Adopcja. Niewyobrażalne pragnienie miłości

Z żadnego miejsca na ziemi, nie bije tak ogromna potrzeba miłości jak z Domu Dziecka

Reklama

Kiedyś pojechałam do przedszkola na Dzień Matki wcześniej, tak, że byłam pierwsza. Wszystkie dzieci zaczęły mówić głośno: “mama przyjechała, mama przyjechała”, gdy mój syn zauważył, że to ja, zaczął krzyczeć na inne dzieci, że jestem jego mamą, nie ich. Miał wtedy tylko 4 lata. Urodzony i wychowywany w pełnej rodzinie z czasem miał tę pewność, zamienioną w oczywistość, że jestem jego mamą i że zawsze będę, że nie musi walczyć o moją miłość.

 

Potem zobaczyłam dokładnie taką samą sytuację w Domu Dziecka, gdy przyjeżdżałam do Magdy, tyle że ona miała już 11 lat, niektóre dzieci 14 a nawet 17. W każdym takim młodym człowieku, zmuszonym do pobytu w Domu Dziecka, zostaje już na zawsze to ogromne pragnienie miłości, matczynej miłości. To pragnienie uderza w człowieka, kiedy tylko tam wchodzi. To pragnienie pozostawia ślad na całe życie.

Reklama
Reklama

W pełnych rodzinach ta dziecięca potrzeba zawsze z czasem zamienia się w przyzwyczajenie, oczywistość, ale nie tam, nie w życiu, w którym doświadczyło się od dzieciństwa braku miłości. Człowiek rodzi się z sercem przepełnionym miłością i natychmiast tę miłość chce przelewać na drugiego i chce ją także dostawać. Dzieci pozbawione rodzin, zostają pozbawione wszystkiego, co w momencie narodzin jest dla nich najcenniejsze. Brutalnie jest im zabrana najwyższa w tym momencie wartość – miłość. Taka rana goi się potem całe życie, o ile w ogóle się zabliźni.

 

Z drugiej strony pragnienie miłości do dziecka jest podobnie bolesne, podobnie nie gojące się, podobnie na zawsze. Ból rodziców pragnących potomstwa także jest bólem na całe życie, bólem, którego niczym nie da się ukoić. Ostatnie słowa, jakie Pan Jezus wypowiedział na ziemi – można pomyśleć – skierował właśnie do tego pragnienia miłości: “Niewiasto oto syn Twój…, oto Matka Twoja”. Pokazał, że rana wydarta tęsknotą i pragnieniem miłości może zagoić się tylko wtedy, gdy te dwie tęsknoty, te dwie miłości się spotkają. Papież Jan Paweł II mówił do rodziców adopcyjnych ze zrozumieniem: pragnienie dziecka zarówno tego urodzonego, biologicznego może być identyczne jak pragnienie dziecka adoptowanego. Mówił także, że adoptować dzieci, kochać je i traktować jak własne potomstwo, znaczy uznać, że miarą więzi między rodzicami a dziećmi nie są jedynie parametry genetyczne.

Reklama
Reklama

Potwierdzeniem słów papieża może być fakt, że kiedy koleżanka z pracy spotkała mnie z całą rodziną, nie wiedząc, że mamy trzech synów biologicznych i adoptowaną córkę, stwierdziła, że synowie nie są do mnie podobni, za to córka “to cała ja”.

Pragnienie miłości sprawia, że wszelkie prawa biologii i genetyki, przestają mieć znaczenie. To miłość dzieci sprawia, że stają się podobne do swoich rodziców. To nasza córka uczy nas każdego dnia prawdziwej miłości, to ona – nie skupiona na swoich emocjach, kalkulacjach, kocha nas czystą miłością, a my mamy nadzieję, że kiedyś, chociaż trochę dojrzejemy do wielkości jej ogromnego, przepełnionego miłością serca.

W naszej rodzinie to nasza córka adoptowała nas, a nie my ją.

Reklama

KAŻDE ŻYCIE JEST ŚWIĘTE. I KAŻDY CZŁOWIEK ZASŁUGUJE NA MIŁOŚĆ.

 


 

• Adopcje w liczbach

• Adopcja w 9 krokach

• Opcja z serduszka

• Papież Franciszek o adopcji

• Pobłogosławieni

• Dzieci z serca i z brzucha

• Adopcja nie jest zamiast

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę