Nauczyciel inny niż inni

Nauczyciel religii: chyba najbardziej pogardzana “kategoria” wśród nauczycieli

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Pierwszy rok pracy katechetki. Wyjazd z maturzystami, których nie uczyła, do diecezjalnej katedry. Tuż obok znajduje się budynek wydziału teologicznego.

– Moja znajoma tu studiuje, na tym wydziale – katechetka słyszy za swoimi plecami rozmowę dwóch maturzystek.

– I co? ona zostanie katechetką?

– No, ona jest taka sierotowata, że tylko katechetką może zostać…..

Młoda katechetka odwraca się, nic nie mówi, ale jej wyraz twarzy mówi wszystko…

– Pani jest… katechetką? – domyśliły się wszystkiego

– Tak się składa.

– Ale pani w ogóle nie wygląda…

 

Nauczyciel religii: chyba najbardziej pogardzana kategoria wśród nauczycieli. Medialny obraz nie do pozazdroszczenia. Tymczasem, o dziwo, sami katecheci, konkretni nauczyciele, w swoich środowiskach, znani przecież przez uczniów z imienia i nazwiska, przeważnie cieszą się duża sympatią i nieukrywanym autorytetem. Gdyby zliczyć wszystkie plebiscyty na najpopularniejszego nauczyciela szkoły, nie byłoby zaskoczenia, gdyby się okazało, że najczęściej wygrywali je nauczyciele religii.

 

Katecheta: ofiara stereotypów

Lekcje religii nie są obowiązkowe. Ale to od rodziców zależy, czy ich dziecko będzie na nie uczęszczało. A wtedy edukacja podlega takim samym zasadom, jak w przypadku innych przedmiotów. Nie jest to “luźniejszy” przedmiot. Realizacja tematów, klasówki, sprawdziany – forma taka sama, jak w przypadku matematyki, języka polskiego czy innych przedmiotów. Nie zawsze to się uczniom podoba. – Są ważniejsze przedmioty, których zaliczenie ważne jest dla matury, studiów, wyboru zawodu. A po religii mogę być co najwyżej… katechetą w szkole – przyznał jeden z uczniów.

 

– Czasem postrzegani jesteśmy jako Ci, którzy nie przygotowują do matury, więc mniejsza odpowiedzialność – mówi katechetka w Liceum Ogólnokształcącym. – Luz, o czymś pogadamy i już. Postawienie wymagań burzy te oczekiwania.

 

Nauczyciele religii, wbrew stereotypom, nie mają żadnej taryfy ulgowej. Są nauczycielami na dokładnie takich samych zasadach, jak pozostali. Muszą doskonalić się zawodowo, odbywać staże, wypełniać tony dokumentów, pisać uzasadnienia. Obowiązek uczestniczenia w radach pedagogicznych, przygotowywania apeli, uroczystości, dyżurowania na korytarzach. Religia w szkole jest takim samym przedmiotem jak każdy inny. Z tą różnicą, że o jej programie nie decyduje ministerstwo, jak w wypadku innych przedmiotów, lecz Kościół katolicki, prawosławny czy wspólnota protestancka – bo przecież religia w szkole nie dotyczy tylko wyznawców Kościoła katolickiego.

 

Kartkówka:

– Możemy zaczynać?

– Nie, nie jeszcze ja, jeszcze chwile…

Uczeń nie spiesząc się wyjmuje zeszyt, wyrywa kartkę ze środka, potem rozrywa ją na pół. Katechetka cedzi z ironią przez zaciśnięte zęby:

– Trzy dni później…

– Zmartwychwstał! – odpowiada uczeń

 

Niby taki sam nauczyciel, a jednak inny: – Czuję to zwłaszcza wtedy, gdy uczniowie przychodzą ze swoimi sprawami, często bardzo trudnymi, o których nawet wychowawcy by nie powiedzieli. Czasem wiem, że ważniejsze, niż lekcja, niż temat, jest to, żeby ich wysłuchać po prostu.

To wtedy katecheci dowiadują się o sytuacji w domu, biedy albo przemocy, uzależnieniu od narkotyków albo po prostu młodzieńczej tragedii miłosnej. Czasem wystarczy rozmowa i uwaga, czasem sygnał do proboszcza, by uruchomić parafialną pomoc Caritas. Czasem trzeba złożyć wizytę w domu i poważnie porozmawiać z rodzicami…

 

 

Wiary nie określi ocena

Katecheta w szkole to ofiara nie tylko dyskusji o obecności religii w szkole, która dominuje w lewicowych mediach świeckich, ale także “powrotu religii do salek”. A ta dyskusja toczy się nawet wśród zagorzałych katolików. Dyskusje trwają, ale ich skutki najbardziej odczują ci, którzy tkwią na pierwszej linii frontu – nauczyciele religii.

Katecheta – podobnie jak katecheza – to historia o wiele dłuższa niż problem religii w szkole. To rola istniejąca od początku chrześcijaństwa, mająca swoich odpowiedników w religii żydowskiej. Nauczyciel wiary, ten, który naucza podstaw wiary, wtajemniczał w chrześcijaństwo tych, którzy pragnęli przyjąć chrzest bądź byli – mimo obecności w Kościele – wciąż za mało uformowani. Z biegiem lat katecheza przykościelna stała się katechezą w szkole. W sumie nie do końca – optymalne rozwiązanie zakłada istnienie katechezy w kościele.

 

Katechetka:

– Bardzo proszę, żeby z ostatniej ławki zniknęły te rzeczy, których tam nie powinno być. W przeciwnym razie będę bardziej stanowcza

Z ostatniej ławki:

– czy pani nam grozi?

– nie, informuję i daję wybór

– jak Pan Bóg – pada z pierwszej ławki

 

– Bałbym się tego powrotu do salek. To chyba za wcześnie, nie w porę, to nie najlepszy na to czas. Zbyt dużo osób przestałoby uczęszczać na religię, nie dlatego, że nie chcą, ale dlatego, że inne zajęcia pozaszkolne zawsze byłyby ważniejsze, a nie wszyscy rodzice dopilnowaliby spraw wiary. Z drugiej strony, sama religia w szkole stwarza pozór, że oceniamy tam wiarę. Stąd ciągle musimy wiarygodnie zaświadczać, że to, co oceniamy, to wiedza, wiedza religijna. Wiary nie określi żadna ocena.

 

Pokazać, w co wierzę

Trudno mówić o spektakularnych efektach, widzialnych dowodach potwierdzających potrzebę religii w szkole. Bo przecież katecheta często tłumaczy to, czego nie wytłumaczyli żyjący w pośpiechu rodzice, nieobecni dziadkowie. Wyjaśnia, czego nie zawsze zdoła wyjaśnić ksiądz w kazaniu, mierzy się z pytaniami, które stawiają mass media. A te zwykle dotyczą seksu, pieniędzy w Kościele i skandali.

 

– Pierwsza tajemnica światła?

– Gwiazda betlejemska prowadzi pasterzy

 

– My przecież wiemy, jaka jest rzeczywistość. Wiemy, że w klasie są i tacy, którym rodzice kazali, tacy, którzy mają religię w planie, więc przychodzą, jak i tacy, którzy sami nie wiedzą po co są. A są i tacy ,którzy dobrze wiedzą. Usłyszałam kiedyś od gimnazjalistki, że kłótnie z katechetką “to moja jedyna rozrywka w szkole”. Trudno wtedy o wspólnotę, pogłębienie wiary. Dlatego religię w szkole traktujemy jako szansę na dotarcie.

 

– Prosze pani, ja chcę zaliczyc Anioł Pański

– Proszę bardzo…

– Anioł Pański zwiastował Pannie Maryi i pogrzebał Ducha Świętego.

 

Co boli? Gdy uczniowie, nawet tacy, z którymi nie było problemów, którzy nie mieli antykościelnych postaw, co więcej, byli sympatyczni i religijni, po prostu nagle wypisują się. Mają do tego prawo. Boli, gdy po bierzmowaniu tak wielu młodych długo nie wróci do kościoła. Boli, gdy uczniowie, którzy stają się celebrytami i brylują w mediach, kpią z wiary, wyśmiewają wartości i twierdzą, że na religii w szkole nie mieli cienia katechezy.

 

Stereotyp katechety? – Jak mi kiedyś wyjaśnili uczniowie: tłuste włosy, długa spódnica i wielki krzyż na szyi.

 

Dlatego lekcja religii w szkole z katechetą z prawdziwego zdarzenia, który przystępnym językiem potrafi przekazać Ewangelię, odpowiedzieć na każde pytanie, nawet te, które miało ośmieszyć, i przede wszystkim który słucha i któremu może zaufać – a przy okazji świetnie się prezentuje, potrafi pomóc i stanąć w obronie – to najlepsza recepta na zburzenie stereotypu katechety-sieroty.

 

– Proszę, Skład Apostolski

– To znaczy, imiona wszystkich apostołów?

 

– Myślę o tym, kim ja tam mam być. Z jednej strony nie mogę ich zrazić, stać się powodem, dla którego odejdą od Kościoła. Z drugiej strony, staram się pokazać, że to, o czym mówimy, w co wierzymy, ma sens, jest prawdziwe.

 

Ale są też małe “spektakle”. Nie ma lepszej okazji, jak religia w szkole, by zorganizować wolontariat pomocy w miejscowym hospicjum czy pomoc świąteczną dla najuboższych. Na to przyjdą nawet ci, którzy wcześniej się wypisali z religii. Albo jadą na rekolekcje, nie do końca zdecydowani, ale rekolekcje dla maturzystów, na wszelki wypadek lepiej pojechać. Wracają zachwyceni. Mówią: doświadczenie życia.

 

– Ta dziewczyna, która chodziła wcześniej na religię, żeby kłócić się z katechetką, w liceum trafiła do mojej klasy. O dziwo, nie wypisała się z religii, przestała się kłócić. “Bo pani nie jest nawiedzona” – powiedziała. Choć wcześniej nie planowała, przystąpiła do bierzmowania.

 

Katecheta to dziś taki sanitariusz na wojnie. Na wojnie o religię w szkole. Nie walczy. Jest przecież komu pomagać.

 


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Święto narodzenia Najświętszej Maryi Panny

Kościół katolicki obchodzi 8 września święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. Nie wiemy dokładnie, kiedy narodziła się Maryja, a data tego święta wynika z tradycji kultu maryjnego.

Świętowane tego wydarzenia niesie głęboką treść teologiczną. Narodzenie Maryi było bezpośrednią zapowiedzią przyjścia Zbawiciela. Ojcowie Kościoła mówili, że Maryja poprzedza przyjście Mesjasza tak, jak nastanie jutrzenki zapowiada pełny blask dnia. W liturgii bizantyjskiej prawdę tę wyrażają słowa: “Narodzenie Twoje, Boża Rodzicielko, zwiastowało radość całemu światu: z Ciebie bowiem wzeszło Słońce Sprawiedliwości, Chrystus, nasz Bóg”, a w liturgii zachodniej prośba o wstawiennictwo tej, która “dla całego świata stała się nadzieją i jutrzenką zbawienia”.

Biblijne objawienie często podkreśla znaczenie urodzin osoby, która odgrywa ważną rolę dla historii zbawienia. Symbolika narodzin jest zapowiedzią nowego życia w wierze, chrztu, Bożego błogosławieństwa. W kanonie Pisma Świętego nie znajdujemy jednak opisu narodzenia i dzieciństwa Maryi, choć temat ten podejmują liczne apokryfy m. in. “Protoewangelia Jakuba”. Trudno jednak na podstawie tych pism odtworzyć prawdziwe wydarzenia z życia Matki Bożej.

mother-of-god-453514_1920

Tradycja mówi o tym, że jej rodzicami byli św. Anna i św. Joachim, którzy doczekali się córki dopiero w późnym wieku. Należy pamiętać, że Kościół wyznaje wiarę w niepokalane (ale nie dziewicze, jak w przypadku Jezusa Chrystusa) poczęcie Maryi, która została w ten sposób zachowana od skażenia grzechem pierworodnym. O randze święta Narodzenia NMP świadczy fakt, iż uroczystość Niepokalanego Poczęcia Maryi jest obchodzona 8 grudnia, czyli dziewięć miesięcy przed wspomnieniem jej narodzin.

Historia święta sięga czasu poświęcenia jerozolimskiego kościoła św. Anny, wzniesionego w V wieku na domniemanym miejscu urodzenia Maryi. Z Jerozolimy, gdzie otacza się czcią figurkę Maryi jako małego dzieciątka, święto przeniesiono w VI wieku do Konstantynopola a następnie na Zachód. Pod koniec VIII wieku w Rzymie obchodzono je bardzo uroczyście z procesją stacyjną przy świecach i pochodniach, a przyczynił się do tego papież Sergiusz I.

Współcześnie kult Maryi Dzieciątka (Madonna Bambina) jest silnie rozpowszechniony we Włoszech. W polskiej tradycji dzień 8 września nosi także nazwę święta Matki Bożej Siewnej i jest związany z poświęceniem ziarna na nowy zasiew. Jednym z polskich sanktuariów maryjnych, które obchodzi uroczystości odpustowe w tym dniu, jest Gietrzwałd niedaleko Olsztyna, a także bazylika katedralna w Tarnowie.


mlk / Warszawa


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas