Bośnia i Hercegowina: Miejsce, gdzie katoliczki i muzułmanki modlą się razem

Parafia w Odžaku jest jedynym miejscem w Bośni i Hercegowinie, gdzie regularnie wspólnie modlą się katoliczki i muzułmanki

Spotykają się na przemian, raz w parafii a raz w meczecie. Mówi o tym w rozmowie z KAI siostra Anna Alberti ze zgromadzenia Franciszkanek Misjonarek Maryi. Polska zakonnica od kilku lat pracująca w tym bałkańskim kraju opowiada m. in. o przygotowaniach do wizyty papieża Franciszka w Sarajewie, relacjach z muzułmanami, największych problemach Kościoła katolickiego i społecznych, a także pracy zakonnic, które obok sióstr Misjonarek Miłości w Banja Luce są jedyną międzynarodową wspólnotą zakonną w Bośni i Hercegowinie.


Publikujemy tekst rozmowy:

KAI: Jak ocenia Siostra przygotowania na przyjazd papieża Franciszka?

S. Anna Alberti: Mieszkamy w Odžaku, miasteczku liczącym ok. 10 tys. mieszkańców, w północnej części Bośni i Hercegowiny, 40 km od granicy z Chorwacją w regionie Posavina. Jesteśmy stosunkowo daleko od centrum kraju. Region można też lakonicznie nazwać najbardziej "pustynną" pod wieloma względami częścią tego kraju. Stąd trudno mi powiedzieć jak przebiegają przygotowania do pielgrzymki w Sarajewie i w innych częściach Bośni. Papież Franciszek przyjeżdża do stolicy, która jest sercem naszej archidiecezji i tam też przygotowania są zapewne najbardziej intensywne.

KAI: A z waszego miasta jak liczna grupa wybiera się do Sarajewa?

– Z naszej parafii liczącej około 1500 osób do Sarajewa jadą trzy autokary wiernych, którzy będą uczestniczyć w papieskiej Mszy św. Jesteśmy przygotowani do wyjazdu i bardzo się cieszymy. Jedziemy z naszymi parafianami i jest jeden minus naszego wyjazdu ponieważ nie będziemy mogły uczestniczyć w spotkaniu kapłanów i osób konsekrowanych z papieżem w katedrze. Musimy wracać z naszymi wiernymi z powrotem do Odžaku. Ponadto z naszego regionu wybiera się też młodzież. Patrząc z polskiej perspektywy wydawać się może, że niewiele osób wybiera się na spotkanie z Franciszkiem. Ale trzeba zwrócić uwagę, że Bośnia to państwo trzech narodów i większość ludzi nie jest związana z papieżem. Ponadto też ze względu na wieloetniczny i wieloreligijny charakter kraju oraz dawne konflikty ludzie nie są skłonni do manifestowania swojej tożsamości.

KAI: Jak przygotowujecie się duchowo na papieską wizytę?

– Przede wszystkim modlimy o szczęśliwy przebieg wizyty. Młodzież uczestniczyła w cyklu katechez. Na samą wizytę przygotowała koszulki z okolicznościowymi napisami, zrobiła też flagę. Pielgrzymka przebiega pod hasłem: "Pokój Wam". To hasło wiele mówi dlaczego Franciszek nas odwiedza. Pokazuje, że katolicki naród chorwacki jest obecny w Bośni i Hercegowinie. Chorwaci mówią, że Franciszek przybywa tutaj aby dać im nadzieję, że ich bycie tutaj ma sens i aby ich umocnić. Po wojnie zostały głębokie rany, dodatkowo w zeszłym roku ten rejon został zniszczony przez powódź. Ludzie do dzisiaj nie odbudowali swoich całkowicie zalanych domostw. Jestem przekonana, że papież przyniesie nam nadzieję i odwagę na przyszłość. Przymnijmy też, że ok. 60 proc. mieszkańców Odžaka to muzułmanie.

KAI: Jak wyglądają wasze relacje z muzułmanami?

– Udało nam się zorganizować coś co jest chyba jedyne w Bośni i Hercegowinie. Są to spotkania kobiet katolickich i muzułmańskich. Kiedy umieściłyśmy w internecie film z jednego z naszych spotkań to otrzymałyśmy wiele listów, w których nie kryto radości, podziwu i zdziwienia, że coś takiego ma miejsce w Bośni i Hercegowinie. Nasze spotkania trwają od czterech lat. A zaczęło się od nawiązania kontaktów dwóch kobiet: katoliczki, naszej parafianki i muzułmanki. Obie miały problem ze swoimi dziećmi. To je zbliżyło. Potem powoli my i inne kobiety dojrzałyśmy do decyzji aby się spotykać re. Pierwsze spotkanie odbyło w naszym domu. Teraz spotykamy się na przemian, raz w parafii a raz w meczecie. Przygotowujemy jakiś temat. Ostatnio mówiliśmy o kobietach w Biblii i Koranie. Każda z nas wybrała jedną z postaci. Nasze wystąpienia kończyły się wspólnym dla nas przesłaniem. Rozmawiamy ze sobą. Zawsze jest dobre ciasto. Ponadto śpiewamy religijne i ludowe pieśni. Niektóre z nich wykonujemy wspólnie, np. pieśni o matce, które były śpiewane w czasie ostatniej wojny. Są one niezwykle piękne i wzruszające. Niedawno na nasze spotkanie przyszedł imam miejscowego meczetu. Serdecznie nas pozdrowił i wyraził wielką radość, że papież przyjeżdża do Sarajewa. Powiedział do nas katoliczek, że wie jak ta wizyta jest dla nas ważna, że papież przyjeżdża nas umocnić a oni muzułmanie bardzo się z tego cieszą. Były to miłe i bardzo ważne słowa gdy patrzymy na obecną skomplikowaną sytuację.

KAI: Jak wyglądają codzienne wasze relacje z muzułmanami?

– Jest to codzienny, ludzki kontakt na ulicy, w sklepach, w miejscach pracy itp. Nasze proste i zwyczajne rozmowy są bardzo serdeczne. Często padają w nich stwierdzenia, że Bóg jest jeden a to tylko my ludzie przez nasze słabości jesteśmy przyczynami konfliktów i podziałów. Nie prowadzimy jakiś teologicznych dysput ale dajemy świadectwo swojej wiary. W naszych relacjach jest dużo życzliwości i normalności.

KAI: Czy spotykacie się z jakimiś przypadkami islamskiego ekstremizmu?

– Muzułmanów w Odžaku nazywamy "europejskimi" muzułmanami. Są oni pojednawczy i nastawieni życzliwie do innych religii. Z drugiej strony niestety coraz częściej słyszy się o grupach fundamentalistycznych i jest to bez wątpienia problem.

KAI: Macie jakieś relacje z prawosławnymi?

– Nie mamy kontaktów, gdyż prawosławnych wiernych prawie nie ma na naszym terenie. Głównie żyją oni w swojej autonomicznej Republice Serbskiej. Spotykaliśmy się spontanicznie podczas ubiegłorocznej powodzi. Wtedy pomagaliśmy wszystkim kto ucierpiał. W Bośni mamy też sporo rodzin „mieszanych“.

KAI: Przed jakimi największymi problemami stają bośniaccy katolicy?

– Przypomnijmy, że bośniaccy katolicy to są Chorwaci. W naszej archidiecezji odbywa się teraz synod poświęcony między innymi rodzinie. Podczas spotkania synodalnego, które niedawno odbyło się u nas w Odžaku, wielu kapłanów dzieliło się swoimi doświadczeniami mówiąc, że w swoich parafiach nie mają już ani jednej pełnej rodziny. Młodzi ludzie wyjeżdżają za granicę i pozostają tylko osoby starsze. Mamy coraz mniej dzieci i młodych ludzi a to oznacza też wyludnienie wielu miejscowości. Czyli pierwszym i największym wyzwaniem jest rodzina.

Kolejnym problemem jest ciężka sytuacja gospodarcza a z nią wiąże się wielkie bezrobocie, które w niektórych regionach sięga 50 proc. A to znowu pociąga za sobą emigrację. Wielu Chorwatów korzysta z tego, że wyjeżdżają do Unii Europejskiej w poszukiwaniu pracy. W niektórych regionach jesteśmy świadkami exodusu całych rodzin, szczególnie młodych. Np. w naszej parafii na lekcji religii dla klas trzecich mam 12 dzieci i ostatnio się dowiedziałam, że troje z nich wyjeżdża z rodzicami za granicę. Wielu młodych nie widzi dla siebie przyszłości. Uczą się języka niemieckiego aby w przyszłości stąd wyjechać. Wciąż jednak największym problemem są rany z czasów wojny. Bośnia i Hercegowina nadal potrzebuje głębokiego uzdrowienia, przebaczenia i pojednania.

KAI: A sytuacja polityczna?

– Sytuacja jest bardzo skomplikowana i trudna. Jeden z polityków, pochodzący z naszej parafii a pracujący w Sarajewie, przypomniał mi ostatnio, że w kraju podzielonym na trzy części: Federację Bośnia i Hercegowina, w której żyją Chorwaci i muzułmanie, Republikę Serbską i znajdujący się między nimi Dystrykt Brczko jest ok. 20 proc. Chorwatów, z których wielu zamierza emigrować. Zwrócił uwagę, że tam gdzie zostaje po kimś puste miejsce to ktoś je musi zająć. Dlatego sytuacja Chorwatów i tym samym Kościoła katolickiego jest coraz trudniejsza.

KAI: Czy Bośni i Hercegowinie grozi kolejny konflikt etniczny?

– Trudno powiedzieć, tym bardziej, że sytuacja na całym świecie coraz bardziej się komplikuje, głównie przez grupy ekstremistów. Do tego dochodzą napięcia wielokulturowego i wieloreligijnego społeczeństwa. W życiu codziennym tego nie widać, ale objawia się to w sferze politycznej. Daj Boże, by nie doszło do jakiegoś konfliktu. Ludzie cały czas wspominają, że przed wojną w Odžaku nie było konfliktów etnicznych.

KAI: Jak Wy, siostry Franciszkanki Misjonarki Maryi dajecie sobie tutaj radę?

– Przyjechałyśmy do Bośni i Hercegowiny w 1997 r., czyli niedługo po zakończeniu wojny. Odžak był zniszczony, nie było kościoła i przykościelnych budynków. Nasze siostry przyjechały tutaj aby pomagać a przede wszystkim być z dotkniętymi wojną ludźmi, wspierać ich i dawać im nadzieję. Tworzymy jedyną wspólnotę naszego zakonu w tym kraju. Nasze zaangażowanie na przestrzeni lat się zmieniało. Na początku była to przede wszystkim pomoc humanitarna i parafialna. Obecnie jesteśmy przy parafii, a jedna z sióstr pracuje w zakładzie dla dzieci niepełnosprawnych "Dom nadziei". W parafii prowadzimy naukę religii, parafialny "Caritas", chór i inne zajęcia. Nasz dom zakonny jest otwarty na ludzi ubogich, których jest bardzo dużo. Przychodzą też do nas ludzie na codzienną modlitwę. Charakteryzuje nas to, że jesteśmy otwarte na wszystkich bez względu na przynależność etniczną czy religijną. Odwiedzamy też rodziny, chorych i osoby w podeszłym wieku. Jak sobie dajemy radę? Codziennie mamy adorację Najświętszego Sakramentu. To nasza największa siła!!!

KAI: Ludzie bez problemów zaakceptowali polskie zakonnice?

– Chyba doceniają nas, tym bardziej, że jesteśmy z ludźmi od zakończenia wojny i czasów odbudowy kraju. Przede wszystkim chodzi o to, by dzielić z nimi ich codzienne troski i radości. Darzą nas wielką życzliwością. Gdy wracamy z wakacji to często słyszymy: "Jak pusto było bez was". Bez przerwy muzułmanie i katolicy mówią nam też: "Tylko nie odchodźcie z Odžaka". W naszej wspólnocie były nie tylko siostry z Polski ale i z Austrii, Włoch, Słowenii. Nasza wspólnota od samego początku była przykładem jak jest możliwe zgodne życie w międzynarodowej społeczności. Warto podkreślić też, że nam siostrom z Polski i innych krajów jest tutaj lżej, gdyż nie jesteśmy obciążone traumą wojny.

Obok sióstr Misjonarek Miłości w Banja Luce jesteśmy jedyną międzynarodową wspólnotą zakonną w Bośni i Hercegowinie. Myślę, że w tym kraju powinno być więcej takich międzynarodowych zgromadzeń zakonnych gdyż bardzo dobrze wpływałyby to m. in. na społeczną atmosferę kraju.

Rozmawiał: Krzysztof Tomasik


Rozmawiał Krzysztof Tomasik (KAI) / Odžak  

Franciszek jedzie do Sarajewa

W sobotę 6 czerwca Franciszek złoży jednodniową wizytę w Sarajewie – stolicy Bośni i Hercegowiny. Ta trzecia podróż papieża do kraju europejskiego (poza Włochami) i ósma w ogóle będzie przebiegała pod hasłem: „Pokój wam” (Mir vama)

Zapowiadając ją 1 lutego, Ojciec Święty oznajmił, że pojedzie do „drogich narodów, aby dodać otuchy tamtejszym katolikom oraz przyczynić się do umocnienia braterstwa, pokoju, dialogu międzyreligijnego i przyjaźni”. Na program jedenastogodzinnej wizyty składają się: spotkanie z władzami Bośni i Hercegowiny, Msza św. na stadionie, spotkania ekumeniczne i międzyreligijne z biskupami, duchowieństwem i osobami konsekrowanymi oraz młodzieżą.

Do hasła papieskiej podróży nawiązuje logo, które przedstawia białego gołębia z gałązką oliwną – symbol pokoju, oraz stylizowany krzyż w kolorach czerwonym i niebieskim, między ramionami którego umieszczono wizerunek Ojca Świętego i trójkąt symbolizujący gra-nice Bośni i Hercegowiny. Użyte tam kolory: biały, błękitny, żółty i czerwony nawiązują do flag tego kraju i Chorwacji.

Przebudowa i korupcja

Franciszek nadal pozostaje wierny swojej programowej linii odwiedzania peryferii świata, miejsc, w których panuje trudna sytuacja polityczna. Jego kolejna europejska wizyta nie pro-wadzi do wielkich ośrodków pielgrzymkowych czy miejsc związanych z ważnymi rocznicami kościelnymi w 2015 r. Papież wyrusza do Sarajewa, które obok chorwackiego Vukovaru należy do miast najbardziej dotkniętych przez krwawą wojnę domową na Bałkanach. Wybuchła ona na początku lat 90. XX w. – na fali niepodległościowych dążeń narodów wchodzących w skład dawnej Jugosławii. Podczas trzyletniego oblężenia miasta życie straciło ponad 10 tys. mieszkańców, a Sarajewo stało się symbolem zaciętych walk i bezsensownych śmierci.

Ojciec Święty przybywa obecnie do kraju, w którym trwa przebudowa państwa wieloetnicznego i wieloreligijnego. Kraju uczącego się pokojowego współistnienia i rozliczania trudnej przeszłości, czemu towarzyszą korupcja i niepokoje społeczne.Papież z Argentyny zachęci z pewnością jego mieszkańców i władze do poważnych wysiłków w celu znalezienia rozwiązania skomplikowanej sytuacji oraz przypomnienia o sobie wspólnocie międzynarodowej.

Sarajewo już raz gościło Ojca Świętego – 12-13 kwietnia 1997 r. odwiedził je św. Jan Paweł II, odprawiając tam Mszę św. podczas śnieżnej zamieci. Ten sam papież przybył do Bośni i Hercegowiny ponownie 6 lat później – 22 czerwca 2003 r., tym razem do Banja Luki, gdzie ogłosił błogosławionym świeckiego Chorwata (ale związanego z tym krajem) – Jana Merza (1896-1928).

Program

Samolot z papieżem na pokładzie przyleci na lotnisko międzynarodowe w Sarajewie o godz. 9.00. Pół godziny później na placu przed pałacem prezydenckim odbędzie się ceremonia po-witania, po czym Franciszek odbędzie rozmowę z trzyosobowym Prezydium Republiki i spotka się z przedstawicielami władz, do których wygłosi przemówienie. O godz. 11.00 na stadionie Koševo rozpocznie się Msza św. pod jego przewodnictwem i z jego homilią. Udział w liturgii zapowiedziało 70 tys. osób. Oprócz miejscowych oczekiwani są pielgrzymi z Chorwacji, Serbii, Macedonii, Słowenii oraz chorwackie wspólnoty z Niemiec, Austrii i Włoch.

Po obiedzie z miejscowymi biskupami i krótkim odpoczynku w nuncjaturze apostolskiej na godz. 16.20 zaplanowane zostało spotkanie w katedrze z kapłanami, zakonnicami, zakonni-kami i seminarzystami. O 17.30 rozpocznie się spotkanie ekumeniczne i międzyreligijne w prowadzonym przez franciszkanów ośrodku międzynarodowym, a o 18.30 – spotkanie z młodzieżą w Archidiecezjalnym Ośrodku Młodzieżowym im. Jana Pawła II. W czasie wszystkich tych zgromadzeń papież wygłosi przemówienia. O 19.45 na stołecznym lotnisku odbędzie się krótka ceremonia pożegnalna, po czym o 20.00 samolot z Franciszkiem na pokładzie odleci do Rzymu, gdzie spodziewany jest o 21.20.

W cieniu tragicznej historii

Bośnia i Hercegowina zajmuje szczególne miejsce na naszym kontynencie – obok Albanii jest to najbardziej zislamizowane państwo w Europie. Muzułmanie stanowią jedną trzecią jego mieszkańców. Jako republika związkowa dzisiejsza BiH wchodziła w skład Jugosławii (od 1918 r. było to Królestwo Serbów, Chorwatów i Słoweńców – SHS, jako Jugosławia istniała w latach 1929-2002), od początku stanowiąc jej część najbardziej zróżnicowaną etnicznie, narodowo i religijnie, a przy tym najbardziej zacofaną.

Na obliczu współczesnej Bośni i Hercegowiny największe piętno wywarła toczona w pierwszej połowie lat 90. minionego stulecia najstraszniejsza i najkrwawsza wojna w Europie po II wojnie światowej. Obok ludobójstwa Ormian, Żydów, mordów stalinowskich i w Rwandzie należy ona do najstraszniejszych i najciemniejszych kart historii XX w. Wybuchła, gdy przez całą ówczesną Federację Jugosławii przetoczyła się fala dążeń niepodległościowych. Doprowadziła do wystąpienia z niej Słowenii i Chorwacji, które w czerwcu 1991 r. ogłosiły niepodległość. Belgrad – nie mogąc się z tym pogodzić – wysłał do zbuntowanych republik wojska, rozpoczynając krwawą wojnę, zwłaszcza w Chorwacji.

Wkrótce potem w ślady secesjonistów poszła Bośnia i Hercegowina, która w wyniku referendum na przełomie lutego i marca 1992 r. ogłosiła w kwietniu niepodległość. I tu władze federalne, w których większość stanowili Serbowie, zareagowały zbrojną interwencją. Tak rozpoczęła się niszczycielska wojna – znacznie krwawsza niż wcześniej w Chorwacji – która trwała 3,5 roku. Pochłonęła od 97 tys. do 110 tys. ludzi, a ponad 1,8 mln skazała na bycie uchodźcami. Walki zakończyło podpisanie 14 grudnia 1995 r. porozumienia w amerykańskim Dayton.

Na jego mocy Bośnia i Hercegowina została podzielona na dwie autonomiczne części: Republikę Serbską oraz muzułmańsko-chorwacką Federację Bośni i Hercegowiny. Pierwszą zamieszkują w większości prawosławni Serbowie, drugą – katoliccy Chorwaci i muzułmanie. Ponadto istnieją różne niezależne kantony, co w sumie doprowadziło do powstania bardzo złożonej i w dużym stopniu niesprawnej struktury politycznej i administracyjnej. Obie części kraju posiadają odrębne rządy i parlamenty. Tylko nieliczne kompetencje (w tym sprawy zagraniczne, polityka monetarna i celna) należą do rządu centralnego.

Wojna spowodowała nie tylko ogromne zniszczenia i straty w ludziach, lecz także duże zmiany w strukturze religijnej. Obecnie na 3,8 mln ludności blisko połowę stanowią muzułmanie, 30 proc. to prawosławni, a katolików jest ok. 450 tys. Przed wojną było ich tam nie-mal dwukrotnie więcej – 824 tys. Szczególnie dramatyczna sytuacja katolików jest w Republice Serbskiej ze stolicą w Banja Luce. Przed wojną żyło tam ich 220 tys. – teraz ok. 34,4 tys. Na obszarze tym istnieje tylko jedna diecezja – banjalucka, której ordynariusz bp Franjo Komarica jest obecnie przewodniczącym episkopatu BiH.

Samo Sarajewo nie jest już miastem wieloetnicznym, gdyż chrześcijan wyparli stamtąd muzułmanie, stanowiący obecnie 85 proc. sponad 527 tys. mieszkańców. W archidiecezji sarajewskiej, której metropolitą jest kard. Vinko Puljić, przed wojną żyło ponad 520 tys. katolików, teraz jest ich nieco ponad 182 tys.

Krytycy porozumienia z Dayton mówią, że de facto stanowi ono furtkę dla czystek etnicznych i umacniania się utworzonych siłą podczas wojny obszarów narodowościowych.

Konflikt nie religijny, lecz polityczny?

Zdaniem kard. Vinko Puljicia istniejące obecnie problemy mają charakter polityczny i administracyjny, a nie religijny. Po wizycie Jana Pawła II w 1997 r. rozpoczęła działalność Rada Międzyreligijna, której członkami są przedstawiciele islamu, prawosławia, katolicyzmu i judaizmu. Na jej czele stoi co roku przedstawiciel innego wyznania, a gremium to organizuje m.in. konferencje teologiczne.

Rada stara się, zresztą nie bez sukcesów, ułożyć współistnienie głównych wspólnot wyznaniowych, toteż występująca nadal dyskryminacja katolików to nie tyle sprawa wewnętrzna tego kraju, ile raczej skutek pewnych zaszłości geopolitycznych. Purpurat uważa, że Stany Zjednoczone reprezentowały w Dayton interesy muzułmanów, a Europa była w tej sprawie najpierw podzielona, a później zupełnie obojętna. – Wszyscy woleliby, żeby katolików nie było – mówi kard. Puljić i dodaje, że ostatnio się to nieco zmienia i jest nadzieja, że tę pozytywną tendencję umocni papieska wizyta.

Katolicy – obywatele drugiej kategorii

W wyniku wojny Kościół katolicki nie tylko stracił prawie połowę swych wiernych, którzy albo zginęli, albo musieli opuścić swoje strony ojczyste i na ogół dotychczas do nich nie wrócili, ale poniósł również wielkie straty materialne. Na terenie archidiecezji sarajewskiej zniszczono całkowicie lub częściowo 690 świątyń katolickich, w diecezji banjaluckiej – 204, a w diecezji mostarsko-trebinjskiej – 106 obiektów. Do odbudowy i tworzenia nowych kościołów przystąpiono prawie natychmiast po zakończeniu działań wojennych.

Choć minęło od nich niemal 20 lat, katolicy wciąż są dyskryminowani. Dotyczy to zarówno rynku pracy, jak i szkół oraz innych sfer życia społecznego. Kościołowi nie zwrócono także, mimo żądań, mienia zagarniętego w czasach komunizmu, choć zwrot taki objął wspólnoty muzułmańskie. Fakt, że katolicy są obecnie „obywatelami drugiej kategorii”, widać np. przy uzyskiwaniu zezwoleń budowlanych. – Na zgodę na budowę kościoła na naszej własnej działce czekaliśmy 12 lat – powiedział kard. Puljić. Zauważył z goryczą, że przebywający w Bośni przedstawiciele organizacji międzynarodowych „są głusi na tego rodzaju nierówne traktowanie”. Władze miejscowe sprzedają lub niszczą własność kościelną, podczas gdy Kościół ciągle czeka na zwrot nieruchomości, z których większość zawłaszczyli komuniści.

Według kardynała w kwestiach dotyczących odbudowy jego kraju i wsparcia dla powrotu uchodźców wojennych zawiodła cała Europa. Wprawdzie instytucje polityczne otrzymują pomoc finansową, ale nie są one zainteresowane tym, aby pomagać w powrocie do domów katolikom, którzy de facto są Chorwatami.

Obecnie Kościół katolicki w Bośni i Hercegowinie jest zdany na pomoc dobroczyńców z zewnątrz. – Chcemy ją wykorzystać do stanięcia na własnych nogach i utrzymywania się z własnej pracy – tłumaczy arcybiskup sarajewski, dodając, że wskutek bezrobocia wielu kato-lików, a zatem również Kościół nie ma dziś pieniędzy na to, aby odbudowywać swoje struktury. Zdaniem kard. Puljicia Bośnia i Hercegowina czeka w dalszym ciągu na rzetelne opisanie nie tylko okrucieństw wojny z lat 1992-95, lecz także II wojny światowej i partyzantki. Purpurat podkreśla, że jeśli chce się, aby w kraju zapanował rzeczywisty pokój, trzeba „nazwać zbrodniarzy po imieniu i wykazać się odwagą w podejściu do sprawy równych praw”. – Tym-czasem dotychczas mamy tylko wiele nieporozumień, wzajemnych oskarżeń i nikt nie ma od-wagi wziąć na siebie całej prawdy. A przecież każda zbrodnia powinna być ścigana – uważa kard. Puljić.

Islamski radykalizm i napięcia społeczne

Poważnym problemem społecznym kraju staje się islamski radykalizm, który – jak podkreśla kardynał – jest obcy starszemu pokoleniu Bośniaków. Jednak zmęczeni biedą młodzi ludzie są bardziej podatni na propozycje ekstremistów. Muzułmańskich najemników i arabskich petrodolarów nie brakło już podczas wojny domowej. Dziś coraz więcej młodych Bośniaków trafia w szeregi dżihadystów, mimo iż potępia to wielki mufti BiH. Z kolei chrześcijanie – prawosławni i katolicy – są zanadto zajęci swoimi sprawami, by skutecznie ze sobą współpracować.

Kard. Puljić krytycznie ocenił także działalność muzułmanów przybyłych z innych krajów do Bośni, gdzie wiele państw arabskich wybudowało wielkie ośrodki islamskie i meczety, bardzo mało natomiast zainwestowano w odbudowę i tworzenie nowych miejsc pracy. – Pomoc humanitarna jest np. związana z żądaniami, żeby kobiety nosiły islamskie chusty. Często z udziału w niej wyklucza się też chrześcijan – ubolewa kard. Puljić. Zwraca jednocześnie uwagę, że znaczna część bośniackich muzułmanów jest otwarta na dialog i tolerancję. – Trudno jednak nie zauważać tych, którzy przyczyniają się do siania strachu – dodaje purpurat.

Chore państwo

W 2014 r. Bośnia stała się areną wielkiej fali protestów społecznych. Napięcia trwają od 20 lat. Państwo jest chore i od tamtej pory stale słabnie. Pierwsze tego przejawy można dostrzec w gospodarce. Zamknięto wiele przedsiębiorstw, ludzie stracili pracę, a ci, którzy pracują, nie otrzymują wynagrodzenia. Sytuacja jest bardzo złożona. Widać, że władze sobie z nią nie radzą. – Oczekujemy, że wspólnota międzynarodowa ze Stanami Zjednoczonymi na czele na-prawi tę niesprawiedliwość, którą narzucono nam w Dayton, czyli podział kraju na dwa państwa. Także Unia Europejska, dobrze przemyślanymi krokami, może nam pomóc i nakreślić pozytywną perspektywę przed mieszkańcami Bośni i Hercegowiny – uważa biskup pomocni-czy archidiecezji sarajewskiej Pero Sudar.

Z sytuacją gospodarczą łączy się wielkie bezrobocie, które dochodzi – według danych oficjalnych – do 30 proc., ale wśród młodzieży jest dwukrotnie wyższe. W samym tylko kantonie Tuzla w północno-wschodniej Bośni na 100 tys. bezrobotnych przypada zaledwie 80 tys. zatrudnionych. Wielu analityków uważa Bośnię i Hercegowinę za „czerwoną latarnię” wśród państw postjugosłowiańskich oczekujących na wstąpienie do Unii Europejskiej.

Nie będzie sprawy Medjugorje

Na południu kraju – w Hercegowinie – leży Medjugorje, gdzie od czerwca 1981 r. trwają nieuznane dotychczas przez Kościół objawienia Matki Bożej. Bada je wciąż watykańska Kongre-gacja Nauki Wiary, dlatego formalnie nie można tam organizować pielgrzymek. Mimo to od lat do tego miejsca ściągają wielkie rzesze wiernych. – Medjugorje jest faktem – mówi bp Komarica i zastrzega, że co do prawdziwości objawień ostatecznie musi się wypowiedzieć Stolica Apostolska. Zwraca jednocześnie uwagę, że odpowiednie władze kościelne „muszą uważnie śledzić i oceniać rozwój tego, co tam się dzieje”. – Dobre owoce powinno się mieć przed oczyma, a negatywne należy oddzielić lub powstrzymać – zaznacza biskup Banja Luki. I dodaje: – Dzięki Bogu o skutkach negatywnych mało się słyszy. – To, czy objawienia w Medjugorje zostaną uznane, pozostawmy Ojcu Świętemu. To jest jego decyzja – podkreśla bp Komarica. Rzecznik Watykanu ks. Federico Lombardi oświadczył, że nie oczekuje, aby podczas swojej wizyty w Sarajewie papież odniósł się do sprawy domniemanych objawień.

Oczekiwania

Miejscowe media okrzyknęły papieską pielgrzymkę „świetną wiadomością dla mieszkań-ców Bośni i Hercegowiny”. Budzi ona ogromne nadzieje i oczekiwania. Wizyta w Saraje-wie przebiegać będzie pod znakiem pokoju w Bośni i Hercegowinie i powinna przyczynić się do tego, by katolicy mogli pozostać w kraju i w nim żyć. Papież przypomni też światu o istnieniu takiego państwa jak Bośnia i Hercegowina – uważa kard. Vinko Puljić.

To wydarzenie ważne dla wszystkich, nie tylko dla katolików. Sarajewo jest skrzyżowaniem wielu kultur i różnych religii. Zwierzchnik miejscowych muzułmanów powiedział: – Niech papież przyjedzie, jego wizyta zrobi dobrze wszystkim mieszkańcom Bośni i Hercegowiny, nawet jeśli ze względu na czas odwiedzi tylko Sarajewo.

Zdaniem nuncjusza apostolskiego w Bośni i Hercegowinie abp. Luigiego Pezzuto pielgrzymka jest ważna dla procesu pokojowego, który wciąż nie jest zakończony w tym kraju.

Kard. Puljić przypomina, że św. Jan Paweł II nazwał Sarajewo „Jerozolimą Europy” i jest to nadal aktualne, choć nasz kontynent o tym zapomina. „Przez tę wizytę papież Franciszek chce wprowadzić z powrotem Sarajewo oraz Bośnię i Hercegowinę do serca Starego Kontynentu. Równocześnie wniesie on Europę do Sarajewa. Unia Europejska musi ponownie wesprzeć ten kraj, by się odrodził i znowu zakwitł w nim pokój – powiedział arcybiskup.

Kościół w BiH ma sześciu biskupów, 344 księży zakonnych i 280 księży diecezjalnych oraz ok. 500 zakonnic. Podzielony jest na cztery diecezje (oraz ordynariat wojskowy) skupione w metropolii Vrhbośnia. Należą do niej: archidiecezja Sarajewo oraz diecezje Banja Luka i złączone osobą jednego biskupa Mostar-Duvno i Trebinje-Mrkan, w ramach których działają 304 parafie. Ponadto Kościół prowadzi 14 szkół i dwa uniwersytety.


Krzysztof Tomasik, ts, kg (KAI) / Warszawa