Naukowcy badają, czy religijność wpływa na leczenie COVID-19

1000 osób chorujących na COVID19 już bierze udział w badaniu prowadzonym przez amerykańskiego kardiolaga, hinduskiego pochodzenia na temat wpływu modlitwy na proces wychodzenia z tej choroby. Naukowiec sprawdzi, czy fakt, że pacjenci się modlą cokolwiek zmienia w procesie chorobowym.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Na pomysł tak niezwykłego eksperymentu naukowego wpadł kardiolog z Kansas City Heart Rhythm Institute –  doktor Dhanunjaya Lakkireddy. On sam urodził się w rodzinie wyznawców hinduizmu, choć w życiu zetknął się z katolicyzmem, ucząc się w katolickiej szkole. Od dawna fascynuje go zależność między religijnością a stanem zdrowia pacjentów. 

Obecne badanie rozpoczął 1 maja. Zaprosił do niego 1000 pacjentów zarażonych koronawirusem i leczonych z tego powodu. Spośród nich 500 losowo wybranych osób dostało od niego tekst uniwersalnej modlitwy, sformułowany na 5 różnych sposobów nawiązujących do modlitw obecnych w 5 światowych religiach (islam, chrześcijaństwo, buddyzm, hinduizm, judaizm). Po wybraniu jednej z nich pacjenci z tej grupy będą mieli za zadanie modlić się nią codziennie. Druga połowa badanych będzie stanowić grupę kontrolną, której nie zalecono szczególnie modlitwy. Wszyscy będą poddawani takiej samej, standardowej opiece medycznej, zależnie od rozwoju choroby. Dr Lakkireddy zbada później, czy proces chorobowy u modlących się przebiegał inaczej niż u nie-modlących. Weźmie te pod uwagę ewentualne zgony wśród chorych poddanych eksperymentowi. 

Wszyscy wierzymy w naukę, a także wierzymy w istnienie wiary. Nasze pytanie badawcze brzmi: jeśli istnieje nadprzyrodzona moc, w którą wielu z nas wierzy, to czy ta moc modlitwy i boskiej interwencji zmieniłaby rezultaty w sposób znaczący?

mówi doktor Dhanunjaya Lakkireddy.

Nie będą to pierwsze badania poświęcone tematowi wpływu religijności na naukę. W powtarzających się tego typu eksperymentach wiele razy dochodzono do wniosku, że sama religijność pozytywnie wpływa na zdrowie ludzi, głównie z powodów psychologicznych ale też m.in. zdrowszego stylu życia. Warto zwrócić jednak uwagę, że ich pomysłodawcy nie badają nadprzyrodzonego charakteru różnych sytuacji zdrowotnych w życiu ludzi, ale wpływ samej religijności, niezależnie od wyznawanej religii. Takie podejście nie musi mieć wiele wspólnego z wiarą chrześcijan w uzdrawiającą moc samego Boga.

 

ad, capradio/Stacja7

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >
KSIĄŻKI

Prawda o abdykacji. Nowa biografia Benedykta XVI

„Jedno życie” to tytuł nowej biografii papieża Benedykta XVI, która właśnie trafiła - mimo pandemii - na niemiecki rynek księgarski. Napisał ją dziennikarz od lat współpracujący z papieżem-seniorem, Peter Seewald. Jesienią książka ma ukazać się po angielsku i włosku.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Kolejna biografia

To już trzecia biografia papieża Benedykta. Pierwszą, wydaną po raz pierwszy w 2000, napisał John Allen. Po angielsku ukazała się pięć lat przed wyborem kard. Ratzingera na papieża, stąd jej tytuł: „The Vatican’s Enforcer of the Faith” odnoszący się do funkcji prefekta Kongregacji Nauki Wiary. Nowe życie zyskała – między innymi w Polsce – w nowym wydaniu tuż po tym, jak jej bohater został papieżem („Papież Benedykt XVI”), choć zgrzytem u końca książki jest stanowcza prognoza autora, w której Allen wymienia cztery powody, dlaczego Ratzinger na pewno nie zostanie papieżem. John Allen jest krytyczny wobec papieża: pokazuje jego dwa oblicza, „dwa życia” – pozytywnie przedstawionego liberalnego teologa z czasów Soboru Watykańskiego II i „pancernego kardynała”, zamkniętego na świat i zamykającego Kościół na jakiekolwiek reformy, z lat późniejszych. Według autora biografii, Joseph Ratzinger miałby zwrócić się przeciwko samemu sobie w 1968 roku, przestraszony zmianami społecznymi w Kościele i świecie. Tytuł nowej biografii „Jedno życie” może być polemiką z tym ciągle panującym mitem o kard. Ratzingerze.

Druga biografia powstała już po abdykacji papieża Benedykta. Napisał ją Elio Guerriego i zatytułował „Sługa Boga i ludzkości”, a wstępem opatrzył papież Franciszek. To solidnie przygotowanym omówieniem całego życia i działalności papieża. Po polsku książka ukazała się pod dużo gorszym tytułem „Świadek prawdy”. Sam papież napisał też w 1997 książkę „Moje życie”, w której siłą rzeczy brakuje części autobiografii dotyczącej pontyfikatu.

„Benedykt XVI. Jedno życie” będzie więc kolejną biografią, choć na miano biografii zasługuje już inna książka Petera Seewalda, „Benedykt XVI. Portret z bliska”. Autor opublikował już cztery wywiady z Josephem Ratzingerem. Pierwsze były „Sól ziemi” oraz “Bóg i świat, efekt współpracy z prefektem Kongregacji Nauki Wiary. W 2010 roku powstała trzecia rozmowa, już z papieżem Benedyktem, „Światło i sól”, ale największą popularność zdobyły “Ostatnie rozmowy” z 2016 roku, czyli z wywiad-rzeka z papieżem już seniorem.

 

Prawda o abdykacji

Książka to nie tylko biografia. Dołączona jest kolejna „ostatnia rozmowa” z Benedyktem XVI („Ostatnie słowa”), w której rozmówcy m. in. znów wracają do kwestii abdykacji Benedykta w 2013 roku. Nie pierwszy raz. Zarówno w “Ostatnich rozmowach”, jak i w biografii Elio Guerriego, który również umieścił w swojej biografii rozmowę z papieżem seniorem, padają właściwie te same słowa, że abdykacja papieża nie była wynikiem choroby, szantażu czy wyrazem ucieczki z powodu kryzysu „vati-leaks”. Po prostu, to stan sił i zdrowia, które ocenił za niewystarczające w perspektywie nadchodzących wydarzeń pontyfikatu, zwłaszcza Światowych Dni Młodzieży w Rio de Janeiro.

Czy Seewald powraca do tematu, bo to wciąż temat numer jeden i okazja dla wydawców do zareklamowania książki jako sensacji, w której papież opowie prawdę o swoim ustąpieniu? Czy też rzeczywiście papież Benedykt, póki żyje, chce powtórzyć po raz kolejny to, co konsekwentnie powtarza od siedmiu lat, że nie było żadnych innych przyczyn rezygnacji niż te, które podał 11 lutego 2013. 

„Nie – zapewnił w Ostatnich rozmowach – nie wolno ustępować pozostawiając niezałatwione sprawy, tylko trzeba doprowadzić je do końca (…) Gdy papież wyraźnie widzi, że fizycznie, psychicznie i duchowo nie może już poradzić sobie z urzędem, wtedy ma prawo, a w niektórych sytuacjach nawet obowiązek, zrezygnować”. W „Światłości świata”, wywiadzie-rzece przygotowanym trzy lata przed abdykacją Benedykt XVI tłumaczył, że to nie trudność zmusza papieża do zrzeczenia się urzędu: „Nie można uciekać, gdy coś poważnie zagraża… nie jest to moment, aby ustępować. Właśnie w takich chwilach trzeba wytrwać i przetrwać trudne sytuacje… Nie można w niebezpieczeństwie uciec i powiedzieć, aby ktoś inny się tym zajął.” Dodał, że decyzja o ustąpieniu może być podjęta w momencie spokojnym, gdy po prostu nie daje się już rady: „Gdy papież wyraźnie widzi, że fizycznie, psychicznie i duchowo nie może już poradzić sobie z urzędem, wtedy ma prawo, a w niektórych sytuacjach nawet obowiązek, zrezygnować.”

Można być wręcz pewnym, że te słowa, nieco sparafrazowane, znajdą się w wywiadzie dołączonym do nowej biografii, a równocześnie wątpić, że opinia publiczna uwierzy w końcu papieżowi.

 

Dymisja na wszelki wypadek”

Nowością jest inny aspekt papieskich dymisji, poruszony przez Benedykta XVI. Jak donoszą media, papież-senior przyznał w książce, że już wkrótce po swoim wyborze przygotował dla Kurii Rzymskiej dokument o rezygnacji na wypadek trwałej niezdolności do sprawowania urzędu. Wiadomo, że na podobny krok zdecydował się Paweł VI w 1965 roku, pisząc deklarację: „My, Paweł VI deklarujemy, że w przypadku choroby, przypuszczalnie nieuleczalnej lub długotrwałej, lub w przypadku innej poważnej i długotrwałej przeszkody (…) zrzekamy się z naszego urzędu”. Przed kilku laty pojawiły się głosy, że podobny dokument przygotował Jan Paweł II. W najnowszym wywiadzie Benedykt XVI to potwierdził.

Podobne pisma przygotowywali papieże Pius VII i Pius XII. Ten pierwszy w 1804 roku przed wyjazdem do Paryża na koronację Napoleona, na wypadek, jeśliby został tam uwięziony. Pius XII w latach wojennych, na wypadek gdyby został zatrzymany przez Niemców.

To ciekawy wątek. Sugeruje, że na początku pontyfikatu papieże przygotowują dymisję „na wszelki wypadek”. To prawdopodobne. Dlaczego? Odpowiedź jest stosunkowo prosta i logiczna.

W przeciwieństwie do uregulowań w innych państwach, papież nie ma nad sobą żadnej władzy zwierzchniej. Nikt nie ma prawa znieść go z urzędu. Koniec pontyfikatu następuje tylko i wyłącznie w wyniku śmierci albo własnej decyzji o dymisji. Tak stanowione prawo – a trudno sobie wyobrazić jego uaktualnienie, bo postawiłoby kogoś albo coś ponad papieżem – teoretycznie może sprawić kłopot w kilku przypadkach, na przykład podczas uwięzienia. Można by mieć wówczas wątpliwości, czy wyrażona wówczas rezygnacja więzionego papieża jest jest rzeczywiście suwerenna, a nie efektem np. wymuszenia. A wymuszona abdykacja jest przecież nieważna, nie powoduje ustania władzy papieskiej. Z drugiej strony, sam fakt uwięzienia siłą rzeczy powoduje nieobecność papieża i uniemożliwia sprawowanie przez niego władzy.

Ale dymisji „na wszelki wypadek” ostatni papieże nie przygotowywali z powodu groźby uwięzienia. Chodzi raczej o choroby, np. trwały wylew, w wyniku którego papież mógłby zapaść w śpiączkę. To wątek, który pojawił się w serialu „Nowy papież”, choć niedopowiedziany i przez to nielogiczny. Na podstawie przepisów Prawa Kanonicznego nie ma takiej władzy w Kościele, która by mogła orzec niemożność sprawowania urzędu pozostającego w śpiączce papieża, w wyniku czego można by było zwołać konklawe i wybrać nowego papieża. Tylko abdykacja „na wszelki wypadek” mogłaby zapewnić sukcesję papieską. Jednak po cudownym powrocie do sprawności – znów wracając do „Nowego papieża” – powrót do sprawowania najwyższego urzędu nie byłby już w takiej sytuacji możliwy.

 

Jak być papieżem seniorem

Abdykacja papieża Benedykta XVI wciąż wywołuje pytania komentatorów (o powody) i niektórych teologów (czy tak być powinno). Zwłaszcza, że wielu publicystów opisuje działalność Stolicy Apostolskiej w perspektywie „dwóch papieży”. Stało się to głośne zwłaszcza przy okazji Synodu w Amazonii i rzekomym pomyśle Franciszka dotyczącym udzielaniu święceń kapłańskich żonatym mężczyznom. Poprzez książkę kard. Saraha, której Benedykt – znów rzekomo miał być współautorem – według części komentatorów miał skrytykować pomysł papieża Franciszka. Ta i inne sytuacje, choć oparte na nieprawdzie, pokazują jednak problemy komunikacyjne i wizerunkowe wynikające z istnienia dwóch papieży.

Jak donoszą media, w nowym wywiadzie papież tłumaczy, że nowo utworzoną przez niego funkcję „papieża emeryta” można porównać do urzędu biskupa, który zrezygnował z powodu wieku. Wskazał, że tę postać prawną można również zastosować do biskupa Rzymu. Dodał, że „ta forma prawno-duchowa nie pozwala na współistnienie dwóch papieży, a stolica biskupia może być obsadzona tylko przez JEDNĄ osobę.

Benedykt XVI stanowczo sprzeciwił się zarzutom, jakoby po rezygnacji ingerował w publiczne debaty. Nazwał to „złośliwym zniekształceniem rzeczywistości” i zasugerował, że są „powody, dla których chce się po prostu wyłączyć” jego głos.

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap