Prymas na Jasnej Górze: budować musimy na tym, co łączy, a nie na tym, co dzieli

- Trzeba nam i dziś pamiętać, że budować musimy na tym, co łączy, a nie na tym, co dzieli, że – jak mówił św. Jan Paweł II – solidarność musi iść przed walką, a jeśli wyzwala walkę, to jest to zawsze walka o człowieka, o jego godność, a nie walka przeciwko drugiemu człowiekowi – powiedział Prymas Polski abp Wojciech Polak w homilii Mszy Świętej, której przewodniczył na jasnogórskim szczycie w Uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej.

Polub nas na Facebooku!

Prymas Polski nawiązał w homilii do panującej pandemii koronawirusa, która budzi lęk i bezradność. Ale również do wirusa niesprawiedliwości społecznej – odwołując się do papieża Franciszka – „wirusa naszego egoizmu, prywaty, dbania jedynie o własne interesy, szukania dobra dla siebie i swoich środowisk w imię partykularnych interesów, wbrew czy wprost przeciw drugim, polaryzowania naszego życia społecznego, nie tylko infekuje serca poszczególnych ludzi, ale niszczy tkankę społeczną, poddając w wątpliwość wysiłki podejmowane na rzecz dobra wspólnego, a często im po prostu przecząc”.

Abp Polak odniósł się również do obchodzonych w tym roku jubileuszy: 100-lecia Bitwy Warszawskiej oraz 40. rocznicy powstania „Solidarności”. -Trzeba nam i dziś pamiętać, że budować musimy na tym, co łączy, a nie na tym, co dzieli, że – jak mówił św. Jan Paweł II – solidarność musi iść przed walką, a jeśli wyzwala walkę, to jest to zawsze walka o człowieka, o jego godność, a nie walka przeciwko drugiemu człowiekowi” – powiedział Prymas Polski.

Publikujemy pełną treść homilii:

Siostry i Bracia w Chrystusie Panu

Misterium Jasnej Góry stoi przed moimi oczyma dzisiaj – mówił tutaj, na Jasnej Górze, Czcigodny Sługa Boży Stefan Kardynał Wyszyński – gdy widzimy, przeglądając dzieje Polski do najnowszych czasów, że raz po raz wyrasta Jasna Góra jak latarnia morska pośród naszych wzburzonych dziejów, jak przewodni słup światła wśród ciemności. Jest to potężna moc i wielka tajemnica. A moc i tajemnicę tego miejsca – jak nam przypomniał z okazji 600-lecia Jasnej Góry święty Jan Paweł II – liturgia oddaje przede wszystkim, czytając zapis Ewangelii Janowej o godach w Kanie Galilejskiej. Słuchając tej opowieści w doroczną uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej pragniemy i my odnaleźć dla nas światło. Chcemy odkryć jej zobowiązujące wezwanie, powtórnie je zrozumieć i przyjąć. W scenie z Kany Galilejskiej – jak zauważył kiedyś w jednym ze swych orędzi papież Franciszek – oprócz Jezusa i Jego Matki są bowiem osoby nazwane „sługami”, którzy właśnie od Niej, od Maryi, otrzymują wskazówkę: zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie. I choć to prawda, że sam cud następuje za sprawą Chrystusa, to jednak do dokonania nadzwyczajnego znaku chce On posłużyć się ludzką pomocą. Zróbcie więc wszystko, cokolwiek wam powie. Dokonując tego pierwszego znaku Jezus wysłuchał prośby swej Matki i jednocześnie włączył we współpracę konkretnych ludzi. Objawił swoją chwałę, bo ukazał – jak nam przypomniał tutaj na Jasnej Górze papież Franciszek – oblubieńcze oblicze Boga, tego Boga, który zasiada z nami do stołu, który pragnie i dopełnia komunii z nami. Uwierzyć więc w Niego, jak wówczas w Kanie Galilejskiej uwierzyli w Niego Jego uczniowie, oznacza nie tylko przyjąć znaki, które nam pozostawił, ale – jak to pięknie pod naszym adresem wypowiedział papież Franciszek – tkać w życiu pokorną i prostą treść Ewangelii.

Umiłowani Siostry i Bracia! Ewangelia o weselu w Kanie Galilejskiej wskazuje także, że obecność Maryi, naszej Matki i Królowej, Jej obecność w życiu Chrystusa i Kościoła, ale także Jej obecność tutaj, w jasnogórskim sanktuarium, jest naprawdę dla nas. Ona przecież – jak zauważył kiedyś papież Franciszek – nigdy nie prosiła o coś dla siebie, nigdy. Tak, prosiła, ale dla innych. Nie mają już wina. Są w potrzebie. Martwią się i smucą. Miejsce weselnej radości zajmuje zatroskanie i obawa. Czy i my dziś nie przeżywamy rozterek i obaw? Czy trwająca wciąż pandemia koronawirusa, codzienne raporty na temat osób zakażonych i zmarłych, nie napełniają nas smutkiem, nie budzą lęku i bezradności? Pandemia – mówił niedawno papież Franciszek – nadal powoduje głębokie rany, a wirus, nie czyniąc jakichkolwiek wyjątków między ludźmi, powiększa i tak już głębokie nierówności i dyskryminację. I choć się uspokajamy, choć się przekonujemy, że nie jest może aż tak źle, w sercach wielu ludzi rośnie niepokój i mnożą się pytania. Słuchając Ewangelii o weselu w Galilejskiej Kanie, dociera dziś i do nas głos Maryi: nie mają już wina. Ze swego jasnogórskiego tronu Matka spogląda na nas uważnymi i zatroskanymi oczami. Jest obecna, czujna i troskliwa. Przed Nią dziś stajemy. Do Niej wołamy: swoje miłosierne oczy na nas zwróć. Ona widzi nas i słyszy. I tak jak wtedy, w Kanie Galilejskiej, wskazuje nam drogę. Sama poszła nią jako pierwsza. Zwróciła się z ufnością do Jezusa. Uczy nas więc teraz powierzania naszych spraw w ręce Boga. Uczy nas modlitwy, umacniając nadzieję, a taka modlitwa sprawia – jak mówił papież Franciszek – że wznosimy się ponad to, co tylko nam sprawia ból, co nas niepokoi i czego nam brakuje, i pomaga nam zwrócić się ku naszym bliźnim, wczuć się w ich położenie. Tak. To prawda – powtórzę jeszcze raz za papieżem – niezbędne jest znalezienie lekarstwa na małego, ale strasznego wirusa, który rzuca cały świat na kolana, z drugiej jednak strony musimy uleczyć wielkiego wirusa, czyli wirusa niesprawiedliwości społecznej, nierówności szans, marginalizacji i barku ochrony najsłabszych. Ten wirus – wirus naszego egoizmu, prywaty, dbania jedynie o własne interesy, szukania dobra dla siebie i swoich środowisk w imię partykularnych interesów, wbrew czy wprost przeciw drugim, polaryzowania naszego życia społecznego, nie tylko infekuje serca poszczególnych ludzi, ale niszczy tkankę społeczną, poddając w wątpliwość wysiłki podejmowane na rzecz dobra wspólnego, a często im po prostu przecząc.

Drodzy Siostry i Bracia! Matka Boża Częstochowska, jak wyjaśniał nam Czcigodny Sługa Boży Stefan Kardynał Wyszyński, na którego beatyfikację czekamy i duchowo pragniemy nadal się do niej przygotowywać, jest w dziejach naszego Narodu jak latarnia morska i słup światła wśród ciemności. Przypomniało nam o tym obchodzone niedawno 100-lecie Bitwy Warszawskiej, nazywanej Cudem nad Wisłą. Na Nią też wskazywał święty Jan Paweł II. Mówi nam, że stąd, z Jasnej Góry, prowadzi nas Ona przez polskie serca i dusze. Mija właśnie 40 lat od pamiętnego momentu, gdy prawie cały nasz naród zjednoczył się w solidarnej walce o ludzką godność, o życie w wolności i prawdzie. Jak mówił nasz święty rodak Jan Paweł II – »Solidarność« otworzyła bramy wolności w krajach zniewolonych systemem totalitarnym, zburzyła Mur Berliński i przyczyniła się do zjednoczenia Europy rozdzielonej od czasów II wojny światowej. Nie wolno nam nigdy zatrzeć tego w pamięci. Trzeba nam i dziś pamiętać, że budować musimy na tym, co łączy, a nie na tym, co dzieli, że – jak mówił św. Jan Paweł II – solidarność musi iść przed walką, a jeśli wyzwala walkę, to jest to zawsze walka o człowieka, o jego godność, a nie walka przeciwko drugiemu człowiekowi. Taka walka bowiem zawsze wyzwala wrogość i pogardę, a nawet nienawiść. Zawsze uruchamia spiralę agresji. A język agresji nigdy nie jest językiem Chrystusa i Jego Matki! Czy naprawdę Maryja kocha tylko tych, którzy Ją kochają? Czy Maryja kocha tylko tych, którzy w naszych oczach na to zasługują? Czy Matka porzuca swoje dziecko i odwraca się od niego tylko dlatego, że nie spełniło jej oczekiwań? Czy jednak nadal kocha chociaż krwawiącym i rozerwanym sercem? Nienawiść, pogarda i walka nie są językiem Ewangelii! Solidarność należy stawiać zawsze przed walką, zamiast walki. Tego nie wolno nam zatrzeć w pamięci. I choć dzisiejszą Polskę i świat trapią już inne problemy, to jednak przesłanie „Solidarności” pozostaje nadal aktualne. Jest dziś nie mniej aktualne niż przed czterdziestoma laty. Nadal bowiem najważniejsze zmagania dzieją się w ludzkich sercach i umysłach, w sanktuarium ludzkiego sumienia. Tak wiele fundamentalnych wartości jest bowiem obecnie deprecjonowanych a nawet poniewieranych. Jakże często neguje się wartość życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci, deprecjonuje piękno życia rodzinnego, miłość i wzajemną wierność obojga rodziców, matki i ojca, lekceważy się miłość do Ojczyzny, marginalizuje, a niekiedy nawet wyszydza wierność Temu, który jest miłością, Bogu – dawcy wszelkiego życia. To są ogromne i współczesne problemy całej naszej cywilizacji. To są wielkie wyzwania!

Drodzy Siostry i Bracia! Uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej pozwala nam zwrócić się do Maryi. Jej słowa: zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie, skierowane do sług, są także zachętą dla nas – jak mówił w jednej ze swych homilii papież Franciszek – byśmy oddali się do dyspozycji Jezusowi, który przyszedł nie po to, aby Mu służono, lecz aby służyć. Służba bowiem – jak wyjaśniał sam papież – stanowi kryterium prawdziwej miłości. Ten, kto miłuje, służy, oddaje się na służbę innych. Tu, na Jasnej Górze, Prymas Tysiąclecia, przytaczając słowa z dzisiejszej Ewangelii: cokolwiek wam każe (mój Syn), czyńcie, sam powiedział wówczas do Maryi: tak niewiele mówiłaś, a tak wiele nam powiedziałaś. Ona bowiem powiedziała nam swoim życiem. Dlatego trzeba nam się w Nią wpatrywać. Trzeba wpatrywać się w Jej wybory i decyzje. Trzeba widzieć Jej wierność i Jej wytrwałość. Trzeba uczyć się od Niej – jak jeszcze wskazywał wówczas Stefan Kardynał Wyszyński – rzeczywiście poznawać, miłować i wyznawać przed ludźmi Chrystusa. Poznawać Go w osobistym doświadczeniu (…) miłować jako swego osobistego Dobroczyńcę, który Tobie, twej rodzinie, twej Ojczyźnie i ludzkiej ojczyźnie narodów, jest Błogosławieństwem i Pokojem (…) i wyznawać otwarcie przed ludźmi, ale wyznawać nie tylko słowem, nawet wzniosłym czy uroczystym, lecz życiem i świadectwem życia, a więc miłością zdolną do przebaczenia, do pojednania, do służby, do konkretnej ofiary. Albowiem to my właśnie, to my również – jak nam tłumaczył kiedyś papież Franciszek – możemy być dosłownie rękami, ramionami, sercami, które pomagają Bogu w dokonywaniu cudów, często ukrytych. My również (…) możemy ofiarować nasze trudy i cierpienia, jak tę zwykłą wodę, która wypełniła stągwie na weselu w Kanie Galilejskiej i została przemieniona w najlepsze wino (…) Jeśli bowiem będziemy umieli słuchać głosu Tej, która mówi również do nas: zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie, sam Jezus będzie przemieniał wodę naszego życia w wyborne wino. Takiej postawy uczymy się właśnie tutaj na Jasnej Górze. Do Maryi więc idziemy, choć w tym czasie trwającej pandemii, nasze pielgrzymowanie tak często dla wielu złączone było jedynie z duchową obecnością przed Jej Cudownym Obliczem. U stóp naszej Matki i Królowej, Najświętszej Maryi Panny Jasnogórskiej, upraszajmy dla siebie i naszych bliskich, dla naszej Ojczyzny i wszystkich ludów i narodów, zwłaszcza dziś naszych sióstr i braci Białorusinów, łaskę pokoju i pojednania, łaskę miłości i jedności, łaskę solidarności i służby. Powierzajmy wstawiennictwu Najświętszej Maryi Panny lęki i utrapienia wraz z radościami i pociechą. Do Niej zwracajmy się w modlitwie, aby kierowała na nas swoje miłosierne oczy, zwłaszcza w chwilach bólu, zwątpienia i niepewności, i byśmy za Jej sprawą potrafili posłusznie czynić wszystko, co mówi nam Jej Syn, Jezus Chrystus. Jest to proste i istotne zalecenie Matki Jezusa. Jest to program życia chrześcijańskiego. Amen.

BP KEP

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



“Zieja”. W piątek opóźniona premiera filmu o niezwykłym kapłanie

W piątek 28 sierpnia na ekrany kin wejdzie obraz Roberta Glińskiego o ks. Janie Ziei - działaczu społecznym, świadku wojny 1920 roku, kapelanie AK, współzałożycielu KOR. Premiera filmu planowana była na marzec, musiała jednak zostać odsunięta z powodu pandemii koronawirusa.

Polub nas na Facebooku!

W dniu premiery film zobaczą również biskupi, zgromadzeni na zebraniu plenarnym Episkopatu Polski na Jasnej Górze.

Reżyser Robert Gliński nie bał się podjąć opowieści o niezwykłym kapłanie w sposób wielopłaszczyznowy, z odniesieniem zarówno do przeszłości, jak i bieżącej sytuacji politycznej. Przede wszystkim jest to jednak opowieść o człowieku, który nigdy nie był przeciw, lecz zawsze za: życiem, prawdą, wiarą.

Jest przełom lat 1976-77. 80-letni ks. Jan Zieja (Andrzej Seweryn) współzałożyciel Komitetu Obrony Robotników (KOR), zostaje wezwany na przesłuchanie. Rozmowy z funkcjonariuszem Służby Bezpieczeństwa (w tej roli Zbigniew Zamachowski) staną się pretekstem do retrospektywnej wędrówki po barwnym życiu księdza, prezentacji jego niezwykłej duchowej postawy, a także opowieści o najważniejszych wydarzeniach historii Polski minionego stulecia.

Reżyser szczęśliwie uniknął przeciążenia obrazu wątkami biograficznymi, sprawnie natomiast wysupłał te wydarzenia, które związały nierozerwalnym węzłem historię osobistą i zbiorową. Lepiej radzi sobie w tym zadaniu Andrzej Seweryn niż grający młodego ks. Zieję Mateusz Więcławek.

Poznajemy zatem życie niezwykłego kapłana, działacza społecznego, tłumacza, publicysty i pisarza religijnego. I ta historia z kolei skupia w sobie to, co najważniejsze dla wszystkich Polaków. Ks. Zieja był naocznym świadkiem wojny 1920 roku, kampanii wrześniowej 1939, Powstania Warszawskiego, początków Komitetu Obrony Robotników. Co więcej, był świadkiem mającym na te wydarzenia wpływ. Był kapelanem wojskowym podczas wojny polsko-rosyjskiej oraz kapelanem Szarych Szeregów i Armii Krajowej w czasie II wojny światowej.

Na płaszczyźnie religijnej widzimy duchownego, który nie bał się często stawiać na szali swojego życia, ryzykował wolność w imię wyznawanych wartości moralnych. Jego idealistyczne, najprostsze i bezpośrednie pojmowanie dobra, miłości, wyrozumiałości dla ludzkich wad oraz niezwykły kręgosłup moralny powodują, że idzie pod prąd nie tylko bieżącej sytuacji politycznej, ale i kościelnych reguł.

Jest bezkompromisowy, wierny swoim zasadom, wychodzi bez szwanku z zagrożeń i prób uwikłania, nigdy nie wyrzekając się swoich przekonań. Jak wtedy, gdy odprawia pogrzeb młodej samobójczyni, spowiada żołnierzy Wehrmachtu lub wyciąga pomocną dłoń do niemieckiego pastora, uciekającego przed Polakami szukającymi zemsty po wojnie.

Jego kompasem w życiu jest Jezus Chrystus, co przyznaje już w pierwszych słowach przesłuchania na temat związków z KOR. Chrystusa ks. Jan naśladuje i w moralnej bezkompromisowości, i w podążaniu w poprzek utartych oczekiwań, ale też w miłosierdziu, wspieraniu potrzebujących, pocieszaniu strapionych, tłumaczeniu wątpiącym. Jest zawsze za, a nigdy przeciw. Za życiem, za prawdą, za wiarą.

W filmie nie został pominięty także wątek pracy duszpasterskiej ks. Jana w Zakładzie dla Niewidomych w Laskach. W nieco poetycki, wyciszający po gwałtownych scenach wojennych, sposób, reżyser oddaje głos ociemniałemu chłopcu, który wchodzi we wzruszający dialog najpierw z młodym, a potem z sędziwym kapłanem. Opowieść wówczas jak gdyby zwalnia, dotykając życia i śmierci.

Jest też opowieść o ks. Ziei alegorią walki dobra ze złem oraz potraktowaną z przymrużeniem oka potyczką mądrości z głupotą. Dobry i mądry oraz w tej mądrości dojrzale spokojny jest ks. Jan, zaś zły i (chwilami prymitywnie, chwilami podstępnie) głupi oraz emocjonalnie rozdarty jest przesłuchujący go esbek. Jest w tym szczypta humoru, gdy niemal przy każdym przesłuchaniu stateczny mędrzec bezlitośnie wypunktowuje nieco safandułowatego funkcjonariusza bezpieki.

Wreszcie, nie zabrakło w filmie Roberta Glińskiego nawiązania do aktualnych lub niedawnych wydarzeń politycznych. Głoszący kazanie tuż po aresztowaniu prymasa Wyszyńskiego ks. Zieja wypowiada słowa niemal identyczne z tymi, które słyszeliśmy z ust o. Ludwika Wiśniewskiego OP na Mszy pogrzebowej zamordowanego prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza: “Trzeba skończyć z nienawiścią. Trzeba skończyć z pogardą. Trzeba skończyć z bezpodstawnym oskarżaniem innych”. Andrzej Seweryn naśladuje tak charakterystycznie wówczas wzburzony styl przemowy dominikanina.

Owa gra z współczesnością dotyczy także odniesień do bieżącej sytuacji Kościoła w Polsce, który zmaga się z wielopłaszczyznowym kryzysem. “Nie można stawiać niczego ponad prawdę, nawet Kościoła” – mówi do biskupów na Jasnej Górze ks. Jan Zieja. Reżyser nieco przerysował tę scenę (przewracający oczami ku górze hierarchowie), ale dzięki temu lepiej zapada ona w pamięci.

Film “Zieja” został wyprodukowany przez Wytwórnię Filmów Dokumentalnych i Fabularnych w koprodukcji z Telewizją Polską, przy współfinansowaniu Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej oraz Miasta Lublin.

Reżyseria: Robert Gliński. Scenariusz: Wojciech Lepianka. Obsada: Andrzej Seweryn (ks. Jana Zieja), Mateusz Więcławek (ks. Jan Zieja młody), Zbigniew Zamachowski (Adam Grosicki), Sławomir Orzechowski (Pułkownik Adamiec), Sonia Bohosiewicz (Krystyna Żelechowska), Redbad Klynstra (kpt. Szafrański), Tadeusz Bradecki (prymas Stefan Wyszyński). Film trafi do kin 28 sierpnia.

Patronem medialnym filmu jest Katolicka Agencja Informacyjna.

 

ah, KAI/Stacja7

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Copy link
Powered by Social Snap