Nasze projekty
fot. ordynariat.wp.mil.pl

Bp Lechowicz: „Franciszek nie potępia ludzi, ale potępia zbrodnie i wzywa do nawrócenia”

"Papież podejmuje działania, które z punktu widzenia dyplomacji i polityki mogą wydawać się naiwne, ale z ewangelicznego punktu widzenia są jak najbardziej zrozumiałe"

Reklama

Marcin Makowski: Czym jest we współczesnym świecie „wojna sprawiedliwa“? Czy one jeszcze istnieją?

Bp Wiesław Lechowicz, Biskup Polowy Wojska Polskiego: Katechizm Kościoła Katolickiego odwołuje się do pojęcia „obrony koniecznej”, wyjaśniając, że „obrona dobra wspólnego wymaga, aby niesprawiedliwy napastnik został pozbawiony możliwości wyrządzania szkody. Z tej racji prawowita władza ma obowiązek uciec się nawet do broni, aby odeprzeć napadających na wspólnotę cywilną powierzoną jej odpowiedzialności” (art. 2265). Katechizm precyzuje, że decyzja o użyciu siły militarnej może być usprawiedliwiona, tylko w przypadkach, gdy: szkoda wyrządzana przez napastnika narodowi lub wspólnocie narodów jest długotrwała, poważna i niezaprzeczalna; wszystkie pozostałe środki zmierzające do położenia jej kresu okazały się nierealne lub nieskuteczne; użycie broni nie pociągnie za sobą jeszcze poważniejszego zła i zamętu niż zło, które należy usunąć (art. 2309). Wydaje się, że katechizmowe określenie „obrony koniecznej” jest bardziej odpowiednie niż dotychczasowe „wojna sprawiedliwa”. Jeśli już mielibyśmy nawiązywać do tradycji, to precyzyjniejsze byłoby posługiwanie się pojęciem „wojny usprawiedliwionej”.

Odwołując się do definicji „obrony koniecznej”, wojnę obronną Ukrainy można by uznać za usprawiedliwioną. Użycie broni jest podyktowane obroną suwerenności granic i niepodległości państwa. Nie oznacza to, że wszystkie „chwyty” są dozwolone.

Reklama

Czy Ukraina, zaatakowana przez Rosję, prowadzi taką wojnę?

Odwołując się do definicji „obrony koniecznej”, wojnę obronną Ukrainy można by uznać za usprawiedliwioną. Użycie broni jest podyktowane obroną suwerenności granic i niepodległości państwa. Nie oznacza to, że wszystkie „chwyty” są dozwolone w czasie wojny obronnej. Istnieje coś takiego jak „ius in bello”, czyli „prawo w czasie wojny”.

To znaczy?

Reklama

Obejmuje ono zbiór norm powszechnie zaakceptowanych przez społeczność międzynarodową i dotyczących sposobów prowadzenia konfliktów zbrojnych, ochrony ich ofiar oraz uczestników. Podstawowymi zasadami międzynarodowego prawa humanitarnego są: zasada humanitaryzmu, chroniąca ofiary wojny i ich podstawowe prawa; zasada rozróżniania między żołnierzami a cywilami oraz celami wojskowymi a cywilnymi; zasada proporcjonalności, mająca na celu równowagę między potrzebami wojskowymi i humanitarnymi.

ZOBACZ TEŻ: Kard. Nycz o zarzutach wobec Jana Pawła II: “To zamierzony atak na niepodważalne filary Kościoła”

Czy wedle wiedzy Księdza Biskupa, Kijów respektuje te prawa?

Reklama

Nie wiem o wszystkim, co dzieje się na froncie rosyjsko-ukraińskim, aby odpowiedzieć na to pytanie z całą pewnością. Oczywiście istnieje duże ryzyko, że w trakcie wojny obronnej przekroczy się pewne granice i stanie się ona – na jakimś odcinku – ofensywna. Wiadomo, że nie da się bronić bez stosowania ataku, także jako środka prewencyjnego. Kapelani i księża z Ukrainy zapewniają, że standardy międzynarodowych konwencji są stosowane przez armię ukraińską. Jeńcy rosyjscy traktowani są w sposób diametralnie różny niż po drugiej stronie. Natomiast na ile atakowanie celów na terytorium Rosji jest moralnie usprawiedliwione – nie odważę się wyrokować.

Kolejni papieże i ich podejście do tematu wojny

Papieże XX wieku musieli jednak zabierać zdanie. Jak doświadczenie dwóch globalnych konfliktów modyfikowało nauczanie papieży?

Teoria „wojny sprawiedliwej” była głoszona przez Kościół do II połowy XX wieku, a konkretnie do czasów pontyfikatu Piusa XII. Po dwóch wojnach światowych, a w okresie trwającej wówczas „zimnej wojny” papież ten jako pierwszy zakwestionował zasadność pojęcia „wojny sprawiedliwej”. Pius XII stał na stanowisku, że każda wojna jest zbrodniczym aktem, jeśli nie usprawiedliwia jej absolutna konieczność własnej obrony, której nie można zapewnić w sposób pokojowy. Dlatego wprowadził w miejsce „wojny sprawiedliwej” określenie „uprawnionej obrony koniecznej”.

Sens powszechnych zbrojeń zakwestionował następca Piusa XII, Jan XXIII, zwany „papieżem pokoju”. W encyklice „Pacem in terris” (1963) skierował apel o pokój i potępił doktrynę „odstraszania”. Przekonywał, że doktryna oparta na równowadze zbrojeń ma bardzo niestabilne fundamenty, ponieważ czasem do wybuchu wojny wystarczy zaledwie pretekst.

Sobór Watykański II, zwołany przez Jana XXIII, opowiedział się oczywiście przeciwko pojęciu „wojny sprawiedliwej”. W dokumentach soborowych nigdzie już tego pojęcia nie znajdziemy. Pojawia się wyłącznie kategoria „prawa do obrony koniecznej”, zarówno w wymiarze indywidualnym jak i państwowym.

Czy zdaniem Księdza Biskupa to droga w kierunku pacyfizmu?

Nie. Ojcowie soborowi równocześnie odrzucali coraz bardziej modny wówczas pacyfizm, będąc świadomi, że potępienie wojny obronnej mogłoby być równoznaczne z otwarciem drogi do bezkarnej agresji w stosunkach międzynarodowych.

ordynariat.wp.mil.pl

A jak na te kwestie zapatrywał się Jan Paweł II?

Jan Paweł II podtrzymał prawo do obrony koniecznej, a przy tym wielokrotnie podkreślał, że wojna jest najbardziej barbarzyńskim i najmniej skutecznym środkiem rozwiązywania konfliktów. Do doktryny o „obronie koniecznej” papież „z dalekiego kraju” wniósł pojęcie „ingerencji humanitarnej”, po raz pierwszy sformułowane w orędziu na Światowy Dzień Pokoju z 1 stycznia 2000 r. Ingerencję humanitarną rozumiał jako rodzaj obrony koniecznej, gdy „powstaje niebezpieczeństwo, że ludność cywilna padnie ofiarą niesprawiedliwego napastnika oraz kiedy spełzną na niczym próby działania politycznego i obrony bez użycia przemocy“.

Z tego właśnie powodu Jan Paweł II sprzeciwił się zbrojnej interwencji Stanów Zjednoczonych wraz z ich sojusznikami w Iraku. Nie spełniała ona bowiem wszystkich kryteriów „interwencji humanitarnej”, a groziła rozpętaniem światowego konfliktu o charakterze globalnym. Niestety, to wołanie pozostało zlekceważone i jak mi wiadomo, papież bardzo nad tym ubolewał. Nie podzielał decyzji władz USA o wypowiedzeniu wojny Irakowi.

Papież Franciszek idzie dzisiaj tą samą drogą? Wielu teologów ma w tej sprawie wątpliwości.

Franciszek w encyklice „Frattelli tutti” zaznacza, że „bardzo trudno jest dziś utrzymać racjonalne kryteria, które wypracowano w poprzednich wiekach, by mówić o możliwości wojny sprawiedliwej” (258).

PRZECZYTAJ TAKŻE: Krzysztof Ziemiec: „Jako wierzący rodzice trafiliśmy na najtrudniejszy moment do przekazywania wiary”

To jednak spora zmiana akcentów.

Jan Paweł II dopuszczał obronę konieczną, dopowiadając, że jej podjęcie powinno być zaakceptowane nie przez jedno państwo, ale przez społeczność międzynarodową. Wszystko po to, aby do minimum ograniczyć wszelkie konflikty zbrojne. Franciszek w zasadzie nie widzi sytuacji i warunków usprawiedliwiających podejmowanie jakichkolwiek działań zbrojnych, a tym bardziej wojennych. Stąd niektórzy określają go „pacyfistą“. Nie mam wątpliwości, że jednego i drugiego papieża można by tak nazwać, ale nie w sensie ideologicznym, tylko ewangelicznym. Ostatecznie Kościół został założony przez Jezusa zapowiadanego jako Książę Pokoju. Nie zapominamy też, że pierwszym darem, z jakim Zmartwychwstały Jezus przychodził do swych uczniów był właśnie pokój. A wracając jeszcze do Jana Pawła II, to nie przez przypadek czy pomyłkę wielokrotnie był wysuwany jako kandydat do pokojowej nagrody Nobla. Poza tym czasy, w których obecnie żyjemy różnią się i to bardzo od tych z pontyfikatu św. Jana Pawła. Stąd i akcenty w nauczaniu Franciszka są trochę inaczej położone, ale zasadniczo chodzi o pokój i zapobieżenie wojnom.

Podejmuje działania, które z punktu widzenia dyplomacji i polityki mogą wydawać się naiwne, ale z ewangelicznego punktu widzenia są jak najbardziej zrozumiałe.

Nie tylko akcenty, ale cała postawa Franciszka jest dzisiaj obiektem dosyć szerokiej krytyki w mediach. Biskupa Rzymu oskarża się o unikania nazwania agresora po imieniu oraz rozmywanie podziału na oprawcę i ofiarę. Czy słusznie?

Najpierw trzeba powiedzieć o czymś oczywistym, mianowicie o tym, że papież mimo iż jest głową państwa watykańskiego, to jednak w pierwszym rzędzie nie jest politykiem i dyplomatą, chociaż zdolności dyplomatyczne i intuicje polityczne ułatwiają poruszanie się w skomplikowanych układach międzynarodowych. Papież przede wszystkim jest pasterzem Kościoła, głoszącym Ewangelię i stojącym na jej straży. Tę ewangeliczną wrażliwość widać wyraźnie w nauczaniu i postępowaniu papieża Franciszka.

Nie potępia ludzi, nawet największych zbrodniarzy, ale potępia zbrodnie i wzywa do nawrócenia; zachęca do modlitwy o zaprzestanie wojny, do dialogu i pojednania. Podejmuje działania, które z punktu widzenia dyplomacji i polityki mogą wydawać się naiwne, ale z ewangelicznego punktu widzenia są jak najbardziej zrozumiałe. Idzie pokornie do ambasady rosyjskiej w Rzymie, wysyła swoich legatów do władz Ukrainy i Rosji, a 25 marca ub. roku poświęca Rosję i Ukrainę Niepokalanemu Sercu Maryi. Jednym z ulubionych tematów, jakie porusza papież Franciszek jest rozeznanie. Wyraźnie można dostrzec, że z upływem czasu rozeznanie papieża w kwestii toczącej się wojny w Ukrainie ulega ewolucji, co widać choćby w języku, jakiego używa, w częstotliwości odnoszenia się do tej wojny i ciągłej prośbie o modlitwę, by jak najszybciej zakończyły się działania wojenne.

Czy unikanie „zaogniania sytuacji“ – tak charakterystyczne zwłaszcza w przypadku Piusa XII oraz Holokaustu – broni się z perspektywy czasu?

Święty Augustyn mawiał, że trzeba kochać grzesznika, ale nienawidzić zło, które jest przyczyną grzechu. Dlatego papieże woleli potępiać zło bez przywoływania z imienia i nazwiska tych, którzy je popełniali. Co do pontyfikatu Piusa XII to właśnie z perspektywy czasu się broni przed oskarżeniami o popieranie Holokaustu i antysemityzm. Odnośnie do papieża Franciszka, nawet jeśli mamy wątpliwości co do trafności takiej czy innej wypowiedzi lub inicjatywy, to zaufajmy Duchowi Świętemu, który działa często nieszablonowo i zupełnie inaczej niż „po ludzku”. Kto by np. pomyślał, że od jednego zdania – modlitwy wypowiedzianej na Placu Zwycięstwa w Warszawie zacznie się w naszej Ojczyźnie proces prowadzący do obalenia komunizmu, do odzyskania niepodległości?

