100 tys. wolontariuszy w szkołach i parafiach

Trzeba podchodzić do człowieka i mówić mu prosto w oczy “Masz talenty, jesteś człowiekiem, który może czynić dobro. Jeśli chcesz - pomóż”…

Ksiądz Marek Dec
Ksiądz Marek
Dec
zobacz artykuly tego autora >
Justyna Sobocka
Justyna
Sobocka
zobacz artykuly tego autora >

Z księdzem Markiem Decem, Zastępcą Dyrektora Caritas Polska, rozmawia Justyna Sobocka

 

Wolontariat rozwija się w szkołach na szeroką skalę. To “szkolna moda”, czy raczej jakaś głębsza potrzeba?

Doświadczenie pracy Caritas w polskiej szkole opiera się na niesamowitym zapale ludzi młodych. Ponad 2700 grup wolontariatu działa w szkołach, w przedszkolach i wśród studentów. Funkcjonują także parafialne grupy Caritas. To rzesza około 100 tysięcy wolontariuszy.

 

Ksiądz Marek Dec z autorką wywiadu | fot. Paweł Żulewski

 

A to zaskakujące, bo burzy powszechną opinię, że młodym już na starcie życia niczego się nie chce. Dlaczego zatem tak chętnie włączają się w wolontariat?

Wielu wolontariuszy było wcześniej odbiorcami różnych akcji Caritas. Uczestniczyli w turnusach wakacyjnych i obserwowali pracę wolontariuszy. Byli odbiorcami atmosfery, która towarzyszy wspólnym wyjazdom wakacyjnym. Widząc to, sami chcą pomagać, angażować się w tę działalność. Istotne znaczenie ma też praca formacyjna – katecheza w szkole, działanie w parafii, modlitwy, prowadzona od ponad 70 lat w parafiach akcja „Tydzień Miłosierdzia”. To również jest pokazywaniem wolontariatu i przynosi owoce. Podobnie jak świadectwa innych wolontariuszy czy samo spotkanie z Ewangelią, z Chrystusem, bo wzbudza dobro.

 

Co zyskam, stając się wolontariuszem?

Co do zasady wolontariusz nie wykonuje zadania ze względu na nagrodę lub zysk. Jednak wolontariat ma tyle w sobie dobra i siły, że człowiek dając – zyskuje wiele. Przede wszystkim dajemy ludziom poczucie jedności, bycia jedną rodziną Caritas. Chcemy to podkreślać przy różnych wydarzeniach. Organizujemy ogólnopolskie spotkania. 9 i 10 września odbył się Ogólnopolski Zjazd Młodych Wolontariuszy Caritas w Łodzi. Udział wzięło 2 tysiące osób. Podczas spotkania m.in. analizowali życie i przesłanie św. Faustyny Kowalskiej. Co roku wolontariusze uczestniczą również w pielgrzymce do Łagiewnik. Wyjazdy służą formacji, ale to też element świętowania i radości. Dzięki swojemu zaangażowaniu młodzi ludzie wiedzą, że ich życie i praca ma sens. Dziś to istotna kwestia, bo czasem łatwo się pogubić, a wolontariat nadaje kierunek.

Dlatego należy promować i nagłaśniać wolontariat. Należy pochwalać, podkreślać zasługi i doceniać pracę. Dobre przykłady inspirują jeżeli  się o nich słyszy.

 

Ksiądz Marek Dec | fot. Paweł Żulewski

 

A jak zachęcić do czynienia dobra tych jeszcze niezachęconych?

Trzeba podchodzić do człowieka i mówić mu prosto w oczy „Masz talenty, jesteś człowiekiem, który może czynić dobro. Jeśli chcesz – pomóż.” To indywidualne zaproszenie zdziała więcej niż reklamy w telewizji czy plakaty. Od razu należy wskazać konkretną formę zaangażowania. Musimy pokazać człowieka w potrzebie. Być może kolega w szkole nie radzi sobie w nauce, a ty jesteś dobry z matematyki – pomóż temu człowiekowi przez wspólne rozwiązywanie zadań. Ktoś niepełnosprawny, potrzebuje wsparcia przy pokonywaniu barier architektonicznych i przeszkód – bądź blisko niego. Robimy zbiórkę – zorganizuj ją razem z nami. Należy pamiętać, że ten, kto finansowo wspiera inicjatywy jest uczestnikiem akcji. Natomiast wolontariuszem jest osoba trzymająca puszkę, rysująca plakaty, alarmująca o zbiórce.

Hasło, które kiedyś usłyszałem „działaj lokalnie – myśl globalnie” jest najbardziej adekwatne. Czasami zachwycamy się ideami, które gdzieś daleko można zorganizować, opuszczając gniazdo rodzinne, co jest możliwe, ale bardziej trzeba zauważać ludzi potrzebujących, którzy są blisko, np. w szkole, w klasie. Powinniśmy dostrzegać potrzeby ludzkie i starać się być pomocnymi. Dzięki temu można sprawdzić, czy to dobro mnie buduje i przynosi radość.

 

Przez wiele lat pracował Ksiądz za granicą. Czy wolontariat misyjny wiąże się z niebezpieczeństwem?

Wypadkowość i skala zagrożeń codziennego życia wcale nie różni się tak wiele w poszczególnych rejonach świata. Zawsze mogą nas spotkać nieszczęśliwe wypadki. Jesteśmy w rękach Bożych. Owszem, są kraje podwyższonego ryzyka. Jednak wydaje mi się, że każdy, kto jest w stanie powierzyć siebie i swoją drogę Jezusowi może skalkulować zaangażowanie i niebezpieczeństwo, a później wybrać ścieżkę, która najbardziej będzie mu odpowiadać. Warto też zaznaczyć, że opiekunowie wolontariatu, w tym instytucje kościelne, takie jak Caritas, biorą odpowiedzialność za swoich wolontariuszy i zapewniają im możliwie największe bezpieczeństwo i wszelkie możliwe ubezpieczenia.

Jeżeli ktoś jest w stanie podjąć większe ryzyko – potrzebujemy nawet wolontariuszy na froncie. Wiele jest takich przypadków, że ludzie ryzykowali życie, by iść nie jako żołnierze, ale by pomagać np. rannym. To doświadczenia czasów wojennych. Wolontariat sanitarny jest obarczony niebezpieczeństwem, a mimo wszystko ludzie podejmują się go. To właśnie potęga dobra, które rośnie w ludzkich sercach.

 

Ksiądz Marek Dec z autorką wywiadu | fot. Paweł Żulewski

 

Czy my, Polacy, mamy we krwi pomaganie? Jaki wpływ miała nasza historia na świadomość w kwestii niesienia pomocy innym?

Wolontariusz chrześcijański w pierwszej kolejności nie widzi zadania, ale człowieka

Jako społeczeństwo, które zetknęło się z komunizmem mamy bardzo ciężki bagaż doświadczeń, zwłaszcza jeżeli chodzi o prace społeczne. Wszystko, co było związane z czynem partyjnym źle się kojarzyło. Całe szczęście młodzi tego dzisiaj nie pamiętają i mogą zacząć od nowa propagowanie wolontariatu nie tylko humanitarnego, ale też chrześcijańskiego, który w pierwszej kolejności nie widzi zadania, ale człowieka, który ma trudność. Wolontariusz chrześcijański rozumie nie tylko wyzwania, ale przede wszystkim spogląda w kierunku kogoś, kto jest w potrzebie.

 

Z czyich postaw wolontariusze powinni czerpać?

Najpiękniejszym wzorem miłości jest Jezus Chrystus. Wszyscy ci, którzy są naśladowcami Największego Nauczyciela Miłości są dla mnie braćmi i siostrami, dlatego cieszę się, że jestem w rodzinie Caritas. Pracuję nie tylko tutaj, ale również angażuję się w wiele inicjatyw. W moim życiu łączy się inspiracja Chrystusem, który jest źródłem miłości, Bogiem, który jest miłosierdziem i człowiekiem, który to dobro przyjmuje i realizuje.

Ze wzruszeniem odwiedzałem niedawno poszkodowanych przez wichury i słyszałem o tym dobru, które świadczyli wolontariusze. W obliczu tragedii dostrzega się sens działania zespołów charytatywnych w parafiach i szkołach. Bez tego wolontariatu nie poradzilibyśmy sobie. Zachęcam i proszę, by te gorące serca nie zostały schłodzone, żebyśmy się nawzajem ogrzewali miłością, którą mamy od Jezusa, bo inaczej cały świat wystygnie.

Każdy może zostać wolontariuszem angażując się w swoim środowisku, gdzie już działają grupy charytatywne. Warto się rozejrzeć, gdyż może całkiem niedaleko od każdego z nas działa grupa szkolna, parafialna lub diecezjalne centrum wolontariatu. W innym przypadku wystarczy zebrać kilka osób i udać się do dyrekcji szkoły, opiekuna samorządu szkolnego lub do parafii i zaproponować swój entuzjazm do współtworzenia grupy wolontariuszy. Nie można się też zrażać, gdyby taka grupa nie powstała. Pojedynczy wolontariusze również mogą zmieniać świat na lepszy przez zaangażowanie w placówkach pomocowych, których w Polsce około tysiąc prowadzi Caritas.

 

Dziękuję za rozmowę

 


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Ksiądz Marek Dec

Ksiądz Marek Dec

Zobacz inne artykuły tego autora >
Justyna Sobocka

Justyna Sobocka

Wolontariusz Światowych Dni Młodzieży w Archidiecezji Warszawskiej

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Ksiądz Marek Dec
Ksiądz Marek
Dec
zobacz artykuly tego autora >
Justyna Sobocka
Justyna
Sobocka
zobacz artykuly tego autora >
ROZMOWY

Orędzie z Gietrzwałdu wykracza poza czas

- Orędzie z Gietrzwałdu to niezwykły dialog zwykłych ludzi z Matką Bożą, rzadko spotykany w innych objawieniach - mówi KAI abp Józef Górzyński. Metropolita warmiński wyjaśnia, że wyjątkowość tych objawień polega także na tym, że poprzedzają one dokonania Soboru Watykańskiego II, szczególnie jeśli chodzi o zwrócenie uwagi na wagę i rolę życia sakramentalnego.

KAI: Księże Arcybiskupie, trwają obchody 140. rocznicy objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie. Jakie jest ich przesłanie na dziś, dla każdego z nas?

– Abp Józef Górzyński: Orędzie Matki Bożej z Gietrzwałdu ma bardzo uniwersalny charakter, zdecydowanie przekraczający ramy epoki, czy regionu gdzie się zdarzyły. Matka Boża – tak jak w innych swych objawieniach – wzywa nas do głębokiej przemiany życia, do nawrócenia i do modlitwy, w tym do częstej modlitwy różańcowej. Wyjaśnia, że w tej modlitwie każdy się odnajdzie, niezależnie od wieku czy poziomu intelektualnego. Jest to wspólny mianownik wszystkich objawień maryjnych.

Objawienia w Gietrzwałdzie mają miejsce 19 lat po objawieniach Matki Bożej z Lourdes i o 40 lat wyprzedzają objawienia fatimskie. Ale szczególnym wątkiem przesłania z Gietrzwałdu jest zwrócenie uwagi na wagę i rolę życia sakramentalnego.

 

Maryja tłumaczy ponoć, że Eucharystia jest o wiele ważniejsza od odmawiania różańca?

– Mimo, że Maryja apeluje o systematyczne odmawianie różańca, to kiedy pada pytanie, czy lepiej jest iść na Mszę św. czy odmówić różaniec, odpowiada, iż Msza św. jest najważniejsza. Zwraca uwagę, aby uczestnictwa we Mszy św. nie zastępować niczym innym. Mówi konkretnie: “Wpierw proszę, abyście uczestniczyli we Mszy św., a później odmawiali różaniec. Msza św. jest ważniejsza niż różaniec!”

Warto przypomnieć, że jest to rok 1877, kilkadziesiąt lat przed Soborem Watykańskim II, kiedy świadomość sakramentalnego wymiaru życia Kościoła była o wiele mniejsza niż dziś. Orędzie Matki Bożej z Gietrzwałdu jest uprzedzające wobec tego, co po latach zdarzy się w Kościele podczas Soboru Watykańskiego II. Jest to jedno ze zdumień, jakie wywołuje lektura treści tych objawień.

 

 

Kim są dwie młode dziewczynki, wizjonerki z Gietrzwałdu?

– Najpierw, 27 czerwca widzenia doznaje 13 letnia Justyna Szafryńska, a potem dołącza do niej Barbara Samulowska. Jak podają zapisy, gdy na głos dzwonu odmówiła Anioł Pański, na klonie rosnącym koło plebanii zobaczyła jasność, a w niej biało ubraną postać, siedzącą na złocistym tronie. Gdy dziewczynka odmówiła Pozdrowienie Anielskie, postać podniosła się z i wraz z aniołem uniosła się do nieba. Tak rozpoczęły się objawienia Matki Bożej, które trwały do 16 września.

Obie wspomniane dziewczynki pochodzą z polskich, katolickich rodzin. Na takich rodzinach opierał się wówczas Kościół katolicki na Warmii, który – co warto dodać – w tym okresie doświadcza negatywnych skutków Kulturkamfu. W latach 1871-1878, kanclerz Bismarck usiłował doprowadzić do ograniczenia wpływów Kościoła katolickiego w państwie. Pod wpływem Kulturkampfu zaczęto rugować z Warmii niepokornych kapłanów i zgromadzenia religijne, z wyjątkiem tych, które zajmowały się działalnością charytatywną. Katolicyzm i polskość były tu odgórnie osłabiane i „gaszone”.

Tymczasem Matka Boża objawiając się w Gietrzwałdzie w 1877 r., zaczyna – jak wiemy – mówić “po polsku”. Nie jest to całkiem ścisłe, gdyż Maryja mówi w języku zrozumiałym dla tutejszych Polaków, czyli w gwarze warmińskiej. A jest to gwara, która ma swoje podłoże w języku polskim, ale z dużymi naleciałościami niemieckimi. Powstała ona w naturalny sposób w tym „tyglu kulturowym”, z jakim mamy do czynienia przez wieki na Warmii. Jest to ziemia spotkania kultur, języków i konfesji, które potrafiły tu żyć w sposób pokojowy, tworząc wspólną kulturową przestrzeń.

Dlatego, kiedy mówi się, że “Matka Boża mówiła po polsku”, nieco boli to rodowitych Warmiaków, jako wyraz niedostrzegania ich rodowitej, warmińskiej mowy. Jest to pewien skrót myślowy, którego używał nawet kard. Karol Wojtyła podczas odchodów stulecia objawień w Gietrzwałdzie. Warto dodać, że ten lokalny język ma bogatą literaturę religijną.

Ogromną i pozytywną rolę w recepcji objawień w Gietrzwałdzie, poprzez właściwe towarzyszenie widzącym, odegrał miejscowy proboszcz ks. Augustyn Weichsel. Był Niemcem, ale otwartym na Polaków i świetnie mówił po polsku. Przez trzy niedziele w miesiącu głosił polskie kazania, za co był zresztą szykanowany przez władze pruskie.

 

Objawienia w Gietrzwałdzie mają inny niezwykły wymiar. Matka Boża nie tylko przekazuje swe orędzie za pośrednictwem wizjonerek, ale też odpowiada na pytania zwykłych ludzi.

– Matka Boża ukazuje się 160 razy, w sumie jest to bardzo dużo. Najpierw – jak już powiedzieliśmy – jest to wezwanie do pogłębienia życia duchowego i odmawiania różańca, ale następnie i odpowiada na pytania, przekazywane za pośrednictwem wizjonerek. Jest to niezwykły dialog zwykłych ludzi z Matką Bożą, rzadko spotykany w innych objawieniach. Lud Boży przybywa ze swoimi codziennymi problemami A dotyczą one tego, co im jest bliskie, w konkretnych sytuacjach życiowych. Są oni reprezentacją całego przekroju społeczeństwa, co do wieku i wykształcenia oraz statusu społecznego.

 

O co konkretnie pytają ludzie Matkę Bożą?

– Pytania są bardzo “życiowe”. Dotykają często prozaicznych spraw. Coś się zdarzyło w rodzinie i ktoś stawia bardzo konkretne pytanie. Czy np. ta osoba, która zachorowała bądź odeszła z zakonu, co się z nią będzie działo? Odpowiedzi Maryi stanowią przykład pedagogii wskazującej w jakim kierunku życie chrześcijanina winno się rozwijać. Te dialogi spisane są dzień po dniu. Jest to znakomity materiał, przypominający czasami “Dzienniczek” s. Faustyny.

Ktoś pyta, jak odnosić się do osób, które trwają w nałogu? Ze strony Matki Bożej pada odpowiedź, która jest wezwaniem do radykalnej przemiany. Maryja wzywa całą społeczność, aby poprzez wsparcie duchowe, ale także konkretną pracę i duchową mobilizację, podejmowała walkę z tymi wadami. Cały czas powtarza, że człowiek musi się zmieniać i to nie wedle takiego czy innego programu, ale wedle klucza Ewangelii. Wskazuje zawsze na Chrystusa, wedle przesłania Maryi podczas cudu w Kanie Galilejskiej: “Uczyńcie, co Syn mój wam powie!”

 

Cudowne źródełko znajduje się w miejscu, w którym objawiła się Matka Boża. / fot. Pawel Żulewski

 

Maryja odnosi się też do konkretnych prześladowań Kościoła katolickiego, jakie miały wówczas miejsce na Warmii…

– Faktycznie, padają pytania dotyczące sytuacji Kościoła. W tym okresie Warmia znalazła się w sytuacji braku duszpasterzy na skutek represji związanych z Kulturkamfem. Wierni zadają pytania: czy i kiedy kapłani ci wrócą? Ze strony Maryi pada obietnica, że wrócą.

 

Objawienia zawierają też orędzie do kapłanów. W czym się ono streszcza?

– Streszcza się w dość prostej formule, Matka Boża nie odpowiada inaczej jak: “Idźcie do swoich kapłanów, taką rzecz należy wyjaśniać na spowiedzi!”. Maryja, gdy jest wątpliwość, kogo trzeba słuchać, mówi: “Słuchajcie księdza w konfesjonale!” Zwraca uwagę jak ważna jest posługa kapłanów dla życia duchowego Ludu Bożego. Przypomina, że odpowiedź na bardzo wiele problemów jakie napotykamy w naszym życiu, znaleźć można na drodze życia sakramentalnego. A chodzi o uczestnictwo w Eucharystii i sakramencie spowiedzi oraz poważne traktowanie tego, co otrzymujemy w nauczaniu, jakie kapłan wówczas do nas kieruje. I to tam uzyskujemy odpowiedź jaką otrzymujemy od Pana Boga.

Z tego należy wyciągnąć głęboko teologiczne wnioski. W orędziu z Gietrzwałdu silnie zaznaczona jest harmonia pomiędzy hierarchicznym wymiarem Kościoła a charyzmatem, czyli łaską, która obecna jest także poza strukturą hierarchiczną. Było to poważnym argumentem dla komisji teologicznej o ich uznaniu.

 

Kiedy pracowała komisja teologiczna, która umożliwiła zatwierdzenie objaśnień ze strony Kościoła?

– Pracowała ona w przededniu stulecia objawień. Na skutek jej pracy biskup warmiński Józef Drzazga, wydał dekret zatwierdzający prawdziwość objawień. A później objawienia zostały uznane przez Stolicę Apostolską, jako jedne z 12 objawień maryjnych w świecie.

 

W objawieniach gietrzwałdzkich pojawia się też wątek szatański, próba zamącenia ich przesłania?

– Faktycznie, ale interpretowany jest on jako potwierdzenie ich prawdziwości. Wątek ten, zwany “lustrzanymi objawieniami”, polegał na alternatywnych widzeniach, które miały miejsce w domu, kiedy dziewczynki zaczynają mówić co miało miejsce pod klonem przy plebani.

W oddzieleniu prawdy od fałszu, bardzo pozytywną rolę odegrał proboszcz ks. Weischel. Wziął to pod swoją kontrolę. Ważna była też postawa biskupa warmińskiego, który życzył sobie szczegółowych sprawozdań z objawień, które miał sporządzać proboszcz. Dzięki temu mamy bardzo wiarygodny opis ich treści i przebiegu. W oparciu o to powstała wartościowa literatura na temat przesłania z Gietrzwałdu, którą warto propagować.

 

fot. Paweł Żulewski

 

Objawienia z Gietrzwałdu od razu zyskują rozgłos i to nie tylko na Warmii.

– Jest to natychmiastowy i bardzo szeroki rozgłos. Istotne było, że inne regiony Polski dowiedziały się, że Warmia nie jest tylko terenem pruskim, że tu są Polacy. Fakt, że Matka Boża przemówiła w języku zrozumiałym dla Polaków, spotkał się z ogromnym echem, szczególnie w sytuacji, kiedy Polska znajdowała się pod zaborami.

Inne regiony Polski szybko zareagowały pielgrzymkami do Gietrzwałdu. Pierwsza była Ziemia Kujawska. Tamtejsi duszpasterze podawali, że tradycyjne pielgrzymki na Jasną Górę straciły swoją frekwencję, na rzecz pielgrzymowania do Gietrzwałdu. Informacje o objawieniach znajdujemy także w prasie np. na Śląsku, w Małopolsce, w Galicji, praktycznie we wszystkich zaborach. Najsłabsza recepcja była w zaborze rosyjskim. O ile ze Lwowa przybywa wiele pielgrzymek, to z Wilna czy z Warszawy mniej.

Historycy podkreślają, że nawet władze miasta Olsztyna podejmowały wyzwania, które wiązały się z potrzebą sprostania napływowi dużej liczby ludzi. Bowiem ci, którzy przybywali do Gietrzwałdu, przyjeżdżali także do Olsztyna. Odpowiedzialni za zaopatrzenie miasta w wodę, dostrzegli, że może jej nie wystarczyć dla przybywających. Podjęły więc decyzję o rozbudowie wodociągów.

 

Świadczy to o skali ruchu pielgrzymkowego.

– Z pewnością. Do Gietrzwałdu przybywają głównie katolicy, ale – co ciekawe – i ewangelicy, miejscowi protestanci. Można mówić o szczególnych więziach, jakie istniały na Warmii pomiędzy katolikami a protestantami. Jeszcze bardziej było to widoczne w sanktuarium w Świętej Lipce, gdzie przybywało wielu protestantów, mimo, że jest to sanktuarium maryjne. I dlatego do dziś sanktuarium to nosi tytuł sanktuarium jedności chrześcijan.

Przypuszczam, że w Gietrzwałdzie było podobnie. Luteranie byli tutaj także silnie obecni. Znajdujemy świadectwa pastorów luterańskich, mówiące, że ich wierni za dużo uczestniczą w tych katolickich “obrzędach”. Temat ten jest wart odrębnej refleksji, gdyż kulturowo ewangelicy i katolicy byli tu bliscy sobie.

 

Ksiądz Arcybiskup mówi, że słaby był odzew na objawienia w zaborze rosyjskim. Poważnie potraktował je o. Honorat Koźmiński, znany kapucyn będący twórcą wielu zgromadzeń żeńskich?

– To prawda. W zaborze rosyjskich przesłanie z Gietrzwałdu podejmuje najsilniej o. Honorat Koźmiński, który pod tym wpływem tworzy specjalne zgromadzenie żeńskie, pracujące na rzecz trzeźwości. Siostry te są bardzo silnie związane z Gietrzwałdem i do dziś tam pracują.

 

Księże Arcybiskupie, jak będą przebiegać główne obchody 140. rocznicy objawień, organizowane we wrześniu?

– Jest tradycją, że druga niedziela września jest czasem Głównego Odpustu Gietrzwałdzkiego. Jest to czas zakończenia objawień oraz święto Matki Bożej Gietrzwałdzkiej. W tym dniu, w 1977 r. było obchodzone stulecie objawień. Miał wtedy przybyć kard. Stefan Wyszyński, ale nie przyjechał ze względu na chorobę. W jego zastępstwie przyjechał kard. Wojtyła. Do dziś niektórzy wspominają jak byli rozczarowani faktem, że nie było prymasa. Nikt nie wiedział, że za rok kard. Wojtyła zostanie papieżem. A dzięki temu Jan Paweł II miał osobiste wspomnienia z Gietrzwałdu i wielokrotnie jako papież do nich nawiązywał.

W tym roku główne obchody 140. rocznicy objawień przypadną na 10 września. Zaproszenie zostało skierowane do polskich biskupów jak i do władz państwowych. Liczę na odzew wiernych nie tylko z Warmii ale i z całej Polski. A w tym roku, co warto zauważyć, w Gietrzwałdzie mamy znacznie więcej pielgrzymów niż zazwyczaj.

W ramach obchodów, które rozpoczęły się 27 czerwca, nawiązujemy do tematyki dialogów Matki Bożej z wiernymi, przypadających w danym dniu. Kiedy np. w tym dniu była mowa o nadużyciach alkoholu, organizujemy w Gietrzwałdzie rekolekcje bądź zjazdy abstynenckie. Z kolei 7 września, w dniu kiedy była mowa o kapłanach, odbędzie się dzień skupienia dla kapłanów warmińskich.

Nie zapominamy też o refleksji o charakterze akademickim, studyjnym. Stąd zakończenie roku obchodów w listopadzie zwieńczone zostanie sympozjum naukowym w Olsztynie.

 

Czuwanie Młodych w Gietrzwałdzie / fot. Paulina Kwoczko

 

Gietrzwałd leży w sercu Warmii. Historia Warmii, to krzyżowanie się kultur i narodowości – w wyniku czego powstała dość niezwykła synteza. Jak można ją scharakteryzować dziś po powojennym okresie wędrówek ludów i po komunizmie?

– Dużą rolę w historii Warmii odegrało dominium biskupie, które zapewniło im dużą niezależność wobec zakonu krzyżackiego. Na obszarze diecezji wydzielono terytorium stanowiące uposażenie biskupa i kapituły katedralnej, gdzie biskup i kapituła na swoim terenie sprawowali także władzę świecką aż do 1772 r., do I rozbioru Polski.

Historia diecezji warmińskiej ma cztery zasadnicze etapy: dwa niemieckie i dwa polskie. Zaczyna się w okresie państwa krzyżackiego. Jest ono podzielone na cztery diecezje, ale w diecezji warmińskiej udaje się zbudować specyficzną strukturę, czyli odrębne dominium biskupie, stanowiące jedną trzecią jej terenów. Dzięki temu, że biskupi warmińscy pozostali przy Kościele rzymskim, katolicyzm na Warmii przetrwał.

Po pokoju toruńskim z 1466 r. Warmia została włączona do Rzeczypospolitej. A kapituła warmińska dostała zalecenie, aby wybierała na biskupa kandydata “miłego królowi polskiemu”. Pierwszym, tak wybranym biskupem warmińskim jest Łukasz Watzenrode czyli wujek Mikołaja Kopernika. Po nim przychodzi ojciec polskiej dyplomacji Jan Dantyszek, wielki Europejczyk. Zaczyna się okres świetności Warmii. Kościół bardzo angażuje się w edukację. Miejscowe siostry katarzynki prowadzą nawet szkoły dla gospodyń wiejskich. Ten okres świetności trwa aż do Ignacego Krasickiego, czyli do rozbiorów. Bp Krasicki odegrał wielką rolę w zakresie troski o kulturę i ekonomię. Propaguje np. hodowlę ziemniaków, sam dając temu przykład. Na biskupim stole nigdy ich nie brakowało. Okres panowania Rzeczypospolitej z punktu widzenia kultury, był jednym z najświetniejszych. Pozostawił wspaniałą spuściznę architektoniczną w postaci polskiego baroku.

W czasie zaborów zarówno kapituła we Fromborku jak i biskupi, choć są pochodzenia niemieckiego, wykazują się troską o lud katolicki, który jest tu polski. Udaje się stworzyć dobrze zorganizowane życie parafialne, które kultywuje tutejsze zwyczaje. Na Warmii żyje się rytmem Kościoła. Dramatyczny przebieg ma tu przejście wojsk Napoleona, owocujące zniszczeniem wielu kościołów. Obecna katedra w Olsztynie największe spustoszenie w swej historii przeżyła właśnie za Napoleona. Wszystkie jej zabytkowe ołtarze poszły na opał.

Po wojnach napoleońskich Prusy się odbudowują a poziom życia się podnosi. Ale w drugiej połowie XIX stulecia towarzyszy temu Kulturkamf, co oznacza trudności dla polskiej kultury oraz Kościoła. Ale dzięki objawieniom w Gietrzwałdzie, tutejsi Polacy znajdują silne poparcie swej tożsamości. Polskość jest tu kultywowana także dzięki wielu wybitnym postaciom, choćby słynnemu księdzu Walentemu Barczewskiemu, który był rodowitym Warmiakiem, pisarzem i historykiem, marszałkiem Związku Polaków w Prusach Wschodnich.

 

Jednak w 40 lat później Polacy sromotnie przegrywają plebiscyt na Warmii?

– Paradoksalnie rzecz biorąc, mogło być tak, że walcząc o spokój swojej ziemi i możliwość kultywowania polskości, niekoniecznie musiano głosować za tym, aby ziemie te znalazły się w państwie polskim. Tym bardziej, że ze wschodu nadciągała bolszewicka nawałnica, co mogło się bardzo źle dla Polski skończyć.

 

Mija już niemal rok od ingresu Księdza Arcybiskupa na metropolitę warmińskiego. Jakie są tu najważniejsze wyzwania na dziś?

– Ogromnym wyzwaniem jest podtrzymanie kulturowego dziedzictwa materialnego Warmii. A są to zabytki dużej klasy, w szczególności kościoły. I wymagają kosztownej renowacji. Tymczasem w warunkach jakie mamy, nie jesteśmy w stanie zagwarantować choćby zabezpieczenia tych zabytków przed zniszczeniem. Ze względu na brak funduszy, proces niszczenia następuje szybciej niż zdolność ich zabezpieczania. Jest to sytuacja wyjątkowa w skali kraju. Czuję więcej niż niepokój.

Istnieje owszem możliwość pozyskiwania środków unijnych, ale z nimi jest ten problem, że niezbędny jest wysoki wkład własny, co w naszej sytuacji nie jest możliwe, gdyż parafie są na ogół biedne i mają coraz niej mieszkańców. Nie są w stanie zdobyć środków własnych, umożliwiających przeprowadzenie takich projektów. Mogę podać przykład jednej, która wystąpiła o taki projekt, a dostała środki dzięki temu, że trzy sąsiednie parafie zagwarantowały to swoją hipoteką. Pokazuje to skalę niemożności. Z kolei polskie Ministerstwo Kultury nie ma takich funduszy, jakich my potrzebowalibyśmy. Dla ratowania sakralnych zabytków na Warmii niezbędna jest jakaś nowa formuła, rodzaj nowego narodowego programu.

 

A najważniejsze wyzwania są w sferze duszpasterskiej?

– W sensie duszpasterskim nasza specyfika polega na tym, że mamy tu wielkie rozdrobnienie. Archidiecezja ma 660 tys. mieszkańców i 262 parafie. Parafie wyludniają się gwałtownie ze względu na ucieczkę ludzi do miast i wyjazdy za granicę. Często parafie te – ze względu na malejącą liczbę mieszkańców trzeba łączyć. Obsługuje je sam proboszcz, który dodatkowo ma pod opieką trzy zabytkowe kościoły. Biorąc pod uwagę, że taka połączona parafia liczy 700 osób, nie jest możliwe samodzielne jej utrzymanie. A tym bardziej remontowanie zabytków, czy choćby ich zabezpieczenie przed niszczeniem.

Z kolei od strony duszpasterskiej rodzi to liczne pytania jak działać w tak małych wspólnotach, na dodatek we wspólnotach, które słabo są zakorzenione w tym miejscu. Starzy nie stworzyli tu tożsamości związanej z miejscem, a młodzi marzą aby uciec, gdy tylko będzie możliwość.

 

A skąd pochodzi obecna ludność?

– Wszyscy są spoza. Pewna, dość duża liczba z Wileńszczyzny, a reszta z dawnej Polski. Ci ostatni przybyli tu aby poprawić swój byt. Jednak nie czują, że jest to ich ziemia, z którą są związani i z którą wiążą dalsze losy. A jeśli chodzi o dawnych Warmiaków, to część z nich uciekła przy końcu wojny, po okrutnych prześladowaniach jakich doznali ze strony Armii Czerwonej. Reszta wyemigrowała w latach 70-tych, za PRL-u, który ich nie chciał i uważał za Niemców. Jest też dużo grekokatolików, którzy zostali tu przewiezieni w ramach Akcji Wisła.

Podjęcie historycznego dziedzictwa Warmii nie było tu proste ze względu na wymianę ludności. Nowi, którzy tu przybyli, w nowym pokoleniu podlegają zwyczajnej globalizacji kulturowej, ze wszystkimi negatywnymi jej skutkami. Nie dostrzegam specjalnych różnic z młodzieżą wielkiej Warszawy. Jednak bardzo trudno jest zorganizować dobre duszpasterstwo w tak małych wspólnotach, składających się w przeważającej części z ludzi starszych.

Pomimo tych trudności istnieje tu dość świadomy laikat. Jest to jedna z niewielu diecezji, gdzie mamy np. stałych świeckich akolitów i lektorów. Są to ludzie, którzy chętnie włączają się do różnych posług w parafii. Ale problemem jest chociażby dobra posługa muzyczna, gdyż parafie są zazwyczaj zbyt biedne, aby zatrudnić dobrego organistę. Często samego proboszcza musi dofinansowywać kuria, aby mógł on przetrwać na parafii.

Gdy chodzi o powołania to na Warmii jest to sytuacja średniej krajowej. Nie jest to stan zadowalający, gdyż potrzeby są dużo większe, tym bardziej, iż rozczłonkowanie parafii wymaga dużej ilości kapłanów. Warto podkreślić, że mamy tutaj Hosianum, jedno z najstarszych seminariów duchownych w świecie i najstarsze w Polsce.

Wśród pozytywów w pracy duszpasterskiej wymieniłbym dotarcie z ofertą ewangelizacyjną do środowisk post-pegiereowskich, które wcześniej były bardzo zaniedbane, a to się udało. Stworzone zostały tam różne punkty duszpasterskie, które przynoszą dobre owoce.

Mamy wspaniałe archiwum diecezjalne, z prawdziwymi, dobrze zachowanymi perełkami, włącznie z duża spuścizną po Koperniku czy rękopisami Krasickiego. Źródła historyczne są naszą silną stroną.

 

Na Warmii toczy się kilka procesów beatyfikacyjnych. Na jakim znajdują się etapie?

– Najstarszy jest proces kard. Stanisława Hozjusza, rozpoczęty w dwudziestoleciu międzywojennym. 10 lat temu został on zakończony na szczeblu diecezjalnym i kontynuowany w Rzymie. Obecnie w Kongregacji opracowywane jest Positio, opracowanie dowodzące heroiczności cnót. Natomiast konieczne jest jeszcze udokumentowanie kultu oraz potwierdzenie cudu. Jest to duże wyzwanie, gdyż wymiana ludności spowodowała pewne zerwanie z historią i osłabienie kultu.

Dość normalnie przebiega proces jednej z dwóch wizjonerek gietrzwałdzkich, Barbary Samulowskiej, która w 1883 r. wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego, a później została misjonarką w Gwatemali. Zmarła w opinii świętości 6 grudnia 1950 r. Jej proces beatyfikacyjny rozpoczął się w 2005 r.

Na trudności napotyka natomiast proces 46 męczenników warmińskich. Są to w większości męczennicy, ofiary komunizmu, osoby okrutnie zamordowane w 1945 r. przez sowieckich żołnierzy, bezpośrednio po wkroczeniu Armii Czerwonej do Prus. Armia sowiecka zachowywała się tu w sposób bestialski, dużą część z kandydatów na ołtarze stanowią ludzie świeccy, w tym kobiety, które oddały życie w obronie swej czystości. Proces ten na etapie diecezjalnym został zakończony w 2011 r., a obecnie mamy jego etap rzymski. Trudnością jest brak dostatecznej liczby świadków w każdym wypadku, wymaganych przez kongregację, gdyż wymaga ona co najmniej pięciu bezpośrednich świadectw. Często tych świadków po prostu już nie ma wśród żyjących. Proces został rozpoczęty zbyt późno, aby można było zebrać taką ilość świadectw.

Lepiej jest z procesem 16 sióstr katarzynek, które zostały zamęczone przez sowietów w tym samym okresie. W tym wypadku została zebrana odpowiednio wcześnie dostateczna liczba świadectw ich męczeństwa. Proces ten jest już na etapie rzymskim, na etapie pisania Positio. W najbliższych miesiącach rozpoczyna się etap ekshumacji.

 

Dziękuję za rozmowę.


Marcin Przeciszewski (KAI) / Olsztyn

 


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Show comments