prozaiczne sprawy. Ja na przykład nie mogę się nigdzie ruszyć bez mojej żony, to śmieszne, ale nie wyobrażam sobie, że mógłbym na przykład pojechać sam na wakacje. Kiedy widzę coś ładnego, od razu chcę, żeby ona to zobaczyła. Te piękne miejsca, w których jestem, przestają mi się podobać, bo czuję się jakoś okrutnie wybrakowany. Jak w genialnej piosence Starszych Panów „jestem ćwierć albo pół”. Tragicznie nudno się robi po prostu.

A piękne kobiety? Zwraca Pan jeszcze uwagę na inne kobiety?

Jestem artystą, a kobiety są najpiękniejszymi istotami na ziemi. Jak można by nie zwracać na nie uwagi? „Emisja oka”, że znowu posłużę się cytatem (śmiech). Mężczyźni trochę się boją tego piękna i stąd ten sadyzm. Ja jestem przyjacielem kobiet.

Żona to najlepsza przygoda, jaka istnieje na świecie

Niedawno była taka akcja „Wierność jest seksy”. Potwierdza Pan?

Ale po co komu taka akcja? Mnie się podoba moja żona i to, że jestem jej wierny jest dla mnie jasne jak słońce. Mam zdradzić kogoś, kogo kocham? A niby po co? I nie wydaje mi się, abym musiał z tego czynić jakieś hasło na transparencie.

Zostańmy przy wierności. Rozumiem, że nie da się jej zamknąć w ogólnych hasłach, chwytliwie brzmiących. Można o niej mówić dopiero w oparciu o konkretne doświadczenie, konkretny związek…

Tak, bo tu chodzi o poznanie drugiego człowieka, to jest dla mnie bardzo ważne. Dla mężczyzny poznać kobietę, to trochę tak jak wyprawa w kosmos. Dla mnie taka podróż jest fascynująca. A to nie tylko erotyka, ale także niezwykła i czarodziejska wyprawa duchowa. Im dłużej jestem z moją żoną, tym bardziej jestem zaczarowany.

Na czym to polega? Tak samo myślicie, to samo czujecie? Razem się modlicie?…

Tego do końca nie da sie wyrazić w słowach. Wszystko robimy razem, nawet gramy w scrabble. Ostatnio sromotnie przegrywam (śmiech). Ale przecież mamy swoje charaktery. Ja jestem trochę porywczy a Natalia…

Liberalna?

Nie, nie jest liberalna. Ona jest chyba bardziej wyrozumiała. Ale tak, jak mówiłem wcześniej, najbardziej niesamowite jest to głębokie i tajemnicze przeżywanie jedności. Tu chodzi o mistykę.

Ale chyba nie zawsze jest tak mistycznie, miewacie ciche dni?…

Ciche dni? U nas są co najwyżej ciche godziny. Nie potrafimy kłócić się dłużej niż dwie godziny. Natychmiast musimy się pojednać. Ciche dni, to byłaby jakaś katastrofa, to jakbyśmy mieli żyć bez powietrza.

Często się kłócicie?

Bardzo rzadko, może raz na miesiąc, albo raz na dwa.

Gdyby miał się Pan cofnąć o te 20 lat wstecz, to jaką pracę musiał Pan wykonać, żeby teraz wszystko tak się dobrze układało. Mógłby Pan podać taką receptę dla tych, którzy dopiero startują z małżeństwem?

Nie umiem dawać recept. Po prostu kocham swoją żonę. To są jakieś oczywistości. To chyba rozumie się samo przez się, że jak się kogoś kocha, to pragnie się dla tego drugiego dobra. Nie chce się chyba sprawiać komuś bólu i przykrości. Ja chcę, żeby Natalia była zadowolona. Szczęśliwa i wolna. Jestem po to, aby jej służyć. Moje ciało należy do mojej żony. Uważam, że płacz kobiety z powodu mężczyzny, jest największą porażką jaka może być. Mąż powinien tak robić, aby jego żona była zadowolona pod każdym względem. Miłość to znaczy służyć drugiemu.

To jest świetna recepta, ale te przyziemne sprawy, proste gesty też chyba budują związek…

Ależ życie składa się właśnie z prostych gestów. Ja na przykład bardzo lubię się całować (śmiech).

Żona to najlepsza przygoda, jaka istnieje na świecie

A kwiaty, prezenty…

Bardzo ważne. Ale najważniejsze jest przebaczenie. Częste współżycie i wzajemne przebaczanie sobie . Tak jak powiedziałem wcześniej, nie mamy z żoną cichych dni. Chyba byśmy wtedy umarli. Staramy się pojednać od razu i to tak, żeby dzieci to słyszały i były tego świadkami. Na tym też między innymi polega wychowanie. Mamy dwójkę dzieci i dajemy im w ten sposób przykład. Kiedy ktoś pyta, jak wychowuję dzieci, odpowiadam, że w ogóle tego nie robię. Bo wychowywać dzieci, to znaczy kochać swoją żonę. Człowiek jest egoistą i szuka swego, a tu chodzi o to, aby służyć. Czego mogę ich nauczyć, jeżeli nie zobaczą prawdziwej miłości między rodzicami. Mówienie: rób tak, a tak, a tego nie, zupełnie nie działa, bo to są bezsensowne moralizmy. Człowiek młody od razu się buntuje. My swoim dzieciom staramy się dawać nie tylko taki przykład, jak przebaczać, ale też okazujemy sobie przy nich czułość. Uważam, że to ważne, by moje dzieci widziały, że ojciec przytula matkę, kupuje jej prezenty, mówi miłe słowa. Szczególnie kiedy były mniejsze. Gdy zdarzają nam się awantury i przez jakiś czas panuje ta śmiertelna cisza, to widzę że cała rodzina jest bliska śmierci. I kiedy nie możemy już tego wytrzymać, przychodzimy do siebie, prosząc o wybaczenie. Nie mówimy tego, gdzieś schowani za zamkniętymi drzwiami, mówimy to głośno i nasze dzieci od razu przybiegają. Wszyscy stoimy, obejmujemy się i całujemy.

To, że istnieje śmierć, grzech i cierpienie to dzieci szybko zobaczą w dorosłym życiu, szybko się przekonają o tym na własnej skórze. Ale chodzi o to, by w swojej rodzinie zobaczyły, że istnieje miłość, która jest mocniejsza od śmierci, by zobaczyły dowód na to, że jest zmartwychwstanie. To właśnie jest potrzebne człowiekowi do życia. Potrzebny jest dom  zbudowany na skale. Nie bogactwo i wygodne życie. Bo później, kiedy już dzieci wejdą w piekło dorosłości i zderzą się z trudnymi sytuacjami, ktoś im na przykład zacznie gadać: „a wiesz, nie ma żadnej miłości, wszystko to bujda, człowiek jest sam”, one będą mogły powiedzieć wtedy, że to nieprawda, bo widziały miłość, doświadczyły jej, bo ich rodzice się kochali. Widziały to na własne oczy. I myślę, że człowiekowi nic więcej do życia nie jest potrzebne, niż świadomość tego, że można przezwyciężyć śmierć.

Jesteście całą rodziną w jednej wspólnocie. Czy wyjeżdżacie też wspólnie z dziećmi na rekolekcje, wakacje?

My jesteśmy bardzo zżyci i dzieci często się z nami włóczą. Ale teraz, kiedy Nina ma już prawie 18-lat, a Stasiek 15, to zaczynają mieć swoje własne, młodzieżowe sprawy. Ale jeszcze z pięć lat temu byli z nami ciągle.

To ważne dla Pana, żeby pobyć sam na sam z żoną? Czy małżonkowie powinni mieć taki własny skrawek świata, bez dzieci?

Oczywiście że tak. Wychodzimy do kina, na kolację do restauracji, mamy częste randki. Bardzo to lubimy. Albo jedziemy gdzieś samochodem daleko, daleko… albo po prostu spacerujemy.

Pan zaprasza żonę, czy żona Pana?

Kto pierwszy wpadnie na pomysł randki, ten ją organizuje. (śmiech)

Mówi Pan swojej żonie o wszystkim? Relacjonuje jej pracę, to co się dzieje w czasie wyjazdów na trasę koncertową?

Moja żona wie o mnie wszystko. Niczego przed nią nie ukrywam. Może na samym początku, wstydziłem się pewnych rzeczy, no bo co ona powie ? Ale teraz już nie. Tu chodzi o pełne zaufanie do drugiego. O zrozumienie życia i jego tajemnic. Jak wyjeżdżam na koncerty, to muszę od razu dzwonić, bo mi się przykrzy. Trasy koncertowe są generalnie bardzo nudne.

Potrafi Pan podać definicję żony? Kim jest żona?…

Jeżeli kiedyś Pan Bóg pozwoli mi pójść do nieba, to chciałbym, żeby była tam ze mną moja żona. Nie wyobrażam sobie nieba bez żony. To byłoby jakieś słabe niebo. Nie łatwo jest powiedzieć, kim naprawdę jest żona. Dla mężczyzny to jest chyba najlepsza przygoda jaka istnieje na świecie. Prawdziwa miłość jest jak sport ekstremalny! (śmiech)

Cofnijmy się jeszcze raz o tych 20 lat. Co trzeba zrobić na starcie, żeby tak kochać żonę, jak Pan?

Nie wiem, ale na początku wypada się przynajmniej zakochać. Chodzi o to, aby z egoisty narodził się wolny człowiek. To trochę trwa. Jestem na początku tego procesu. (śmiech)

Ale podobno zakochanie mija.

Już mówiłem, że co najmniej pięć razy się zakochałem w swojej żonie. Wiadomo, że ten  początkowy, szalony i romantyczny afekt przemija, ale co ja mam ze sobą zrobić, kiedy  pomimo upływu czasu, moja żona jest dla mnie coraz piękniejsza. To jak życie w jakimś pięknym , tajemniczym i pachnącym ogrodzie. Jestem chyba szczęśliwcem.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Tomasz Budzyński

Tomasz Budzyński

Zobacz inne artykuły tego autora >
Judyta Syrek

Judyta Syrek

Manager ds PR i z-ca redaktora naczelnego portalu. Autorka popularnych książek takich jak: „Kobieta, boska tajemnica”, „Sekrety mnichów” (wyróżniona nagrodą Fenix w 2007 r.), „Uwierzcie w koniec świata”, czy „Nie bój się żyć”. Współprowadzi program w TVP1 z o. Leonem Knabitem OSB "Sekrety mnichów. Ojca Leona przepis na udane życie".

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Budzyński
Tomasz
Budzyński
zobacz artykuly tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Ojcostwo!

Ojcostwo jest zagrożone w ludzkości i zagrożone także w Bogu! A przecież każdy pragnie mieć ojca, takiego ojca, żeby go podziwiać, żeby mu ufać.

Polub nas na Facebooku!

Ojcostwo!

W pokręconym świecie przełomu wieków człowiek od­dala się od Boga na różne sposoby i z różnych przyczyn.

 

Są ludzie, którzy już nie wiedzą, co znaczy „ojciec”. Są dzieci w ogóle bez ojca i dzieci w konflikcie z ojcem, który przestał być autorytetem i który nie spełnia roli ojca. Kryzys współczesnej rodziny jakże często jest właśnie spowodowany brakiem ojca. Rzadko dzisiaj ojciec jest tym właśnie człowie­kiem, który dziecku pokazuje miłość.

Ojcostwo jest zagrożone w ludzkości i zagrożone także w Bogu! A przecież każdy pragnie mieć ojca, takiego ojca, żeby go podziwiać, żeby mu ufać.

  

Ale też przeciwnie – można pytać, jak dzieci traktują ojca?

Nie mogę zapomnieć takiej historii sprzed lat – szłam rano na ósmą do kliniki; na ławce na Plantach siedział stary czło­wiek, siwy, z laską opartą o ławkę i okruchami bułki karmił gołębie – uśmiechnął się do mnie.

Wracałam około drugiej, na tej samej ławce siedział dalej miły staruszek, ale już nie karmił gołębi, miał zmęczony wyraz twarzy – nie zaczepiłam go, choć przez moment miałam taką ochotę.

 

Wieczorem o siódmej było zebranie Towarzystwa Lekar­skiego i parę minut wcześniej przechodziłam znowu koło tej samej ławki; stary człowiek siedział dalej – teraz już od razu podeszłam i zapytałam, co tu robi? Podniósł na mnie wybla­kłe niebieskie oczy i powiedział: „Czekam na syna”.

 

Nie wiedział, jak się nazywa i gdzie mieszka – nie miał żadnych dokumentów. Zabrałam go do Pogotowia Opiekuń­czego. Nie chciał iść, bo bał się, że syn przyjdzie i go nie znaj­dzie! Jakiś czas był w Pogotowiu Opiekuńczym jako NN – nie­znany, porzucony!

Ojcostwo!

Jakże w tym świecie odnaleźć wzorzec miłości ojca? Ojco­stwo potwierdza się przez dziecko, nie tylko ojciec ma przyjąć dziecko, ale i dziecko ma przyjąć ojca, ma uznać ojca. Ileż ra­zy w Poradni słyszałam taką skargę: „To nie jest ojciec”; „Nie znam ojca”; „Nie mam ojca”.

 


Fragment z książki „By rodzina była Bogiem silna…” Pani Wandy Półtawskiej.

Wyboru cytatów dokonała Aneta Liberacka.

Polecamy serdecznie książkę:

http://www.edycja.pl/produkty/ksiazki/duchowosc-liturgia/by-rodzina-byla-bogiem-silna


Polecamy również inne fragmenty książki Pani Wandy Półtawskiej:



Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas