ŚWIĘCI

Św. Jan Maria Vianney. Skromny, wielki ksiądz

Mimo, że żył na przełomie XVIII i XIX wieku, również współcześni duszpasterze mogą się od niego wiele nauczyć. To wzór silnej woli, wytrwałości i autentycznej, prostej wiary, która przyciąga ludzi. Wspominamy go w Kościele 4 sierpnia.

Polub nas na Facebooku!

Św. Jan Maria Vianney urodził się w 1786 roku, dorastał w prostej francuskiej rodzinie. Kształtowała się też w niej jego mocna wiara, świadkowie wspominali, że jako malec recytował z pamięci nawet długie litanie. Wiele osób upatrywało w nim przyszłego kapłana. Powołanie kapłańskie odkrywał dzięki proboszczowi z Ecully. Ten próbował uczyć Jana łaciny, ale zrezygnował po 10 latach bezskutecznej edukacji.

Dopiero jako 25-latek został przyjęty do seminarium. Tu również miał ogromne problemy z nauką, usunięto go z tego powodu z seminarium. W końcu jednak pozwolono mu zdać egzaminy już po francusku, nie po łacinie i w 1815 roku przyjął święcenia kapłańskie.

3 lata później trafił na parafię do maleńkiej wioski, Ars, w której mieszkało zaledwie 230 osób. Po 40 latach jego posługi do Ars przybywało kilkadziesiąt osób. z całej Francji. Jak to możliwe?

 

Początki jego posługi duszpasterskiej były trudne. Mieszkańcy wioski nie byli zbyt gorliwymi wiernymi, na niedzielnej mszy pojawiało się kilka osób, Ars nie cieszyło się dobrą opinią. Również Vianneya nie przyjęto tam szczególnie ciepło – wyglądał nędznie i wydawał się mało zdolny. Stał się obiektem kpin, szydzono z niego i oczerniano.

Tymczasem kapłan robił wszystko, by przybliżyć ludzi do Boga. Modlił się za nich, umartwiał – spał na gołych deksach i pościł. Vianney wiedział, że jest za tych ludzi odpowiedzialny, że jego duszpasterska troska musi być poświęceniem siebie samego dla zbawienia innych. Wiele godzin spędzał na modlitwie, często przed Najświętszym Sakramentem.

O Boże mój, wolałbym umrzeć miłując Ciebie, niż żyć choć chwilę nie kochając… Kocham Cię mój Boski Zbawicielu, ponieważ za mnie zostałeś ukrzyżowany… ponieważ pozwalasz mi być ukrzyżowanym dla Ciebie. O Boże mój, pozwól mi nawrócić moją parafię: zgadzam się przyjąć wszystkie cierpienia, jakie zechcesz mi zesłać w ciągu całego mego życia

Starał się być zawsze dostępny dla ludzi. Z oddaniem sprawował Eucharystię, często można było go spotkać w konfesjonale. Z czasem zaczęto w nim dostrzegać niezwykłego kapłana i spowiednika. Penitenci przyjeżdżali do Ars z całej Francji. Przejęty Vianney płakał nad grzechami ludzi, starał się budzić w nich pragnienie skruchy, ale zawsze zaznaczał, jak piękne jest Boże przebaczenie. Dzięki sakramentowi pokuty wielu osobom umożliwił przystępowanie do komunii, co było dla niego ogromną radością.

“Gdy w parafii jest święty proboszcz, to jest to dobra parafia, jeśli mamy do czynienia z dobrym proboszczem, to mamy średnią parafię. A gdzie jest zły proboszcz, tam jest żadna parafia”.

Vianney był również nękany przez demony. Jak sam mówił, to dlatego, że nawracał ludzi. Potwierdziło to też spotkanie z opętaną kobietą, która wykrzyczała do niego “Ile ty mi cierpień każesz znosić!… Gdyby takich trzech było na ziemi, moje królestwo byłoby zniszczone. Ty zabrałeś mi więcej niż 80 tysięcy dusz”

Za najważniejszy punkt duszpasterstwa w parafii Vianney uważał Eucharystię. Był przekonany, że “wszystkie dobre dzieła razem wzięte nie dorównują ofierze Mszy św., gdyż są to dzieła ludzi, podczas gdy Msza św. jest dziełem Boga”. Dawał również wskazówki innym kapłanom, by przygotowywali się solidnie do Mszy i odprawiali ją w skupieniu. Miałteż świadomość stałej obecności Chrystusa w Eucharystii. Spędzał przed tabernakulum długie godziny na adoracji, “o świcie lub wieczorem. “On tam jest!” – mawiał w czasie kazań, wskazując na tabernakulum.

Dużo pracy wkładał Vianney także w przygotowanie kazań. Miał świadomość swoich ograniczonych zdolności, więc wieczorami wczytywał się w dzieła teologów i mistrzów duchowych. Uważał, że “Pan nasz, który jest samą prawdą, nie przywiązuje mniejszej wagi do swego słowa, niż do swego ciała”. Jego kazania były krótkie i proste. Wolał w nich ukazywać “pociągający aspekt cnót niż brzydotę wad”, a także “szczęście płynące ze świadomości, że jest się kochanym przez Boga, zjednoczonym z Bogiem, że żyje się w Jego obecności, dla Niego”.

 

Św. Jan Maria Vianney. Skromny ksiądz proboszcz

 

– Kapłan „nie żyje dla siebie; żyje dla was” – powtarzał swym parafianom św. Jan Maria Vianneya. Jan Paweł II powiedział, że Proboszcz z Ars jest “wymowną odpowiedzią” na próby kwestionowania tożsamości kapłana, która opiera się nie na uznaniu ze strony świata, lecz na jego uczestnictwie w staraniach Boga o to, aby wszyscy ludzie byli zbawieni”. Papież Polak przypominał, że kapłańska tożsamość objawia się w twórczym rozwijaniu przejętej od Jezusa Chrystusa miłości dusz.

Wyniszczony ascezą i chorobami Jan Maria Vianney zmarł 4 sierpnia 1859 r. po 41 latach pobytu w Ars. Został beatyfikowany w 1905 r. przez św. Piusa X. Natomiast Pius XI kanonizował go w 1925 r., a cztery lata później ogłosił św. Jana Marię patronem wszystkich proboszczów Kościoła katolickiego. Jego imię zostało również włączone do Litanii do Wszystkich Świętych.

 

os, KAI/Stacja7

 

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Porcjunkula. Mała, wielka kaplica

Porcjunkula znaczy tyle co kawałeczek, drobna część. Na początku XIII wieku była małą, zaniedbaną kaplicą, położoną kilka kilometrów od Asyżu. A to ona stała się świadkiem najważniejszych wydarzeń w historii franciszkańskiego zakonu, tam też swój początek miał szczególny odpust, który 2 sierpnia może uzyskać każdy z nas.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Dziewięć metrów długości, cztery metry szerokości. Odbudowana własnoręcznie przez Franciszka w 1206 roku. To w tej kaplicy Biedaczyna z Asyżu wysłuchał Ewangelii o rozesłaniu apostołów, która zmieniła jego myślenie. To tam zgromadziła się pierwsza wspólnota franciszkańska, to spod tej kaplicy bracia pierwszy raz ruszyli ewangelizować. To tam siedemnastoletnia Klara przyjęła z rąk Franciszka swój habit. To tam w końcu Franciszek pożegnał się z ziemskim życiem. Dziś ta niewielka kaplica znajduje się wewnątrz potężnej bazyliki. Ale to, co najważniejsze, nie potrzebuje pięknego, wielkiego otoczenia. 

W Uroczystość św. Macieja Apostoła Franciszek usłyszał odczytane na Mszy świętej słowa Ewangelii: “Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. (…) Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie. Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski” (Mt 10, 6-10). Potraktował je jako wyraźny nakaz Chrystusa: zdjął swoje ubrania, nałożył na siebie habit, przepasał się sznurem i zaczął nauczać na placu kościoła parafialnego św. Jerzego w Asyżu. Jeszcze w tym samym roku zgłosili się do niego pierwsi towarzysze: Bernard z Quinvalle i Piotr z Katanii, późniejszy brat Egidiusz, którzy zamieszkali wraz z Franciszkiem przy kościółku Matki Bożej Anielskiej. Kiedy zebrało się już 12 uczniów Franciszka, nazwali się braćmi mniejszymi, a za cel życia obrali sobie pokutę i głoszenie Chrystusa.

A co z odpustem? Legenda głosi, że Biedaczyna w 1216 roku usłyszał w swojej celi głos: „Franciszku, do kaplicy!”. Kiedy tam się udał, zobaczył Jezusa nad ołtarzem, a obok z prawej strony Najświętszą Maryję Pannę w otoczeniu aniołów. Wtedy Chrystus miał powiedzieć do zakonnika: “Franciszku, w zamian za gorliwość, z jaką ty i bracia twoi staracie się o zbawienie dusz, w nagrodę proś Mnie dla nich i dla czci Mego Imienia o łaskę, jaką zechcesz. Dam ci ją, gdyż dałem cię światu, abyś był światłością narodów i podporą Mojego Kościoła”.

Franciszek poprosił, aby „wszyscy, po spowiedzi odbytej ze skruchą i po nawiedzeniu tej kaplicy, mogli otrzymać odpust zupełny i przebaczenie wszystkich grzechów”. Jezus miał mu odpowiedzieć, że udzieli odpustu pod warunkiem, że zatwierdzi go papież. Franciszek udał się więc do Perugii, gdzie przebywał wówczas papież Honoriusz III, i przedstawił mu sprawę. Ojciec Święty zgodził się, ale odpust początkowo ograniczony był tylko do kaplicy pod Asyżem. Kolejni papieże rozszerzali ten przywilej, początkowo na inne kościoły franciszkańskie, później na wszystkie kościoły parafialne. Dziś każdy, kto w dniu 2 sierpnia nawiedzi swój kościół parafialny, spełniając zwykłe warunki (pobożne nawiedzenie kościoła, odmówienie w nim Modlitwy Pańskiej i Wyznania wiary oraz sakramentalna spowiedź i Komunia św. wraz z modlitwą w intencjach papieża, a ponadto nie ma przywiązania do jakiegokolwiek grzechu, zyskuje odpust zupełny.

 

ah, brewiarz.pl, franciszkanie.pl/Stacja7

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap