Bereszit Bara – fundament dziejów

Pierwsze zdanie Biblii jest fundamentem dziejów Zbawienia, prawdą tak istotną, że weszła do chrześcijańskiego wyznania wiary jako jego pierwsze sformułowanie.

Marcin
Majewski
zobacz artykuly tego autora >

Rdz 1,1

בראשית ברא אלהים את השמים ואת הארץ

"Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię".

To zdanie zawiera ważne prawdy teologiczne. Jedną z nich jest stwierdzenie, że na początku był Boży akt stworzenia świata.

Autor biblijny wyraźnie polemizuje z mitami kosmogonicznymi starożytnego Bliskiego Wschodu. Według nich świat powstał w wyniku walki bogów (np. Marduka z Tiamat w Babilonii) i jest efektem ubocznym zmagania o władzę. Tymczasem Bóg z Księgi Rodzaju jest jeden i wszechmocnym aktem woli stwarza wszechświat.

W dalszych wersetach zobaczymy, z jaką łatwością działa Pan Bóg. Wystarczy jedno Jego Słowo, Bóg nie musi się wysilać, ani z nikim walczyć o władzę, czy spierać się o pierwszeństwo. JHWH nie jest jednym z bogów starożytnych, On jest jedynym Bogiem, Stwórcą nieba i ziemi, czyli całego istniejącego świata.

Para wyrazów „niebo i ziemia” oznacza tu „wszystko”, „cały istniejący świat”, „wszechświat”, „byty widzialne i niewidzialne”. Jest to typowo semicki sposób wyrażania się, częsta figura retoryczna w Biblii, zwana meryzmem. Polega to na wskazaniu dwóch skrajnych punktów zbioru, aby wyrazić jego całość. Na przykład wyrażenia: pomrą od syna faraona do syna niewolnicy (Wj 11,5), synowie i córki oraz starcy i dzieci (Jl 3,1n) to meryzmy, wskazujące na wszystkich ludzi.

Bereszit Bara – fundament dziejów

Obydwa wyrazy („niebo i ziemia”) występują od razu z rodzajnikami określonymi (h), co nie jest zwyczajnym użyciem rodzajnika w języku hebrajskim. Gdy jest mowa o jakiejś rzeczy po raz pierwszy, najczęściej występuje ona bez rodzajnika, a dopiero wtedy gdy chodzi o rzecz już znaną, wprowadza się rodzajnik. Określenie wyrazów „niebo” i „ziemia” rodzajnikiem w pierwszym wersecie Biblii wskazuje, że jest to tytuł dla całego poematu stwórczego Rdz 1, streszczenie dzieła, a nie pierwsze zdanie w opisie stwarzania.

Niebo i ziemia nie są pierwszymi bytami stworzonymi, gdyż ich uczynienie opisują wersety 6–10. Pierwsze zdanie Biblii jest zatem podsumowaniem i syntetycznym ujęciem całego opowiadania o stworzeniu świata, dlatego pojawia się tu określony rodzajnikami meryzm.

Meryzm pierwszego wersetu Biblii został wykorzystany przez Pana Jezusa, gdy mówił o zasięgu i charakterze swojej boskiej władzy: Dana mi jest wszelka władza na niebie i na ziemi (Mt 28,18). Podobnie meryzmu tego używa Credo Kościoła: Wierzę w… Stworzyciela nieba i ziemi.

Pierwsze zdanie Biblii jest fundamentem dziejów Zbawienia, prawdą tak istotną, że weszła do chrześcijańskiego wyznania wiary jako jego pierwsze sformułowanie.

Artykuł ukazał się w czasopiśmie "BIBLIA Krok po Kroku".

 

 

Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Marcin Majewski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marcin
Majewski
zobacz artykuly tego autora >

“Za 10 minut trzynasta”. Życie jak blues

Zawód: bluesman. Warunki pracy: głośno, rozrywkowo… ale czy alkoholowo? Jak grać bluesa na trzeźwo - z Irkiem Dudkiem – Shakin’em Dudi, muzykiem bluesowym, pomysłodawcą i organizatorem Rawa Blues Festiwal rozmawiała Patrycja Michońska.

Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >
Ireneusz
Dudek
zobacz artykuly tego autora >

Jak minęły wakacje?

Wspaniale! Na wakacjach – jak zawsze – mam obowiązek pływania, więc dużo pływałem w pięknej zatoczce na wyspie Lanzarote. Było też dużo grania na harmonijce, ale przede wszystkim – odpoczynek oraz planowanie festiwalu Rawa Blues i mojego występu.

fot. Matylda Sęk

Wyjeżdżacie jeszcze całą rodziną?

Oczywiście – kiedyś wyjeżdżaliśmy z dwiema córkami, ale teraz – z jedną. Nasza ośmioletnia córeczka była nieuleczalnie chora i poszła do Nieba. Jesteśmy wierzącą rodziną i chociaż było nam bardzo ciężko, to nie dyskutujemy z Bogiem. A wracając do wakacji – byliśmy we trójkę – moja żona Iwona, nasza córka Agata i ja. Co roku jeździmy właśnie na Wyspy Kanaryjskie.

A jak to robicie, ze Wasza 18-letnia córka chce z Wami spędzać czas, szczególnie w czasie wakacji?

Taka po prostu jest nasza rodzina – wszystkie ważne dni, święta, niedziele – obchodzimy zawsze razem. Razem jadamy obiady. Jako rodzice nic nie chcemy narzucać i cieszymy się, że córka chce z nami wyjeżdżać.

Rodzinnie odpoczywacie i rodzinnie pracujecie – wraz z żoną przygotowujecie Rawę?

Zgadza się. Na początku wszystko przygotowywałem sam, jednak od wielu lat pracujemy razem i doskonale się uzupełniamy. 5 października do katowickiego Spodka przyjeżdżają rewelacyjni muzycy. Gwiazdą będzie Keb’ Mo’ – trzykrotny zdobywca Grammy. Zależy nam na pokazywaniu zróżnicowanego bluesa, dlatego zaprosiliśmy również The Stone Foxes – młodych ludzi z Kalifornii, Ruthie Foster z Teksasu, Heritage Blues Orchestra i Otisa Taylora. Będzie też duet: James Blood Ulmer i Irek Dudek. Zagram na harmonijce. Bardzo lubię takie wyzwania, bo James gra nieprzewidywalnego bluesa. Chciałbym jeszcze podkreślić, że Rawa Blues to festiwal rodzinny nie tylko pod względem organizacyjnym. To jest po prostu festiwal dla całych rodzin – przyjeżdżają do nas rodzice z dziećmi, a nawet dziadkowie z wnukami. Klimat jest bardzo familijny, tym bardziej, że jest to jeden z nielicznych, tak wielkich festiwali, gdzie w ogóle nie ma alkoholu. To czyni go bezpiecznym i pokazuje, że muzyka sama w sobie może kręcić i dawać bardzo dużo zadowolenia.

Ale trudno chyba przekonać ludzi, że bez alkoholu można dobrze się bawić. Na pewno słyszałeś, ze jedno piwko nikomu nie zaszkodzi…

Tak mówią… (śmiech), ale czy będziesz przy każdym stać i sprawdzać, czy wypił tylko jedno? A gdyby  gdzieś na festiwalu leżeli pijani ludzie? Od razu dziennikarze byliby zainteresowali tymi, co leżą,  a nie tymi, co grają na scenie (śmiech)… Na wszelki wypadek nie ma alkoholu i muszę przyznać, że jest coraz mniej pytań o to.

A jak muzycy bluesowi traktują Twoje zasady?

Myślę, że tworzy się moda, żeby być trzeźwym na scenie, szczególnie wśród Amerykanów. Przyjeżdżają kawał drogi, żeby pochwalić się swoim talentem, a nie zniewoleniem przez kaca czy alkohol. Kiedy w Memphis odbierałem nagrodę Keeping the Blues Alive za najlepszy festiwal bluesowy na świecie w 2012 roku, także rozmawiałem na ten temat. I rzeczywiście – coraz więcej muzyków chce pokazywać na scenie, co mają najlepszego. Czas szaleństw już minął. Ja też kiedyś taki byłem – im głupiej i śmieszniej – tym było lepiej. Tamten okres jest już zamknięty.

Ale wciąż obowiązuje taki właśnie wizerunek muzyków – muszą poszaleć i przed koncertem i po, a nawet w trakcie.

To dlatego, że w dalszym ciągu nie zdają sobie sprawy, jakimi zagrożeniami są alkohol i narkotyki. Wciąż popełniają te same błędy. Ale widzowie zaczęli piętnować ludzi, którzy wychodzą na scenę pijani. To  dotyczy także polskiej sceny rockowej. Ludziom to się nie podoba i to jest sygnał dla artysty: nie wygłupiaj się, szanuj publiczność, szanuj siebie, pokazuj z jak najlepszej strony, pamiętaj, że granie nie jest wieczną idiotyczną zabawą, która zaczyna i kończy się w hotelu, a scena jest tylko pretekstem zabawy. Tego już nie ma – konkurencja robi z tym porządek.

Zawsze byłeś taki radykalny?

Od ślubu… Też popełniałem błędy, ale przyszedł taki moment, olśnienie – po wielkim koncercie siedziałem w pokoju hotelowym i rozmyślałem: przed chwilą oklaskiwało mnie 6 tysięcy osób, a teraz nagle jestem sam. I teraz co? Następnym krokiem będzie telefon po roomservice i whisky? Przecież to  idiotyzm. Pół roku później – w Opolu (myślę, że moja mama to wymodliła) poznałem moją przyszłą żonę – Iwonę. Piękna dziewczyna, super ubrana – modelka. Zakochałem się, a ona po 4 godzinach zaakceptowała moje oświadczyny (śmiech). A że jestem Ślązakiem i nie rzucam słów na wiatr – wzięliśmy ślub i przy ślubie kościelnym powiedziałem sobie, że moje dzieci nigdy nie zobaczą ojca pijanego. Minęło 30 lat i przy pomocy Boskiej udaje się to zrobić.

Było ultimatum?

Takie minimalne było… po ślubie cywilnym (śmiech). Najpierw był ślub cywilny, a zaraz potem mieliśmy wziąć ślub kościelny, ale pojechałem do Niemiec i przyjąłem trochę alkoholu (śmiech). Moja żona jest kategoryczną osobą, oburzyła się i stwierdziła "ślubu kościelnego nie będzie!”. A ja uznaję tylko kościelny! Poleciałem do księdza, odwołałem wszystko. Ludzie zaproszeni, prezenty kupione, sala wynajęta… Dochodziło do mnie, że powinienem sobie coś jeszcze w życiu przysiąc… Przysiągłem – przy ołtarzu. Czasami zamoczę usta, jak na ważnej imprezie podają szampana, ale w gruncie rzeczy – nigdy nie miałem dużego problemu z alkoholem. Dzięki pomocy Boskiej, jakoś mi się w życiu udaje. Myślę, że każdy ma swój krzyż, który powinien nosić i iść w kierunku Dobra.

Shakin’ Dudi – Za 10 Minut 13-sta (Opole 86′)

 

 

Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Patrycja Michońska-Dynek

Patrycja Michońska-Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >

Ireneusz Dudek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >
Ireneusz
Dudek
zobacz artykuly tego autora >