Dzień Dziecka, Dzień Zakochanych

Zastanawiałem się przez kilka ostatnich dni, co by było gdybyśmy połowę tej pary jaką puszczamy w tępienie durnego Halloween puścili w opowiadanie o pięknie Wszystkich Świętych. Wiem jednak, dlaczego tego nie robimy. Dlaczego łatwiej przychodzi nam pomstowanie na dynie niż zachwycanie świata braćmi i siostrami, którzy stali się Ludźmi przez duże L (bo świętość to człowieczeństwo na maksa, a nie frustrujące wysiłki na rzecz stania się półaniołem).

Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Spójrzcie jak dzisiaj mówimy o świętych. Wyliczamy ich duchowe rekordy (epoki, kraju czy świata): ilość odpartych pokus, liczbę nakarmionych biednych, geografię założonych przytułków. A przecież Jezus w Ewangelii nie mówi: ufunduj pięć klasztorów i odeprzyj sto trzydzieści pokus (z czego połowę – nieczystych, a połowę – w sprawie jedzenia słodyczy), a osiągniesz niebo. Mówi co innego: „Jeśli nie staniecie się jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebieskiego”.

Wniosek bije po oczach: nie ma wstępu do Nieba ktoś, kto nie zdziecinniał.  A święci to ludzie, którzy weszli w relację z żywym Bogiem z taką radością, prostotą, zapamiętaniem, z takim odklejeniem się od całej reszty zdarzeń, z jakim dzieci wchodzą w zabawę. Świętość to nie Twoje osiągnięcia, to jakość Twojego bycia.

Dzień Dziecka, Dzień Zakochanych

Gdy w tych dniach wspominamy naszych patronów warto spojrzeć na nich przez ten właśnie pryzmat – oni dobrowolnie pozbyli się całej tej duchowej potęgi za jaką sądzimy, że zostali kanonizowani. W relacji z Jezusem całkowicie wyłączyli koncentrację na własnym wysiłku, logikę „zapracuję to będę miał”, chęć posiadania, ba – nawet ziemski instynkt samozachowawczy.  Zakochali się, oszaleli, zdziecinnieli.

Każdy z nas marzy o miłości, w której będzie mógł tak właśnie się poczuć. Gdy idzie o życie duchowe boimy się jednak tak myśleć, czując że to za poważne historie, a tu za rogiem czai się ckliwy banał. Boimy się, że strywializujemy surowego Boga, że trzeźwy realizm Ewangelii zamienimy na emocjonalną mielonkę z powieści Janusza L. Wiśniewskiego. Koncentrujemy się więc na tym co poznawczo bezpieczne. Na faktach, datach, liczbach, relacjach. Skutek? Myślimy i mówimy o świętych jak o naszpikowanych duchowymi sterydami enerdowskich pływaczkach, którym za cenę wyrzeczenia się własnej tożsamości udało się dopłynąć do olimpijskiej mety, na której czeka na nich ze stoperem Wielki Sędzia. I ucieka z nas zapał – gdzie nam do nich, my taplamy się wszak w okręgówce.

Dzień Dziecka, Dzień Zakochanych

To prosta droga donikąd. Ja nigdy nie będę Słupnikiem, Joanną D’Arc ani Małą Tereską (nią zwłaszcza), nie prześcignę św. Jacka ani Kosmy z Damianem. Jedyne, co mogę i powinienem zrobić to przestać się ścigać, silić na dojrzałość. I zdziecinnieć. Nie myśleć o tym, czy mam dostatecznie dużo siły, by zmienić siebie i świat – skupić się na sile Ukochanego, którą od teraz mogę mieć za darmo.

Póki co kiepsko mi idzie. Wspominać mnie się więc będzie każdego 2. listopada. Każdemu z Was życzę, by Wasze święto obchodzono kiedyś dzień wcześniej – 1. Listopada. W Dniu Dziecka i Dniu Zakochanych w jednym.

Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Pamiętaj, zabierz mnie ze sobą

Taki tytuł miał tekst opublikowany w „Gazecie Wyborczej” w 1997 roku, w dziesiątą rocznicę katastrofy samolotu „Kościuszko” w Lesie Kabackim. W tym popularnym dziś miejscu spacerów warszawiaków zginęły sto osiemdziesiąt trzy osoby. Dziś, gdy kraj tonie w oparach innego lotniczego nieszczęścia, genialny tekst Wojtka Tochmana mógłby służyć za wzór, jak można czcić pamięć tych, co odeszli w strasznych okolicznościach.

Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Tu nie ma słowa o winnych tego nieszczęścia (radzieckich konstruktorach, którzy oddali do użytku silnik pozbawiony połowy ważnych elementów). To opowieść o młodej stewardesie, która była na pokładzie. O jej narzeczonym, który odwoził ją na lotnisko, o ojcu, który wybrał jej tę pracę, o matce, którą przed lotem wpadła jeszcze pożegnać.

Fragment programu pt. “Z kart historii”, odcinek na temat Katastrofy w Lesie Kabackim

O tych, co gdy samolot spadł, pobiegli ratować, i o tych, co szabrowali. O tych, co startowali tego dnia z Okęcia, odmawiając we łzach różaniec. O smrodzie nafty pod namiotem na Wólce Węglowej (największym warszawskim cmentarzu), gdzie składano fragmenty ciał („Na każdy szczątek było wielu chętnych. Nikt do grobu nie chce chować piasku”). A przede wszystkim o tym, co się działo na pokładzie. Tochman wplata w tekst zapis rozmów pilotów z czarnej skrzynki, nie komentuje, pozwala im mówić, wybrzmieć ich ostatnim słowom: „Dobranoc, do widzenia! Cześć, giniemy!”.

Tytuł wziął z instrukcji dla członka personelu pokładowego, który w momencie zagrożenia powinien wybrać sobie do pomocy kilku rozgarniętych mężczyzn i precyzyjnie wyjaśnić im, co mają robić, jeśli stewardesa nie będzie w stanie przeprowadzić ewakuacji. „Na końcu ewakuuj się sam. Pamiętaj, zabierz mnie ze sobą!”

Wojtek Tochman napisał później wiele rzeczy genialnych, docenianych, dyskutowanych, nagradzanych (ale też kontrowersyjnych i stronniczych). Dla mnie zawsze najważniejsza będzie właśnie ta.

Pamiętaj, zabierz mnie ze sobą

Beaty Płonki nie miał kto zabrać z piekła, które od Grudziądza (gdzie nastąpiła eksplozja silnika i skąd Ił zawrócił na Okęcie) rozgrywało się kilka kilometrów nad ziemią. Czy ktoś dodał jej w tych ostatnich chwilach otuchy, braterstwo, które ratuje, wyciąga ku życiu, zastąpił nie mniej cennym braterstwem w przeżywaniu śmierci?

Wśród rzeczy ocalałych z katastrofy był egzemplarz Biblii, na którego karcie tytułowej jedna z pasażerek zdążyła napisać: „09.05.1987. Awaria w samolocie co będzie Boże Halina Domeracka 02-647 Warszawa, ul. R. Tagore…”.

W moich uszach tytuł tego tekstu też brzmi jak modlitwa.

Fragment książki:


Szymon Hołownia, Marcin Prokop, "Wszystko w porządku. Układamy sobie życie", Wydawnictwo Znak


Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >