Święty Dominik. Mądry i wierny zakonnik

Człowiek nieprawdopodobny! Uwielbiał przebywać wśród młodych kobiet a wewnętrznie był czystym; degustował dobre wino, ale też jednocześnie żebrał i żył w ubóstwie. Kochał Prawdę i grzeszników. W nocy modlił się nieustannie, a dzień spędzał pośród ludzi. Wspominamy go w Kościele 8 sierpnia.

Maciej
Biskup OP
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Co o nim mówili inni?

Prawdziwie ewangeliczny mąż: „Znałem go jako człowieka, który wiernie wypełniał wskazania Apostołów, i nie wątpię, że wraz z nimi dzieli chwałę niebios” – uważał papież Grzegorz X.

„Wyróżniała go niezachwiana równowaga ducha z wyjątkiem chwil, kiedy ogarniało go współczucie i miłosierdzie. Ponieważ zaś radosne serce wyraża się w pogodzie oblicza, dlatego pełna pokoju wewnętrzna postawa objawiała się w serdeczności i wesołości spojrzenia (…). Dwa albo trzy razy wyznaczany był na stolicę biskupią. Za każdym razem odmawiał, przedkładając ponad biskupstwo życie w ubóstwie z braćmi” – tak z kolei pisał o świętym Dominiku błogosławiony Jordan z Saksonii.

„Gdy spytał go ktoś, skąd czerpie tak piękne słowa, odrzekł: z Księgi Miłości”  – wspominał podczas kazania Sawonarola. W aktach procesu kanonizacyjnego napisano: „Żarliwie pragnął zbawienia wszystkich dusz, zarówno wiernych, jak i niewiernych”. Żeby poznać postać św. Dominika najlepiej sięgnąć do kilku źródeł, cytatów, wypowiedzi świadków jego życia i… legend.

 

Legenda o świętym Dominiku

Było stałym zwyczajem tego czcigodnego Ojca, że cały dzień wykorzystywał na pozyskiwanie dusz, bądź to wytrwale nauczając, bądź słuchając spowiedzi, bądź też pełniąc inne uczynki miłosierdzia. Wieczorem zaś przychodził do sióstr i w obecności braci wygłaszał im konferencję lub kazania i uczył je czym jest Zakon, nie miały bowiem żadnego innego mistrza, który by je wprowadził w życie Zakonu.

Otóż pewnego wieczoru przyszedł jeszcze później niż zazwyczaj, toteż siostry sądząc, że już nie przyjdzie, zakończyły modlitwę i poszły spać. A tu nagle bracia zaczęli dzwonić małym dzwonkiem, który służył jako znak zwołujący siostry, gdy błogosławiony Ojciec do nich przychodził. Słysząc to wezwanie, wszystkie siostry spiesznie pobiegły do kościoła; gdy otworzono kratę, on już siedział wraz z braćmi i czekał na nie. „Moje córki – powiedział do nich – wracam z połowu, a Pan obdarzył mnie grubą rybą!”. Mówił zaś w ten sposób o bracie Gaudionie, jedynym synu pewnego możnego obywatela rzymskiego, którego właśnie był przyjął do Zakonu. Następnie powiedziała im długą konferencję i wydawał się być pełen pociechy.

Po tej rozmowie powiedział: „Dobrze byłoby, moje córki, trochę się czymś orzeźwić”. I przywoławszy brata Rogera, szafarza, polecił mu przynieść wina oraz czaszę. Gdy brat przyniósł to, co mu polecono, brat Dominik kazał mu napełnić czaszę aż po brzegi. Potem ją pobłogosławił, sam wypił z niej pierwszy, a potem wszyscy bracia, którzy byli tam obecni. A było ich dwudziestu pięciu, zarówno kapłanów, jak i współpracowników; wszyscy pili do woli, lecz kielich bynajmniej się nie opróżnił i pozostawał wciąż również pełny. Gdy już wszyscy bracia się napili, rzekł błogosławiony Dominik: „Chcę, aby napiły się także wszystkie moje córki”. I przywołując siostrę Nubię, powiedział do niej: „Idź do koła, weź to naczynie i daj pić wszystkim siostrom”. Poszła więc z drugą jeszcze siostrą i przyniosła czaszę pełną po brzegi. A chociaż tak pełne było naczynie, ani jedna kropla się nie wylała. Wszystkie więc siostry napiły się: pierwsza przeorysza, potem inne, ile chciały. A błogosławiony Ojciec powtarzał im co chwila: „Pijcie, ile wam się podoba, moje córki”. Sióstr zaś było podówczas sto cztery i wszystkie piły, ile chciały, ale naczynie się nie opróżniło, co więcej pozostawało tak napełnione, jak gdyby ciągle dolewano doń wina. Potem polecił oddać z powrotem czaszę przez koło, a była tak samo pełna jak wówczas, gdy ją podano. Do dzisiaj nie wiadomo, w jaki sposób to się zdarzyło.

 

Modlitwa za wstawiennictwem św. Dominika Guzmana:

Przedziwną nadzieję dałeś braciom Cię opłakującym, że i po śmierci przybędziesz ku pomocy wzywającym. Spełń, Ojcze, coś rzekł na ziemi, wspomóż nas modłami swymi. Alleluja.
Co tylekroć potwierdziłeś dziwnymi uzdrowieniami, nieś nam pomoc Chrystusa, ulecz nas w naszych słabościach.
Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu…

 

Święty Dominik. Mądry i wierny zakonnik

 


Więcej o świętych poczytaj w kategorii “Święci”.


Maciej Biskup OP

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Maciej
Biskup OP
zobacz artykuly tego autora >

Bł. Edmund Bojanowski. Świecki mężczyzna i… zakon dla kobiet

Nie miał dzieci, ale z powodzeniem może być wzorem ojcostwa. Nigdy nie został duchownym, ale założył zakon - i to dla kobiet. 7 sierpnia przypada wspomnienie liturgiczne Edmunda Bojanowskiego, wybitnego myśliciela, publicysty, społecznika, świeckiego założyciela rodziny zakonnej, która opiekowała się ubogimi dziećmi wiejskimi. Jest dla Polaków wzorem „ofiarnej i mądrej pracy”.

Polub nas na Facebooku!

Dzieciństwo i młodość E. Bojanowskiego

Przyszły błogosławiony urodził się 14 listopada 1814 r. w Grabonogu koło Gostynia. Ochrzczony sześć dni po urodzeniu, otrzymał imiona: Edmund Stanisław Wojciech. Pochodził ze średnio zamożnej rodziny szlacheckiej o tradycjach patriotycznych: jego ojciec Walenty – odznaczony krzyżem wojskowym w Modlinie; matka Teresa – siostra gen. Jana Nepomucena Umińskiego, wsławionego w wojnach napoleońskich i powstaniu listopadowym; przyrodni brat, Teofil pełnił obowiązki prezesa Komitetu Powstańczego.

Edmund jako kilkuletni chłopiec poważnie zapadł na zdrowiu. Gdy nie dawał znaku życia, a bezradny lekarz nadziei na poprawę, matka uprosiła synowi łaskę uzdrowienia, modląc się o cud w pobliskim Gostyniu, w kościele Świętogórskiej Róży Duchownej (17 grudnia 1970 r. wyniesionym do godności Bazyliki Mniejszej przez papieża Pawła VI). W podziękowaniu za Bożą interwencję i ocalenie dziecka od śmierci, rodzina ofiarowała sanktuarium srebrne Oko Opatrzności jako wotum, które do dziś można oglądać w bocznym ołtarzu, u stóp XVI-wiecznej Piety. Doświadczenie uzdrowienia umocniło religijność rodziny Edmunda.

W latach trzydziestych E. Bojanowski rozwijał swoje uzdolnienia, zwłaszcza literackie, studiując najpierw we Wrocławiu, potem w Berlinie. Niestety, problemy zdrowotne pokrzyżowały jego naukowe aspiracje.

 

Działalność społeczna

Mimo dolegliwości spowodowanych chorobą płuc, która towarzyszyła mu przez całe życie, Edmund cechował się niezwykłą – nawet dla zdrowego człowieka – aktywnością i poświęceniem. Po powrocie w rodzinne strony został współzałożycielem oraz aktywnym uczestnikiem prac społecznych Kasyna Gostyńskiego, które pod przykrywką rozrywki prowadziło działalność konspiracyjną. Edmund Bojanowski jako „obywatel wykształcony i nieskalanych obyczajów”, pełnił w nim rolę kierownika Wydziału Literackiego. Zasłynął jako założyciel czytelni ludowych, pierwszych tego typu na terenie Poznańskiego, których celem było przeciwdziałanie wtórnemu analfabetyzmowi wielkopolskich chłopów.

Bojanowski swoją uwagę i działalność koncentrował na podniesieniu poziomu moralnego i oświatowego mieszkańców wsi. Inicjował i prowadził działalność charytatywną i pomocową. Należał do Towarzystwa Pomocy Naukowej, Towarzystwa Rolniczo-Przemysłowego, Towarzystwa ku Wspieraniu Urzędników Gospodarczych, Towarzystwa Pożyczkowego, Towarzystwa Jedwabniczego, Towarzystwa św. Wincentego a Paulo oraz Ligi Polskiej, w której był członkiem Komisji ds. wydawania tanich książek ludowych. Podejmował działania na rzecz wzmocnienia polskości i ocalenia tradycji narodowej, gromadził skarby kultury ludowej. Zainspirowany ideami Augusta Cieszkowskiego, zakładał w połowie lat czterdziestych pierwsze ochronki dla dzieci w Poznaniu i Gostyniu. Gdy Gostyń dotknęła epidemia cholery, budynek rozwiązanego decyzją władz pruskich kasyna z inicjatywy bł. Edmunda przeznaczono dla ludzi potrzebujących opieki, zwłaszcza chorych i sierot.

Edmund nigdy się nie wywyższał, a swój status społeczny i ponadprzeciętne zdolności wykorzystywał w celu organizowania pomocy dla najbardziej potrzebujących. Dzięki jego staraniom ziemiaństwo zapewniało byt bezradnym i skazanym na ubóstwo. Pomoc bł. Edmunda nie ograniczała się jednak do spraw organizacyjnych, czy przekazania datku pieniężnego. Twierdził: „nędzy trzeba samemu dotknąć”. Nie uchylał się więc od osobistego, bezpośredniego kontaktu z pokrzywdzonymi przez los, a ciepło, które im przekazywał, zjednało mu opinię „serdecznie dobrego człowieka”.

 

Założyciel żeńskiego zgromadzenia zakonnego

Edmund Bojanowski – choć sam żył w stanie świeckim – przeszedł do historii jako założyciel żeńskiego zgromadzenia zakonnego sióstr służebniczek Najświętszej Maryi Panny. Siostry rekrutowały się z dziewcząt wiejskich, opiekujących się dziećmi w ochronkach. Powiązanie ochronek ze służebniczkami błogosławiony tłumaczył następująco: „Miałem na względzie: raz korzyść małych dzieci wystawionych po wsiach przez zaniedbanie lub nieświadomość rodziców na zepsucie przedwczesne, po wtóre – uświęcenie kobiet wiejskich, a przez to wpływ na podniesienie i moralizowanie ludu wiejskiego”. Dzień 3 maja 1850 r., w którym została otworzona w Podrzeczu k. Gostynia pierwsza na ziemiach polskich ochronka wiejska, przyjmowany jest również jako początek Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny.

Siostry służebniczki, żyjące bardzo prosto i utrzymujące się z pracy rąk własnych, szybko zdobyły dużą popularność wśród polskiego społeczeństwa, tym bardziej, że ich praca wyraziście sprzyjała zachowaniu polskości i rodzimych obyczajów. Zgromadzenie jeszcze za życia założyciela przekroczyło granice Wielkiego Księstwa Poznańskiego. W 1861 r. służebniczki dotarły już do Galicji, w 1862 – Królestwa Polskiego, a w 1866 r. na Górny Śląsk. Pojawił się nawet pomysł przeszczepienia zgromadzenia poza kontynent.

Na skutek antypolskiej i antykościelnej polityki zaborców, zgromadzenie musiało zostać podzielone na cztery autonomiczne gałęzie, od siedzib domów macierzystych zwanych: służebniczkami dębickimi, starowiejskimi, śląskimi oraz wielkopolskimi. Od 1991 r., zrzeszone w Federację Zgromadzeń Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny, stanowi najliczniejsze polskie żeńskie zgromadzenie zakonne.

 

Modlitwa i praca drogą do świętości

Edmund Bojanowski zapamiętany został jako człowiek żyjący w jedności z Bogiem, gorliwy w pełnieniu praktyk religijnych, co też nie pozostawało bez wpływu na jego sposób bycia i postępowania. Uczestnictwo w Eucharystii kosztowało go trzy kilometry drogi w jedną stronę, którą pokonywał pieszo, najczęściej codziennie. Na uwagę zasługuje również fakt, że lata życia błogosławionego przypadają w Kościele na okres ożywionej pobożności maryjnej (ogłoszenie dogmatu o Niepokalanym Poczęciu). Maryjność katolików – Polaków – przeżywana natomiast była w powiązaniu z dążeniami niepodległościowymi. Nabożeństwa maryjne utożsamiano z trwaniem przy polskości, a obraz Matki Bożej Częstochowskiej stał się wymownym symbolem ojczyzny. Bojanowski, inspirując się pobożnością maryjną, założył zgromadzenie zakonne, dla którego postać Służebnicy Pańskiej miała stać się zasadniczym punktem odniesienia.

Zachęcając siostry do życia w myśl maksymy “ręce przy pracy, serce przy Bogu”, wskazywał na postawę służby, do której siostry miały czerpać siłę z modlitwy. Niezwykle bliski błogosławionemu był pozytywistyczny ideał pracy. Radość, jaką daje pracowite i uczciwe życie, Edmund Bojanowski starał się przekazać służebniczkom, a także wychowywanym w ochronkach dzieciom:

Niech lepiej samą tylko cnotą i robotą dorabiają się poczciwego imienia i mienia, i niechaj raczej każdy kawałek chleba kroplami potu oblewają, niżby kiedykolwiek miały go łzami oblewać.

Dla służebniczek praca stać się miała podstawą reguły, dla dzieci – elementem patriotycznego wychowania, dla wszystkich – drogą do świętości.

 

Beatyfikacja

Edmund Bojanowski zmarł 7 sierpnia 1871 r. W miarę upływu czasu przekonanie o jego świętości coraz bardziej rosło. Do chwały błogosławionych wyniesiony został 13 czerwca 1999 r. przez papieża Jana Pawła II w Warszawie. Jego proces beatyfikacyjny trwał 42 lata. Koniecznym dla pozytywnego zakończenia procesu przypadkiem, uznanym przez Stolicę Apostolską za cudowny, było uzdrowienie Marii Szmyd ze złośliwego nowotworu kości. W latach 70. licealistce Marii, z powodu raka kości, groziła amputacja nogi po staw biodrowy. Rodzina jednak nie wyraziła zgody na amputację i rozpoczęła wraz z siostrami służebniczkami modlitwę o uzdrowienie za wstawiennictwem bł. Edmunda Bojanowskiego. Pod koniec czerwca 1974 r. dziewczyna odłożyła kule i stanęła na własnych nogach. Uzdrowienie potwierdziły badania kontrolne, przeprowadzane w następnych latach.

Podczas uroczystości beatyfikacyjnej papież Jan Paweł II zaprezentował Edmunda Bojanowskiego jako apostoła miłosierdzia, który jednocząc wielu wokół dobra, dał wyjątkowy przykład ofiarnej i mądrej pracy dla człowieka, ojczyzny i Kościoła.

Z okazji 200-lecia urodzin bł. Edmunda Bojanowskiego, decyzją Konferencji Episkopatu Polski – od listopada 2013 do listopada 2014 r. – Kościół w Polsce obchodził Rok bł. Edmunda Bojanowskiego.


s. Joanna Wiśniewska (KAI)

 

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Copy link
Powered by Social Snap