Fot. Wikimedia
Zwykła, niezwykła. Mała, Wielka Teresa. Jak straumatyzowana dziewczynka stała się Świętą
Pamiętam, jaki dreszcz przeszył mnie, kiedy przeczytałam słowa Teresy o tym, że jest pędzelkiem, który Jezus wybrał, żeby wymalować swój obraz w duszach. 33 lata później, w zupełnie innym miejscu na ziemi, ktoś rzeczywiście chwycił za pędzel….
Tak naprawdę wszystko mogło potoczyć się w jej życiu zupełnie inaczej. Los doświadczył tę małą dziewczynkę tak bardzo, że bardziej prawdopodobna była w jej wypadku przyszłość chorej umierającej w zapomnieniu w przytułku dla obłąkanych, niż błyskawiczna beatyfikacja, kanonizacja i tytuł doktora Kościoła.
Dzięki psychologii kocham ją jeszcze bardziej
Od kilku lat studiuję psychologię i pod wpływem wiedzy o tajnikach ludzkiej psychiki zweryfikowałam juz bardzo wiele zjawisk i ‘fenomenów” okołokatolickich. Niektórym musiałam odebrać znamiona wyjątkowości, jeszcze w inne całkowicie zwątpiłam. Ale akurat w przypadku Teresy z Lisieux, wiedza psychologiczna pozwoliła mi pokochać ją jeszcze bardziej. Zapraszam Czytelników do niezwykłej podróży. Wejdziemy razem z Tereską do gabinetu psychologa dziecięcego po to, żeby zrozumieć ogrom jej cierpienia, a potem podejmiemy ostrożną próbę znalezienia odpowiedzi na pytanie o sekret jej wyjątkowej w skali całej historii Kościoła “Małej drogi”
Gdyby zatem rodzina Martin przyprowadziła Teresę do współczesnego gabinetu psychologicznego, opis z jej wywiadu i obserwacji mógłby wyglądać następująco:
Obserwacja:
Przeczytaj również
Do gabinetu psychologa dziecięcego zgłosił się pan Ludwik Martin wraz ze swoją 13-letnią córką Teresą. Jako bezpośredni powód wskazano niemożność kontynuowania obowiązku szkolnego przez dziewczynkę w dotychczasowej placówce (pensja u sióstr benedyktynek) i konieczność przejścia na edukację domową.
Teresa to drobna, nieśmiała dziewczynka. Do gabinetu weszła z ojcem i stanowczo zaoponowała przed pozostaniem samą. Zaobserwowano wzmożoną kontrolę wypowiedzi. Dziewczynka na pytania nie odpowiadała spontanicznie – często zastanawiała się nad tym, czy udziela „właściwej” odpowiedzi, oraz widoczna była tendencji do poszukiwania potwierdzenia u ojca.
W trakcie rozmowy dotyczącej błędów popełnianych w szkole lub w domu zaobserwowano wyraźny wzrost napięcia. Kilkukrotnie dziewczynka miała trudności z zakończeniem wypowiedzi bez uzyskania potwierdzenia z ust ojca, że niczego złego nie zrobiła i nic jej nie grozi.
Nie zaobserwowano zaburzeń toku myślenia, objawów psychotycznych ani dezorganizacji zachowania.
Dane z wywiadu:
Dziewczynka pochodzi z wielodzietnej, silnie związanej emocjonalnie rodziny. W wieku około 4,5 lat straciła matkę. Według słów ojca wcześniej była dzieckiem spontanicznym i zwracającym na siebie uwagę, natomiast po śmierci matki stała się znacznie bardziej nieśmiała i podatna na zranienie. “Wystarczało jedno spojrzenie, aby zaczęła płakać”.
Bezpośrednio po śmierci matki, rodzina zmieniła miejsce zamieszkania z Alençon na Lisieux. Ten okres w swoim życiu Pacjentka określa jako najbardziej bolesny.
W tym czasie w życiu pacjentki kluczową rolę zaczyna odgrywać starsza o ok. 12 lat siostra Paulina. Według słów dziewczynki, to ją wybrała sobie za drugą mamę. Relacja dziewczynek nacechowana była bliskością i zaufaniem. W wieku około 9 lat Teresa ponownie doświadczyła straty – siostra Paulina wstąpiła do zakonu klauzurowego. Rozstanie z siostrą przekroczyło odporność psychiczną dziewczynki. Pacjentka zapadła na poważną chorobę, którą lekarze opisywali jako “odmianę nerwicy”. Choroba o prawdopodobnym podłożu psychosomatycznym objawiała się nasilonymi bólami głowy, halucynacjami, drgawkami oraz silnym lękiem.
Aktualnym powodem konsultacji są nasilone lęki związane z własnym postępowaniem, moralnością i możliwością popełnienia przewinienia. Dziewczynka utrzymuje, że od ponad dwóch lat nie jest w stanie samodzielnie ocenić wagi swoich myśli lub czynów. “Cierpię na okropną chorobą skrupułów”. Według jej relacji wszystkie myśli i działania są dla niej źródłem niepokoju. Pomimo zapewnień otoczenia, nie potrafi samodzielnie uzyskać długotrwałej ulgi. Widoczny charakterystyczny schemat poznawczo-emocjonalny; pacjentka doświadcza wątpliwości dotyczącej własnego zachowania lub intencji, następnie pojawia się lęk i poczucie winy, po czym podejmuje działanie zmierzające do uzyskania pewności — zwierzenie się siostrze, pytanie do bliskich, upewnienie się lub spowiedź. Po otrzymaniu odpowiedzi lęk chwilowo maleje, lecz po chwili wątpliwość powraca. Dziewczynka swój stan określa jako “męczeństwo”.
Diagnoza różnicowa
Najbardziej prawdopodobną hipotezą diagnostyczną jest zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne z dominującymi obsesjami religijno-moralnymi. Za tą hipotezą przemawiają uporczywe i nawracające wątpliwości dotyczące własnego postępowania, nasilony lęk związany z możliwością popełnienia przewinienia, przymus ujawniania wszystkich myśli osobie zapewniającej jej poczucie bezpieczeństwa oraz krótkotrwała ulga po uzyskaniu zapewnienia.
Drugim prawdopodobnym rozpoznaniem jest zaburzenia lękowe związane z separacją i utratą. W historii dziewczynki występuje niezwykle silna reakcja na utratę matki oraz odejście siostry do zakonu. Nie można również wykluczyć, że zgłaszane przez ojca napady lęku sprzed trzech lat, nosiły znamiona napadów paniki wywołanych utratą matki i siostry.
Do dalszej diagnostyki i obserwacji – diagnoza w kierunku zaburzenia związanego z traumą i stresem oraz przedłużoną reakcję żałoby.
Czynniki ochronne w życiu Pacjentki:
Pacjentka posiada bardzo silną i bezpieczną więź z ojcem oraz rodzeństwem. To sugeruje, że mimo doświadczenia utraty, nie doszło do całkowitego rozpadu jej sieci przywiązania.
Drugim czynnikiem ochronnym jest zdolność do tworzenia głębokich relacji. Teresa potrafi budować relacje z rodzeństwem, które są dla niej źródłem wsparcia w regulacji emocji.
Dziewczynka posiada także głębokie życie duchowe. W toku pracy terapeutycznej, należy ostrożne oddzielać obsesyjne myśli od autentycznego doświadczenia wiary u dziecka.
Podsumowanie:
Teresa Martin to bardzo wrażliwa, silnie związana z bliskimi dziewczynka, która po doświadczeniach utraty rozwinęła mechanizm nadmiernej kontroli i poszukiwania pewności, obecnie przybierający formę nasilonego zaburzenia obsesyjno-kompulsywnego. Pacjentkę charakteryzuje wysoka reaktywność emocjonalna, zwiększona wrażliwość na odrzucenie, trudności w samoregulacji, nasilony lęk separacyjny oraz podatność na stres. Objawy są istotne klinicznie, ponieważ powodują cierpienie i zaburzają funkcjonowanie szkolne. Dziewczynka posiada bardzo silne zasoby w postaci mocnych więzi rodzinnych.
Jak ta rozchwiana emocjonalnie, straumatyzowana dziewczynka stała się inspiracją dla milionów ludzi?
I teraz dochodzimy do momentu, w którym wszyscy chcemy zadać tylko jedno pytanie: JAK? Jak to możliwe, że tak rozchwiana emocjonalnie, straumatyzowana dziewczynka zdołała pokonać tak wiele przeciwności i wytworzyć w sobie system wiary, który po dziś dzień jest największą inspiracją dla milionów ludzi? Jak to możliwe, że tak doświadczone cierpieniem dziecko zdołało osiągnąć wyżyny ludzkiej dojrzałości w tak absurdalnie krótkim czasie (dla przypomnienia – Teresa zmarła w wieku 24 lat)? Co tu się właściwie stało?
Uśmiecham się sama do siebie, bo na szczęście nikt z nas nie zna odpowiedzi na to pytanie. Teresa kilkakrotnie w swoich rękopisach wspomina o cudach, o interwencjach, które przekraczają nasze ludzkie konstrukty poznawcze. Nie znam terminów psychologicznych, którymi można by opisać “cud Bożego Narodzenia”, nie wiem też, jak zamknąć w słowach nauki doświadczenie “uśmiechu Matki Bożej”. Wiem tylko, że to, co spotkało Teresę, było niezwykle trwałe, transformujące, uzdrawiające. Dziś prawdopodobnie podobny efekt moglibyśmy uzyskać po kilkuletniej terapii u dobrego specjalisty. Za czasów Teresy nikt jeszcze nie słyszał o nurtach terapeutycznych. Nie było psychologów, nie istniała żadna farmakoterapia psychiatryczna. Były za to przytułki dla obłąkanych i Teresa była niestety na dobrej drodze, żeby tam trafić. Dlaczego zatem tak się nie stało?
Bo Teresa potrafiła kochać. Tej jednej umiejętności nie zabrała jej ani śmierć matki, ani odejście Pauliny, ani piekło obsesji i kompulsji. Teresa kochała ogromnym sercem swoich bliskich i była gotowa dla nich na największe poświęcenia. Karmel stał się dla niej – jak sama pisze – ziemią żyzną. Był miejscem, gdzie mogła, w głębokiej ciszy modlitwy, rozwinąć w stopniu doskonałym wyniesioną z domu zdolność kochania. Wkrótce zaczęła odkrywać, że jej wielkie gorące serce musi rezonować z równie gorącym sercem Boga. Wyobrażam sobie, jak Teresa słucha typowego XIX-wiecznego kazania o Bożej sprawiedliwości, o przerażających mękach, jakie czekają grzeszników i zamiast w to uwierzyć – wątpi i kwestionuje. Skoro ona kocha tak ofiarnie, tak “pomimo wszystko”, to o ileż bardziej ofiarnie i bezinteresownie kocha nas Bóg? Cierpienie wyostrzyło w Teresie potrzebę łagodności i miłosierdzia. Szukała ich śladów w tekstach liturgii i w Biblii – jak na swoje czasy była znakomicie obeznana z Pismem świętym – i nie zawiodła się. Nim świat usłyszał o polskiej zakonnicy z Łagiewnik, Teresa kilkadziesiąt lat wcześniej zaczęła śpiewać hymn o Bogu łagodnym i ponad wszystko miłosiernym. Pamiętam, jaki dreszcz przeszył mnie, kiedy w Rękopisie G przeczytałam słowa Teresy o tym, że jest pędzelkiem, który Jezus wybrał, żeby wymalować swój obraz w duszach. 33 lata później, w zupełnie innym miejscu na ziemi, ktoś rzeczywiście chwycił za pędzel….
Życie Teresy pokazuje, że jesteśmy czymś więcej niż zwojami nerwowymi
Czego nas uczy ta Mała Wielka Święta? Myślę, że przede wszystkim tego, że doświadczenie łagodności i hojności Boga… leczy. Nie chciałabym sprawiać wrażenia, że zachęcam Czytelników do porzucenia myśli o psychoterapii czy wizyty u lekarza specjalisty. Teresa pokazuje nam po prostu, że duch przepełniony modlitwą i łaską potrafi dźwignąć człowieka z największej otchłani. Tak naprawdę wszystko mogło potoczyć się w jej życiu zupełnie inaczej. Los doświadczył tę małą dziewczynkę tak bardzo, że bardziej prawdopodobna była w jej wypadku przyszłość chorej umierającej w zapomnieniu w przytułku dla obłąkanych, niż błyskawiczna beatyfikacja, kanonizacja i tytuł doktora Kościoła. A jednak jej życie jest dla nas świadectwem, że jesteśmy czymś więcej niż zwojami nerwowymi. Jesteśmy własnością Boga. Jego świętym ludem, za który oddał życie, który ukochał ponad wszystko. Teresa uwierzyła, że być w ręku Boga, to mieć wszystko. Siła, która sprowadziła na nią cierpienie, musiała ustąpić wobec potęgi miłości, którą odkryła. W Teresie dokonała się ogromna zmiana całego systemu myślenia. Od obsesyjnej kontroli, do zaufania i akceptacji własnych ograniczeń, od lęku przed choćby najmniejszym błędem, do zgody na niedoskonałość i bezgranicznej, zuchwałej wiary w Boże miłosierdzie.
Była chodzącą miłością i poświęceniem
Każdy, kto czytał jej rękopisy wie dokąd zaprowadziła ją niezachwiana wiara w Boga kochającego bezwarunkowo – ta Mała Wielka Święta była chodzącą miłością i poświęceniem. Tak zwyczajna w swoich działaniach, a równocześnie tak wielka w miłości, jaką w nie wkładała.
Chciałabym życzyć nam wszystkim, z okazji Jej święta tego, żebyśmy nie musieli być więksi niż jesteśmy. Z procesu beatyfikacyjnego wiemy, że umierającej Teresie towarzyszył pełen konsternacji szept jej współsióstr o tym, jak trudno znaleźć w niej coś wyjątkowego. Teresa skwitowała to w typowy dla siebie sposób: “Usłyszeć na łożu śmierci, że nie jestem dobrą zakonnicą — cóż za radość! Nic nie mogło mi sprawić większej przyjemności.” Św. Teresko, wybłagaj nam w naszym głośnym i krzykliwym świecie łaskę ciszy i pokory. I Twojego poczucia humoru.
Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej: stacja7.pl