„Błogosławieństwo żołnierzy, ale nie broni”

Patrząc w przeszłość, często zadajemy sobie pytanie – „co by było, gdyby?“. Czy wojny dałoby się uniknąć, gdyby wcześniej zaatakowano niemiecką III Rzeszę? Jak w teologii podchodzi się do problematyki uderzenia prewencyjnego. Czy to usprawiedliwione?

Nauczanie Kościoła, jak wynika z tego, o czym wcześniej powiedziałem, stanowczo odrzuca możliwość wywołania wojny prewencyjnej, to jest takiej, która ma na celu uprzedzenie ataku przeciwnika i zmuszeniu go do zaniechania agresji. W praktyce pojęcie wojny prewencyjnej służy zazwyczaj jako alibi czy pretekst do zaatakowania drugiej strony. Nie trzeba nawet odwoływać się do przeszłości. Jeśli przeanalizujemy choćby i powierzchownie wypowiedzi strony rosyjskiej w kontekście wojny w Ukrainie, to z łatwością zauważymy tego rodzaju argumentację, która wpisuje się w filozofię wojny prewencyjnej.

Czy użycie broni jądrowej podczas wojny – w jakimkolwiek celu – jest moralnie uzasadnione?

Traktat o zakazie użycia broni jądrowej uchwalony 7 lipca 2017 roku w Nowym Jorku głosami 122 państw należących do ONZ „zakazuje stronom rozwijać, wypróbowywać, produkować, wytwarzać, uzyskiwać w inny sposób, posiadać lub gromadzić broń jądrową lub inne jądrowe urządzenia wybuchowe jak również przekazywać i otrzymywać taką broń, używać lub grozić jej użyciem (art. 1). Kościół naturalnie przychyla się do tego zakazu. Ostatnio miałem okazję obejrzeć film „Oppenheimer” poświęcony wynalazcy broni atomowej. Zapewne pojawienie się tego filmu znów wywoła dyskusje na temat posiadania i używania broni atomowej. O tym, że jest to narzędzie, które może obrócić się przeciwko ludzkości zdawał sobie sprawę sam wynalazca tej broni.

ZOBACZ: Prymas Polak: „Kościół to nie miejsce na agitację polityczną. Zasada ta dotyczy Jasnej Góry, Lichenia, Gniezna i każdej świątyni bez wyjątku”

Czy Kościół może błogosławić idącym na wojnę żołnierzom?

Błogosławieństwo żołnierzy idących na wojnę nie musi oznaczać popierania wojny i zabijania innych ludzi. Może oznaczać i tak naprawdę oznacza modlitwę za żołnierza, aby w warunkach wojennych nie zatracił człowieczeństwa i wiary oraz szczęśliwie wrócił z wojny. Mówimy o błogosławieństwie żołnierza, ale nie broni.

Cerkiew prawosławna posuwa się dzisiaj znacznie dalej, kropiąc wodą święconą czołgi jadące na front w Ukrainie.

Z punktu widzenia Ewangelii i nauczania Kościoła katolickiego nie można w żaden sposób popierać decyzji wypowiedzenia wojny Ukrainie i usprawiedliwiać agresję ze strony Rosji. Trudno sobie wyobrazić co mogłoby być w większej sprzeczności z przesłaniem Jezusa niż wypowiedzenie wojny, która pochłania mnóstwo istnień ludzkich, dzieli ludzi, prowokuje nienawiść i niszczy dorobek poszczególnych ludzi, rodzin i narodów. Nie rozumiem, jak można w czymś takim – od strony duchowej i religijnej – uczestniczyć.

Na czym polega rola biskupa polowego?

Rola biskupa polowego w Polsce owiana jest wieloma mitami. Spróbujmy je rozwiać. Co w tej posłudze jest związanego z Kościołem, a co ściśle – z służbą w wojsku?

Ordynariat Polowy jest zrównany w prawie z diecezją i tym samym jako biskup polowy mam te same obowiązki co każdy inny biskup diecezjalny. W pierwszym rzędzie jestem duszpasterzem wykonującym posługę duszpasterską wobec ok. pół miliona wiernych należących do Ordynariatu Polowego, to znaczy żołnierzy Wojska Polskiego, Straży Granicznej, Służby Ochrony Państwa i ich rodziny. Ponadto moim zadaniem jest koordynowanie pracy duszpasterskiej w ścisłej relacji z ponad 120 księżmi kapelanami – żołnierzami, którzy pracują w ramach Ordynariatu. Przedmiotem mojej troski jest zapewnienie opieki duszpasterskiej żołnierzom na placówkach w Polsce i za granicą.

Oczywiście, funkcja biskupa polowego odznacza się też swoją specyfiką. Ponad 70 parafii personalnych rozproszonych po całej Polsce, duża rotacja księży, konieczność uwzględniania norm i reguł MON i Wojska Polskiego to tylko kilka przykładów wskazujących na wyjątkowy charakter tej posługi. Odpowiadam za wszechstronne przygotowanie księży kapelanów i parafii wojskowych do działań w każdej sytuacji – w czasie pokoju, kryzysu i wojny.

ordynariat.wp.mil.pl

A co z działalnością ściśle wojskową?

Tak jak kapelan wojskowy jest częścią machiny organizacyjnej danej jednostki, tak Biskup Polowy musi współpracować z odpowiednim sobie szczeblem dowodzenia. Do moich głównych zadań należy więc utrzymywanie kontaktów z dowódcami Wojska, Straży Granicznej, Służby Ochrony Państwa i Wojsk Obrony Terytorialnej. Utrzymuję również kontakty służbowe związane z MON i MSWiA, bo nadzorują one pracę Wojska i Straży Granicznej.

Bardzo zależy mi na kontaktach nie tylko z oficerami wyższymi, ale i ze „zwykłym” żołnierzem – tym pracującym w jednostce oraz tym posługującym w specyficznych warunkach, np. na granicy z Białorusią lub Ukrainą. Spędzam mnóstwo czasu w samochodzie. Wynika to z tego, że uczestniczę w apelach i świętach jednostek wojskowych w całej Polsce, przewodniczę nabożeństwom związanym z uroczystościami patriotycznymi i wojskowymi. Mam też dobre kontakty z biskupami i kapelanami wojskowymi Kościoła greckokatolickiego, prawosławnego i ewangelicko-augsburskiego.

Nie widzę niczego złego z dumy z silnej armii, w jej prezentowaniu obywatelom, w promowaniu szacunku do munduru oraz manifestowaniu, że chcemy i potrafimy jako obywatele państwa polskiego dbać o własne bezpieczeństwo.

Jak wygląda procent wierzących w armii? Czy spada tak szybko, jak w reszcie społeczeństwa?

Nie wiem czy w naszym społeczeństwie spada liczba wierzących, na pewno spada liczba praktykujących i przyznających się do przynależności do Kościoła. Nie robiliśmy ostatnio badań, które by dokładnie określały poziom praktyk religijnych żołnierzy. Z jednej strony służba w wojsku wiąże się z wartościami bliskimi chrześcijaństwu, czego przykładem są słowa wypisane na sztandarach: „Bóg – Honor – Ojczyzna”. To pozwala sądzić, że służba wojskowa sprzyja wyznawaniu wiary. Jest takie powiedzenie, że w okopach nie ma ludzi niewierzących. Obyśmy nie musieli się o tym przekonywać. Z drugiej strony obowiązki wynikające ze służby wojskowej nie zawsze pomagają w praktykowaniu wiary. Ostatnio miałem okazje rozmawiać z żołnierzami uczestniczącymi w pielgrzymce wojskowej na Jasną Górę. Jeden z nich opowiadał o swoim nawróceniu i o tym, że nie zawsze jego religijność spotyka się ze zrozumieniem. Drugi wspomniał o inicjatywie powstania grupy ewangelizacyjnej wśród żołnierzy jego jednostki. Miałem też sposobność rozmowy z podchorążymi – studentami jednej z wojskowych wyższych uczelni, którzy dzielili się ze mną swoim mądrym spojrzeniem na wiarę i życie.

Wspomnę również przejmujące świadectwa żołnierzy, które posłużyły jako rozważanie poszczególnych stacji drogi krzyżowej w Wielkim Poście. Stacja7 zaangażowała się zresztą w promocję tego nabożeństwa. Naturalnie, w wojsku też nie brakuje osób niewierzących. Trudno więc o uogólnienia. Gdy chodzi o praktyki np. na misjach zagranicznych, to obserwuje się wskaźniki porównywalne do średniej krajowej. Cieszy mnie natomiast to, że nie spotkałem się w środowisku żołnierzy z podważaniem obecności księży kapelanów i potrzeby posługi duszpasterskiej w wojsku.

ZOBACZ: „Gdy ginie kolega, myślisz, że się nie podniesiesz”. Droga Krzyżowa online z Wojskiem Polskim [AUDIO]

Czy wojna od strony duchowej może zmienić człowieka?

Znamy to powiedzenie „jak trwoga to do Boga”. Przy okazji szczytu państw NATO w Wilnie odbyło się spotkanie biskupów polowych i kapelanów wojskowych. Ojciec jezuita z Ukrainy omawiał obecną sytuację w jego kraju. Wskazywał na nieocenioną rolę duchownych i Kościoła podczas wojny. Uczęszczanie do kościoła i praktyki religijne gwałtownie wzrosły.

Wojna może pomóc w zbliżeniu się do Boga, w zrozumieniu tego, co najważniejsze w życiu, w uświadomieniu sobie prawdziwego sensu życia, w obraniu właściwej hierarchii wartości, w odkryciu roli wspólnoty i solidarności.

Ale może i przynieść skutek odwrotny.

Niestety. Nie brakowało i nie brakuje takich, którzy wobec zła, w obliczu śmierci najbliższych i niewinnych stawiają sobie pytanie o obecność Boga, a w konsekwencji porzucają wiarę w Niego. Kościół głosi, że słowa Jezusa „cokolwiek uczyniliście najmniejszym Mnieście uczynili” (Mt 25,40) nie zdezaktualizowały się. Jezus jest obecny w ofiarach wojny i agresji, nie w agresorach, nawet jeśli się na Boga powołują.

ZOBACZ: Młodzi polscy żołnierze wzięli udział w Światowych Dniach Młodzieży. „To bardzo ważny przekaz, aby zaufać Panu Bogu”

Jak rozumieć rolę defilad wojskowych? W Święto Wojska Polskiego 15 sierpnia jedna z największych w historii III RP przemaszeruje przez ulice Warszawy – czy taki pokaz siły i uzbrojenia ma chrześcijańskie uzasadnienie?

Czy wszystko co dzieje się w państwie, musi mieć „chrześcijańskie uzasadnienie“? Nie widzę niczego złego z dumy z silnej armii, w jej prezentowaniu obywatelom, w promowaniu szacunku do munduru oraz manifestowaniu, że chcemy i potrafimy jako obywatele państwa polskiego dbać o własne bezpieczeństwo. Świętowanie dnia własnej armii łącznie z defiladą jest czymś pozytywnym, chyba że ma charakter prowokacyjny lub agresywny. Tymczasem w Polsce nie chodzi ani o prowokację, ani o złe zamiary w stosunku do kogokolwiek. Wskazuje na to m.in. radosny i życzliwy klimat panujący wśród obserwatorów i uczestników defilady. Kilka lat temu sam się o tym naocznie przekonałem. Odbieram defiladę nie jako promowanie wojny i działań zbrojnych, ale jako sposobność do okazania szacunku wobec Wojska Polskiego i naszych żołnierzy. Zapewne organizatorom przyświeca też idea promocji służby wojskowej, co w sytuacji zagrożenia ze Wschodu wydaje się być czymś jak najbardziej zrozumiałym.

Copyright © 2023 stacja7.pl. Kopiowanie i powielanie materiału wyłącznie za zgodą Redakcji.


Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę