Wniebowzięta. Fakty i legendy

Jak ustosunkować się do różnych, często bardzo dziwacznych opowiadań o wniebowzięciu Maryi? Czy należy je uznać po prostu za piękne baśnie wyrażające ludową wiarę, czy też można odnaleźć w nich okruchy historycznej prawdy? Co daje nam, chrześcijanom, przekaz o Wniebowzięciu Maryi?

Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Katolicy zobowiązani są do przyjęcia za prawdę, że „Niepokalana Matka Boga, Maryja zawsze Dziewica, po zakończeniu ziemskiego życia z duszą i ciałem została wzięta do chwały niebieskiej” (Breviarium fidei VI, 105).

Papież Pius XII skorzystał z dogmatu o nieomylności papieskiej, aby uczynić dogmatem coś, co i tak do wieków było przedmiotem powszechnej wiary ludzi, bo Uroczystość Wniebowzięcia NMP zaliczana jest przecież do najstarszych świąt maryjnych w Kościele. Obchodzono ją już w V wieku. Kościół nie rozstrzygnął jednak nigdy, czy Maryja umarła i potem została wzięta do Nieba z ciałem i duszą, czy też przeszła do chwały Bożej, nie umierając lecz „zasypiając”. Niektórzy próbowali odpowiedzieć na te pytania i opisać szczegółowo, jak odbyło się wniebowzięcie Maryi pod względem – powiedzmy to, technicznym… I tu wyobraźnia ludzka podpowiadała różne rozwiązania.

Literatura apokryficzna, która zajęła się tematem wniebowzięcia Matki Bożej, ubarwiła go szeregiem legend i cudów.

 

Jan z Damaszku

Tajemnicze zniknięcie ciała

Pismo Święte po raz ostatni wspomina o Matce Jezusa, jako trwającej na modlitwie z Apostołami w Wieczerniku. Na temat dalszych dni Jej życia i okolicznościach śmierci nic w Biblii więcej nie zapisano. W 450 roku, gdy cesarzowa Pulcheria postanowiła sponsorować budowę kościoła ku czci Matki Bożej w Konstantynopolu, poprosiła listownie biskupa Jerozolimy Juwenalisa o jakieś relikwie Matki Bożej. Dowiedziała się wtedy, że żadne przedmioty, szaty ani kości Matki Bożej nie zostały zachowane, a Jej ciało zostało wzięte do Nieba „jak to wiemy ze starożytnego i bardzo pewnego podania” – pisał Biskup.

Jan Damasceński (zm. ok. 749) opisuje, że Apostołowie przybyli do grobu Maryi trzeciego dnia po Jej śmierci, ale nie znaleźli w nim ciała: …jedynie mogli pomyśleć, że Ten…, który zachował Jej nienaruszone dziewictwo nawet po swoim narodzeniu, uchronił Jej ciało od skażenia i przeniósł je do Nieba przed powszechnym ciał zmartwychwstaniem”. A zatem, wiara we wniebowzięcie Maryi była właśnie konsekwencją tajemniczego zniknięcia jej ciała.

 

Zioła w grobie Maryi

Idea Wniebowzięcia stała się głównym tematem cyklu około dwudziestu apokryfów, znanych pod ogólnym tytułem Transitus Mariae.

Transitus oznacza „przejście”, niejako paschę – co możemy rozumieć, jako przemianę życia obecnego w jego pełnię. Teksty apoktyficzne, zachowane w różnych językach (syryjskim, koptyjskim, etiopskim, greckim, ormiańskim), pochodzą z okresu między IV a VI w. i mimo, iż różnią się od siebie treścią, czasami wręcz sobie przecząc, zachowują pewien ogólny schemat.

Maryja, w cudowny sposób uprzedzona o swojej śmierci, umiera w Jerozolimie; zostaje złożona do grobu, jakiś czas później lub bezpośrednio po złożeniu do grobu jej ciało zostaje jednak wzięte do Nieba, toteż gdy (po przybyciu spóźnionego Tomasza) Apostołowie otwierają grób, znajdują w nim jedynie świeże kwiaty. Stąd właśnie w Polsce mówi się, że 15 sierpnia przypada Święto Matki Boskiej Zielnej.

 

Z objawień Katarzyny Emmerich

Cechą wspólną wszystkich apokryfów jest umiejscowienie końca ziemskiego życia Maryi w okolicach Jerozolimy, zazwyczaj w dolinie Jozafata, pod Górą Oliwną. Wbrew późniejszej tradycji, której propagatorką była zakonnica z Westfalii św. Katarzyna Emmerich, jakoby św. Jan Apostoł zabrał Maryję ze sobą do Efezu, gdzie miała ona doczekać kresu swojego ziemskiego życia, wszystko wskazuje na to, że Maryja umarła w Jerozolimie.

Zwolennikom wizji św. Katarzyny Emmerich trudno to zaakceptować. Przecież opisała ona dokładnie mały domek w górach, 7 km za Efezem, wzniesiony dla Matki Bożej przez św. Jana. W lipcu 1891 r. dwóm francuskim lazarystom, profesorom kolegium Najświętszego Serca Jezusowego w Izmirze, udało się odnaleźć nawet ruiny tego domku, które są w 100 procentach zgodne z opisem niemieckiej mistyczki. Co prawda Katarzyna Emmerich twierdzi, że to z Efezu Maryja została wniebowzięta, ale niektórzy, próbując ocalić wiarygodność efeskiego Domku Świętej Maryi, sugerują, że Maryja faktycznie wyemigrowała, a następnie powróciła do Jerozolimy, by jej śmierć mogła dokonać się w miejscu o wymiarze symbolicznym.

 

Decyzja Apostołów

W wielu apokryfach pojawia się motyw konsultowania się Chrystusa z Apostołami na temat tego, co powinno stać się z ciałem Maryi po śmierci. Wprost pyta o to Dwunastu, a oni decydują demokratycznie, że wypadałoby wziąć ciało Matki Boskiej do Nieba.

W utworze Św. Melitona z Sardes Księga o odejściu Dziewicy Maryi” (Transitus Melitona z Sardes) czytamy:
Wtedy rzekł Piotr i inni apostołowie: Panie, wybrałeś tę oto służebnicę Twoją, by stała się dla Ciebie niepokalaną komnatą (…). Wydaje się nam, sługom Twoim, że jest rzeczą słuszną , tak jak to, iż przezwycieżywszy śmierć, królujesz w chwale, abyś również, po wskrzeszeniu ciała matki, doprowadził ją pełną radości do Nieba. Wtedy rzekł Zbawiciel: Niech się stanie według waszego zdania (TransMel XV, 3 – XVI, 1).

W ten oto sposób Maryja zostaje wniebowzięta na mocy decyzji Kościoła. Apokryfy wskazują także dość konsekwentnie, że dodatkowym argumentem za cudownym zabraniem ciała Maryi do Nieba były próby sprofanowania jej zwłok podejmowane rzekomo przez kapłanów żydowskich.

Zaśnięcie Marii Panny - ołtarz Wita Stwosza w Kościele Mariackim w Krakowie

Legendy a prawda wiary

Apokryf o nazwie Opowieść Jana Teologa o uśnięciu świętej Bogurodzicy (Transitus Jana Teologa) podaje rozwiązanie pośrednie. Czytamy w nim opis, jak Chrystus zstępuje z Nieba w asyście cherubinów i objaśnia Maryi, co stanie się z jej ciałem, a co z duszą:
Oto od teraz zostanie twoje drogocenne ciało przeniesione do Raju, a święta Twoja dusza do Niebios, do skarbów Ojca Mojego, do nadprzyrodzonej światłości” (TransJTeol XXXIX).

Wtedy oblicze Matki Pana zabłysło bardziej niż słońce (…), Pan zaś wyciągnąwszy ręce przyjął jej świętą i przeczystą duszę, a w chwili wyjścia jej przeczystej duszy, napełniło się miejsce owo zapachem i niewypowiedzianym światłem” (TransJTeol XLIV-XLV).

Ciało Maryi zostaje złożone najpierw do grobu, po trzech dniach w tajemniczy sposób znika: I poprzez trzy dni słyszano głosy niewidzialnych aniołów, którzy chwalili Chrystusa, Boga naszego, który się z niej narodził. A gdy wypełnił się trzeci dzień, zmilkły głosy, z tego więc poznali wszyscy, że drogocenne jej ciało zostało przeniesione do Raju” (TransJTeol XLVIII).

Autor ma świadomość, że należy wyłączyć Maryję spod prawa rozkładu ciała w grobie (no bo nie wypada), z drugiej strony jednak uważa, że wystarczy uznać niezniszczalność jej ciała, przeniesionego do Raju, gdzie oczekuje na powszechne zmartwychwstanie. Mamy tu zatem właściwie teorię podwójnego wniebowzięcia: ciała złożonego w Raju i duszy przeniesionej do Siódmego Nieba.

 

Wniebowzięcie NMP, obraz El Greca

Raj to Ogród Eden (ten w którym żyli przed upadkiem Adam i Ewa). Według legend żydowskich został on tuż przed Potopem usunięty z ziemskiej rzeczywistości, przemieniony i umieszczony w Trzecim Niebie. O ile więc ciało Maryi nadal czeka na zmartwychwstanie ciał, tyle że w Trzecim Niebie, to jej dusza jest już przy Tronie Boga.

Te historie o wyjmowaniu duszy i wkładaniu jej z powrotem, czy też o rozdzielaniu miejsca pobytu duszy i ciała, wydawały się jednak pomysłami nazbyt fantastycznymi.

Za bardziej wiarygodne uznano, że Maryja zmartwychwstała i została wzięta do Nieba (z duszą i ciałem) bezpośrednio po śmierci, a nie trzy dni po niej. Tak wniebowzięcie przedstawia chociażby wzmiankowany już apokryf pod tytułem „Transitus Melitona z Sardes”. Taka też koncepcja wniebowzięcia Maryi najbardziej utrwaliła się w powszechnej świadomości wiernych.

Czasami nawet pomijano śmierć i wskrzeszenie Maryi przez Jezusa, sugerując jakoby została ona zabrana do Nieba jeszcze za życia, co rozumiano w ten sposób, że kresem jej ziemskiego życia było po prostu wniebowzięcie, a nie śmierć. Precedens już istniał, bo żywcem został porwany do Nieba prorok Eliasz (2 Krl 2, 11), a jeszcze wcześniej Henoch (Rdz 5,24; Syr 44,16; Hbr 11,5). Skoro oni mogli nie doświadczyć śmierci, mogła i Maryja.

 

Pamiątka z wniebowzięcia

Według apokryfu przypisywanego Józefowi z Arymatei, kiedy apostoł Tomasz (który nie był na pogrzebie) zbliżał się do Góry Oliwnej, ujrzał, jak aniołowie niosą ciało Maryi do Nieba. Zaczął więc wołać:
O święta Matko, Matko błogosławiona, Matko niepokalana, jeśli już doznałem tej łaski, że cię teraz widzę, gdy dążysz do Nieba, uraduj sługę twego dzięki twemu wielkiemu miłosierdziu” (TransJózAr XVII).

Wówczas przepaska, którą apostołowie opasali wcześniej ciało Maryi, została zrzucona z Nieba, aby Tomasz mógł ją sobie zachować na pamiątkę. Po przybyciu do Wieczernika Tomasz wysłuchał opowieści pozostałych apostołów o śmierci i pogrzebie Matki Boskiej. Oświadczył wówczas, że Jej ciała już nie ma w grobie, bo zostało zabrane do Nieba. Zdenerwowani Apostołowie zaczęli mu wypominać grzech niewiary w zmartwychwstanie Jezusa, zarzucając, że teraz dla odmiany fantazjuje. Tomasz jednak domagał się, aby poszli do grobu i otwarli go celem sprawdzenia, czy nadal znajduje się w nim ciało Matki Boskiej. Oczywiście grób okazał się pusty. Gdy zaś Tomasz pokazał szarfę, która spadła, gdy aniołowie nieśli ciało Maryi w stronę Nieba, apostołom nie pozostało nic innego, jak uznać, że doszło do wniebowzięcia, którego świadkiem był Tomasz.

Tę właśnie przepaskę Maryi, jako relikwię i pamiątkę z wniebowzięcia przechowuje katedra pw. św. Szczepana w Prato w kaplicy o nazwie Del Sacro Cingolo. Jeśli więc ktoś nie dowierza, może udać się do Toskanii i naocznie przekonać, że Maryja wniebowstąpiła, czego widomym dowodem jest przepaska oprawiona w złoty relikwiarz i wystawiana kilka razy do roku na widok publiczny.

Jak ustosunkować się do tych różnych, często bardzo dziwacznych, apokryficznych opowiadań o wniebowzięciu Maryi? Należy je uznać po prostu za piękne baśnie wyrażające ludową wiarę. Już dekret papieża Gelazego z 495 r. wzywa do wstrzemięźliwości w czytaniu apokryfów o wniebowzięciu i postuluje zdrowy rozsądek. Być może nie wszystko jest tam legendą i apokryfy te zawierają jakieś okruchy prawdy historycznej, ale tego nie potrafimy rozstrzygnąć. Dają nam natomiast ciekawy wgląd w to, jak chrześcijanie kiedyś wyobrażali sobie wniebowzięcie Maryi.

 

Roman Zając

Roman Zając

Biblista i demonolog, absolwent Instytutu Nauk Biblijnych KUL, autor książki „Szatan w Starym Testamencie”, publikuje głównie w pismach „Któż jak Bóg”, „Egzorcysta”, „List”, „Biblia krok po kroku”

Zobacz inne artykuły tego autora >

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

W tej relacji nie ma drogi na skróty

„Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?” Tym pytaniem Jezus prowokuje słuchający Go tłum do wzięcia odpowiedzialności za budowanie z Nim relacji. Okazuje się, że kiedy i nam uda się odpowiedzieć na to pytanie, będziemy mogli dołączyć do grona tych, których Jezus uznaje za swoich najbliższych.

Ks. Marcin Filar
Ks. Marcin
Filar
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Kto przyszedł z Maryją?

Scena, w której do Jezusa przychodzą Matka i bracia, była dla Ewangelistów tak ważna, że zawarli ją w swoich dziełach wszyscy synoptycy (por. Mt 12, 46-50; Mk 3, 21-35, Łk 8, 19-21). Nietrudno jednak zauważyć, że każdy opisał ją trochę inaczej, wpisując w swoje dzieło szerszą myśl teologiczną. Czytając ewangeliczną scenę, wydaje się, że Jezus wyparł się przybyłych do Niego krewnych. Pozornie. Ponieważ w dotychczasowych poszukiwaniach biblijnych podstaw kultu maryjnego towarzyszył nam św. Łukasz, to jego relacja pomoże nam w rozważaniach nad tym “szorstkim” potraktowaniem bliskich przez Jezusa.

Nie jest tajemnicą, że w językach semickich do dzisiejszego dnia nazywa się braćmi także dalszych krewnych, przede wszystkim kuzynów. Po co daleko szukać – także w Polsce są rejony, w których nikogo nie dziwi określanie mianem „brat” czy „siostra” braci i sióstr ciotecznych. Podobnie w języku greckim, w którym Ewangelia została spisana, rzeczownik ὁ ἀδελφός nosi wiele znaczeń, wśród nich obok rodzonego brata także „krewniak”, „rodak”. Z czasem oczywiście także tym mianem zaczęto określać członków wspólnot chrześcijańskich.

Nie ma co doszukiwać się zatem teorii spiskowych, które sprawiły, że przez 2000 lat nikt nie doczytał w Ewangelii o rodzeństwie Jezusa. Maryja przyszła do syna z krewnymi, którzy żyli blisko niej – dla samotnej kobiety taka podróż nie byłaby bezpieczna, a jak twierdzą niektórzy komentatorzy, św. Józef już prawdopodobnie wtedy nie żył. Przez zwrot „Matka i bracia” Ewangeliści wprost wskazują nam właśnie na fakt, że do Jezusa przyszli ludzie z nim spokrewnieni. Tacy, których łączyła z Jezusem nie więź duchowa, ale biologiczna.

 

 

Jezus przestawia hierarchię

To rozróżnienie rodzaju więzi jest bardzo ważne, gdy próbujemy zrozumieć omawianą scenę tak, jak widzieli ją ludzie współcześni Jezusowi. Dla Żydów więzy krwi miały znaczenie pierwszorzędne – pamiętajmy, że o wybraniu decydowała przede wszystkim przynależność do Narodu Wybranego. Pierwsze dekady chrześcijaństwa oznaczały dla ochrzczonych Żydów mierzenie się z faktem, że urodzenie się w tym samym narodzie, co Mesjasz, nie stawia ich wyżej od nawróconych pogan. A to właśnie dla tego środowiska w tym czasie powstawały Ewangelie. Święci Piotr i Paweł sami musieli przekroczyć bariery swojego myślenia, zastanawiając się, czy wolno głosić Ewangelię poganom i czego w ogóle można od nich wymagać (por. Dz 11, 16-18; 15, 1-6) – doszło między nimi nawet do konfliktu w tym temacie.

Jezus od samego początku stawia sprawę jasno. Nie można czuć się lepszym z racji urodzenia czy innych koneksji. Jedynym wyznacznikiem jest słuchanie słowa Bożego i wypełnianie go.

Najlepsze streszczenie nauki apostołów na temat znaczenia (czy też: braku znaczenia) więzów krwi i więzi biologicznych w kwestii bycia chrześcijaninem znajduje się w Liście do Galatów św. Pawła: „Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie. Jeżeli zaś należycie do Chrystusa, to jesteście też potomstwem Abrahama, dziedzicami zgodnie z obietnicą.” (Ga 3, 28-29). Zanim jednak pierwsi chrześcijanie poradzili sobie z tym skokiem myślowym, powoli byli do tego przygotowywani. Dlatego też Jezus od samego początku stawia sprawę jasno. Nie można czuć się lepszym z racji urodzenia czy innych koneksji. Jedynym wyznacznikiem jest słuchanie słowa Bożego i wypełnianie go.

 

Stawiaj duchowe wymagania

I w tym miejscu pojawia się „ale”. Choć czytany pobieżnie tekst może sprawiać wrażenie, że Ewangelista przedstawia dwie odrębne grupy – osobno słuchających Jezusa, a osobno Jego krewnych, to przecież podział ten wcale nie jest taki oczywisty. „Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je” (Łk 8, 21). Gdybyśmy mieli znaleźć osobę, która spełnia te warunki, to czy nie będzie to Ta, o której św. Łukasz napisał już wcześniej: „Matka Jego chowała wiernie wszystkie te sprawy w swoim sercu” (Łk 2, 51b), o której Elżbieta powiedziała: „Błogosławiona, która uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Jej od Pana” (Łk 1, 45). To Ona sama uczy nas przecież odpowiedzi na Boże wezwanie: „niech mi się stanie według słowa twego” (Łk 1, 38).

Jezus wskazuje pewną barierę myślową, którą trzeba przekroczyć – św. Łukasz wspominając w tym miejscu Maryję nie stawia jej poza gronem uczniów Jezusa. Przeciwnie, po raz kolejny ukazuje nam Maryję jako wzór do naśladowania w wypełnianiu Słowa. Pokazuje, że choć nie można być uprzywilejowanym przed Jezusem, więź biologiczna nie wyklucza duchowej. Maryja należy do najbliższej rodziny Jezusa i najpełniej realizuje także te duchowe wymagania.

Słowa Jezusa i postawa Maryi dają konkretną naukę przede wszystkim tym, którzy z jakichś powodów czują, jakby bardziej zasługiwali na miano uczniów – czy przez stan życia, czy przez zaangażowanie w życie Kościoła, czy może dosłownie przez bycie blisko „Bożych spraw” z racji konsekrowanego członka rodziny. Bycie uczniem Jezusa to zawsze bezpośrednia relacja – bez znajomości, bez koneksji, bez pójścia na skróty. W każdym przypadku liczy się tylko Jego Słowo skierowane do człowieka i odpowiedź, której każdy z nas musi mu udzielić sam. Maryja uczy nas, że nie wystarczy być blisko Jezusa. Trzeba być blisko Niego w sposób odpowiedzialny, ze świadomością tego, że nikt inny tej relacji nie zbuduje.

 

Ks. Marcin Filar

Ks. Marcin Filar

Kapłan Archidiecezji Krakowskiej, pochodzi z Rabki-Zdroju,
od lat związany z Ruchem Apostolstwa Młodzieży.
Obecnie duszpasterz w Sanktuarium Matki Bożej Myślenickiej
oraz katecheta w technikum i szkołach zawodowych.
Pomysłodawca i koordynator akcji modlitewnej #panamska10,
pracuje w zespole medialnym ŚDM Archidiecezji Krakowskiej.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Ks. Marcin Filar
Ks. Marcin
Filar
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap