Opowieść o Epifanii

Historia kształtowania się święta Epifanii, czyli Objawienia Pańskiego jest równie fascynująca jak dobry kryminał czytany pośpiesznie z wypiekami na policzkach i z drżącymi dłońmi.

Ks. Krzysztof Porosło
Ks. Krzysztof
Porosło
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Opowieść o Epifanii, czyli o Objawieniu Pańskim

 

Historia kształtowania się święta Epifanii, czyli Objawienia Pańskiego jest równie fascynująca jak dobry kryminał czytany pośpiesznie z wypiekami na policzkach i z drżącymi dłońmi. Szybkie zwroty akcji. Pytanie nie znajdujące wyczerpujących odpowiedzi. Błędne tropy, niewłaściwe kierunki. Drobne błędy w kluczowych obliczeniach zmieniające całą historię. „Śmierć” w otchłani Jordanu, a chwilę później weselna uczta w Kanie. Wielcy ludzie przybywający ze Wschodu, prowadzeni przez niewyjaśnione zjawiska kosmiczne. Wszystko w otoczce pogańskich festiwali, wina lejącego się strumieniami czy rozpustnych rzymskich Saturnaliów. Nie można również zapomnieć o przemożnych wpływach – Wschodu na Zachód, Zachodu na Wschód. A gdzieś między tym wszystkim leży prawda o Objawieniu. I kiedy wydaje się, że doszliśmy w naszych poszukiwaniach do początków tego święta, że znaleźliśmy rozwiązanie, trafiamy na mur niewiedzy, wątpliwości i pytań, który każe poszukiwania rozpocząć od początku, a w najlepszym wypadku, spojrzeć na problem z nieco innej strony. Do dzisiaj – choć zbadanych zostało „wiele” (wiele z bardzo niewielu, jakie mamy z tamtych wieków) źródeł – raczej stawiamy pytania, niż podajemy ostateczne odpowiedzi. Kiedy jedni tłumaczą powstanie tego święta argumentami o przezwyciężeniu świąt pogańskich, zaraz inni przedstawiają solidne argumenty pozwalające nam uniknąć „chrystianizacji” misteriów pogańskich.

 

 

Skąd „pomysł” na święto?

Opowieść o Epifanii, czyli o Objawieniu Pańskim

Mówiąc o święcie Epifanii, nie sposób oddzielić go od Bożego Narodzenia, a przynajmniej w kontekście pierwszych wieków należy omawiać je wspólnie. Wiemy doskonale, że świętowanie Bożego Narodzenia jest wtórne chociażby do Wielkanocy, która jest najważniejszym świętem chrześcijańskim. Na rozwój i potrzebę świętowania tajemnicy Wcielenia wpłynęło wiele czynników wśród których zdecydowanie do najważniejszych należy wzrost zainteresowania tematem dzieciństwa Chrystusa, walka z gnostykami czy obrona realności Jego człowieczeństwa (także istnienia Jego ciała). Przypomnijmy, że tylko dwie Ewangelie opisują narodzenie Chrystusa (Mt i Łk) i poświęcają dzieciństwu Jezusa relatywnie niewiele miejsca. Można nawet – trochę mylnie – odnieść wrażenie, że narodzenie Chrystusa pierwszych chrześcijan nie interesowało. A jednak bardzo szybko zaczyna się pojawiać literatura apokryficzna, próbująca uzupełnić brakujące wiadomości i rozwinąć naszą wiedzę o dzieciństwie i narodzinach Syna Bożego z Maryi Dziewicy. Pod koniec II w. Orygenes podkreślał, że chrześcijanie nie powinni obchodzić Bożego Narodzenia, gdyż tylko poganie i grzesznicy (np. faraon albo Herod) obchodzą uroczyście dzień swoich narodzin. Cóż, to była „teologia” Orygenesa, znacznie większy problemem stanowiła po prostu nieznajomość faktycznej daty narodzin Chrystusa. Chyba nie trudno uwierzyć, że nie zachował się akt urodzenia (dla pewności – po prostu go nie było), który bez wątpienia rozwiązałby sprawę na wieki. A skoro go nie było, chrześcijanie w inny sposób próbowali odkryć tę datę. W miarę precyzyjny sposób możemy stwierdzić, że Chrystus narodził się… przed Chrystusem, tzn. pomiędzy 6 a 4 rokiem przed naszą erą (niejaki Dionizy Exiguus pomylił się „zerując” licznik kalendarza na źle przyjętym roku narodzin Chrystusa). Mniej więcej mamy rok narodzin, a co z datą dniową?

 

6 stycznia, czyli skąd się wzięło święto Trzech Króli?

 

Pewne jest to, że już pod koniec II w. i na początku III w Egipcie dzień 6 stycznia stał się świętem zarówno chrztu Jezusa w Jordanie, jak i dniem Jego narodzenia. Święto zaczyna oddziaływać i przechodzić do innych wschodnich kościołów. I tak w Jerozolimie w IV/V w. spotykamy 6 stycznia liturgię Bożego Narodzenia (z procesją z Betlejem do Jerozolimy), o czym informuje nas w swoim dzienniku pątniczka Egeria. Wtedy już święto posiada oktawę. Pod koniec V w. świętuje się tam również chrzest w Jordanie, który to temat powoli staje się centralnym dla całej tradycji wschodniej.

 

Za sprawą syryjskiego diakona Efrema, w IV w. Epifania zyskała nowy, bardzo ważny element – przybycie mędrców (magów, królów –  ich historia stanowi oddzielny temat) ze Wschodu i złożenie Jezusowi darów. Efrem opisuje Epifanię jako pokłon Magów, symbolizujących cały pogański świat, który w Chrystusie rozpoznał Boga. Bardzo szybko ten temat rozniósł się po całym chrześcijańskim świecie – zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie, gdzie do dziś zdominował całe rozumienie święta Epifanii (kto w Polsce mówi na to święto inaczej niż „święto Trzech Króli”?).

 

W IV w. w Rzymie dzień 25 grudnia staje się oficjalnym dniem święta Bożego Narodzenia. Potwierdzeniem tego jest dokument z 336 r. noszący nazwę Chronograf roku 354 (dla niewtajemniczonych chronograf to po prostu „księga, która mierzy czas”. Za Rzymem datę tę szybko przyjęły inne Kościoły języka łacińskiego, np. w Afryce Północnej. Kościoły wschodnie, które obchodziły Boże Narodzenie 6 stycznia, nie od razu przyjęły rzymską datację. Jednak dzięki autorytetowi Rzymu oraz obecności rzymskich chrześcijan na terenach wschodnich, proces ten zaczął przebiegać dość szybko.

 

Skoro w IV w. 25 grudnia stało się w Rzymie świętem Bożego Narodzenia i z Rzymu zawędrowało na Wschód, podobny proces dotyczył dnia 6 stycznia, kiedy to święto Epifanii ze Wschodu przybyło do Rzymu. Na Zachodzie znajdujemy potwierdzenie Epifanii już w II poł. IV w. Potwierdza je Ambroży z Mediolanu i Optat z Mileve, a nade wszystko św. Ambroży. Wiążą oni Epifanię z objawieniem Pana, oraz z przybyciem do Jezusa mędrców ze Wschodu. W liturgii rzymskiej najdonioślejszym świadectwem jest 8 mów na Epifanię papieża Leona Wielkiego. Koncentruje się on przede wszystkim na pokłonie Trzech Mędrców.

 

Opowieść o Epifanii, czyli o Objawieniu Pańskim

Trochę inaczej rzecz się miała na terenie Galii, gdzie święto Objawienia wprowadzono wcześniej niż Boże Narodzenie. Na tych terenach przemożny wpływ na liturgię miały kościoły wschodnie, a tam Epifanię wiązano z chrztem Jezusa oraz weselem w Kanie. Na przełomie VII i VIII w. liturgia galijska zaczyna oddziaływać na rzymską i stąd motywy chrztu i zaślubin w Kanie zostają włączone do liturgii rzymskiej. Później, w czasach karolińskich, pojawia się oktawa Epifanii, analogiczna do oktawy Bożego Narodzenia, a 8 dzień oktawy staje się świętem chrztu Pańskiego. Obecnie obchodzimy to święto – kończące okres Bożego Narodzenia – w niedzielę po święcie Objawienia Pańskiego.

 

Dziś podkreśla się, że liturgia rzymska, obchodząc te dwie uroczystości, celebruje tę samą tajemnicę Wcielenia i Bożego Narodzenia – akcentuje jednak inny temat: 25 grudnia podkreśla się uniżenie Chrystusa, a 6 stycznia Jego Bóstwo, które staje się widoczne w całym świecie (pokłon Mędrców). W Liturgii Godzin do dzisiaj pozostał jednak ślad jedności tego niezwykłego misterium Epifanii – antyfona Benedictus z Jutrzni i Magnificat z Nieszporów z 6 stycznia poruszają temat tria miracula (trzech cudów): chrztu Jezusa w Jordanie, wesela w Kanie Galilejskiej oraz pokłonu Mędrców.

 

Tak w olbrzymim skrócie rysuje się niezwykła historia rozwoju święta Epifanii. Teraz należałoby zająć się nieco więcej jej treścią, teologią tego wspomnienia. Nie sposób jednak to zrobić w jednym opowiadaniu, dlatego proszę pozwolić, że podejmę jedynie mały, dziś już mocno zapomniany wątek święta Epifanii: temat chrztu Jezusa w Jordanie.

 

 

Epifania – objawienie w wodach Jordanu – chrzest

Opowieść o Epifanii, czyli o Objawieniu Pańskim

Chrzest Chrystusa, Pierro della Francesca, 1420-1492

W dniu Bożego Narodzenia bardzo szybko zaczęto odprawiać trzy Msze, w których ukazywano temat narodzin Syna Bożego w trzech różnych wymiarach: Jego odwiecznych narodzin z Ojca, Jego historycznych narodzin z Maryi Dziewicy w betlejemskiej grocie, Jego narodzin w życiu człowieka. Ten ostatni temat celebrowano w drugiej Mszy Bożego Narodzenia, którą papież odprawiał w Kościele św. Anastazji – był to zatem obchód zmartwychwstania (anastasis = powstanie; zmartwychwstanie). Chrystus rodzi się w naszych sercach przez zmartwychwstanie. W sposób niezwykły zmartwychwstał w nas w czasie chrztu, w którym zanurzyliśmy się w Jego śmierci i zmartwychwstaniu, jak w 6 rozdziale Listu do Rzymian pisze Apostoł Paweł. Epifania zatem odnosi nas do tajemnicy chrztu, a tym samym do tajemnicy chrztu Jezusa w Jordanie. Chrystus – jak komentują Ojcowie Kościoła – nie wszedł do Jordanu po to, aby wyznać grzechy i uzyskać przebaczenie – wszakże żadnego grzechu nie popełnił. Wszedł On jednak do mętnych od grzechu wód Jordanu, w których Jan Chrzciciel obmywał ludzi z ich grzechu. Jednak wtedy Jordan jeszcze nie miał mocy ostatecznego pokonania grzechu – ten pozostawał w otchłani jordańskich wód. Chrystus wszedł do rzeki, zanurzył się w wodzie i wynurzając się wziął cały grzech świata na swoje barki, aby zanieść go na Kalwarię i ostatecznie pokonać w śmierci, zstąpieniu do otchłani i Zmartwychwstaniu. Dlatego właśnie św. Jan Chrzciciel nazywa Chrystusa „Barankiem Bożym, który gładzi grzechy świata”, co równie dobrze można by przetłumaczyć „Oto Baranek Boży, który niesie grzechy świata”. W chrzcie Jezusa w Jordanie, w Jego męce i zmartwychwstaniu, objawiła się prawda o Nim – Epifania Boga, a równocześnie w tych wydarzeniach, i tym samym w święcie Epifanii, objawia się prawda o nas: jesteśmy zanurzeni w czystych wodach chrztu, nasz grzech jest ostatecznie pokonany przez śmierć i Zmartwychwstanie Chrystusa; Chrystus jest z nami w pełni zjednoczony przez chrzest – to w nas i naszym życiu ma się w pełni objawiać Jego Boska chwała. Epifania to święto każdego chrześcijanina, w którym jednocześnie objawia się prawda o naszym grzechu i prawda o zwycięstwie Chrystusa i Jego chwale w nas. Warto ten dzień przeżyć w tajemnicy naszego własnego chrztu.

 

I co dalej…

 

Oczywiście temat Epifanii nie został wyczerpany i wypadałoby pociągnąć ten wątek jeszcze dalej –  zapytać o zwyczaje i tradycje, te ludowe i te liturgiczne: wizytę duszpasterską, błogosławienie kredy i domów, znaczenie drzwi napisem C+M+B 2012, czy ogłoszenie daty Wielkanocy. Warto zapytać o to, kiedy magowie (gr. magoi) stali się królami i dlaczego było ich trzech albo dwunastu (tradycja syryjska), skoro Ewangelie milczą o ich liczbie i dlaczego ich imiona tradycyjnie brzmią Kacper, Melchior i Baltazar (zresztą to nie jedyne imiona pojawiające się w tradycji), skoro w Piśmie Świętym ich nie ma. Wypadałoby, ale to nowa, długa i równie fascynująca opowieść, na którą może przyjdzie czas w wigilijny wieczór Epifanii w przyszłym roku…

 


Opracowano na podstawie:

P.F. BRADSHAW, M. E. JOHNSON, The Origins of Feasts, Fasts and Seasons in Early Christianity, Minnesota 2011, s. 121–157.

J.F. KELLY, Narodziny Bożego Narodzenia, tłum. J. POCIEJ, Kraków 2011, s. 79–102.

Objawienie Pańskie, [w:] Leksykon liturgii, B. NADOLSKI [red.], Poznań 2006, s. 1058–1061.

J.A. JUNGMANN, The Early Liturgy. To the Time of Gregory the Great, London 1976, s. 266–277.

P.F. BRADSHAW, Early Christian Worship. A Basic Introduction to Ideas and Practice, wyd. 2, Minnesota 2010, s. 94–97.

Skrót artykułu opublikowananego pierwotnie w portalu liturgia.pl

Liturgia.pl

Ks. Krzysztof Porosło

Ks. Krzysztof Porosło

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Ks. Krzysztof Porosło
Ks. Krzysztof
Porosło
zobacz artykuly tego autora >

7 tajemnic Magów

Co my właściwie o nich wiemy? Jak się okazuje niewiele. Tajemnica goni tajemnicę.

Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Niektórzy twierdzą, że opowieść o Mędrcach ze Wschodu (Mt 2, 1-12) nie jest relacją o historycznym wydarzeniu, ale rodzajem przypowieści o znaczeniu i misji Jezusa, na wzór żydowskich midraszy (zwłaszcza midraszu o małym Mojżeszu).

Ba! Niektórzy uważają, że w ogóle te części Ewangelii, które opisują dzieciństwo Jezusa, nie mają charakteru historycznego. Załóżmy jednak, że Mędrcy ze Wschodu nie byli tylko postaciami symbolicznymi, ale realnymi, z krwi i kości.

1. Było ich trzech?

Ewangelia Mateusza nie podaje liczby Mędrców. Malowidła w rzymskich katakumbach z II i III wieku ukazują dwóch, czterech albo sześciu. W tradycji Kościoła Syryjskiego i Ormiańskiego jest ich 12, co symbolizować miało 12 apostołów i 12 plemion Izraela. Rekordy pobito jednak w tradycji koptyjskiej, gdzie mówiono nawet o 60 cudzoziemcach! Ostatecznie jednak najbardziej popularny stał się pogląd, że do Jezusa przybyło tylko trzech Mędrców, skoro złożyli trzy dary.

Wydaje się to dosyć logiczne. Tak to ujmuje apokryficzna Ewangelia Pseudo-Mateusza. Ja sam kiedyś napisałem jasełka, w których wykorzystałem fragment piosenki Perfectu: „Było nas trzech, w każdym z nas inna krew, ale jeden przyświecał nam cel”. Jako pierwszy wśród pisarzy chrześcijańskich taką liczbę podał Orygenes.

Jak pisze Anzelm Grün, liczba trzy jest zawsze liczbą pełnego człowieka, który rozwija w sobie trzy zakresy władzy. Król w bajkach ma zawsze trzech synów, symbolizujących duszę, ducha i ciało albo głowę, serce i brzuch. Ci trzej wyruszają następnie w drogę, żeby odnaleźć wodę życia bądź uzdrawiający lek dla chorego króla. Jest to ostatecznie droga samorealizacji, którą rozpoczynają i na której przeżywają wiele przygód (por. A. Grün „Boże Narodzenie – świętować Nowy Początek”).

Sztuka widziała w przybyszach reprezentantów trzech etapów życia: młodości, wieku średniego i starości. Beda Czcigodny, uczony z przełomu VII i VIII wieku, przypisał ich do trzech kontynentów: Europy, Afryki i Azji, a więc uczynił przedstawicielami całego znanego świata (zasiedlonego przez potomków Jafeta, Chama i Sema). Tyle, że do dziś nie wiadomo, czy było ich naprawdę trzech.

 

Jutro Niedziela - XVI zwykła A

 

Mędrcy Świata, Monarchowie?

Uroczystość Objawienia Pańskiego nazywana jest potocznie świętem Trzech Króli. O królach śpiewamy w kolędach. Pismo Święte jednak wcale nie nazywa ich w ten sposób. Źródłem przypisania im godności królewskiej była prawdopodobnie interpretacja słów Psalmu 72 (71),10-11: Królowie Tarszisz i wysp przyniosą dary, królowie Szeby i Saby złożą daninę. I oddadzą mu pokłon wszyscy królowie, wszystkie narody będą mu służyły”.

Biblia Tysiąclecia i większość przekładów biblijnych, nazywa tych przybyszów „Mędrcami ze Wschodu”. Angielska Biblia Króla Jakuba (King James Version) podaje: „wise men from the east” (a więc mądrzy ludzie ze Wschodu).

Tymczasem w oryginalnym tekście greckim czytamy o Magach (gr. μαγοι απο ανατολων, magoi apo anatolon). Tak też jest w łacińskiej Wulgacie (magi ab oriente) i Biblii Poznańskiej. Jak jednak widać przekłady niechętnie umieszczają informację, że chodzi o Magów, bo magia jest w Biblii zakazana. Poza tym magowie budzą skojarzenie z jakimiś brodatymi typami w szpiczastych czapkach, i z różdżkami, którzy pochylają się nad szklaną kulą. Nazywanie ich astrologami zawdzięczamy z kolei interpretacji Justyna Męczennika, Orygenesa i Tertulina, którzy uważali, że greckie słowo magoi jest u Mateusza przede wszystkim określeniem ludzi posiadających astrologiczną wiedzę tajemną. Jak wiadomo astrologia była wyjątkowo ceniona w Babilonii. Orygenes, uważał ich wręcz za czarowników i okultystów, uprawiających praktyki magiczne.

W dzień Bożego Narodzenia aniołowie, którzy pojawili się na ziemi, a także sam narodzony Zbawiciel, sprawili, że złe duchy były bezsilne. Narodzenie Jezusa miało takie konsekwencje, że Magowie nie mogli wykonywać dłużej swoich praktyk, które stały się nieskuteczne, i to właśnie – według Orygenesa – było przyczyną ich przybycia do Judei, aby oddać pokłon Zbawicielowi (por. „Przeciw Celsusowi”, I, 60). Czy jednak pogląd Orygenesa, że chodzi o Magów zajmujących się sztuką czarnoksięską, jest słuszny? Raczej jest to interpretacja błędna. Mateusz miał chyba na myśli po prostu członków kasty perskich kapłanów religii zaratustriańskiej, których określano słowem „magoi”, jako uczonych biegłych w astronomii, matematyce i medycynie. Zajmowali się oni wykładaniem snów, kultem, astrologią i wyjaśnianiem zjawisk przyrody, a więc tym co robiła większość kapłanów w różnych systemach religijnych. Można powiedzieć, że to taki akcent ekumeniczny Bożego Narodzenia – oto kapłani innej religii przemierzyli setki kilometrów, żeby oddać hołd Jezusowi.

Jednak nawet jeśli nie byli królami, na pewno byli zamożni. Kadzidło i mirra, ofiarowane obok złota, były wówczas niezmiernie drogie. Tę aromatyczną żywicę z rzadkich drzew palili w swoich pałacach jedynie najbogatsi ludzie. W sumie więc nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby mieszkańcy Betlejem wzięli egzotycznych cudzoziemców za królów.

3. What are your names?

Imiona Magów ze Wschodu to kolejna tajemnica. Pojawiają się one wyłącznie w apokryfach, a więc tekstach zrodzonych z pobożności ludowej pierwotnego chrześcijaństwa.

We fragmencie zaginionej apokryficznej Ewangelii Hebrajczyków z II wieku zostali przedstawieni jako: Malchus, Caspar i Fidizarda (są oni przywódcami całego tłumu przybyszów).

W tradycji syryjskiej spotykamy imiona: Kagpha, Badalilma i Badadakharida; w etipskiej: Ator, Sater i Paratoras. Dla Greków byli to: Apellicon, Amerim i Serakin. W mistycznych wizjach Anny Katarzyny Emmerich: Menzor, Sair, Teokenon. Mieszkańcy Mediolanu nadali im imiona: Rustico, Eleuterio i Dionigio.

Na mozaice pochodzącej bazyliki Sant’Apollinare Nuovo w Rawennie z VI wieku widzimy imiona: Kacper, Melchior i Baltazar, które są najbardziej rozpowszechnione (może dlatego, że najłatwiejsze z podanych powyżej).

7 tajemnic Magów

Imię Kacper to odpowiednik perskiego imienia Gathaspar oznaczającego podskarbiego, strażnika lub kogoś wspaniałego.

Imię Melchior jest pochodzenia semickiego i można je przetłumaczyć jako „Król mój światłością”, bądź „Król światła”.

Imię Baltazar natomiast to grecka wersja akadyjskiego imienia Bēl-šar-ușur („Belu króla strzeż!”), noszonego choćby przez syna babilońskiego króla Nabonida, wspomnianego w Księdze Daniela (Dn 5,1.2.9.22.29.30).

 

Warto wspomnieć przy okazji o znanym zwyczaju, że na nadprożach domów, stajni i stodół wypisuje się święconą kredą litery K+M+B. Dawniej niektórzy wierzyli, że taki napis może ochronić przed złymi duchami, obecnie jest to często po prostu informacja dla księży, gdzie przyjmuje się kolędę (czyli wizytę duszpasterską połączoną z pobraniem koperty).

 

Pewnego razu zwiedzałem w gronie kilku osób klasztor karmelitów w Lublinie i mój znajomy, człek prosty, nie mógł wyjść ze zdziwienia, że nad drzwiami refektarza było napisane: C+M+B. Myślał, że ktoś się pomylił. Ale tak właśnie powinno być, bo wersja K+M+B, jest błędną interpretacją skrótu łacińskiej inskrypcji błogosławieństwa: „Christus mansionem benedicat” („Niech Chrystus błogosławi mieszkanie”).

Dopiero później przyjęło się odczytywanie tych liter jako imion Mędrców i zamieniono C na K, ostatecznie zacierając źródło tego skrótu. Ja od pewnego czasu zapisuję cały łaciński zwrot. Mina księży chodzących po kolędzie jest doprawdy bezcenna.

 

4. Z jakiego byli narodu?

Święty Mateusz używa ogólnego określenia „Wschód” na oznaczenie krainy, z której przybyli niezwykli cudzoziemcy. W tamtych czasach przez Wschód rozumiano cały obszar na wschód od rzeki Jordan – a więc Arabię, Babilonię, Persję.

Święty Justyn i Tertulian wskazywali na Arabię ze względu na charakter przyniesionych przez nich darów. W ormiańskiej „Ewangelii Dzieciństwa” czytamy o Gasparze, królu Indii, Baltazarze, królu Arabów i Melkonie, królu Persów. Hipotezy były jednak przeróżne. Jedna z teorii głosi, że należeli do sekty sabianów z Harranu (obecnie tureckie miasto przy granicy syryjskiej), a pod koniec lat 60-tych Amerykanin MacNamara uznał ich za… esseńczyków.

Legenda, że jeden z Magów pochodził z murzyńskiej Afryki wywodzi się ze wspomnianego już Psalmu 72, gdzie jest mowa o królestwie Saby (tak nazywano Abisynię, czyli współczesną Etiopię). Także prorok Izajasz, przytaczając dary, jakie mają złożyć Mesjaszowi cudzoziemcy, wspomina o tej krainie: „Zaleje cię mnogość wielbłądów, dromadery z Madianu i Efy. Wszyscy oni przybędą ze Saby, ofiarują złoto i kadzidło” (Iz 60, 6). Co do tego Murzyna są jednak poważne wątpliwości. Oczywiście byłby to piękny przykład uniwersalizmu i poprawności politycznej, tej samej która każe twórcom hollywoodzkich filmów wszędzie dodawać postać o ciemnej skórze (nawet w innych sztukach Szekspira poza „Otellem”).

Jak na razie nie udało się rozwiązać zagadki ich pochodzenia, jednak wszystko wskazuje na to, że przybysze pochodzili z terenów dzisiejszego Iranu. Mamy na to wiele przesłanek, o których wspominałem już wcześniej. Grecki historyk Herodot słowem magoi określał szczep irański. Ksantos, Kermodoros i Arystoteles natomiast nazywali w ten sposób uczniów Zaratustry i kapłanów religii perskiej. Niektórzy uważają, że właśnie Zaratustrze należy przypisać proroczą zapowiedź narodzenia się w narodzie żydowskim króla, który wprowadzi pokój na świecie. To właśnie w zaratustrianizmie pojawia się idea oczekiwania na narodziny postaci noszącej tytuł Saoszjant (staropers., „ten, który przyniesie dobro”). Miał to być wysłannik Ahura Mazdy, który pojawi się przed końcem świata, aby poprowadzić ludzkość do ostatniej, zwycięskiej bitwy z siłami zła – Angra Mainju. Ta wiara perskich kapłanów w cudownego Zbawiciela zesłanego przez Boga, współgra z żydowską nadzieją na przyjście Mesjasza i uprawdopodabnia wędrówkę perskich kapłanów do Judei. Dlatego najstarsze malowidła w rzymskich katakumbach przedstawiają Magów w strojach charakterystycznych dla Persów, miedzy innymi w stożkowatej czapce z opadającym do przodu szpicem, nazywanej popularnie czapką frygijską (podobną nosiły Smerfy).

7 tajemnic Magów

To właśnie wizerunek postaci w perskich strojach, widniejący na frontonie Bazyliki Konstantyna w Betlejem, sprawił, iż wojsko perskiego króla Chosroasa w 614 roku zatrzymało się przed wejściem do kościoła i nie zrównało go z ziemią. Postacie Magów ze Wschodu przypomniały im ich ojczyznę.

5. Dlaczego weszli do… domu?

Na mozaice w Bazylice Santa Maria Maggiore, pochodzącej z V w., mamy pokazane wnętrze domu, w którym całkiem już duże Dzieciątko, siedzi na obszernej kanapie wysłanej poduszką, a Mędrcy ze Wschodu składają Mu pokłon.

Czasem zdziwienie uważnych czytelników, budzi lektura Ewangelii Mateusza, w której wyraźnie jest napisane, że Magowie, aby oddać pokłon Dzieciątku, weszli „do domu” (Mt 2, 11). Nie mamy żadnej wzmianki o stajni, tudzież grocie, ani o żłóbku. W Ewangelii Mateusza nie ma też nic o spisie ludności, wędrówce z Nazaretu i braku miejsca w gospodzie. O tym pisze tylko Łukasz!

My oczywiście połączyliśmy zgrabnie w naszej wyobraźni obie opowieści – Łukasza i Mateusza, toteż na kartkach świątecznych i w kolędach Magowie są w stajence pospołu z pasterzami, ale gdybyśmy znali tylko Ewangelię według Mateusza, moglibyśmy dojść do wniosku, że Józef i Maryja po prostu mieszkali w Betlejem. Od początku! Niektórzy widzą w tym dwie niezależne i poniekąd sprzeczne ze sobą próby powiązania Jezusa z Betlejem, ale załóżmy, że Mateusz mówi o wydarzeniach znacznie późniejszych niż te opisane przez Łukasza. Być może Józef nie chciał wracać z noworodkiem do Nazaretu (taka podróż byłaby wyczerpująca dla malutkiego dziecka i kobiety krótko po porodzie), a poza tym może mu się do Nazaretu zwyczajnie nie śpieszyło, bo ludzie „różne rzeczy gadali”. Ciąża Maryi przed ślubem mogła być przecież przedmiotem plotek. A zatem być może Święta Rodzina po prostu zamieszkała w Betlejem. Gdy już „wędrówka ludów” wywołana spisem i całe to zamieszanie się skończyło, Józef jako wykwalifikowany cieśla mógł znaleźć pracę tylko tam. To wyjaśniałoby, dlaczego Magowie weszli do domu, a nie do stajenki.

Pewnie wielu moich szanownych kolegów biblistów uzna, że na siłę próbuję łączyć różne tradycje i zachowuję się jak nawiedzony fundamentalista, ale wydaje mi się, że Ewangelie Dzieciństwa według Łukasza i według Mateusza naprawdę można pogodzić.

6. Kiedy właściwie przybyli?

W niektórych kościołach szopki ukazują Mędrców ze Wschodu od razu wśród pasterzy i bydląt, choć jest to całkowicie niezgodne z relacją Mateusza. W innych kościołach nie umieszcza się figur Mędrców ze Wschodu od początku w szopce, ale są one najpierw postawione w pewnym dość znacznym oddaleniu i każdego kolejnego dnia przesuwane coraz bliżej, aż ostatecznie „dochodzą” do celu 6 stycznia, na uroczystość Objawienia Pańskiego.

Święty Augustyn przyjmował, że pokłon Magów miał miejsce 13 dnia po narodzeniu Jezusa. Czy jednak faktycznie ten okres był tak krótki, jak sugeruje to nam kalendarz liturgiczny?

Jeśli chcemy uzgodnić wersję Łukasza z wersją Mateusza, Magowie musieli przybyć dopiero po ofiarowaniu małego Jezusa w świątyni i oczyszczeniu Maryi. To jest dolna granica.

Maryja dopełniła obowiązek oczyszczenia w świątyni, o czym wyraźnie pisze Łukasz (Łk 2, 22-35). Kobieta po urodzeniu chłopca była uważana za nieczystą przez 40 dni (sic!) i dopiero po upływie tego czasu przynosiła ofiarę i poddawała się oczyszczeniu (Kpł 12, 1-8). A zatem należy uznać, że minęło przynajmniej 40 dni od narodzin do przybycia Mędrców.

Zastanawiające jest, że Herod kazał pozabijać dzieci do lat 2 (Mt 2, 16). Czy dzień Bożego Narodzenia i pokłon Mędrców mogły dzielić, aż dwa lata? Trudno nam to przyjąć, bo wyobrażamy to sobie inaczej, ale tak uważał np. Euzebiusz z Cezarei. Na jakiej podstawie bowiem Herod przyjął kryterium dwuletnie? Otóż w Mt 2,7 czytamy, że „przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy”. Stąd możemy wnioskować, że kryterium stanowiła data pojawienia się gwiazdy. Przypuśćmy, że gwiazda pojawiła się w momencie narodzin Jezusa. Nawet jeśli Magowie „śpiesznie dążyli”, jak mówi kolęda, zanim podjęli decyzję o podróży i zanim dotarli, mógł upłynąć naprawdę długi okres czasu. Mieli ostatecznie do pokonania kawał drogi. Gdy Magowie przybyli do Jerozolimy niezwykła gwiazda już przestała świecić. Ponownie ukazała się po wyruszeniu Magów z Jerozolimy (por. Mt 2, 9), aż w końcu doprowadziła do miejsca pobytu Dzieciątka, czyli domu w którym mieszkał już od jakiegoś czasu Józef z rodziną.

7 tajemnic Magów

7. Dalsze losy Magów

Pojawiają się Magowie ze Wschodu, składają dary i – ostrzeżeni przez anioła – wracają do siebie, nie informując o niczym Heroda. To historia jak z opowieści szpiegowskiej. Oczywiście, ciekawi nas, jakie mogły być ich dalsze losy… To nagłe zniknięcie Magów ze sceny, wzbudzało zrozumiałe zainteresowanie. Złożenie pokłonu przecież jeszcze nie uczyniło z nich chrześcijan. Pozostali poganami. Czy możliwe było, aby w pogaństwie umarli? Oczywiście w snutych spekulacjach wykluczono taką możliwość.

Według Arabskiej Ewangelii Dzieciństwa (apokryfu z V-VI wieku),  Mędrcy otrzymali od Maryi w prezencie jedną z pieluch. Zgodnie ze swoim zwyczajem rozpalili święty ogień, któremu oddawali cześć i wrzucili do niego pieluchę, ale po wygaśnięciu ognia pielucha pozostała nietknięta. Stała się więc relikwią, którą Magowie całowali i kładli na swoje oczy i głowy.

7 tajemnic Magów

Apokryfy syryjskie i ormiańskie zgodnie twierdzą, że spotkanie z Dzieciątkiem odmieniło całkowicie Mędrców. Minęło wiele lat, a oni nadal żyli wspomnieniami tamtej chwili. Pewnego dnia dowiedzieli się o człowieku, który przybył z Palestyny i podawał się za ucznia Jezusa Chrystusa. Był nim jeden z apostołów św. Tomasza. To on opowiedział im całe ziemskie życie Chrystusa i wyłożył Jego naukę. Apostoł ochrzcił ich i wyświęcił na kapłanów Chrystusowych, miał bowiem wkrótce wyruszyć w dalszą drogę do Indii i potrzebował następców, którzy kontynuowaliby głoszenie Dobrej Nowiny w Imperium Perskim. Były nawet legendy, że zostali biskupami i ponieśli śmierć męczeńską.

Marco Polo, który w XIII wieku odbył podróż na Daleki Wschód wspomina o w mieście Savah (Seuva), gdzie rzekomo pochowano ich ciała:

Jest w Persji miasto Savah, z którego wyszli trzej Magowie, kiedy udali się, aby pokłon złożyć Jezusowi Chrystusowi. W mieście tym znajdują się trzy wspaniałe i potężne grobowce, w których zostali złożeni Trzej Magowie. Ciała ich są aż dotąd pięknie zachowane cało tak, że nawet można oglądać ich włosy i brody (Marco Polo, Opisanie świata, Przekł. Anna Ludwika Czerny).

Podobnie miejsce to opisał franciszkanin bł. Oderyk z Pordenone w roku 1320. Ale z relikwiami już tak jest, że często wiele miejsc rości sobie pretensje do posiadania tych samych.

W katedrze w Kolonii znajduje się relikwiarz Trzech Króli, rzekomo z ich doczesnymi szczątkami. Otóż cesarzowa Helena (która rozwijała pasję archeologa chrześcijańskiego i dokonywała odkryć, przy których bledną wyczyny Indiany Jonesa) przewiozła do Konstantynopola także odnalezione w Jerozolimie (sic!) relikwie Trzech Magów.

W VI wieku od cesarza z Konstantynopola otrzymał je św. Eustorgiusz, biskup Mediolanu, a w 1164 roku, po zajęciu Mediolanu, zabrał je do Kolonii Fryderyk I Barbarossa jako łup wojenny. I tak oto Trzej Królowie stali się patronami Kolonii.


Polecana literatura:

Andrea Tornielli, Dziecię Jezus. Tajemnice, legendy i prawda o Narodzeniu, które zmieniło bieg historii, przekł. W. Szymona, Kraków 2007;

Antoni Paciorek i Urszula Małgorzata Mazurczak, Gdy Jezus narodził się w Betlejem… : Ewangelia Dzieciństwa z komentarzem teologiczno-biblijnym i ikonograficznym, komentarz teologiczno-biblijny, Lublin 2005;

Kazimierz Wojtowicz, Za przewodem gwiazdy : zamyślenia nad perykopą o Mędrcach ze Wschodu, Kraków 2003;

Richard Trexler, The journey of the Magi : meanings in history of a Christian story, Princeton 1997;

Marek Starowieyski [red.], Apokryfy Nowego Testamentu, T. 1, Lublin 1980.

 

Roman Zając

Roman Zając

Biblista i demonolog, absolwent Instytutu Nauk Biblijnych KUL, autor książki „Szatan w Starym Testamencie”, publikuje głównie w pismach „Któż jak Bóg”, „Egzorcysta”, „List”, „Biblia krok po kroku”

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap