Po(d)stawy modlitwy

Tak jak miłość potrzebuje gestów, tak nie wyobrażamy sobie wiary bez uczynków, czy też wyrażanych postaw.

Marek Krzyżkowski CSsR
Marek
Krzyżkowski CSsR
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Po(d)stawy modlitwy
Tak jak miłość potrzebuje gestów, tak nie wyobrażamy sobie wiary bez uczynków, czy też wyrażanych postaw.

Bardzo lubię myśleć o wierze w kontekście miłości. Wiara to nie tylko system prawno–moralny, ale przede wszystkim spotkanie z Osobą Jezusa. Wiara to relacja. Tej relacji uczymy się od samego Boga w Trójcy Jedynego – Ojca, Syna i Ducha Świętego. To, co charakteryzuje tę miłość, to właśnie więź i relacja tych Osób względem siebie. I tak jak miłość potrzebuje gestów, tak nie wyobrażamy sobie wiary bez uczynków, czy też wyrażanych postaw.

Mamy z tym trochę problem, bo skupiając się zbytnio na duchu, zapominamy o ciele. Nie wiemy jak się zachować na modlitwie, co robić i jak angażować nasze człowieczeństwo w kontakcie ze sferą sacrum. Każdy z nas otrzymał ciało jako narzędzie do komunikowania się z Bogiem, do wyrażania swojej wiary. Tak jak komunikujemy się z ludźmi poprzez wyrażanie naszej radości czy smutku, zmęczenia i ospałości wykorzystując naszą mimikę twarzy, wzruszanie ramionami czy przybieraniem przeróżnych postaw, tak samo naszym ciałem komunikujemy się z Bogiem.

To, o czym chcę napisać, ma być niejakim savoir-vivre w mojej relacji do Boga. To nie ma być prawne czy wyłącznie rytualne (bez serca) wykonywanie czynności, ale okazywanie czy może lepiej powiedzieć – wyrażanie mojej wiary. Postawa w modlitwie nie ma mnie ograniczać czy zamykać, ale otwierać i zbliżać do Tego, z Którym się spotykam. Ona wyraża moją relację z Bogiem i zaangażowanie w tej więzi.

Ważne jest, by każda postawa w której znajduję się na modlitwie, nie była na zasadzie: “bo tak trzeba”, “tak wypada”, ale żeby wypływała z mojej potrzeby serca. Za każdą postawą idzie konkretna symbolika, która jeszcze bardziej pomaga mi zaangażować się na modlitwie, a jednocześnie jeszcze szczerzej otworzyć swoje serce. No właśnie – tu przede wszystkim chodzi o serce. Bez serca, czyli bez miłości każda postawa – nawet po ludzku najbardziej pobożna, stanie się wyłącznie wojskową musztrą, która może da mi satysfakcję, ale nie zbliży mnie do dobrego Boga. Jego gesty też coś znaczą. To tak jak w miłości: człowiek nie zastanawia się co może albo co musi w danej chwili zrobić – to wypływa z serca.

Bez serca, czyli bez miłości każda postawa – nawet po ludzku najbardziej pobożna, stanie się wyłącznie wojskową musztrą.

Stosowanie postaw i wyrażanie ich ma służyć budowaniu wspólnoty. Pisze o tym Ogólne Wprowadzenie do Mszału Rzymskiego: jednakowa postawa ciała, którą powinni zachować wszyscy uczestnicy liturgii, jest znakiem wspólnoty i jedności zgromadzenia, wyraża bowiem, a zarazem wywiera wpływ na myśli i uczucia uczestników (nr 20).

Jakie są główne postawy? Piszę główne, bo miłość wyraża się w nieskończonych gestach, które w każdej relacji wyglądają zupełnie inaczej. Najważniejsze jest też to, że nie ma ważniejszej lub mniej ważnej postawy, bardziej godnej czy pobożnej, ale każda coś wyraża i każda ma znaczenie, gdy jest wyrażona z serca, a jeszcze bardziej – gdy jest odpowiedzią na tchnienie Bożego Ducha, który sam nas zaprasza na spotkanie. To On jest prawdziwym źródłem i podmuchem wszelkiego ruchu w naszym ciele.

 

Postawa siedząca

Jest ona charakterystyczna dla ucznia, który słucha chcąc się czegoś nauczyć. Pomaga nam ona w skupieniu się na słowach, gdy wsłuchujemy się w głos Słowa Bożego. Siedząc wyrażam mój szacunek do Słowa. Pomocą w tej postawie jest też niewątpliwie wygodne miejsce, by nie skupiać się na bólu nóg czy kolan jak w postawie stojącej czy klęczącej. Nie ma tu tak zwanych „przeszkadzajek”. Siedząc wyrażam też równość i też sam mogę odczuwać ją od Tego, Który do mnie przemawia, z Którym rozmawiam. Oprócz słuchania postawa ta wyraża gest, gdy wszyscy zasiadamy do stołu, by kosztować co na nim jest i wspólnie rozmawiać w przestrzeni przyjacielskiej. On zastawia dla mnie suto Stół Słowa i zaprasza mnie do kosztowania. Siedząc nie spieszę się nigdzie i wyrażam sobą, że mam czas dla tego, kto mnie zaprasza. Siedząc pozwalam odpocząć ciału, aby wytężyć umysł.

 

Postawa leżąca

Mam wrażenie, że postawa ta kojarzona jest z formą słabości. Leżymy, bo jesteśmy zmęczeni całym dniem lub skuleni bólem, chorobą lub sytuacją, która nas dotknęła – to sytuacje, w których Bóg jakby zupełnie nas nie słuchał. A to przecież Ezechiel pisał, że Bóg jako pasterz będzie nas brał na kolana i tulił do siebie, a następnie kładł na legowiska i to co pokaleczone i poobijane uzdrowi i tchnie życie. Ta postawa jest jedną z trudniejszych, bo niektórym może się też kojarzyć się z lenistwem i pobłażliwym traktowaniem samego Boga. I znowu nam się kłania nasze serce i to, co w nim jest. Najważniejsze w tej postawie jest to, że chcemy z Bogiem się spotkać i porozmawiać. Otuleni ciepłą kołderką trzymając w ręku ciepłą herbatę też możemy spotkać się z Bogiem. Może się też okazać spotkaniem, które otworzy nas na Boga, tak bardzo bliskiego każdemu z nas. Postawa ta pomaga nam jeszcze bardziej być sobą przed Bogiem, a przecież o to nam chodzi.

 

Postawa stojąca

To postawa człowieka wolnego, który powstał z grzechu. Upadłem, ale Pan mnie podniósł – to piękne odniesienie także do zmartwychwstania. Stanie na modlitwie to trwanie w nadziei zmartwychwstania. Stoję w wolności przed Bogiem i wyrażam moją gotowość wobec tego, do czego On mnie wzywa. To postawa, za którą kryją się słowa wypowiedziane przez Izajasza: oto ja, poślij mnie. Wysłuchałem słowa, nakarmiłem się, a teraz chcę iść i opowiedzieć o tym całemu światu. Już nie jestem niewolnikiem, ale dzieckiem, dziedzicem Królestwa Bożego. Jako wolne dziecko w Chrystusie jestem gotowy do służby na wzór Mistrza. To postawa oczekiwania i tęsknoty za Bogiem. Ojcowie Kościoła widzieli w tej postawie obraz człowieka – pielgrzyma, który wznosi się ku górze, ku Niebu.

 

Leżenie krzyżem

Postawa ta znana jest w Kościele w ważnych dla niego wydarzeniach jak przy udzielaniu sakramentu święceń czy składaniu ślubów zakonnych oraz w liturgii Wielkiego Piątku. Ta postawa wyraża moją małość i słabość przed Bogiem. Leżąc krzyżem odkrywam, że wszystko co mam, zawdzięczam wyłącznie Panu Bogu. To moje umniejszenie ma prowadzić do tego, bym potrafił odkryć to kim jestem i ma mi dać możliwość, by On mógł we mnie wzrastać. Postawa ta uczy prawdziwej pokory.

 

Postawa klęcząca

W Kościele uznajemy tę postawę jako wyraz pokuty i odkrycie potrzeby oczyszczenia. Sens tej postawy wyraża się jednak bardziej w potrzebie adoracji i uwielbienia. Symbolizuje ona również intensywną modlitwę. Klękam, przyklękam przed kimś, kogo kocham i kto jest dla mnie ważny, najważniejszy. Klęcząc przed kimś wyznaję mu miłość i oddaję się do jego dyspozycji. Jest to również wyrażenie szacunku wobec tej osoby.

 

Skłony, pokłony

Ta postawa jest też wyrazem pokory i uniżenia. Wyraża ona świadomość, że zależę wyłącznie od łaski Bożej, a jednocześnie jestem jej niegodny. Kościół widzi w tej postawie również oddanie czci i hołdu Trójcy Świętej. Skłaniając prosimy o odpuszczenie naszych grzechów i wychwalamy Boże Miłosierdzie, które zostało nam okazane. Moment wyprostowania, szczególnie gdy ukłon jest głęboki, jest wyrazem doświadczenia nowego życia, do którego wzywa mnie Stwórca.

 

To oczywiście tylko niektóre, najczęściej stosowane postawy. Lecz przed Bogiem mniej używajmy savoir-vivre’u, a więcej otwierajmy serca na Niego, a On nas poprowadzi tak, jak sam tego będzie chciał. Nie musi być idealnie, nie musi być tak, jak to robi sąsiad z ławki czy lider we wspólnocie. Niech to jednak będzie tak, byś chciał się spotkać z Bogiem. Tak, jak On chce. Niech to cię przemienia i umacnia. Wszystko, co się dzieje na modlitwie, niech się dzieje na Bożą chwałę.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Marek Krzyżkowski CSsR

Marek Krzyżkowski CSsR

Redemptorysta od 2006, ksiądz od 2011, od września katecheta w IV LO i ZSM 2 w Krakowie, od lipca duszpasterz młodzieży i akademicki DA Na Górce przy parafii pw. MB Nieustającej Pomocy na Podgórzu. Pasjonat liturgii i kolei - zwiedzający świat pociągami lub na stopa. W wolnym czasie bloguje i vloguje. Jego wierni towarzysze to legwan czerwony i agama błotna.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marek Krzyżkowski CSsR
Marek
Krzyżkowski CSsR
zobacz artykuly tego autora >

Izaak i Rebeka. Love story

On i ona to dwa różne światy i kompletnie różne historie. Czy na pierwszy rzut oka ktoś mógłby powiedzieć, że do siebie pasują? Czy ktoś mógłby postawić na to, że ich losy kiedyś złączą się w jedno?

ks. Marcin Kowalski
ks. Marcin
Kowalski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Izaak i Rebeka. Love story
On i ona to dwa różne światy i kompletnie różne historie. Czy na pierwszy rzut oka ktoś mógłby powiedzieć, że do siebie pasują? Czy ktoś mógłby postawić na to, że ich losy kiedyś złączą się w jedno?

On i ona – kompletnie różne drogi

 

“She came from the land of the cotton, land that was nearly forgotten by everyone…”, śpiewa Norah Jones w jednej z piosenek Grama Parsonsa. Ona pochodziła z zapomnianego zakątka południa, on, kiedy pojawił się tam, i spojrzał na nią, obiecywał zmianę. Mówiło o tym całe miasto.

 

 

Historia biblijna, którą chcemy opowiedzieć zaczyna się nieco inaczej. To on, pochodził z zapomnianego, położonego na uboczu Kanaanu. Nie miał stałego domu, za dach nad głową służył mu namiot, częściej jeszcze rozgwieżdżone niebo. Był pasterzem i nomadem. Ona był dziewczyną z miasta położonego daleko, pośrodku Mezopotamii. Wychowała się w Aram-Naharaim. On był synem Abrahama, tego dziwnego Abrahama, który opuścił swojego ojca, opuścił bezpieczny Charan, żeby, jak twierdził, wędrować za Bożym głosem. Ona pochodziła z tej pragmatycznej części rodziny, która została, żeby cieszyć się spokojem i dobrobytem w Charanie.

 

On i ona to dwa różne światy i kompletnie różne historie. Czy na pierwszy rzut oka ktoś mógłby powiedzieć, że do siebie pasują? Czy ktoś mógłby postawić na to, że ich losy kiedyś złączą się w jedno?

Spotkanie, do którego prowadzi Pan

 

A jednak. Pewnego dnia do Charanu przybywa wysłannik, zaufany człowiek Abrahama, aby znaleźć żonę dla jego syna Izaaka. Sędziwy patriarcha przed śmiercią chciałby jeszcze widzieć swojego ukochanego syna jako szczęśliwego męża i ojca. Kobiety Kanaanu z ich różnymi zwyczajami, a przede wszystkim wiarą w pogańskich bogów, nie są dobrymi kandydatkami na żony (Rdz 24,3-4). Tej Abraham szuka dla Izaaka wśród swoich, wśród rodziny, która pozostała w Charanie. Jest tylko jeden warunek – ona musi zgodzić się na wspólne życie w Kanaanie (Rdz 24,5-8). Izaakowi nie wolno będzie opuścić ziemi obiecanej.

 

Izaak i Rebeka. Love story

Sługa miał przed sobą trudne zadanie. Po przybyciu na miejsce, wieczorem zatrzymał się przy źródle, gdzie kobiety przychodziły czerpać wodę, i modlił się, aby ta, która przyszedłszy napoi go i jego zwierzęta, okazała się wybranką dla Izaaka (Rdz 24,11-14). Przy źródle pojawiła się Rebeka. Nie tylko dała mu pić ze swojego dzbana, ale i napoiła jego wielbłądy. Co ważniejsze jednak, Rebeka okazała się być córką Betuela, syna Nachora, brata Abrahama (Rdz 24,15-25). Sługa padł na kolana dziękując Bogu Abrahama za ten widoczny znak jego opieki (Rdz 24,26). Kiedy tylko rodzina, słysząc wypowiadane imię ich krewnego, zrozumiała, że ma przed sobą jego wysłannika, zaproszono go do domu. Tam opowiedział o swojej misji, o błogosławieństwie, którym cieszy się jego pan, i wreszcie poprosił o rękę Rebeki (Rdz 24,32-49). Jej brat i ojciec, widząc w całej historii znak od Boga, nie śmieli się sprzeciwiać (Rdz 24,50). Wbrew panującym wówczas zwyczajom zapytali jednak Rebekę, czy zgodzi się być żoną Izaaka (Rdz 24,58). Ona sama musi zdecydować, czy chce zostawić swój rodzinny dom i udać się do Kanaanu. Rebeka podejmuje odważną decyzję. „Chcę iść”. Z krótkiego opowiadania sługi nie mogła poznać dobrze rodziny Abrahama. Co powiedziałaby, znając historię Izaaka o mało nie złożonego w ofierze? Rebeka wybierając swego ukochanego wyrusza w podróż w nieznane.

 

Kiedy spotykają się po raz pierwszy, ona pierwsza z daleka spostrzega Izaaka, jak wraca z pola, od studni Lachaj Roj (Rdz 24,62). Nazwa ta znaczy „Żyjący widzi”, subtelnie nawiązując do nazwy góry Moria, „Bóg widzi”. Na tamtej górze Opatrzność dojrzała i ocaliła Izaaka powstrzymując rękę Abrahama. Dziś ta sama Opatrzność widzi i ocala jego życie, wkładając w jego dłoń, dłoń Rebeki.

 

Rebeka to dar dla Izaaka, dar, który przybywa w samą porę. Izaak wraca smutny z pola. Być może smutek powodowany jest stratą matki, Sary. Może są jeszcze inne powody, o których historia milczy. Rebeka będzie lekarstwem na smutek i pustkę życia Izaaka. Ona, dziewczyna z dalekiego miasta, będzie radością i powiewem świeżości w życiu chłopaka z prowincji.

 

Izaak i Rebeka. Love story

Siła małżeńskiej modlitwy

 

Fakt, że Bóg złączył ze sobą Izaaka i Rebekę nie znaczy jeszcze, że ich życie ułoży się w sielankę. Już na początku pojawia się pierwszy kryzys i poważna próba dla ich miłości: Rebeka jest niepłodna. Dla starożytnych to nie tylko nieszczęście, ale wstyd i brak Bożego błogosławieństwa. Także dziś są małżeństwa, które rozpadają się z tego powodu. Izaak jednak nie poddaje się, modli się za swoją żonę. Modlitwa jest tak skuteczna, że Bóg otwiera łono Rebeki dając jej bliźnięta (Rdz 25,19-26). W czym tkwi siła wstawiennictwa Izaaka? Czy jego modlitwa dociera do Pana niesiona siłą jego miłości? Na pewno tak, choć Izaak ma jeszcze jedną tajemnicę, rzecz, o której wie tylko Bóg i on. Kiedy tam na górze Moria posłusznie poddał się woli ojca, stał się prawdziwą ofiarą dla Pana. Bóg zawsze już będzie spoglądał na Izaaka jak na ofiarowanego mu syna, swoją szczególną własność. Kiedy Izaak modli się za swoją żonę, na określenie tej modlitwy autor biblijny używa czasownika atar, którym określa się błaganie, któremu towarzyszy ofiara. W przypadku Izaaka nie mamy wzmianki o żadnej ofierze ze zwierząt. To on jest żywą ofiarą dla Pana. Jego życie ofiarowane Bogu sprawia, że Pan nie może mu odmówić niczego. Nie tylko Rebeka jest darem dla Izaaka, także on ratuje jej życie przed pustką i przywraca jej radość. Nie mógłby tego uczynić, gdyby nie jego trudna przeszłość i bliska relacja z Panem.

Izaak i Rebeka. Love story

“Ofiara Abrahama”, Rembrandt

Odtąd już we dwoje

 

Odtąd idą już przez życie we dwoje, a właściwie we czworo, bo rodzą im się bliźnięta, Ezaw i Jakub. W ich wspólnym życiu wciąż pojawiają się problemy. Kiedy nastaje głód muszą wędrować do kraju Filistynów, gdzie będą ukrywać fakt, że są mężem i żoną (Rdz 26,1-7). Zdradzi ich czuły uśmiech Izaaka przesłany Rebece. Zdradzi i ocali zarazem, bo król filistyński, prowadzony ręką Opatrzności, zatroszczy się, aby nie stała im się krzywda (Rdz 26,8-11). Miłość i czułość okazywana sobie w trudnym czasie ocala ich małżeństwo.

 

Bóg będzie Izaakowi błogosławił w obcym kraju. Jego ziarno będzie wydawało stokrotne plony, a on sam będzie odkrywał kolejne źródła wody, znak dobrobytu i Bożej opieki (Rdz 26,12-14). Ściągnie to na Izaaka zazdrość Filistynów, którzy zasypią jego studnie i przepędzą go ze swojej ziemi (Rdz 26,15-16). Izaak nie jest wojownikiem jak jego ojciec Abraham, pokornie odejdzie, aby szukać szczęścia gdzie indziej. Ciekawe, jak zareagowała na tę pokorę Rebeka? Czy nie wyrzucała mężowi, że jest tchórzem i nie walczy o swoje? Rebeka wydaje się spokojnie wspierać męża, szanując jego charakter. Nie wyszła za fightera. Nie prowokuje męża do walki. Bóg pobłogosławi pokorę Izaaka i cierpliwość Rebeki odkrywając przed nimi kolejne źródła, dając im jeszcze więcej (Rdz 26,17-24). Ostatecznie wrogowie Izaaka sami do niego powrócą, prosząc, aby zawarł z nimi przymierze (Rdz 26,26-33). Izaak mając u swego boku wspierającą go Rebekę przeżywa najpiękniejsze chwile swojego życia.

Starość, nie radość?

 

Aż wreszcie przychodzi starość. Oboje się zmienili. Izaak stał się niedołężny i jest ślepo zapatrzony w swojego starszego syna, Ezawa. Lubi potrawy, które przygotowuje mu ten dzielny myśliwy (Rdz 27,1-4). Czyżby widział w nim także spełnienie własnych pragnień o byciu silnym, odważnym mężczyzną? Rebeka swoje uczucia lokuje w Jakubie. Ezaw jest nieobliczalny. Wiąże się z kobietami z Kanaanu, co dla matki jest nie do zaakceptowania (Rdz 27,46). Dlaczego Izaak wydaje się być ślepym na niebezpieczeństwa, które na rodzinę ściąga jego pierworodny syn?

 

Rebeka ma mocny charakter i postanawia działać. Podstępem pomoże Jakubowi zdobyć błogosławieństwo kosztem starszego brata. Oszuka swojego męża i swojego starszego syna (Rdz 27,5-40).

Jak na to oszustwo zareagował Izaak? Czy kiedykolwiek się o nim dowiedział? Trudno byłoby przypuszczać, że Jakub wszystko zaaranżował sam. Czy Izaak nie przeraził się odkrywając, jaką różną jest Rebeka, którą poślubił, Rebeka, która zawsze była jego wsparciem, od tej, którą widzi teraz? Czy nie przeraził go jej mocny charakter, determinacja i upór, brak szacunku dla jego woli? Izaak to w końcu głowa rodziny, głowa której honor został poważnie nadwyrężony.

 

Izaakowi raz jeszcze pomóc może jego pokojowy, nie nastawiony na konfrontację charakter oraz pokora, z jaką podchodzi do samego siebie. Pokorny Izaak przebaczy swojemu młodszemu synowi, Jakubowi. Nie cofnie błogosławieństwa, bo przecież nie należy do niego. Wielki patriarcha nie jest przecież większy od Boga, który użył go tylko jako narzędzia dla przekazania swego błogosławieństwa. Izaak przebaczy też swojej żonie. W ostatnich wersach Rdz 27, opisujących podstępnie skradzione błogosławieństwo, widzimy ich dwoje rozmawiających ze sobą i razem posyłających Jakuba do Kanaanu. Zmienili się, rozczarowali sobą, ale wciąż są we dwoje, wciąż się kochają. Ostatecznie podstęp Rebeki odegrał także kluczową rolę w realizacji Bożego planu. Dzięki niemu „narodził się” spadkobierca błogosławieństwa Abrahama, nowy patriarcha, Jakub. Izaak mógł odczytać to po ludzku bolesne i niezrozumiałe wydarzenie w świetle woli Bożej. Raz jeszcze mógł się też przekonać, że Rebeka, mocna, kochająca, podstępna Rebeka jest darem Opatrzności, od ich pierwszego spotkania, kiedy byli młodzi i zakochani, aż do tej chwili.

 

Izaak i Rebeka. Love story

Ta droga końca już mieć nie będzie…

 

Obraz małżeństwa utrwalony w historii Izaaka i Rebeki nie stracił nic ze swojej aktualności. On i ona pochodzili z dwóch różnych światów, które połączyła ręka Boga. Dwie drogi, które mogły biec zupełnie obok siebie, połączone w jedno to prawdziwy cud małżeństwa.

 

Jak wyprawa Rebeki do Kanaanu, zawsze jest ono wędrówką w nieznane, szkołą zaufania, wejściem w tajemnicę drugiej osoby, która będzie mnie zaskakiwać i przerastać. Dobrze jest uświadomić sobie wówczas, że do tego spotkania doprowadził Pan, jego ręce cierpliwie tkały to, co zrywały nasze, i to On jest gwarantem trwałości naszej wspólnej drogi. Od relacji z Nim zależy świeżość miłości małżeńskiej. Życie, które ofiarował Bogu Izaak sprawia, że może on dla żony wyprosić syna. Modlitwa w małżeństwie połączona z miłością do Pana i do najbliższej osoby, ratuje nas, kiedy po ludzku nic już nie da się zrobić.

Nie znaczy to jednak, że o tę miłość ma troszczyć się tylko Bóg. Miłość Izaaka i Rebeki jak każda miłość małżeńska sprawdza się w codzienności wypełnionej radością i problemami. Czułość i bliskość okazywana sobie wówczas, wsparcie i akceptacja tego, jakimi jesteśmy, zamiast niemiłosiernej krytyki, nie tylko pomagają przetrwać, ale także wzmacniają tę więź. Mając przy sobie ukochaną, rozumiejącą mnie osobę, nawet wśród przeciwności mogę przeżywać najpiękniejsze chwile mojego życia. Prawdziwa miłość nie ucieknie także wówczas, kiedy się zestarzejemy i zmienimy, kiedy trzeba będzie stanąć oko w oko z naszymi słabościami, kiedy dziwić się będziemy, że ktoś ze mną jeszcze wytrzymuje.

 

Nobody’s perfect. Tylko Pan. To On pomyślał, że dobrze nam będzie razem, że będziemy dla siebie darem od momentu, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy, aż na wieki. Bo ta droga końca już mieć nie będzie…     

 


MODLĘ SIĘ ZA CIEBIE…

to akcja do w mediach społecznościowych

do której zaprasza Stacja7

Do akcji włączyły się znane pary i małżeństwa, aktywne w Social Media. 

Są z nami: Weronika i Jan Kostrzewa, Monika i Marcin Gomułkowie – Początek Wieczności, Karolina i Maciej Piechowie – Szczęśliwa Rodzina


Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



ks. Marcin Kowalski

ks. Marcin Kowalski

prezbiter diecezji kieleckiej, doktor nauk biblijnych, doktorat obronił na Papieskim Instytucie Biblijnym w Rzymie, wykładowca Pisma Świętego w Wyższym Seminarium Duchownym w Kielcach oraz w Lublinie, adiunkt przy katedrze Teologii Biblijnej i Proforystyki w Instytucie Nauk Biblijnych KUL, redaktor naczelny kwartalnika biblijnego The Biblical Annals, sekretarz Stowarzyszenia Biblistów Polskich III kadencji. Jego pasją naukową i duszpasterską jest Biblia, w szczególności listy św. Pawła. Moderator Dzieła Biblijnego, autor scenariuszy i prowadzący programy telewizyjne i radiowe, współpracownik Stacji 7 i współtwórca cyklu Jutro Niedziela.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

ks. Marcin Kowalski
ks. Marcin
Kowalski
zobacz artykuly tego autora >