Wszyscy Mężczyźni Maryi z Jasnej Góry

Co w Niej takiego jest? Co Ona w sobie ma, czego nie mają inne kobiety?

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Mężczyźni tracą dla Niej głowę. Bez wahania oddają Jej swoje życie. Składają na Jej ręce wszystkie najważniejsze sprawy: Królowie ślubują. Papieże potykają na schodach zapatrzywszy się w Nią. Piękna, dostojna, dumna, bijąca mądrością, nieodgadniona, tajemnicza, czyli taka, jaką chciałaby być każda kobieta a jednocześnie bolesna, z przeoraną twarzą i z ogromnym smutkiem w oczach.

 

Taka jest nasza Jasnogórska Królowa. Swoje życie powierzyli jej najznamienitsi Polacy. Mężczyźni najlepsi z najlepszych oddali Jej swe serce. Przybliżam postać kilku z Nich, patrząc na ich życie z perspektywy Matki Bożej Jasnogórskiej.

 

Jan Paweł II. Niekwestionowany, bezsporny i największy wielbiciel Pani Jasnogórskiej. Rozsławił Jej imię na całym świecie. Napisał wiele prac. Przybliżył nam i uświadomił znaczenie Jasnej Góry i Królowej Polski. Cały zawierzył się Maryi ze swoim “Totus Tuus”. Symbol Maryjny miał w herbie. Obdarowywał Ją złotą różę w każdym sanktuarium, które odwiedzał. Kulę, która tak strasznie raniła Go podczas uroczystości w Jej święto przekazał do Korony w Fatimie.

 

Jego słowa o Jasnej Górze: “tutaj zawsze byliśmy wolni” krzepiły kolejne pokolenia Polaków. To on nam uświadomił, że przyzwyczailiśmy się wszystkie niezliczone sprawy naszego życia, rozstrzygające momenty i w naszym życiu i w życiu całego narodu kierować do Niej. Do Świętej Panny, “co Jasnej broni Częstochowy”. Mówił nam, że właśnie do tego miejsca trzeba przykładać ucho, by usłyszeć echo życia całego Narodu w sercu jego Matki i Królowej. To właśnie Matce Jasnogórskiej powierzył troskę o godność życia ludzkiego, o prawość naszych sumień, abyśmy mogli nazywać dobro dobrem, a zło złem.To Ją prosił, by zabrała z naszych rąk klucz, który wprowadza do cywilizacji śmierci a utwierdziła klucz do cywilizacji życia. To Ją prosił o prawa dla kobiet, przypominał, że to kobiety są zwiastunkami życia. Mówił, że nie można myśleć o życiu i powołaniu kobiet nie wpatrując się w Maryję.

 

Jak będzie wyglądała kanonizacja Jana XXIII i Jana Pawła II?

 

Młodym Polakom zalecał wpatrywać się w oczy Maryi, by nie dali się pokusie beznadziei. Analizując z młodymi Apel Jasnogórski mówił do młodzieży, że: “Jestem” to imię Boga, które zawiera w sobie “jestem” każdego człowieka, bo każdy człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boże. Apelował do Maryi, by pomogła młodym zachować jak najbliżej siebie świadomość tego Bożego “Jestem”. “Pamiętam” – u Jej stóp kazał nam pamiętać. Mówił, żeby ta pamięć była żywa, musimy stale wracać do źródeł, nie przestawać obcować z Ewangelią. To pozwoli nam na poznanie samych siebie i na uświadomienie, jakie jest nasze powołanie i jaka jest nasza godność.

 

Nakazał nam brać przykład z Maryi w tym wielkim “Czuwam”, ponieważ całe Jej życie wyraża się w czuwaniu.

Jan Paweł II, nie tylko sam zawierzył się Pani Jasnogórskiej, nie tylko rozsławił Jej Imię na całym świecie, zostawił nam też wskazówki, byśmy nigdy nie zapomnieli, że także nas Jej zawierzył.

 

Kardynał Stefan Wyszyński. “Jakże Ona jest cudownie piękna” – tak zareagował Prymas Tysiąclecia na obraz Matki Bożej Jasnogórskiej, kiedy zobaczył go z bliska, gdy ojcowie paulini specjalnie dla niego wyjęli obraz z ołtarza.

 

Kardynał Wyszyński podobnie jak Jan Paweł II stracił swoją matkę bardzo wcześnie i znalazł ukojenie w ramionach Matki Najświętszej. Oddał swe życia na zawsze Maryi. Święcenia kapłańskie przyjął w kaplicy Matki Bożej w katedrze włocławskiej. Mszę św. prymicyjną  odprawił na Jasnej Górze i po sakrę biskupią także tam przybył. W herbie biskupim i prymasowskim umieścił wizerunek Matki Bożej Jasnogórskiej, mówił: “Matka Boża Jasnogórska w moim herbie to nie ozdoba, to program mego biskupiego i prymasowskiego życia”. Kochał Ją całym swoim sercem.

 

Zaraził tą miłości wielu ludzi podobnie jak Karola Wojtyłę, który kiedy został wybrany na Stolicę Piotrową przypomniał, że Nie byłoby na Stolicy Piotrowej tego Papieża Polaka, który dziś pełen bojaźni Bożej, ale i pełen ufności rozpoczyna nowy pontyfikat, gdyby nie było Twojej wiary, nie cofającej się przed więzieniem i cierpieniem, Twojej heroicznej nadziei, Twojego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła, gdyby nie było Jasnej Góry”. Prymas Wyszyński nawet w najtrudniejszych momentach swojego życia, cały czas był duchem obecny przy Niej. Podczas aresztu w Komańczy powstawały przecież Śluby Jasnogórskie, które zostały potajemnie przewiezione na Jasną Górę. Niestety sam śluby składał w niewoli. Było to dla niego przeszywającym, ogromnym bólem. Ale i w tym czasie, z pełną ufnością wierzył Matce Bożej, że to właśnie taka jest Jej wola. Napisał wtedy: “teraz wiem prawdziwie, że jestem Twoim, Królowo świata i Królowo Polski, niewolnikiem. Bo dziś, w dniu wielkiego święta Narodu katolickiego, każdy, kto tylko zapragnie, może stanąć pod Jasną Górą. A ja mam pełne do tego prawo, mam święty obowiązek i któż tego goręcej pragnie niż ja? A jednak, mając tak potężną i tak dobrą Panią, mam zostać w Komańczy. Przecież to z Twojej woli! Nikt takiej Potędze oprzeć się nie zdoła. Tylko my dwoje, Matko, możemy chcieć jednego.”

 

 

Chciał być Jej wiernym naśladowcą i nigdy nie był z siebie zadowolony, cały czas miał poczucie, że zbyt ociąga się w Jej naśladowaniu: “Ona powiedziała od razu “Oto ja Służebnica Pańska” a ja się na to tak szybko nie zdobyłem. Myślałem zbyt po ludzku, pamiętałem o własnej nieudolności, a zapomniałem o tym, co Bóg zdolny jest uczynić”.

 

Kiedy już odchodził do domu Ojca wypowiedział słowa, które streszczają całe jego życie i zawierzenie Jasnogórskiej Maryi: Byłaś zawsze dla mnie największą Łaską, Światłem, Nadzieją i Programem mojego życia. Wiem, że nie jestem tego godzien od samego początku, ale Ty byłaś zawsze zachętą, aby wszystko postawić na Ciebie.

 

Brat Albert Chmielowski. Wszystko zaczęło się w domu. Wielką miłością do Matki Bożej został otulony w domu rodzinnym. Umierająca matka czternastoletniego Adama Chmielowskiego, dała mu na pamiątkę obrazek Matki Bożej Częstochowskiej, który odtąd towarzyszył mu przez całe życie. Właśnie ten obrazek Matki Bożej ma także udział w życiu Józefa Chełmońskiego, któremu to Adam, będąc w nowicjacie Ojców Jezuitów wysłał obrazek wraz z zaleceniem: “powieś go nad łóżkiem, żeby ta dobra Pani, którą przedstawia strzegła Ciebie i Twojego domu”. Po latach obrazek znów wrócił do brata Alberta za sprawą córki Józefa Chełmońskiego, Zofii.

 

Kiedy już raz człowiek odda swe życie w ręce Maryi, pozostaje Jej wierny przez całe życie. I tak Maryja razem z bratem Albertem przemierzała krok po kroku, każdy dzień, każdą chwilę. W czasie powstania styczniowego, podczas którego stracił nogę, rosyjski dowódca pytał go jak to możliwe, że uratowali się spod gradu kul jakie na nich spadły, brat Albert bez zastanowienia odparł, że oddali się w opiekę Matki Bożej, która ich nigdy nie opuszcza. Wiedząc, że rozmawia z rosyjskim oficerem, bez wahania, z dumą, patrząc mu prosto w oczy dodał, że mieli na piersiach Szkaplerz Najświętszej Panny i to Ona ich ochroniła.

 

 

Obrazek Matki Bożej Częstochowskiej zawiesił brat Albert także w ogrzewalni i Jej powierzył całe dzieło miłosierdzia. W miejscach smutnych, trwożnych, przytuliskach, ogrzewalniach miał zawsze swoją Opiekunkę i Sprzymierzeńca.

Podobną pobożność i ufność Matce Częstochowskiej wzbudzał w sercach biedaków, wyrzutków, żebraków. Wprowadzał zwyczaj modlitwy różańcem, śpiewania Godzinek czy modlitwy Anioł Pański

 

Zaufanie jakim darzył Maryję brat Albert przekazywał także współbraciom. W kaplicach domów zakonnych braci Albertynów patronką jest właśnie Matka Boża Częstochowska. Ostatnim poleceniem brata Alberta, było odmówienie Magnificat za Jego śmierć. Do końca pozostał Jej wierny a Ona zawsze była z nim.

 

Maksymilian Maria Kolbe. W domu rodziny Kolbów był przygotowany ołtarzyk Matki Bożej Jasnogórskiej, przybrany kwiatami z palącą się lampką olejną. Przy tym ołtarzyku cała rodzina zbierała się każdego dnia, by odmówić Litanię Loretańską i cząstkę różańca. Gdy w domu byli goście to także zapraszano ich do modlitwy. Tata Maksymiliana często opowiadał swoim dzieciom o pieszych pielgrzymkach na Jasną Górę. Tak budowała się w sercu młodego Maksymiliana (Rajmunda) pobożność Maryjna. Później wielokrotnie sam pielgrzymował na Jasną Górę. To tam, przed obrazem Matki Bożej obmyślał plany zbudowania klasztoru oraz założenia wydawnictwa. Napisał kiedyś do swojego brata: „Drogi Bracie! Przed Cudownym Obrazem odprawiłem Mszę św. o godz. 9.45 w intencji: jaka się Niepokalanej najbardziej podoba i by raczyła jak najprędzej zdobyć cały świat, polecając wszystkich łącznie i każdego osobiście z Wydawnictwa, sprawę kapituły i wydawnictwa… “

 

 

Ojciec Maksymilian bardzo w to wierzył, że Matka Boże chce być Królową Świata, poprzez Polaków. Uważał, że tylko Polacy mogą utworzyć prawdziwe Rycerstwo Niepokalanej, właśnie ze względu na jego ukochane sanktuarium w Częstochowie. Dlatego całe swoje życie poświęcił temu by Polska umacniała się duchowo i by ta siła promieniowała na cały świat. „Nie chcemy, żeby Ona była tylko z nazwy Królową, ale żeby była rzeczywistą Królową, jak tego wymaga Jej godność Matki Bożej, żeby rządziła duszami Polaków…”

 

Na kilka godzin przed wywiezieniem do obozu w Niemczech, był jeszcze w Częstochowie. Prawdopodobnie podczas transportu z Pawiaka do Oświęcimia, również znalazł się po drodze u stóp Swojej Niepokalanej. Beatyfikacja i kanonizacja w Rzymie, mogła być największym spełnieniem marzenia ojca Maksymiliana o tym, by kult Niepokalanej, kult Matki Bożej Jasnogórskiej był rozsławiany wśród innych narodów.

 

Ks. Jerzy Popiełuszko. Podobnie jak inni mężczyźni miłość do Matki Bożej wyniósł z domu rodzinnego. Tak jak w rodzinnym domu Kolbów, w domu państwa Popiełuszko był specjalny ołtarzyk z figurką Matki Bożej, gdzie cała rodzina klękała i wspólnie odmawiała litanię ku Jej czci. Źródłem pobożności Maryjnej i natchnieniem w życiu duchowym ks. Jerzego byli także trzej wielcy czciciele Matki Bożej: św. Maksymilian Kolbe, Prymas Tysiąclecia Kardynał Stefan Wyszyński oraz Jan Paweł II. To właśnie ich żywy kult Matki Bożej Częstochowskiej oraz pokazywanie Jej zbawiennej roli w dziejach polskiego narodu ukształtowały księdza Jerzego. Głęboka więź z Matką Bożą miała duży wpływ na jego homilie i całą posługę duszpasterską. Osoby, które znały księdza Jerzego opowiadają, że zazwyczaj widziały go z różańcem w ręku, zamyślonego, rozmodlonego. Kolega ks. Jerzego z wojska, ks. Wacław opowiadał, że zachęcał on do tej modlitwy również kolegów. Opowiadał, że kiedy wracali ze stołówki i mieli chwilę wolnego czasu, wtedy Alek (ks. Jerzy) brał różaniec do ręki i zaczynał głośno odmawiać kolejne tajemnice, a oni się przyłączali. Za to oczywiście spotykała ich kara w postaci sprzątania toalet, czy klatki schodowej.

 

 

Kiedy podczas święceń kapłańskich kardynał Wyszyński zachęcał nowo wyświęconych młodych kapłanów by oddali się opiece Matki Bożej, Ksiądz bardzo głęboko przyjął to pouczenie i na zawsze do samego końca każdy swój krok powierzał Maryi. W jego mieszkaniu na głównej ścianie wisiał obraz Matki Bożej Jasnogórskiej. Matka Boża Królowa Polski towarzyszyła ks. Jerzemu podczas modlitw, nabożeństw, homilii. Zawierzał jej Polaków i nasze losy. Ostatnią publiczną modlitwą księdza Jerzego było nabożeństwo różańcowe, które poprowadził w Bydgoszczy 19 października 1984r.

 

Mężczyzn Maryi z Jasnej Góry można spotkać na całym świecie. Mężczyzną Czarnej Madonny powinien być każdy mężczyzna. To ta Królowa, Bogarodzica wyprasza u swego Syna: siłę, odwagę, wiarę w swoje możliwości, poczucie odpowiedzialności za siebie, najbliższych i cały Naród. Tak jak wyprosiła odwagę i siłę w wielu bitwach, tak jak wyprosiła wszelkie łaski opisanym wyżej najlepszym z najlepszych, tak teraz każdego dnia chroni i podtrzymuje wszystkich mężów, którzy tylko zdecydowali się oddać w Jej opiekę.

 


• Jasna Góra z bliska

 

• Selfie dla Maryi? Oni już zrobili

 

• 7 modlitw jasnogórskich

 

• 7 pieśni o Matce z Jasnej Góry

 

Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich korporacjach jak Comarch czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach rodzinnych. Pochodzi z Koziebród - miejscowości, w której znajduje się przepiękne sanktuarium Maryjne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Nie ma podziału w Kościele w sprawie uchodźców

Nie można wykorzystywać uchodźców do tego, by pokazać, że jesteśmy podzieleni. Nie można “używać” uchodźców do tego, by pokazać, kto jest do kogo w kontrze. Nie można niczego rozgrywać na tragedii innych

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Słuchając wielu komentarzy, nie ma wątpliwości, że w dyskusji o uchodźcach, która rozgrywa się niby w sprawie obrony pokrzywdzonych i z drugiej strony bezpieczeństwa rodaków wcale nie chodzi ani o jednych, ani o drugich. Każda ze stron sporu próbuje różnymi obrazkami przekonać więcej ludzi do swoich racji, które nie mają często nic wspólnego ani z pomocą ani z bezpieczeństwem. Raczej z podniesieniem liczby fanów, followersów, czy budową poparcia dla danej strony.

 

Najgorsze jest to, że robi się to kosztem innych. Oraz to, że próbuje się prowadzić tę rozgrywkę “udowadniając” podział w Kościele. Tymczasem żadnego podziału w Kościele nie ma.

 

Póki co obserwujemy toczącą się rozmowę na dwa różne, kompletnie pomieszane ze sobą tematy. W ten sposób nigdy się nie dogadamy, ponieważ to dwie różne rozmowy. Czy więc przypadkiem nie chodzi tylko o to, byśmy się różnili, bo tak nam się podzieliła ta nasza Ojczyzna, że każdy temat jest dobry do wygrania jakiejś większości, jakiegoś kapitału, czy to będzie zasięg, liczba odbiorców, czytelników, czy też kapitał polityczny? Zostały postawione dwie tezy, których każda ze stron się trzyma i nawet nie próbuje inaczej postawić problemu. Konflikt został zdefiniowany tak, że:

• jeśli jesteś za pomocą uchodźcom, to znaczy, że jesteś za islamizacją Europy

• jeśli jesteś za blokowaniem granic przed imigrantami, to znaczy, że  jesteś ksenofobem i jesteś obojętny na los człowieka, nawet dziecka

 

Otóż nie. Mogę być za tym, by pomagać ludziom na miejscu, a rodziny w najtrudniejszej sytuacji wyciągać stamtąd, i jednocześnie mogę być za uszczelnieniem granic dla imigrantów społecznych czy ekonomicznych, wśród których przenikają radykalni islamiści.

 

Do bólu wyjaśniana może być różnica pomiędzy imigrantami i uchodźcami. I tak ciągle dla wielu te pojęcia są tożsame. Podobnie jak stanowisko, że pomaganie wyklucza bezpieczeństwo. Kiedy Kardynał Nycz zaapelował byśmy nie dali sobie wmówić, że jest konflikt między pomaganiem a bezpieczeństwem, natychmiast doczekał się odpowiedzi, że jakakolwiek pomoc jest sztuczką forsowaną przez lewicę i niektóre środowiska kościelne.

 

Konsulta Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich w Polsce wydała wspólne oświadczenie, że: “Jest sprawą oczywistą, że każdy ma prawo bronić się przed agresją, terroryzmem czy niesprawiedliwością. Jednocześnie faktem jest, że pomoc dla drugiego człowieka dotkniętego wojną, głodem, czy to w jego ojczyźnie, czy poza nią jest obowiązkiem chrześcijan.” W oświadczeniu można przeczytać także powołanie się na słowa innych hierarchów w Polsce. Gdzie tu jest podział w Kościele? (Przeczytaj całe stanowisko Konsulty Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich w Polsce)

 

Nie dajmy się podzielić. Nie dajmy sobie wmówić, że Kościół jest w jakimś wewnętrznym konflikcie w tej sprawie.

 

 

Każdy boi się o bezpieczeństwo, każdy chciałby spokojnie żyć, korzystać z niedawno odzyskanej wolności. Patrząc na wydarzenia z Francji, Anglii, Szwecji… nikt nie ma wątpliwości, że Europa sobie z tym nie radzi, więc nie poradzi sobie także Polska. (Więcej o naszym uzasadnionym strachu w artykule Aliny Petrowej – Wasilewicz: Uchodźcy i Migranci. Dwie narracje) Dlatego też Kościół nigdy nie nawoływał do całkowitego otwarcia granic dla migrantów, nie utożsamiał się z naiwną koncepcją multi-kulti, a jedynie zaproponował – we współpracy z Caritas – pomoc tylko tym rodzinom, które naprawdę nie mogą dłużej zostać na terenach objętych wojną. Chodziło zawsze o uchodźców.

 

W budowie korytarzy humanitarnych chodzi o jeszcze coś innego. Chodzi o zapewnienie hospitalizacji kilkuset rannym, którzy odpowiedniego leczenia nie doczekają się w swym kraju, objętym wojną. Nic nie wiadomo o tym, by mieli pozostać dłużej, jak tylko na czas leczenia, jeśli tylko warunki pozwalają na bezpieczny powrót do własnej ojczyzny. Jak nie dopuścić, by takim korytarzem przedostał się ktoś niebezpieczny? To jest właśnie zadanie Caritas, która jest obecna w każdym niemal kraju na świecie, rządu i Kościoła tam na miejscu.

 

Nie mamy zakus, jak inne kraje Europy, na łatanie sobie dziury demograficznej ściąganiem imigrantów (szerzej o tym pisze Ojciec Tomasz Nowaczek w artykule: “Problem z migracją obnaża kryzys naszej cywilizacji”). Udało się nam ustrzec Polskę przed napływem niezweryfikowanych tłumów ludzi, wśród których mogliby przeniknąć radykalni islamiści. Wszelkie decyzje dotyczące migrantów leżą wyłącznie po stronie rządu, ponieważ to on odpowiada za nasze bezpieczeństwo. Kościół jedynie apeluje o współpracę z Caritas w obronie człowieka, rodziny, może kilkuset rodzin na terenie objętym wojną.

 

Na Stacji7 robimy raz jeszcze otwarcie tej rozmowy. Może warto zacząć od początku, żeby dojść do wspólnych podsumowań. Zaprosiliśmy przełożonych zakonów w Polsce o zdanie na ten temat, przytaczamy obszerne opinie dziennikarzy, oparte na toczącej się dyskusji jak również własnych doświadczeniach, powracamy do słów hierarchów.

 

Kościół to jedna wspólnota, mamy te same wartości, mamy tego samego Ojca. Musimy tylko przestać torpedować się emocjonalnymi obrazkami a zacząć wracać do korzeni. “Kierować się wskazaniami Ewangelii, chcemy być jej wierni, gdyż jest światłem w świecie, w którym jest więcej rozdroży niż dróg.”

 

Zapraszam do rozmowy na temat uchodźców. Można się włączyć poprzez komentowanie tekstów, postów w mediach społecznościowych oraz przekazanie szerszej refleksji na naszym blogu: http://blogownia.stacja7.pl/

 


Uchodźcy i Migranci. Dwie narracje

 

Przełożeni Wyższych Zakonów Męskich o uchodźcach

 

“Uchodźcy obnażają kryzys naszej cywilizacji”

 

“Mamy rodzinę w Iraku”. Dominikańska odpowiedź na atak islamistów

 

Terroryzm, strach, Facebook

 

Wy też możecie nam pomóc!

 

Rozmowy z Janem Pawłem II: Imigranci

Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich korporacjach jak Comarch czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach rodzinnych. Pochodzi z Koziebród - miejscowości, w której znajduje się przepiękne sanktuarium Maryjne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >