video-jav.net

Modlitwa przed strajkiem

Mieszkam blisko Kompanii Węglowej. Nieraz rozmawiam z ludźmi, obserwuję sytuację i powiem krótko: niech właściciel kopalni zrobi poważny rachunek sumienia

Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >
Abp Damian Zimoń
Abp Damian
Zimoń
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Z księdzem arcybiskupem Damianem Zimoniem, metropolitą katowickim w latach 1985 do 2011, wieloletnim negocjatorem podczas strajków, fanem kultu Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej, człowiekiem, który od lat duszpasterzuje ludziom biednym i odwiedza dzielnice nędzy, rozmawia Judyta Syrek

Księże Arcybiskupie, czy to prawda, że górnicy jeszcze w latach 80-tych każdy strajk zaczynali od modlitwy?

Jak trwoga to do Boga. Jeszcze w czasach przedsolidarnościowych górnicy mieli zwyczaj, że kiedy martwili się o swój byt, to najpierw zaczynali się modlić. Każdy strajk był poprzedzony mszą w kościele. To był ewenement na skalę światową. Zazwyczaj wszędzie tam, gdzie rozwijał się przemysł, ludzie odchodzili od Kościoła. W latach 80-tych, gdy komuniści starali się mocno „wyczyścić” kopalnie z elementów religijnych i zamykali kaplice, skutek był marny. Górnicy i tak mieli swoje zwyczaje. Zjeżdżając pod ziemię pozdrawiali siebie słowami „Szczęść Boże”. Byli oczywiście tacy, którzy próbowali mówić „Cześć pracy, ale nikt im nie odpowiadał. Wiem, że kiedy Edward Gierek zjeżdżał do kopalni, to też mówił „Szczęść Boże”. Tu jest taka tradycja, że pracę łączy się z metafizyką i Kościołem.

 

A jak jest teraz?

Podobnie. Ale chciałbym najpierw podkreślić, że postawa ludzi pracy wynika z religijnej tradycji. Ciężka praca i modlitwa – to się ze sobą łączy. Praca górnika jest naprawdę trudna. Nie znam bardziej niebezpiecznego zawodu, bo tam na dole nie ma okien, nie ma drzwi, nie ma jak uciekać…

Trudności powodują, że na Śląsku istnieje głęboka więź solidarności. Jednak, żeby zrozumieć rzeczywistość tutejszej społeczności, specyfikę ich walki o sprawiedliwość społeczną połączoną z religijnością, trzeba też przypomnieć, że przedwojenne kopalnie były budowane przez Niemców, którzy często dbali by w zabudowę miast górniczych była wpisana świątynia. Takim miejscem jest na przykład Nikiszowiec.

Modlitwa przed strajkiem

Ponadto związek ludzi pracy z Kościołem ma jeszcze tradycje narodowościowe, bo kiedy trzeba było walczyć o wolność w czasie powstań i później, to ona zawsze była kojarzona z Kościołem. Mamy w Śląskiej historii taką postać jak choćby bł. ks. Emil Szramek, który z początkiem XX wieku wiązał narodowość polską z religią, i za to zginął w Dachau.

Po wojnie Kościół stał się tarczą obronną przed państwem, które wykorzystywało górników. W czasach PRL-u wydobywano bardzo dużo węgla i z jednej strony hołubiono klasę robotniczą, ale jednocześnie zniewalano. Mój poprzednik, bp Herbert Bednorz, bardzo mocno walczył z tak zwanym systemem czterobrygadowym, który powodował, że rodzina nie widywała ojca nawet w niedzielę. Mężczyźni pracowali na tak zwany akord. Konieczne było, żeby Kościół zaczął ratować tych ludzi.

Obraz Matki Boskiej Piekarskiej

Zorganizowano więc pielgrzymki mężczyzn i kobiet do Sanktuarium w Piekarach Śląskich – to miejsce kultu Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej. Przyjeżdżało sto a nawet dwieście tysięcy osób. Byli tam obecni robotnicy, księża i hierarchowie nie tylko z Polski. Biskup Bednorz miał zwyczaj, że wołał do tłumu trzykrotne: „Szczęść Boże”. Proszę wyobrazić sobie tę moc, kiedy ludzie mu odpowiadali. A potem wraz z innymi biskupami wypowiadał głośno na piekarskim wzgórzu hasło: „Niedziela jest Boża i nasza”. To wszystko podbijało serca ludzi do walki o sprawiedliwość. Biskup Bednorz, jako przedstawiciel Kościoła walczył o ludzi pracy i zwyciężył! Partia wycofała się ze swojego planu, a niedziela stała się dniem wolnym.

Sanktuarium Matki Sprawiedliwości było „młotem” na komunistów. Ludzie wyruszając na pielgrzymkę mówili: „Idę do Piekar: Matce Bożej na chwałę, a tym pieronom na złość”. Taka jest śląska rzeczywistość.

Ważna kwestia w historii: zarówno Niemcy jak i komuniści organizowali przemysł tak, że Górnoślązacy byli zatrudniani wyłącznie do ciężkiej pracy.

Zarówno Niemcy jak i komuniści organizowali przemysł tak, że Górnoślązacy byli zatrudniani wyłącznie do ciężkiej pracy. Rzadko dopuszczano kogoś do zarządu. Z tego powodu nie było rozwijane szkolnictwo i nie tworzyła się inteligencja polska wśród ludzi świeckich. Jedynymi przedstawicielami środowisk akademickich byli wtedy księża. I Kościół w takich realiach bardzo zaczął się angażować społecznie, pomagać w edukacji. Mocny wpływ na naszą działalność miała dobra teologia Zachodu oraz encyklika Leona XIII Rerum novarum, która zachęcała do troski o ludzi pracy. Księża całą swoją wiedzę przekładali na duszpasterstwo społeczne.

Społeczne zaangażowanie i sprawiedliwość społeczna to priorytety dla Ślązaków?

Myślę, że tak. Pamiętam, że kiedy w Gdańsku i Szczecinie tworzyła się „Solidarność”, dla nas tak naprawdę tamte postawy nie były niczym nowym. Tutaj na Śląsku było to cum fundamento in re. Natomiast na pierwszym planie w rzeczywistości religijnej Górnego Śląska jest kult Matki Boskiej Sprawiedliwości i Miłości Społecznej.

A ostatni strajk? Też był w duchu sprawiedliwości i miłości społecznej?

7 grudnia 2014 roku odbywała się w naszej katedrze tradycyjna Barbórka. Tuż przed, abp Wiktor Skworc zapytał, czy w obliczu trudnych zadań, dotyczących restrukturyzacji górnictwa, ludzie przyjdą do kościoła. Wszyscy przyszli: Kompania Węglowa, Holding i środowisko jastrzębskie, w którym są ludzie z całej Polski, a nie tylko Ślązacy. Obecny Metropolita, jako kleryk pracował na kopalni przez dziesięć miesięcy, dzisiaj to miejsce ma być zlikwidowane. Uważam, że jego przemówienie z 7 grudnia nadało ramy planom restrukturyzacji. Dowodem na to jest fakt, że strona solidarnościowa i strona rządowa poprosiły o obecność biskupa przy podpisywaniu porozumienia. Tutaj związek Kościoła z życiem zawodowym, z zakładami pracy, nadal istnieje.

Modlitwa przed strajkiem

Podobno Ksiądz Arcybiskup głosi pogląd, że Śląsk jest liderem w walce o solidarność i sprawiedliwość społeczną?

Z konieczności.

Dlaczego z konieczności?

Tło historyczne, które przedstawiłem, daje odpowiedź. Tematy społeczne są tutaj najbardziej obecne. Śląsk jest najbardziej uprzemysłowionym regionem Polski. Mamy największą gęstość zaludnienia, a teraz jeszcze dochodzi bezrobocie, które jest dramatem dla ludzi pracy. Nic oczywiście nie stało się bez powodu.

Wiele się dzisiaj mówi o górnictwie, bardzo wiele o roszczeniach, ale ja widzę także postawę zadaniową wobec nas wszystkich. Jeżeli 90% procent bezpieczeństwa energetycznego zapewnia nam górnictwo, to nie można strajku traktować wyłącznie jako gorącego tematu w mediach. Bardzo potrzebna jest także roztropność strony walczącej o sprawiedliwość, ale i tych, którzy podejmują decyzje w górnictwie.

Jakie zadania widzi Ksiądz Arcybiskup?

Przede wszystkim ratowanie miejsc pracy, a nie tylko zarobków i dodatkowych świadczeń. Ta praca jest niebezpieczna, wiele rodzin cierpi z powodu utraty osób bliskich, dlatego trzeba zadbać o ich bezpieczeństwo. Kościół katowicki na pewno będzie w tym pomagał, by zwaśnione strony doszły do porozumienia. Mamy wykwalifikowanych ludzi na Wydziale Teologicznym, którzy są specjalistami od nauk społecznych, i którzy pomagają formułować te zadania. Jesteśmy bardzo zaangażowani w troskę o ludzi pracy i sprawiedliwość społeczną, bo problemy zwykłych robotników to również zadania dla Kościoła.

Modlitwa przed strajkiem

W latach 90-tych angażowaliśmy się nie tylko w strajki na terenie kopalń. Pamiętam, jak strajkowali pracownicy Fiata w Tychach. Przyjechali do mnie, kiedy akurat przebywałem w Sanktuarium Matki Bożej Uśmiechniętej w Pszowie i poprosili o pomoc w negacjach. Jak mogłem odmówić? Musieliśmy się zaangażować.

I co im Ksiądz Arcybiskup powiedział?

Najpierw poprosiłem, żeby przestali głodować. A potem zaczęliśmy rozmawiać. Prosiłem też pielgrzymów w Pszowie, żeby się modlili. Zadzwoniliśmy również do właściciela Fiata i zapytaliśmy, czy jest otwarty na mediację. Odpowiedział, że tak. Dwa dni rozmawialiśmy. W naszym imieniu mediacje prowadził ks. prałat Mirosław Piesiur z dziekanami tyskimi. I doprowadził do porozumienia. Mówię o tym, bo chcę pokazać, że Kościół nie raz był mediatorem, również w mniejszych konfliktach. I Kościół w myśl nauczania nie tylko Leona XIII musi troszczyć się o tych, którzy ciężko pracują.

Uważa Ksiądz Arcybiskup, że Kościół powinien dzisiaj być ambasadorem „sprawiedliwości społecznej”?

To dla nas nic nowego. W Gdańsku robotników wspierali księża, którzy studiowali naukę społeczną Kościoła. Znali Dokumenty, tradycje. Oczywiście, wielu z nas też pochodzi z rodzin robotniczych, więc problemy tej warstwy społeczeństwa są nam bliskie.

W katowickim Kościele ludzie pracy nigdy nie byli na drugim planie. W latach 90-tych rozmawiałem z górnikami kopalni Piast w Bieruniu. Okres przejściowy był dla nich bardzo trudny. Zwolnienia z pracy prowadziły do samobójstw. Pojechałem zorientować się w sytuacji. Pamiętam rozmowę z takim starszym inżynierem, którego zapytałem, co jest dla nich najtrudniejsze. Odpowiedział: „Kiedyś nie mogliśmy nic zrobić sami, wszystko nam ustalano, nakazywano, a teraz nam mówią, że mamy sobie radzić sami”. Nie byliśmy przygotowani do gospodarki wolnorynkowej. Mniejsze zakłady może sobie poradziły, ale duże nie. Zakład pracy, który przez wiele lat zatrudniał po sześć lub siedem tysięcy osób i został poddany masowym zwolnieniom, nie może od razu zacząć dobrze działać. Nowa dynamika wymaga czasu. Ci górnicy, sprowadzani tutaj z całej Polski, przeżywali bardzo dramatyczne chwile.

Modlitwa przed strajkiem

A jak jest teraz? Z czego wynikają najnowsze dramaty? Mieszkam blisko Kompanii Węglowej. Nieraz rozmawiam z ludźmi, obserwuję sytuację i powiem krótko: niech właściciel kopalni zrobi poważny rachunek sumienia. Dlaczego? Co pewien czas następują szybkie zmiany zarządów, zmieniają się członkowie rad nadzorczych, gdybym ja, jako biskup, tak często i szybko zmieniał proboszczów, ludzie mogliby o mnie powiedzieć, że jestem szalony. Nic dobrego bym nie zdziałał.

Widzi w tym Ksiądz Arcybiskup brak wrażliwości i poczucia sprawiedliwości?

Brak kompetencji i brak ludzi, którzy naprawdę potrafią zrozumieć górnictwo. To jest brak odpowiedzialności, która zaowocowała brakiem sprawiedliwości społecznej. Temat szeroki, bo dotyczy także odległej przeszłości. We wcześniejszych latach fachowcy nie dochodzili do głosu. Ofiarą sytuacji był górnik. Podam przykład, żeby dokładniej można było zrozumieć, o co chodzi. Kiedy przychodziła hossa na wydobycie węgla, brak fachowców w zarządach owocował podejmowaniem nieodpowiedzialnych decyzji. Konsekwencje ponosił zawsze najbiedniejszy. Sytuacja stale się powtarza. Brakuje koncepcji na Górny Śląsk. A ludzi żyjących w nędzy jest tutaj coraz więcej.

Ale nie brakuje na Śląsku ludzi zamożnych?

Owszem, stopa życiowa się podnosi, ale jednocześnie następuje zubożenie społeczeństwa. Tych bogatych rzadko widzę. Widzę za to miasta takie jak Ruda Śląska, Świętochłowice, Chorzów, czy część Katowic zwana Pekinem – to obszary rosnącej biedy. Owszem, w dużych aglomeracjach na świecie też istnieją strefy nędzy, ale tutaj pod ziemią są bogactwa. Nędza natomiast jest obecna nawet w centrum Katowic. Skąd to się bierze? To pochodne niesprawiedliwych struktur społecznych. Przemysł wyniszcza ludzi.

Dlaczego przemysł wyniszcza?

Ponieważ brakuje szerokiej wizji rozwoju człowieka. Liczy się skutek finansowy, a nie człowiek. I nie jest to tylko nasz problem, ale całego świata. Zmagał się z nim święty Jan Paweł II i zmaga się z nim dzisiaj papież Franciszek. Bardziej dba się o zabezpieczenie tylko podstawowych potrzeb człowieka, a nie o jego integralny rozwój. Godność człowieka to coś więcej!

Modlitwa przed strajkiem

Indywidualistyczna teoria życia pociąga za sobą brak zaangażowania społecznego. W kościele zaś zaangażowanie społeczne wynika z nauczania. Dodatkowo mobilizuje nas Ewangelia i bez niej – jak powtarzał Jan Paweł II – nie da się rozwiązać kwestii społecznych. W Ewangelii jest przestrzeń prawdy i fundament moralny. Bez szerokiej koncepcji człowieka i godności ludzkiej, świat nie będzie w stanie zabezpieczyć pracownikom bytu. Fałszywa antropologia to źródło niesprawiedliwości społecznej.

Ciekawą analizę czasów przeszłych zrobił Benedykt XVI w encyklice o nadziei, gdzie pisał, że owszem, Marks pokazał XIX-wieczny obraz ludzi pracy, opisał struktury, ale nie powiedział co robić dalej. Kiedy zmieniono struktury, wydawało się, że będzie lepiej. Tymczasem powstała nowa klasa ludzi bogatych. A ogół żyje stale w niepewności. Dobrze opisuje to prof. Leszek Kołakowski w książce „Niepewność epoki demokracji”.

Co jest dla Ślązaka najważniejsze w etosie pracy?

Uczciwość, prawdomówność i pracowitość. Górnictwo wymaga tych trzech postaw. Ludzie są stale wystawiani na niebezpieczeństwo pracy, dlatego muszą się organizować w grupy. Solidarność, to jest to! I odpowiedzialność.

Odpowiedzialność to jedna z cech sprawiedliwości?

Tak, pod warunkiem, że mówimy o odpowiedzialności nie tylko za siebie, ale też za rodzinę i drugich.

Modlitwa przed strajkiem

Ślązacy wracają jeszcze do słów świętego Jana Pawła II wypowiedzianych w czasie słynnego przemówienia na lotnisku w Muchowcu? Tam został sformułowany chyba dobry program dla Śląska?

Tak. Papież wtedy mocno odwoływał się do Matki Sprawiedliwości Społecznej i do pobożności ludzi pracy. W encyklice Laborem exercens podkreślał też, że praca jest dla człowieka, a nie człowiek dla pracy. On bardzo dobrze znał rzeczywistość, o której mówił. Jego przemówienia to wielka nauka społeczna dla Kościoła, mówiąca o sprawiedliwości oraz odpowiedzialności. I on zawsze myślał w kategoriach całości. Kiedyś powiedział, że w Piekarach Śląskich uczył się mówić do tłumów. Ale jego wystąpienia publiczne były krytykowane, nawet w Kościele. Pamiętam, jak tłumaczył, że nie możemy placów zostawić komunistom. To się nie wszystkim podobało. Natomiast Jan Paweł II przyciągał tłumy na stadionach i widział problemy w skali globalnej.

Niedawna pielgrzymka papieża Franciszka do Sri Lanki to również wychodzenie Kościoła do ludzi ubogich. Tam są liczne problemy związane z biedą. Zadaniem Kościoła dzisiaj jest rozpowszechnianie idei sprawiedliwości i miłości społecznej. Podstawowa rzecz, która wynika z pierwszych kart Starego Testamentu, nie może być dzisiaj marginalizowana. Pan Bóg dał świat dla całej rodziny ludzkiej. Przy stole życia ma prawo być każdy człowiek.

Judyta Syrek

Judyta Syrek

Manager ds PR i z-ca redaktora naczelnego portalu. Autorka popularnych książek takich jak: „Kobieta, boska tajemnica”, „Sekrety mnichów” (wyróżniona nagrodą Fenix w 2007 r.), „Uwierzcie w koniec świata”, czy „Nie bój się żyć”. Współprowadzi program w TVP1 z o. Leonem Knabitem OSB "Sekrety mnichów. Ojca Leona przepis na udane życie".

Zobacz inne artykuły tego autora >
Abp Damian Zimoń

Abp Damian Zimoń

Zobacz inne artykuły tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >
Abp Damian Zimoń
Abp Damian
Zimoń
zobacz artykuly tego autora >

Duch Święty ma “power”! Polak nawrócił Chinkę w samolocie

Czy można nawrócić Chinkę, która nie zna polskiego, gdy umie się mówić tylko... po polsku? Dla Ducha Świętego nie ma nic niemożliwego!

Polub nas na Facebooku!

Witek Wilk, popularny ewangelizator pochodzący z Górnego Śląska, otwarcie przyznaje, że posługuje się tylko językiem polskim. W czasie jednej z jego podróży udało mu się porozmawiać na pokładzie samolotu o Jezusie Chrystusie z Chinką, która nigdy nie uczyła się naszego rodzimego języka.

Duch Święty udzielił w tej sytuacji “dwustronnego” daru języków. Posłuchaj, tej wspaniałej historii.