video-jav.net

Jak rozmawiać z dzieckiem o śmierci?

Wspólne spędzanie czasu czy mocniejsze wyczucie na potrzeby dziecka – to najważniejsze rzeczy, które wspierają dziecko w trudnej drodze przez żałobę i rozpacz. W jaki sposób rozmawiać z dzieckiem o śmierci? Wyjaśnia psycholog Agnieszka Paczkowska* z Fundacji Hospicyjnej

Agnieszka
Paczkowska
zobacz artykuly tego autora >
Alicja Samolewicz-Jeglicka
Alicja
Samolewicz-Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Alicja Samolewicz Jeglicka: Kiedy zacząć rozmawiać z dzieckiem na temat śmierci?

Agnieszka Paczkowska: Takie rozmowy trudno zaplanować. Najlepiej kiedy wynikną one z przypadkowych okoliczności. Przykładowo na spacerze dziecko zauważy nieruszającego się ptaszka, zdechnie mu rybka…Takie prozaiczne wydarzenia mogą stać się okazją do wprowadzania małego dziecko w tajniki życia i śmierci. Przeważnie też dzieci w wieku przedszkolnym zaczynają zadawać pytania odnoszące się wprost do przemijania. Ważne, by tej dziecięcej ciekawości nie przeoczyć.

 

W jaki sposób rozmawiać?

Przede wszystkim podążać za pytaniami dziecka. Pytania są sygnałem dla dorosłego, że dziecko właśnie w tym momencie jest gotowe do takiej rozmowy. Warto stosować zasadę prawdomówności oraz ogólności. Pierwsza odnosi się do tego, że wypowiedzi dorosłego powinny być zgodne z rzeczywistością. Druga zasada mówi o tym, że trudne informacje przekazuje się po kawałku, fragmentami. Zaczynając od tych informacji najbardziej ogólnych. Rozszerzać temat można wówczas, gdy dziecko będzie dalej zainteresowane lub będzie dopytywało. Ważne by mówić językiem dostosowanym do wieku dziecka – prosto i jasno.

 

A jak rozmawiać z tym trochę starszym dzieckiem – nastolatkiem?

Nastolatek ma już ugruntowane pojęcie śmierci. Jeśli w jego rodzinie bliska osoba zaczyna poważnie chorować, to jest to moment, w którym dziecko powinno się o tym dowiedzieć. Dziecko, które od początku trudnej sytuacji rodzinnej czuło się równoprawnym, ważnym członkiem rodziny, lepiej będzie znosiło kolejne kryzysy związane z rozwojem choroby, a następnie czas żałoby.

 

Czy jest coś czego absolutnie nie powinniśmy mówić?

Na pewno nie powinniśmy kłamać. Nie powinniśmy również zakładać, że skoro dziecko się bawi czy wychodzi z kolegami, to sobie świetnie radzi. Nie jest łatwo rozmawiać z dzieckiem o śmierci, ale ważne jest by taki temat poruszyć.

 

boy_at_a_fountain

 

Czy dzieci przeżywają żałobę tak samo jak dorośli?

Na ten temat istnieje wiele nieporozumień. Myślimy o tym stereotypowo. W Fundacji Hospicyjnej, zajmującej się między innymi wspomaganiem osieroconych dzieci, używamy czasem określenia – zapomniani żałobnicy. Powszechnie uważa się, że dziecięca żałoba jest krótka, a jeśli nie widać u dziecka trudnych emocji, to żałoba już minęła… Jednak dzieci podobnie przeżywają rozstanie jak dorośli. Dzieci potrafią być bardzo lojalne wobec swoich opiekunów i dostosowują się do sytuacji.

 

To znaczy?

Jeśli nie widzą żałoby u swojego opiekuna, to same też mogą chcieć „udawać”, że sobie świetnie radzą. Z drugiej strony widząc rodzica, który popadł w rozpacz, mogą nie chcieć dokładać mu zmartwień. Mają swoją tajemnicę. Cierpią w ukryciu. Zarówno mniejsze dzieci, jak i nastolatki mogą później rozpocząć swój żal po stracie. Czasem świadomość śmierci i wynikające z niej konsekwencje, dochodzą do nich po kilku tygodniach czy miesiącach od samego wydarzenia.

 

Czy zachowanie dziecka w takiej sytuacji może się radykalnie zmienić?

Po dziecku w żałobie, podobnie jak po dorosłym, można spodziewać się wszystkiego. Pod pojęciem żałoby kryje się wiele emocji. Od tych najbardziej powszechnych jak smutek czy żal, po rozpacz, złość, wstyd, a nawet poczucie winy. Odczuwanie tych różnych emocji może wpływać na zachowanie dziecka, możliwości koncentracji i uwagi czy samopoczucie fizyczne.

Mniejsze dzieci często somatyzują emocje, nie potrafiąc jeszcze ich nazwać. Możemy mieć do czynienia z bólami brzucha, brakiem apetytu, bólami głowy, sennością czy lękami nocnymi. Niektóre dzieci stają się bardziej pobudzone ruchowo, inne bywają bardziej agresywne niż wcześniej, a jeszcze inne zamykają się w sobie. Trudno tu o jakiś schemat.

 

Czy dzieci powinny uczestniczyć w pogrzebie?

Nie ma jednej odpowiedzi. To indywidualna sprawa rodzica. To on zna swoje dziecko najlepiej. Ja zazwyczaj rozmawiając o tym aspekcie z dorosłym próbuję rozeznać się w sytuacji. Osobiście uważam, że udział w pogrzebie może mieć pozytywny wpływ na przeżywanie żałoby u dziecka w przyszłości. Udział w ceremonii, widok trumny czy płaczących osób, bardzo urealnia śmierć. Wspólne przeżywanie trudnych chwil może również scalać. Dziecko może zobaczyć, że smutek jest naturalnym uczuciem.

Zaznaczam też, że jeśli rodzic zdecyduje się, by dziecko wzięło udział w pogrzebie, to najpierw trzeba go do tego psychicznie przygotować. Opowiedzieć plastycznie po kolei, co będzie się działo, jak to wszystko będzie wyglądało. Konkretne przykłady takich rozmów znajdują się na naszej stronie dotyczącej wsparcia w żałobie: www.tumbopomaga.pl

 


*Agnieszka Paczkowska jest psychologiem, psychoonkologiem. Pracuje w Hospicjum im. ks. E. Dutkiewicza SAC w Gdańsku oraz w Fundacji Hospicyjnej. Jest koordynatorem programu wsparcia dla dzieci i młodzieży w żałobie pt. „Tumbo Pomaga”.

Agnieszka Paczkowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alicja Samolewicz-Jeglicka

Alicja Samolewicz-Jeglicka

Dziennikarz ZWWZ - z Zawodu, Wyboru, Wykształcenia i Zamiłowania. Udowadnia, że jest możliwe wstawać o świcie z uśmiechem co dnia i łączyć pracę z pasją. Reporter, z-ca szefa informacji Radia Plus w Gdańsku. Wieloletni korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej. Prowadzi warsztaty dla młodzieży i studentów z zakresu dziennikarstwa radiowego. Publikuje w prasie i internecie.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Agnieszka
Paczkowska
zobacz artykuly tego autora >
Alicja Samolewicz-Jeglicka
Alicja
Samolewicz-Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >

Kardynał Nycz w RMF FM (ROZMOWA)

"Nie spodziewałbym się wypowiedzi Kościoła oficjalnej, ponieważ nigdy nie wypowiadaliśmy się komentując działania prokuratury" - mówił kard. Kazimierz Nycz w Porannej rozmowie w RMF FM, komentując kwestię listu części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, w którym apelują oni m.in. o to, żeby Kościół zabrał głos ws. ekshumacji

Polub nas na Facebooku!

Robert Mazurek: Dzień dobry, państwa i moim gościem jest kardynał Kazimierz Nycz, metropolita warszawski.

Kard. Kazimierz Nycz: Pozdrawiam państwa, szczęść Boże, w tym dość ponurym dniu.

 

Dzień jest ponury ze względu na widoki za oknem. Witamy naszych słuchaczy z Pałacu Arcybiskupów Warszawskich. Ale pytanie też jest mało rozrywkowe – 17 z 99 rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej apeluje o to, by m.in. Kościół zabrał głos ws. ekshumacji – innymi słowy, by nie doprowadzać do nich, by Episkopat albo biskupi sami z siebie powiedzieli, że to nie tędy droga.

Nie wypowiadam się w imieniu Episkopatu, bo nie mam do tego prawa. Wypowiadam się w swoim imieniu – duchowo i empatycznie jestem absolutnie po stronie rodzin, które mają pytania, wątpliwości, jest im przykro, że będą musieć traumę sprzed 6 lat przeżywać w pewnym sensie raz jeszcze. Rozumiem ich. Natomiast nie spodziewałbym się oficjalnej wypowiedzi Kościoła, ponieważ nigdy nie wypowiadaliśmy się, komentując działania prokuratury – mimo że niektórzy tak robią – i pewnie nie będziemy tego robić. Natomiast trzeba bardzo wyraźnie społeczeństwu wyjaśniać, dlaczego to jest konieczne, co może zmienić, co może wnieść nowego, bo w przeciwnym wypadku rodziny i nie tylko rodziny, mogą mieć wątpliwości.

 

Dzisiaj 25 października, rocznica wyborów. To rok “dobrej zmiany”. Jest lepiej?

Jestem w tym szczęśliwym położeniu, że będę oceniał rząd przy następnych wyborach, tak jak większość społeczeństwa. Natomiast ocenę roku zostawiam z jednej strony mediom, z drugiej strony fachowcom, politologom, ekonomistom – i to robią, jak słyszę.

 

A kardynał Nycz jak ocenia?

Wiele elementów widzę bardzo pozytywnie. Myślę, że jeżeli ktoś szuka przysłowiowej dziury w całym, np. w programie 500+ – to myślę, że popełnia błąd, dlatego że to otwarcie na rodziny wielodzietne, które przez całe lata były dyskryminowane przez to, że kolejne dziecko było karą za to, że posiadali dzieci – to jest program jest rzeczywiście godny poparcia i myślę, że nikt w przyszłości, Bogu dzięki, nie zdobędzie się na to, by z niego zrezygnować.

 

Ale tak naprawdę ten rok jednej rzeczy na pewno nie zmienił – tak jak Polacy się nienawidzili, kiedy mówią o polityce, tak nadal się nienawidzą. Czy to jest poważny problem dla Kościoła?

To jest poważny problem dla państwa, jeszcze poważniejszy dla Kościoła i wiele razy w ciągu tego roku o tym mówię. Kiedy patrzę na niego z perspektywy Roku Miłosierdzia, który przeżywamy i niebawem go skończymy, kiedy patrzę z perspektywy wizyty papieża Franciszka, który potrafił jednak wokół siebie zgromadzić ludzi i stworzyć pewien entuzjazm, także miłości braterskiej i przebaczenia, to aż żal duszę ściska człowiekowi, że to nie może być przynajmniej trochę z tego na stałe. Moim zdaniem tu mamy wszyscy ogromne zadanie do zrobienia – chrześcijanie, niechrześcijanie, politycy i niepolitycy, dlatego że to tworzenie wspólnoty, bycie we wspólnocie nie może się obyć bez przebaczenia, nie może się obyć bez tej konkretnej, codziennej miłości, kiedy człowiek potrafi być dla drugiego człowieka.

 

A czy ksiądz kardynał korzysta z internetu?

Korzystam, ale w sposób umiarkowany, nie jestem uzależniony.

 

Bo chciałem zapytać, czy wie ksiądz, co to jest internetowy hejt?

Wiem, co to jest internetowy hejt, ale wolę na tę płaszczyznę nawet nie zaglądać. Czasem czuję niesmak, a czasem czuję coś więcej niż niesmak. To też jest problem – problem odpowiedzialności, często problem chowania się za pewną anonimowość, pozorną anonimowość w kwestii hejtu.

 

Jak to jest – że ludzie, którzy idą w niedzielę do kościoła, jak sobie wieczorem siądą do komputera, to wylewa się z nich w internecie cała żółć nie tylko tego dnia, ale tygodnia i “jadą sobie” jak chcą?

To jest wyzwanie dla nas wszystkich, wyzwanie dla ludzi wierzących. Takżew tym aspekcie wiara bez uczynków jest martwa. To jest jeden z tych wymiarów, uczynków, które nie są sposobem zasługiwania na zbawienia – bo nie o to chodzi w Ewangelii i w historii zbawienia – ale są sposobem potwierdzenia tego, że jestem wybrany przez Boga, że jestem obdarzony zaufaniem, łaską przez Boga. A wyrazem tego powinno być moje ładne, piękne i spójne z wyznawaną wiarą życie. Niestety, jesteśmy słabi i grzeszni. Zawsze tak było, że nie dorastaliśmy, ale wydaje mi się, że dzisiaj nasilenie tego problemu jest dosyć duże.

 

Wczoraj przeszły przez Polskę kolejne demonstracje kobiet. Większość z nich tym razem już jednoznacznie pod hasłem walki o aborcję na życzenie. Czy to nie pokazuje, że nauczanie Kościoła “rozjeżdża się” z postawami znacznej części kobiet?

Ja myślę, że w wielu sprawach to nauczanie “rozjeżdża się”, jak pan użył słowa. Rozjeżdża, natomiast tak było i będzie pewnie zawsze, tzn. Kościół nie może zmienić nauczania, dlatego że życie ludzkie idzie innym torem, tylko będzie głosił Ewangelię w porę i nie w porę. Pod tym względem będzie, jest, w kwestii ochrony życia poczętego, od początku do końca. Ja myślę osobiście, bo nieraz słyszę pytanie jako biskup, czy Kościół będzie popierał, czy biskupi poprą, tzw. kompromis aborcyjny. Odpowiadam wtedy: zdecydowanie nie poprze Kościół, dlatego że Kościół, biskupi nie są od stanowienia kompromisów, są od głoszenia prawdy o życiu świętym, nienaruszalnym od początku aż do naturalnej śmierci. Ostatnio nawet przytoczyłem zdanie takiego człowieka, którego śmierci obchodziliśmy 25. rocznicę, ks. Ziei. “Nigdy nikogo nie zabijaj” – to była jego dewiza życiowa. I myślę, że to jest aktualne w nauczaniach wszystkich papieży, biskupów Kościoła nauczającego i nie może być inne. Natomiast politycy mają szukać takich rozwiązać, które będą rozwiązaniami optymalnymi i w pewnym momencie osiągnąć to, co się da osiągnąć. Ale to nie jest zadanie biskupów, zadanie Kościoła nauczającego.

 

A co Kościół powie tym kobietom, które uczestniczą w “czarnych marszach”? Tak duszpastersko i po ludzku też.

Jeżeli chodzi o same marsze w obronie życia czy wszystkie inne marsze, to oczywiście ludzie do tego mają prawo. Kiedy widzimy we Francji marsze pro life, duże, wielkie, mówimy o zlaicyzowanej Francji, a jednak ludzie widzą wartość życia i chcą go bronić, to oczywiście takie postępowanie trzeba pochwalić, natomiast ja bym tylko chciał, żeby nie zostały one zinstrumentalizowane, bo kiedy się obserwuje po jednej i po drugiej stronie, to widać, jak w miarę tych marszów następują tzw. dodane cele, które ewidentnie te kobiety i tych ludzi, którzy wychodzą na ulicę w jakimś sensie czynią instrumentem polityki bieżącej, która jest uprawiana.

 

Wkrótce otworzy ksiądz kardynał Świątynię Opatrzności Bożej. Czy to nie jest trochę zmarnowana szansa? Miała być zupełnie niezwykła świątynia, wotum narodu, a stała się, co tu kryć, parafią w Wilanowie i miejscem, gdzie przynajmniej mieszkańcy “Lemingradu” mogą głosować.

O, to pytanie zawiera w sobie taki ironiczny podtekst, muszę się od niego odciąć absolutnie.

 

Dobrze, niech się ksiądz kardynał odetnie od “Lemingradu”.

Nie tylko. Odcinam się, mianowicie dlatego że liczba pielgrzymów i liczba ludzi przyjeżdżających z zewnątrz, mimo że świątynia nie jest otwarta, już jest znacząca.  Liczymy, że po 11 listopada, kiedy to odprawimy tam pierwszą mszę świętą i wejdziemy do świątyni, tej głównej, górnej, ta liczba się jeszcze bardzie zwiększy i zrównoważy, a nawet przeważy liczbę parafian. Ja się osobiście bardzo cieszę i pozdrawiam parafian, że to osiedle tam powstało, że mają ten kościół także do swojej dyspozycji, ale niemniej pozostanie on Sanktuarium Bożej Opatrzności i ku temu idziemy.

 

Wiele tematów nam jeszcze zostało i to na następny raz je sobie zachowamy, ale jednak muszę zadać to pytanie. Arcybiskup Hoser twierdzi, że zarabia 3500 złotych. A ile zarabia kardynał Nycz?

Myślę, że w tych kategoriach, jeśli chodzi o biskupów w Polsce czy księży pracujących w kuriach itd., to jest taka granica, jaką arcybiskup Hoser wyznaczył, myślę, że my się w niej obracamy.

 

Ale myśli ksiądz? To znaczy ksiądz wie, czy nie wie?

Wiem. Wiem, oczywiście, że wiem.

 

To ile?

Moja pensja netto wynosi 2700 złotych, natomiast oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że mam pewne sprawy, o które się nie muszę troszczyć.

 

Rozumiem – dach nad głową.

Dach nad głową i jedzenie, czy jakiś transport do parafii, itd.

 

Dziękuję za tę rozmowę księdzu kardynałowi.

Ja także dziękuję i pozdrawiam wszystkich, zapraszając na 11 listopada.

 


Materiał opublikowany dzięki współpracy z Archidiecezją Warszawską i RadiemRMF FM

logo_kolor_male-06
rmf24