Nauczyciel inny niż inni

Nauczyciel religii: chyba najbardziej pogardzana “kategoria” wśród nauczycieli

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Nauczyciel inny niż inni
Nauczyciel religii: chyba najbardziej pogardzana “kategoria” wśród nauczycieli

Pierwszy rok pracy katechetki. Wyjazd z maturzystami, których nie uczyła, do diecezjalnej katedry. Tuż obok znajduje się budynek wydziału teologicznego.

– Moja znajoma tu studiuje, na tym wydziale – katechetka słyszy za swoimi plecami rozmowę dwóch maturzystek.

– I co? ona zostanie katechetką?

– No, ona jest taka sierotowata, że tylko katechetką może zostać…..

Młoda katechetka odwraca się, nic nie mówi, ale jej wyraz twarzy mówi wszystko…

– Pani jest… katechetką? – domyśliły się wszystkiego

– Tak się składa.

– Ale pani w ogóle nie wygląda…

 

Nauczyciel religii: chyba najbardziej pogardzana kategoria wśród nauczycieli. Medialny obraz nie do pozazdroszczenia. Tymczasem, o dziwo, sami katecheci, konkretni nauczyciele, w swoich środowiskach, znani przecież przez uczniów z imienia i nazwiska, przeważnie cieszą się duża sympatią i nieukrywanym autorytetem. Gdyby zliczyć wszystkie plebiscyty na najpopularniejszego nauczyciela szkoły, nie byłoby zaskoczenia, gdyby się okazało, że najczęściej wygrywali je nauczyciele religii.

 

Katecheta: ofiara stereotypów

Lekcje religii nie są obowiązkowe. Ale to od rodziców zależy, czy ich dziecko będzie na nie uczęszczało. A wtedy edukacja podlega takim samym zasadom, jak w przypadku innych przedmiotów. Nie jest to “luźniejszy” przedmiot. Realizacja tematów, klasówki, sprawdziany – forma taka sama, jak w przypadku matematyki, języka polskiego czy innych przedmiotów. Nie zawsze to się uczniom podoba. – Są ważniejsze przedmioty, których zaliczenie ważne jest dla matury, studiów, wyboru zawodu. A po religii mogę być co najwyżej… katechetą w szkole – przyznał jeden z uczniów.

 

– Czasem postrzegani jesteśmy jako Ci, którzy nie przygotowują do matury, więc mniejsza odpowiedzialność – mówi katechetka w Liceum Ogólnokształcącym. – Luz, o czymś pogadamy i już. Postawienie wymagań burzy te oczekiwania.

 

Nauczyciele religii, wbrew stereotypom, nie mają żadnej taryfy ulgowej. Są nauczycielami na dokładnie takich samych zasadach, jak pozostali. Muszą doskonalić się zawodowo, odbywać staże, wypełniać tony dokumentów, pisać uzasadnienia. Obowiązek uczestniczenia w radach pedagogicznych, przygotowywania apeli, uroczystości, dyżurowania na korytarzach. Religia w szkole jest takim samym przedmiotem jak każdy inny. Z tą różnicą, że o jej programie nie decyduje ministerstwo, jak w wypadku innych przedmiotów, lecz Kościół katolicki, prawosławny czy wspólnota protestancka – bo przecież religia w szkole nie dotyczy tylko wyznawców Kościoła katolickiego.

 

Kartkówka:

– Możemy zaczynać?

– Nie, nie jeszcze ja, jeszcze chwile…

Uczeń nie spiesząc się wyjmuje zeszyt, wyrywa kartkę ze środka, potem rozrywa ją na pół. Katechetka cedzi z ironią przez zaciśnięte zęby:

– Trzy dni później…

– Zmartwychwstał! – odpowiada uczeń

 

Niby taki sam nauczyciel, a jednak inny: – Czuję to zwłaszcza wtedy, gdy uczniowie przychodzą ze swoimi sprawami, często bardzo trudnymi, o których nawet wychowawcy by nie powiedzieli. Czasem wiem, że ważniejsze, niż lekcja, niż temat, jest to, żeby ich wysłuchać po prostu.

To wtedy katecheci dowiadują się o sytuacji w domu, biedy albo przemocy, uzależnieniu od narkotyków albo po prostu młodzieńczej tragedii miłosnej. Czasem wystarczy rozmowa i uwaga, czasem sygnał do proboszcza, by uruchomić parafialną pomoc Caritas. Czasem trzeba złożyć wizytę w domu i poważnie porozmawiać z rodzicami…

 

 

Wiary nie określi ocena

Katecheta w szkole to ofiara nie tylko dyskusji o obecności religii w szkole, która dominuje w lewicowych mediach świeckich, ale także “powrotu religii do salek”. A ta dyskusja toczy się nawet wśród zagorzałych katolików. Dyskusje trwają, ale ich skutki najbardziej odczują ci, którzy tkwią na pierwszej linii frontu – nauczyciele religii.

Katecheta – podobnie jak katecheza – to historia o wiele dłuższa niż problem religii w szkole. To rola istniejąca od początku chrześcijaństwa, mająca swoich odpowiedników w religii żydowskiej. Nauczyciel wiary, ten, który naucza podstaw wiary, wtajemniczał w chrześcijaństwo tych, którzy pragnęli przyjąć chrzest bądź byli – mimo obecności w Kościele – wciąż za mało uformowani. Z biegiem lat katecheza przykościelna stała się katechezą w szkole. W sumie nie do końca – optymalne rozwiązanie zakłada istnienie katechezy w kościele.

 

Katechetka:

– Bardzo proszę, żeby z ostatniej ławki zniknęły te rzeczy, których tam nie powinno być. W przeciwnym razie będę bardziej stanowcza

Z ostatniej ławki:

– czy pani nam grozi?

– nie, informuję i daję wybór

– jak Pan Bóg – pada z pierwszej ławki

 

– Bałbym się tego powrotu do salek. To chyba za wcześnie, nie w porę, to nie najlepszy na to czas. Zbyt dużo osób przestałoby uczęszczać na religię, nie dlatego, że nie chcą, ale dlatego, że inne zajęcia pozaszkolne zawsze byłyby ważniejsze, a nie wszyscy rodzice dopilnowaliby spraw wiary. Z drugiej strony, sama religia w szkole stwarza pozór, że oceniamy tam wiarę. Stąd ciągle musimy wiarygodnie zaświadczać, że to, co oceniamy, to wiedza, wiedza religijna. Wiary nie określi żadna ocena.

 

Pokazać, w co wierzę

Trudno mówić o spektakularnych efektach, widzialnych dowodach potwierdzających potrzebę religii w szkole. Bo przecież katecheta często tłumaczy to, czego nie wytłumaczyli żyjący w pośpiechu rodzice, nieobecni dziadkowie. Wyjaśnia, czego nie zawsze zdoła wyjaśnić ksiądz w kazaniu, mierzy się z pytaniami, które stawiają mass media. A te zwykle dotyczą seksu, pieniędzy w Kościele i skandali.

 

– Pierwsza tajemnica światła?

– Gwiazda betlejemska prowadzi pasterzy

 

– My przecież wiemy, jaka jest rzeczywistość. Wiemy, że w klasie są i tacy, którym rodzice kazali, tacy, którzy mają religię w planie, więc przychodzą, jak i tacy, którzy sami nie wiedzą po co są. A są i tacy ,którzy dobrze wiedzą. Usłyszałam kiedyś od gimnazjalistki, że kłótnie z katechetką “to moja jedyna rozrywka w szkole”. Trudno wtedy o wspólnotę, pogłębienie wiary. Dlatego religię w szkole traktujemy jako szansę na dotarcie.

 

– Prosze pani, ja chcę zaliczyc Anioł Pański

– Proszę bardzo…

– Anioł Pański zwiastował Pannie Maryi i pogrzebał Ducha Świętego.

 

Co boli? Gdy uczniowie, nawet tacy, z którymi nie było problemów, którzy nie mieli antykościelnych postaw, co więcej, byli sympatyczni i religijni, po prostu nagle wypisują się. Mają do tego prawo. Boli, gdy po bierzmowaniu tak wielu młodych długo nie wróci do kościoła. Boli, gdy uczniowie, którzy stają się celebrytami i brylują w mediach, kpią z wiary, wyśmiewają wartości i twierdzą, że na religii w szkole nie mieli cienia katechezy.

 

Stereotyp katechety? – Jak mi kiedyś wyjaśnili uczniowie: tłuste włosy, długa spódnica i wielki krzyż na szyi.

 

Dlatego lekcja religii w szkole z katechetą z prawdziwego zdarzenia, który przystępnym językiem potrafi przekazać Ewangelię, odpowiedzieć na każde pytanie, nawet te, które miało ośmieszyć, i przede wszystkim który słucha i któremu może zaufać – a przy okazji świetnie się prezentuje, potrafi pomóc i stanąć w obronie – to najlepsza recepta na zburzenie stereotypu katechety-sieroty.

 

– Proszę, Skład Apostolski

– To znaczy, imiona wszystkich apostołów?

 

– Myślę o tym, kim ja tam mam być. Z jednej strony nie mogę ich zrazić, stać się powodem, dla którego odejdą od Kościoła. Z drugiej strony, staram się pokazać, że to, o czym mówimy, w co wierzymy, ma sens, jest prawdziwe.

 

Ale są też małe “spektakle”. Nie ma lepszej okazji, jak religia w szkole, by zorganizować wolontariat pomocy w miejscowym hospicjum czy pomoc świąteczną dla najuboższych. Na to przyjdą nawet ci, którzy wcześniej się wypisali z religii. Albo jadą na rekolekcje, nie do końca zdecydowani, ale rekolekcje dla maturzystów, na wszelki wypadek lepiej pojechać. Wracają zachwyceni. Mówią: doświadczenie życia.

 

– Ta dziewczyna, która chodziła wcześniej na religię, żeby kłócić się z katechetką, w liceum trafiła do mojej klasy. O dziwo, nie wypisała się z religii, przestała się kłócić. “Bo pani nie jest nawiedzona” – powiedziała. Choć wcześniej nie planowała, przystąpiła do bierzmowania.

 

Katecheta to dziś taki sanitariusz na wojnie. Na wojnie o religię w szkole. Nie walczy. Jest przecież komu pomagać.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >
GIETRZWAŁD

Maryja objawiła się w Polsce. Mieszkasz w wyjątkowym miejscu!

Czy wiesz, jakie miejsca Maryja wybrała na spotkania? Lourdes, Fatima… Zgadza się. Ale jednym z 12 uznanych przez Stolicę Apostolską miejsc objawień maryjnych jest też położony w województwie warmińsko-mazurskim Gietrzwałd!

Joanna
Bogdewicz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Maryja objawiła się w Polsce. Mieszkasz w wyjątkowym miejscu!
Czy wiesz, jakie miejsca Maryja wybrała na spotkania? Lourdes, Fatima… Zgadza się. Ale jednym z 12 uznanych przez Stolicę Apostolską miejsc objawień maryjnych jest też położony w województwie warmińsko-mazurskim Gietrzwałd!

Niewielka, polska wieś. 27 czerwca 1877 roku. Kilkunastoletnia Justyna Szafrańska wracała z kościoła, z egzaminu przed I Komunią Świętą. Jej uwagę przykuł przykościelny klon i rozchodzący się wokół niego blask. Po podejściu bliżej zobaczyła przepiękną, ubraną w białą suknię Panią oraz małego aniołka w biało-złotych szatkach. Maryja nic nie powiedziała.

Sługa Boża Siostra Stanisława Barbara Samulowska | Obraz ze strony Sanktuarium w Gietrzwałdzie: http://sanktuariummaryjne.pl/

Za namową proboszcza, któremu Justyna opowiedziała o tej sytuacji, kolejnego dnia również przyszła w to miejsce. Nie zawiodła się. Dwóch aniołów przyprowadziło Królową, a ta usiadła na tronie. Kolejnych dwóch przyniosło i położyło na Jej lewym kolanie Dzieciątko Jezus, trzymające w lewej rączce kulę ziemską. Następni unosili nad Jej głową koronę, a obok nich jeden, w prawym ręku berło. Ostatni anioł wskazywał na krzyż bez wizerunku Chrystusa.

30 czerwca na spotkanie przyszła również Barbara Samulowska. Dziewczynki były w zbliżonym wieku, pochodziły z niezamożnych rodzin. Była to przełomowa wizyta. Najświętsza Matka przybyła sama, a na pytanie „Czego żądasz, Matko Boża?” odpowiedziała w języku zrozumiałym, zbliżonym do polskiego: „Chcę, abyście codziennie  odmawiali różaniec.”

Od tego czasu Maryja odwiedzała Gietrzwałd codziennie, aż do 17 września.

 

Na spotkania przychodziło wiele osób, ale Matkę widziały tylko dwie dziewczynki. Zadawały liczne pytania. Na te o kapłanów dla zamkniętych i osieroconych parafii oraz uwolnienie Kościoła w Polsce usłyszały: „jeśli ludzie gorliwie się będą modlić, wówczas Kościół nie będzie prześladowany, a osierocone parafie otrzymają kapłanów!”

Warto zaznaczyć, że na pytanie „Kim jesteś?”, Maryja odpowiedziała: „Jestem Najświętsza Panna Maryja Niepokalanie Poczęta.”. To zdanie potwierdza prawdziwość ogłoszonego 25 lat wcześniej Dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Maryi.

 

Kapliczka w otoczeniu Sanktuarium w Gietrzwałdzie | fot. Paweł Witek

 

Życie Justyny i Barbary w kolejnych latach nie było łatwe. Aby chronić je przed aresztowaniem przez władze pruskie, umieszczono je u Sióstr Miłosierdzia w Lidzbarku Warmińskim, a następnie razem z siosrtami przeniesiono je do Chełmna. Kontynuowały naukę w Domu Św. Józefa w Pelplinie. W kolejnych latach wyjechały do Paryża, do domu macierzystego zgromadzenia. Obie wstąpiły do zakonu. Ich drogi po kilku latach się rozeszły.

Barbara czuła, że jej powołaniem jest praca misyjna. W 1895 roku wyjechała do Gwatemali, gdzie pełniła wiele funkcji i pomagała potrzebującym na wszystkie możliwe sposoby. W 1917 roku została siostrą  przełożoną w tamtejszym Szpitalu Głównym. Po 54 latach posługi misyjnej zmarła na skutek ciężkiej choroby. Jej życzliwość, troska, pokora i więź z Bogiem sprawiły, że umierała w opinii świętości. Po staraniach o proces beatyfikacyjny, przysługuje jej tytuł Sługi Bożego.

Justyna nie wytrwała w życiu zakonnym. W 1897 roku odeszła z zakonu, a w 1899 roku poślubiła w Paryżu Raymonda Etienne Bigota. Nie wiadomo gdzie mieszkała, ani gdzie spoczywa jej ciało.

 

 


Materiał powstał dzięki współpracy z Sanktuarium Matki Bożej Gietrzwałdzkiej


 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Joanna Bogdewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Joanna
Bogdewicz
zobacz artykuly tego autora >