video-jav.net

Wiara i rozum – część pierwsza

Jest to bardzo klasyczny temat szczególnie aktualny w czasach nowożytnych. Od czasów oświecenia bardzo często głoszono tezę, że wiara zniknie wraz z postępem nauki. Do dzisiaj słyszy się tezę, że wiary nie da się pogodzić z rozumem, a nawet że jest z nim sprzeczna. Skąd taka opozycja?

Włodzimierz
Zatorski OSB
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Klasyczne określenie wiary, jakiego mnie jeszcze uczono na religii w szkole, brzmiało:

„Wiara jest przyjęciem za prawdę tego, co Bóg objawił, a Kościół przekazał do wierzenia jako objawione”.

Takie określenie, mam wrażenie, było podstawą dyskutowanego konfliktu między wiarą i rozumem. Jest ono zasadniczo prawdziwe, ale istnieje pewne nieporozumienie, które powoduje trudność. Zawiera się ona w słowie „prawda”, która leży na styku rozumu i wiary. Rozum stara się dociec prawdy i w podanym określeniu wiary także chodzi o „przyjęcie za prawdę”.

Wiara pojawia się tam, gdzie nie mamy wiedzy. Ale postęp nauki pokazuje, że granice wiedzy rozszerzają się i w końcu to, co zostaje nam podane do wierzenia, może okazać się przedmiotem wiedzy naukowej, wówczas wiara może okazać się fałszywa.

Wiara i rozum - część pierwsza

Jako przykład wskazuje się takie tematy jak: kulistość ziemi, heliocentryzm, ewolucję. Słynna pozostaje sprawa Galileusza, którego zmuszono do publicznego zaprzeczenia prawdzie, do której był przekonany. Właściwie dopiero Jan Paweł II oficjalnie go zrehabilitował, przepraszając wszystkich w imieniu Kościoła.

Konflikty te były spowodowane właściwie złym rozumieniem wiary. Otóż przez długie wieki, kiedy wiedza ludzka była bardzo ograniczona i właściwie skazana na naturalne doświadczenie, wydawało się, że świat jest taki, jakim go widziano. Uważano, że ziemia jest płaska, słońce, księżyc, gwiazdy wschodzą i zachodzą, choroby pochodzą z powietrza, a robactwo rodzi się samo z siana, mięsa, czy brudu itd. Dzięki nauce, która potrafiła się oderwać od naturalnego widzenia i zaczęła patrzeć metodycznie oraz bardziej abstrakcyjnie, z czasem udało się poznać prawdziwe prawa rządzące w przyrodzie.

Wiara i rozum - część pierwsza

Trzeba pamiętać, że ogólna wizja świata właściwie przez długie wieki się nie zmieniała, a ponieważ Biblia była pisana w kategoriach takiej wizji przyrodniczej, wydawało się, że ona sama jest nauką objawioną. Taka sytuacja trwała w chrześcijaństwie przez ok. 15 wieków! Można się było przyzwyczaić do tej wizji i uznać ją za świętą.

Trzeba również stwierdzić, że nie był to problem samego chrześcijaństwa, ale pojawiał się także w innych religiach. Nowożytna nauka tę przyrodniczą wizję obaliła i doszło do słynnego konfliktu między rozumem i wiarą. Wydaje się jednak, że po kilku wiekach „konflikt” przestał być konfliktem.

Chrześcijaństwo dzięki nauce dzisiaj lepiej rozumie, co naprawdę należy do depozytu wiary, o co chodzi w wierze i jest o wiele bardziej ostrożne w uznawaniu czegoś za prawdę wiary.

Właściwie już w XX wieku nie można mówić o prawdziwym konflikcie nauki i wiary.

Wracając jednak do samej wiary i rozumu zobaczmy, czym one są i jakie są właściwe dziedziny, którymi się zajmują, bo na pomieszaniu owych dziedzin polega zasadniczy problem.

Jakiej prawdy szuka rozum i czy jest to ta sama prawda, której szuka wiara?

Otóż klasyczna definicja prawdy mówi: „prawda jest zgodnością myśli z rzeczywistością”. To określenie jest z pewnością adekwatne do praw­dy, której szuka rozum. Metodami naukowymi możemy porównać stan myśli (teorię naukową) z rzeczywistością (dane eksperymentalne). W odniesieniu do wiary natomiast ta praw­da odgrywa niewątpliwie bardzo ważną rolę, ale nie jest zasadniczą prawdą wiary.

W wierze nie chodzi o dobre widzenie tego, co na zewnątrz, relacji pomiędzy poszczególnymi przedmiotami, nie chodzi o odkrycie praw, jakie tymi relacjami rządzą…

Nawet znajomość całej prawdy tak rozumianej, znajomość wszystkich praw przyrody, nie daje tego, o co chodzi w wierze, bo ta wiedza nic nie mówi o zbawieniu, czyli o osiągnięciu pełni życia i to życia, które przerasta wszystkie dostrzegalne przez nas prawa rzą­dzące światem. W wierze chodzi o nowe życie, które według zapowiedzi Pana Jezusa jest zupełnie inne:

Przy zmartwychwstaniu bowiem nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, lecz będą jak aniołowie Boży w niebie (Mt 22,30). Potem św. Paweł pisał w odniesieniu do przyszłego życia: czego ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce czło­wie­ka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują (1 Kor 2,9).

Wiara i rozum - część pierwsza

Wiara odnosi się do rzeczywistości, której nie można tutaj dojrzeć na sposób naturalny! Jaka zatem jest to prawda? O co w tej prawdzie chodzi?

Aby dać poglądowy obraz sytuacji zastanówmy się na przykład nad radiem. Co to jest radio? Jaka jest prawda radia? Otóż można mówić o dwóch całkowicie różnych prawdach. Jedna to ta, która często interesuje młodego człowieka dociekliwie badającego, jak to jest, że radio gra? Sięgamy zatem do podręczników budowy radia, poznajemy prawa przyrody, dzięki którym można przesyłać sygnał dźwiękowy na odległość i powoli poznajemy prawdę o radiu. Ale zastanówmy się nad tym, co nas naprawdę interesuje w radiu? Przecież w domu mamy radio nie dlatego, żeby studiować jego budowę, ale by posłuchać czegoś ciekawego: czy to muzyki, czy audycji, informacji z różnej dziedziny, komentarzy, dyskusji, oświadczeń itd. I tutaj rozstrzygająca dla nas jest prawda zupełnie inna, mianowicie prawdziwość tego, co jest nadawane: czy głoszone poglądy i stanowiska, są uczciwe, oparte na rzetelnych informacjach, czy ktoś nie próbuje nami manipulować, czy słuchana muzyka jest piękna, czy jest kiczem, czy czyjeś oświadczenie broni dobra, czy też jest obroną zakamuflowanych interesów, itp. To zupełnie inna prawda niż ta odnosząca się do technicznej budowy radia.

Przykład radia mówi nam jeszcze coś więcej. Mianowicie, dzisiaj wiemy, że możemy słuchać radia korzystając z różnych technik. Pomijając budowę samego odbiornika, które przeszły całą ewolucję i są zupełnie inne niż te sprzed 50 lat, to przecież możemy słuchać go za pośrednictwem fal radiowych wysyłanych z nadajnika, za pomocą przekazu kablowego, przez Internet, z nadajników satelitarnych, a można i za pośrednictwem promieni laserowych i może jeszcze paru innych technik. Okazuje się zatem, że prawda o technice radiowej staje się dla nas nieistotna, nie tylko z powodu naszego naturalnego zainteresowania samą treścią przekazu ludzkiego, ale i z powodu wielu możliwości przekazywania samych treści.

Wiara i rozum - część pierwsza

Z wiarą i rozumem w służbie nauki jest podobnie. Nasza cała wiedza nie jest w stanie zapewnić nam tego, co dla nas najistotniejsze: prawdziwego życia, czyli życia pozbawionego śmierci.

Jesteśmy podobni do słuchaczy radia, którzy słuchają głosu i muszą dochodzić do poznania prawdy z tego, co słyszą. Znajomość budowy radia zupełnie nam w niczym nie pomaga, ani też nie przeszkadza.


Wiara i rozum – część druga


Włodzimierz Zatorski OSB

Zobacz inne artykuły tego autora >
Włodzimierz
Zatorski OSB
zobacz artykuly tego autora >

“Jak będzie w niebie?” – rozwiązanie konkursu na pytania “bez odpowiedzi”

Ksiądz Grzegorz Strzelczyk wybrał i odpowiedział na najbardziej "odjechane pytania", które zadaliście mu w konkursie na teologiczne "pytania bez odpowiedzi". Bardzo dziękujemy wszystkim za udział, a z wybranymi osobami skontaktujemy się mailowo.

ks. dr Grzegorz Strzelczyk
ks. dr Grzegorz
Strzelczyk
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!


Ogłaszając konkurs inspirowaliśmy się książką autorstwa ks. Grzegorza Strzelczyka i Szymona Hołowni: "Niebo dla średnio zaawansowanych"



Autor pytania: Anita Chmielewska

Zastanawia mnie jaka jest przewaga spowiedzi ustnej przed kapłanem, od duchowej, praktykowanej przez protestantów

Ks. Grzegorz Strzelczyk: Podstawą praktyki odpuszczania grzechów w Kościele jest polecenie Jezusa: „Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane” (J 20,23). Po pierwsze jest tu mowa o odpuszczaniu (czyli akcie jednej osoby wobec drugiej, a nie o akcie wewnętrznym). Po drugie słowa o ewentualnym „zatrzymaniu” grzechów zakładają podejmowanie decyzji przez tych, którzy mają odpuszczać. Pierwotny Kościół dość jednoznacznie zrozumiał te słowa wiążąc odpuszczenie grzechów (co równało się pełnemu przywróceniu do życia we wspólnocie) z decyzją przełożonego wspólnoty, który – między innymi – wyznaczał pokutę. Ale też oceniał np. szczerość nawrócenia.

Protestanci odrzucili tę praktykę niejako w pakiecie poprzez odrzucenie sakramentalności kapłaństwa (ale i to jest złożone, bo np. sam Luter spowiadał się do końca życia i niektóre wspólnoty luterańskie miały w kościołach konfesjonały…).

To tyle jeśli chodzi o argumenty historyczne. Od strony duchowych wartości dodanych: także w interpretacji katolickiej możliwe jest wewnętrzne zwrócenie się do Boga o przebaczenie. I może być ono skuteczne, jeśli proszący ma odpowiednie wewnętrzne nastawienie (żal doskonały). I tu się zaczynają schody – skąd mam mieć pewność, że mój żal jest wystarczający do przebaczenia? Sakrament daje jasność: jeśli się szczerze wyspowiadałem i żałuję (lepiej czy gorzej – to już drugorzędne), to grzechy są mi na pewno odpuszczone. Kropka.

Dalej – konfrontacja z księdzem w konfesjonale wymaga przygotowania (trudno iść zupełnie bez rachunku sumienia) oraz daje szanse na wyprostowanie nieraz zachwianego oglądu sumienia. Z praktyki wiem, że często ludzi obwiniają się o coś, co grzechem w ogóle nie było, a pomijają z kolei coś, co jest grzechem dość poważnym.

Reasumując: spowiedź „katolicka” to sakrament, czyli działanie Boga ku człowiekowi, które jest skuteczne ilekroć zostają spełnione minimalne warunki, a nie tylko prośba człowieka do Boga, której owocność zależy w całości od naszego duchowego nastawienia (sakramentalium).


Autor pytania: Piotr Gonsior

Jako historyk zastanawiam się nad tym, czy będę mógł zobaczyć też wydarzenia z przeszłości aby dowiedzieć się jak to było naprawdę np. z zabójstwem Kennedy'ego i co się stało z Arką Przymierza?

Ks. Grzegorz Strzelczyk: Jedna z głównych intuicji dotyczących stanu zbawionych (zwłaszcza po sądzie ostatecznym) odnosi się do ich udziału w wiedzy Boga – udziału przez zjednoczenie. Oczywiście nie wiemy jak daleko ten udział będzie sięgać, ale natura sądu ostatecznego, na którym „rozliczone” będzie wszelkie dobro i zło jakie się dokonało w ludzkiej historii (czyli ludzkie czyny wraz z ich skutkami) zakłada powszechne ujawnienie także np. związków pomiędzy ludzkimi czynami. Najprawdopodobniej zatem wszystko z ludzkich dziejów stanie się jawne dla wszystkich.

Natomiast jaka będzie forma tej wiedzy – o to już proszę nie pytać. Być może coś na ten temat można wywnioskować z doświadczeń mistycznych, ale to delikatna materia.

Zatem – „zobaczyć”: niekoniecznie, ale „dowiedzieć się”: najprawdopodobniej tak.


Autor pytania: Daniel Wójcik

Jeżeli jako Komunię spożywamy Ciało Zmartwychwstałego Pana Jezusa, to jak Apostołowie przyjęli Komunię przed Śmiercią i Zmartwychwstaniem Chrystusa? Pan Jezus sam również przyjął Komunię – swoje ciało?

Ks. Grzegorz Strzelczyk: Zacznę od drugiej części: opowiadania o ustanowieniu Eucharystii mówią, że Jezus zaraz po błogosławieństwie podawał chleb/Ciało i kielich/Krew uczniom – nic nie wskazuje na to, by sam je spożywał. To oczywiście argument ex silentio (z tego, że tekst czegoś nie mówi), ale jak najbardziej uprawniony w tym miejscu. Bo i logiczne by było, aby tylko uczniowie spożyli.

Komunia jest przede wszystkim zjednoczeniem (jak sama nazwa communio sugeruje) z Osobą poprzez jej Ciało i Krew. I to się na pewno dokonało w czasie Ostatniej Wieczerzy. Natomiast nie mamy niestety żadnego wglądu poznawczego w charakter Ciała i Krwi spożywanych wówczas przez Apostołów. Jeśli jednak możliwe było ukazanie się Jezusa w chwale na górze Tabor (przemienienie), które zdaje się było uprzedzającym ujawnieniem chwały zmartwychwstania w ciele Jezusa, to coś podobnego jest do pomyślenia także w odniesieniu do sakramentalnego Ciała i Krwi. Nie odważę się jednak tutaj na jednoznaczne rozstrzygnięcie.


Autor pytania: Printemps 812

Wyobraźmy sobie taką sytuację: nastoletnia dziewczyna idzie przez park. Nagle napada ją mężczyzna w dość wyraźnie określonym celu. Z daleka widzi wszystko ojciec dziewczyny. Rzuca się w kierunku córki, biegnie, by jej pomóc, obronić ją, a gdy dobiega, z furią atakuje napastnika.

Inna sytuacja: dziewczynę i mężczyznę widzi Bóg, najlepszy Ojciec. Ale On nie biegnie, nie rzuca się na napastnika.  Dlaczego nic nie robi, by pomóc ukochanej córce?

Podobno jest w każdym cierpieniu, ale tak szanuje wolność człowieka, że nie ingeruje. Tymczasem gdyby ojciec dziewczyny obserwował wszystko z dala i nic nie robił, uznalibyśmy go za wariata. Gdy nic nie robi Bóg, słyszymy (ja osobiście słyszałam), że "Bóg tak chciał", że to wyraz Jego miłości do człowieka…  Dlaczego On nic nie robi w takiej sytuacji?

Ks. Grzegorz Strzelczyk: Zasadnicza różnica pomiędzy sytuacją z przykładu, a relacją Boga do nas polega na tym, że On jest Ojcem zarówno dziewczyny, jak i napastnika. A to diametralnie zmienia sytuację. Ostatecznie chyba najważniejszą odpowiedzią Boga na to pytanie jest wcielenie i krzyż Jezusa. On nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wydał.

Być może perspektywa Boga jest na tyle inna, że tam gdzie nam się wydaje, że trzeba koniecznie ingerować w określony sposób, żeby usunąć cierpienie (bo jego wykorzenienie wydaje nam się priorytetem absolutnym), On widzi to inaczej. Zdaje się, że Jego priorytetem jest raczej usunięcie grzechu. Dla nas to oczywiście dość niewygodne…

Natomiast kiedy słyszę zdanie „Bóg tak chciał”, to jeży mi się łysina. Bo to, czego Bóg naprawdę chciał, poznamy dopiero na sądzie ostatecznym. I warto do tego czasu odłożyć sąd na temat Bożego działania – podobnie jak On odkłada rozplątywanie dobra i zła „aż do czasu żniwa”.


Autor pytania: Maria Schuderla

Czy dusza osoby niepełnosprawnej umysłowo jest uwięziona niejako w klatce, nie mogąc zrobić nic dobrego ani nic złego?

Ks. Grzegorz Strzelczyk: Myślę, że trzeba zacząć od tego, że podmiotem działania nie jest „dusza”, a człowiek – cały człowiek, jako jedność duszy i ciała. Jeśli ciało – na skutek choroby lub niepełnosprawności nie jest zdolne do czegoś, to cały człowiek nie jest do tego zdolny. Dusza nie ma swojego osobnego świata świadomości, decyzji itd. (dopiero gdy ciało umrze trwa jako „odłączona” i wtedy człowiek = dusza, ale to stan przejściowy, do zmartwychwstania ciała). Czyli to nie jest układ ptaka w klatce. Cały człowiek jest niepełnosprawny. Położy temu kres dopiero śmierć ciała, a potem jego zmartwychwstanie w przemienionej rzeczywistości.

Od strony moralnej nie ma w człowieku dwóch zdolności czynienia dobra/zła – jednej w duszy, drugiej w mózgu. Zjednoczenie jest kompletne. Zatem jeśli czyjś stan umysłowy nie pozwala na rozróżnianie pomiędzy dobrem i złem, to taka osoba nie może popełnić grzechu. Ale też i o tym nie wie.

ks. dr Grzegorz Strzelczyk

ks. dr Grzegorz Strzelczyk

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. dr Grzegorz Strzelczyk
ks. dr Grzegorz
Strzelczyk
zobacz artykuly tego autora >