video-jav.net

Stanisław Kostka. Święty, który (od)nawiał

Święci i szkoła. Każdy to przechodził. Święty Stanisław Kostka stamtąd uciekał

Polub nas na Facebooku!

Stanisław Kostka. Święty, który (od)nawiał


Krótko: Święty, który (od)nawiał

Szkolny bohater: do czternastego roku życia nie mógł nim być – uczył się w domu. Dobrze sytuowany, wyjechał z bratem do Wiednia, by kontynuować naukę w szkole jezuickiej. Był trochę do tyłu, bo wiedza zdobyta w domu rozmijała się z tamtejszymi wymaganiami. Nie poddawał się jednak i tak cierpliwie nadganiał, aż przegonił większość rówieśników. Również jeśli chodzi o życie duchowe. Oddalał się się od kolegów, a oni od niego. Coraz bliższy Bogu a coraz dalszy światu stawał się obiektem szykan. Nie chciał być odrzutkiem i starał się pogodzić szkolne życie i pokutnicze umartwienia, ale jakoś nie bardzo mu to szło. Życzliwi koledzy pomagali mu pięściami.

Akcje: W 1565 r. zapadł na ciężką chorobę, w której widział już drzwi do lepszego świata. Właściciel stancji w której mieszkał Kostka miał jakieś ale do katolickiego księdza i nie chciał go wpuścić do umierającego chłopca. U Stanisława zaczęli więc pojawiać się święci, m. in. sama Maryja Panna z małym Jezusem, którego mógł nawet potrzymać. Wróciła mu ona zdrowie i kazała zostać jezuitą. Ale do tego potrzebna była zgoda opiekunów, a Maryja zapomniała dać mu zaświadczenie. A jego rodzice rodzice nie kwapili się, by oddać syna w mury klasztorne. Wręcz przeciwnie.

I tu zaczyna się wielka przygoda, pełna poświęcenia droga do realizaji zamysłów Bożych. Kostka postanawia nawiać. Ponieważ rano, po wizycie świętych, był już jak nowo narodzony, zaczął knuć. Razem ze swoim przewodnikiem duchowym, przygotowali ucieczkę. Celem był Rzym. Ścigany przez brata Stanisław wylądował najpierw w klasztorze w Dylindze, gdzie był na próbie jako pomagier w kuchni i sprzątacz. Ostatecznie nie przyjęto bojąc się zemsty wkurzonych rodziców. Dano mu w rękę list z rekomendacją i krzyżyk na drogę do Rzymu.

Po długiej drodze dotarł tam i znalazł się w nowicjacie. Był przeszczęśliwy, czego nie da się powiedzieć o jego ojcu, który ostro pojechał po nim w liście. Jednak Stanisław zripostował tacie, że to wielka łaska, że Bóg raczył przyjąć na służbę jego syna.

Dokonał życia w święto Wniebowzięcia, tak jak o to prosił w modlitwach do św. Wawrzyńca. Tego dnia krew popłynęła z jego ust a czoło pokrył zimny pot. Jego oblicze zmieniło się tuż przed śmiercią, kiedy ujrzał Matkę Boską w otoczeniu dziewic. Miał wtedy osiemnaście lat. Kiedy otworzono trumnę, by pobrać relikwie, ciało wyglądało jak w dniu śmierci.

Czemu święty: Nie mógł się porozumieć z kolegami w szkole, za to wśród jezuitów doczekał się wielkiego szacunku. Wyrażało się to w niespotykanej ceremonii pogrzebowej, w której m. in. całowano jego ciało. Patron młodzieży polskiej. Żył krótko, ale za to jak! Uciekinier i mistyk, który szczerym przylgnięciem do Chrystusa przeobrażał życie innych. Jego wspaniała, ale tak krótka obecność na tym świecie skłania do refleksji nad tym, jak wykorzystujemy czas dany nam na ziemii.

 


Święty Jan z Kęt. Mózgowiec o głębokim sercu



Święty Rafał Kalinowski. Wojak, sybirak i przeor



Benedykt z Nursji. Święty z reguły



Święty Jan Bosko. Bajarz i akrobata



Święta Katarzyna ze Sieny. Piękna w prostocie



Święty Jan de Salle. Miłośnik światłej oświaty



Mikołaj z Miry. Święty z gestem



Święty Stanisław Kostka. Najmłodszy patron Polski



Józef z Kupertynu. Święty wysokich lotów



Maria Magdalena. Wytrwała uczennica Chrystusa


Mikołaj z Miry. Święty z gestem

Święci i szkoła. Każdy to przechodził. Piękną szkołę brania i dawania - też.

Mateusz
Kalinowski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Mikołaj z Miry. Święty z gestem


Krótko: Święty z gestem

Szkolny bohater: Szczegóły edukacji Mikołaja spowija mrok historii. Wiemy o nim, że był wyczekiwanym dzieckiem swoich rodziców, posiadaczy sporego majątku. Według legendy był tak pobożny, że nawet za niemowlaka zachowywał post. Przyjmował wtedy mleko matki w ograniczonym zakresie. Sam nie znał biedy, mimo to był bardzo czuły na tych, którzy mieli mniej szczęścia. Miał wielki gest i chętnie wspomagał innych odziedziczonym bogactwem. Jednakże robił to incognito. Mroczny rycerz w swoich czasach – dziś pękaty św. Mikołaj.

Akcje: Cechowało go zakłopotanie wobec podziękowań. Znana jest opowieść o szlachcicu, który borykał się z problemami finansowymi. Powziął postanowienie, że na życie zarobi ciałem swoich córek. Mikołaj cichcem wspomagał rodzinę. Podrzucał im złoto, dzięki czemu wyszli na prostą.

Mikołaj miał marzenie. Nie o tym, by pomnożyć majątek i mieć jeszcze wspanialszy dom. Nie o tym, by mieć wielką rodzinę. Nie o tym, by mieć oddanych parafian. Nie. Marzył o tym, by tego wszystkiego nie mieć. Marzył o pustelni i poszedł za tym marzeniem. Gdy szedł, odezwał się do niego Bóg. “Mikołaju – powiedział – wróć do swoich owiec.” Obrócił się na pięcie i wrócił, ale inną drogą, gdzie zahaczywszy o Myrę wskoczył na tron biskupi. Jeden z zebranych tam metropolitów miał wizję, by posadzić na nim tego, kto pierwszy rano wejdzie do kościoła – by miejsce zmarłego biskupa objął taki człowiek, który zaczyna dzień od Boga. Wojował z bardzo jeszcze powszechnym pogaństwem i herezją ariańską (wg niektórych kronik sprzedał plombę* samemu Arianowi, ale raczej była to opowiastka mająca uatrakcyjnić jego legendę).

Z postacią Mikołaja wiąże się wiele legend. Jedna z nich mówi o marynarzach, którzy pośród sztormu przywoływali Świętego w modlitwie. Nagle pojawił się na pokładzie. Na morzu nastała cisza jak makiem zasiał. Nie chciał podziękowań. Kazał je słać pod adres: Pan Bóg, Niebo.

Inna, również związana z żeglugą: w czasie głodu do portu w Myrze zawitał statek mający w ładowniach mnóstwo zboża. Mieszkańcy miasta próbowali namówić żeglarzy, by coś im skapnęło z ładowni. Ci byli jednak nieugęci. Wtedy wkroczył biskup Mikołaj. Zapewnił marynarzy, że jeśli teraz zostawią zboże mieszkańcom miasta, to po osiągnięciu celu podróży będą mieli tyle zboża, ile mieli wypływając. Tak też się miało stać.

Zaś pewien niewolnik zyskał wolność przysięgając na ikonę Mikołaja, że wykupi się po powrocie do domu. Ale gdy tylko poczuł zew wolności, zlekceważył obietnicę. Objawił mu się wtedy sam Mikołaj, żeby przypomnieć o zobowiązaniu.

Czemu święty: Nie osiadł na laurach. Choć mógł spędzić życie spokojnie i dostatnio, poświęcił je innym. Być może nie mógłby spokojnie cieszyć się bogactwem wobec biedy bliźnich? Sensem życia uczynił dawanie. To mu zapewniło miejsce w panteonie świętych i jest być może, po(?) Matce Boskiej najbardziej rozpoznawalnym z nich. Lista jego patronatów jest naprawdę długa, ale Jan Paweł II nadał mu jeden, główny – “patron daru człowieka dla człowieka”.

*in. dał z liścia, uderzył


Święty Jan z Kęt. Mózgowiec o głębokim sercu



Święty Rafał Kalinowski. Wojak, sybirak i przeor



Benedykt z Nursji. Święty z reguły



Święty Jan Bosko. Bajarz i akrobata



Święta Katarzyna ze Sieny. Piękna w prostocie



Święty Jan de Salle. Miłośnik światłej oświaty



Mikołaj z Miry. Święty z gestem



Święty Stanisław Kostka. Najmłodszy patron Polski



Józef z Kupertynu. Święty wysokich lotów



Maria Magdalena. Wytrwała uczennica Chrystusa


Mateusz Kalinowski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Mateusz
Kalinowski
zobacz artykuly tego autora >