Nasze projekty
Agnieszka Porzezińska

Dzieci z serca i z brzucha

Rodzice adopcyjni nie są wyjątkowi. Nie zrobili niczego nadzwyczajnego. Oni tylko odnaleźli swoje dziecko, bo mieli wielkie pragnienie kochania.

Reklama

Mam troje dzieci. Dwoje serca, jedno z brzucha. Każdemu codziennie staram się służyć czasem, troską i ofiarnością. Nie zwracam uwagi na sposób, w jaki dzieci pojawiły się w rodzinie. Uważam, że adopcja i poród to drogi równoległe. Gdy adopcja staje się plastrem na ranę po biologicznym potomstwie, zmniejsza szansę na przyjęcie adoptowanego dziecka całym sercem. Warto jest najpierw przeżyć żałobę po biologicznym dziecku, które na razie się nie pojawiło albo nigdy nie pojawi w rodzinie, a dopiero potem zastanawiać, do czego my małżonkowie zostaliśmy powołani. W naszej rodzinie cały czas jest taka sama otwartość na rodzicielstwo adopcyjne i biologiczne. Pod wieloma względami adopcja nawet bardziej mi się uśmiecha. Przynajmniej uniknęłabym bólów kręgosłupa i nadprogramowych kilogramów.

Dużo większy podziw należy się dziecku, które już raz zawiedzione w miłości, zdecydowało się zaufać po raz drugi. 

Nigdy nie miałam problemów z tym, żeby kochać moje dzieci. Nie zawsze czułam rozrzewnienie, czułości też musiałam się uczyć, przyznaję bez bicia, ale zdecydowałam się kochać dzieci od pierwszej chwili, gdy poczułam, że właśnie odnalazłam te moje albo te przeznaczone dla mnie. Rodziców adopcyjnych określa się jako wyjątkowych, wciska się im na głowy aureole i oczekuje heroicznych postaw. Jak w takich warunkach przyznać się do braku sił i zalęknionych myśli o przyszłość. Gdy rodzic biologiczny przyznaje, że ma dosyć swojego dziecka, nikt nie robi wokół tego wielkiego szumu. Gdy do tego samego przyznałby się rodzic adopcyjny, zostałby odsądzony od czci i wiary. Rodzice adopcyjni nie są wyjątkowi. Nie zrobili niczego nadzwyczajnego. Oni tylko odnaleźli swoje dziecko, bo mieli wielkie pragnienie kochania. Dużo większy podziw należy się dziecku, które już raz zawiedzione w miłości, zdecydowało się zaufać po raz drugi. Dlatego warto być cierpliwym i dać sobie i dziecku czas na rozkwit wzajemnych uczuć. 

Nigdy nie robiły na mnie wrażenia mrożące krew w żyłach historie o adoptowanych dzieciach i ich morderczych inklinacjach. Duże bardziej boli mnie, że mąż zostawia żonę i dzieci dla nowej miłostki, że rodzice nie potrafią wspierać dzieci i wypominają im swoje poświęcenie.
 

Uważam, że sakramentalne małżeństwo jest dużo trudniejszą decyzją od adopcji. Oto mam przysięgać dorosłemu i ukształtowanemu człowiekowi, który ma swoje przyzwyczajenia i „świry”, miłość do grobowej deski. Bez Boga nie do udźwignięcia. O ile łatwiej obiecać jest miłość niewinnej, kruchej istocie, której jedynym pragnieniem jest mama, tata i bycie kochanym.

Reklama

Nigdy nie robiły na mnie wrażenia mrożące krew w żyłach historie o adoptowanych dzieciach i ich morderczych inklinacjach. Duże bardziej boli mnie, że mąż zostawia żonę i dzieci dla nowej miłostki, że rodzice nie potrafią wspierać dzieci i wypominają im swoje poświęcenie. Gdy mały człowiek czuje się kochany i często słyszy, że jego rodzice są szczęściarzami, bo mają takie cudowne dziecko, nie może na tę miłość nie odpowiedzieć.

Są dzieci z serca i z brzucha. Te z brzucha, niestety, nie zawsze są kochane, te z serca – tak i dlatego są takie wyjątkowe.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite