Nasze projekty
Anna Hazuka

W moim kraju, jak w domu, chcę się czuć bezpiecznie

Jestem stąd. To jest mój dom. Chcę o niego dbać, bo chcę się w nim czuć bezpiecznie.

Reklama

Obrazek pierwszy: późna pora, cotygodniowy mecz futbolu lokalnych szkół średnich. Na trybunach komplet rodziców, większość ma na sobie kurtki z logo szkoły swoich dzieci, pobrzmiewa szkolna orkiestra dęta. Nagle na boisko wbiegają drużyny, wszystko cichnie, a pewien anioł o imieniu Jessica zaczyna… „Oh say, can you see”. Patrzę zaciekawiona wkoło i widzę morze wzruszenia.

Obrazek drugi: otwarcie małej, rodzinnej restauracji. Nic nadzwyczajnego; głównie kuchnia meksykańska, trochę typowego amerykańskiego jedzenia, jakieś serniki. Jemy kolację, nagle wchodzi na salę szef knajpki, wita się z obecnymi i opowiada o swoim marzeniu, które właśnie się urzeczywistnia. Na koniec wnosi sporej wielkości flagę amerykańską, którą uroczyście wciąga na maszt, a wszyscy zgromadzeni recytują: „I pledge allegiance to the flag”. Patrzę zaciekawiona wkoło i widzę morze wzruszenia.

Obrazek trzeci: kino, premiera najnowszej produkcji Disneya. Rozjeżdżają się kurtyny, sięgam po popcorn, ale wszyscy wstają. Na scenę wchodzi chłopak, który moment wcześniej sprzedawał mi colę i zaczyna „Oh say…”. Tym razem już nie wytrzymuję i pytam po wszystkim moją amerykańską znajomą, czy to aby nie przesada. Jej odpowiedź noszę do dzisiaj: „Nie. Tak uczymy się kochać nasz kraj. A ja wśród patriotów czuję się bezpieczna”.

Reklama
Reklama

Przywołuję te wspomnienia, bo to moi amerykańscy znajomi nauczyli mnie patriotyzmu. Zdefiniowali mi go swoją codziennością. Dla nich kochać Amerykę to kupować amerykańskie produkty, to płacić podatki, to angażować się w życie lokalnej społeczności. Taki patriotyzm to po prostu sposób bycia. Wspólny mianownik całego narodu niezależnie od wyznania, sympatii politycznych, zasobności portfela. Nawet jeżeli reszta świata zarzuca Amerykanom wykorzystywanie uczuć patriotycznych do usprawiedliwiania swoich imperialnych poczynań, a samemu patriotyzmowi spod znaku „stars and stripes” powierzchowność i bezrefleksyjność, nikt nie może zaprzeczyć, że siła tego narodu bierze się z jego jedności. A tę jedność buduje bezsprzecznie patriotyzm. Warto się od nich uczyć jak to robić. Zatem jak my uczymy dzieci patriotyzmu?

Symbole

Można tradycyjnie: wieszamy flagę w święta narodowe i śpiewamy głośno hymn przed meczem siatkówki. Można nowatorsko: sadzimy pelargonie biało czerwone przed domem i na 11. listopada pieczemy ciasta patriotyczne. Ważne jest jedno – nasze dzieciaki mają czuć, że za tymi symbolami kryje się coś bardzo ważnego dla nas. Że my wierzymy w istnienie Wspólnej Sprawy, która nazywa się Polska. I, że jest to ważna sprawa.

Dbajmy o język

Pamiętacie swoje panie polonistki? Pamiętacie ich nagany za słowo „Fajnie”? Ja mam do dzisiaj ucisk w gardle gdy mi się wyrwie „Fajowo!” przy dzieciach. Uczmy nasze dzieci pięknego języka! Mówmy do nich poprawnie i wkuwajmy razem z nimi ortografię. Zbyt wielu ludzi zginęło w obronie tego języka, żeby psuć go dzisiaj wulgaryzmami i nic nie znaczącymi modnymi ogólnikami. Zapełniajmy nasze domy pięknymi polskimi książkami, uczmy się razem z dzieciakami polskich wierszy na pamięć, ale przede wszystkim niech nas nigdy nie opuszcza ten wyuczony przez polonistkę nieznośny ucisk w gardle.

Reklama
Reklama

Miejsca – symbole

Opowiedzieliście już dzieciom o Ince? Zapalaliście znicze „Zośce” i „Rudemu” na Powązkach? Odwiedziliście Twierdzę Modlin? I nie, nie chodzi o to, żeby zalewać umysł dziecka trudną martyrologią, ale, żeby oswajać je z historią. Żeby uczyć je, że to jest nie tylko pamiątka z przeszłości, ale część ich tożsamości, ich dziedzictwa. Wojny, powstania wyryły się szczególnie w nasze dzieje, ale nie zawężajmy tylko do nich polskiej historii. Nigdy nie zapomnę lekcji, jaką śp. o. Góra zgotował nam pewnego zimowego wieczoru. Niedzielna msza akademicka. Kazanie – jak zwykle u o. Góry – barwne, ale tamtego wieczoru też jakieś doniosłe. O ojcach, o ich wierze. O tym, że każdy naród niesie swój własny, wyjątkowy kod czytania Ewangelii. I nagle pytanie rzucone w kościół: „Bo kto leży w kryptach wawelskich, to oczywiście wszyscy wiecie?”. Odpowiada cisza. Ojciec Jan nie rezygnuje: „Wchodzę do Krypty św. Leonarda. Jeżeli minę Króla Jana III Sobieskiego, to kto będzie następny?”. Cisza. Kto był, ten wie co było dalej. Kończąc kazanie wymienił wszystkie krypty i każdy królewski sarkofag. Zadał jeszcze pytanie o serce Marszałka i skończył w jedyny możliwy sposób: „Wstydźcie się!”.Oj zabolało, ale i dało do myślenia. Moje dzieci są za małe na Inkę, za małe na Modlin, ale Polska to przecież też Toruń i Kopernik! To Biskupin! To Wawel! To królewskie dynastie! Złoty wiek! To przecież Grunwald! I Ołtarz Mariacki Wita Stwosza. To Matejko i Wyspiański! To historie o św. Jadwidze i legendy o Królu Popielu.

Rozkochajcie je w Polsce

Nasze dzieciaki bardzo lubią polski folklor. Odkąd wzięliśmy je na beskidzki redyk, odkąd mogły zobaczyć jak piecze się sękacz i jak wyglądają w tańcu łowickie spódnice, nie możemy opędzić się od pytań, co planujemy im pokazać w tym roku. I szczerze mówiąc aż głowa pęka od pomysłów, bo naprawdę jest w czym wybierać. Nie wspominając o Górach Stołowych, Tatrach, o Kanale Ostródzko-elbląskim, Puszczy Białowieskiej, o Szlaku Orlich Gniazd, o Krainie Wielkich Jezior czy tajemnicach Kotliny Kłodzkiej. Chcesz, żeby pokochały swój kraj? Fascynacja to najlepsza droga!

Rodzinne historie

Lubię określenie „Grunt to rodzina”. Lubię jego dosłowne znaczenie. Ziemią, z której wyrastamy jest nasza rodzina. Zdaję sobie sprawę, że nie wszędzie to jest możliwe, ale może warto poprosić swoich rodziców, a może nawet dziadków o zaangażowanie się w przekazywanie polskości naszym dzieciom? Przez opowieści, wspomnienia, przywoływanie postaci przodków. Ale też np. przez wspólne śpiewanie. Nasza rodzina z roku, na rok staje się coraz bardziej muzykalna. Kolejne dzieci dołączają z kolejnymi instrumentami. Udaje nam się raz na jakiś czas siąść w salonie w domu moich rodziców, wyjąć gitary, trąbki, flety i grać, i śpiewać polskie piosenki, i pieśni. Starsze śpiewają „O mój rozmarynie”, młodsze tańczą do „Przybyli ułani”, wszystkie zgodnie płaczą przy „Czarnej Madonnie”. Piękny, wspólny czas.

Reklama

O co w ogóle chodzi z tym patriotyzmem?

„Ciociu, ale dlaczego ja mam być patriotą? Przecież teraz wojny prowadzą drony.” Takie pytanie, przy okazji Święta Niepodległości zadał mi mój 13-letni siostrzeniec. Pomyślałam wtedy, jak trudno czasem nie tylko młodym ludziom, ale też chyba nauczycielom uchwycić sedno patriotyzmu. Przecież nie kocham ojczyzny tylko po to, żeby mieć odwagę bronić jej granic. Trudno chyba też młodzieży przyjmować wzniosłą narrację o jedności i braterstwie wobec tak dotkliwych podziałów, które toczą nasz kraj. Po co zatem chcemy, żeby nasze dzieci identyfikowały się z polskością? Dlaczego protestujemy, gdy mówią o Polsce pogardliwie? Bo ojczyzna to wspólna sprawa nas wszystkich. To miejsce, w którym mieszkają ludzie, których kochamy. To jest dom, który może i czasem denerwuje, ale który się rozumie na wskroś. Wreszcie bo to jest dom, którego długo nie mieliśmy i o który nasi przodkowie stoczyli straszne boje.

Zaczęłam obrazkami z Ameryki i teraz też chcę jednym zakończyć. Sobotnie popołudnie. Sąsiedzki grill. Nagle dziwne poruszenie wśród mieszkańców. Ktoś idzie po swojego psa, ktoś wyciąga z szafy broń myśliwską. Na moje zmieszanie słyszę odpowiedź: „Pies tamtych sąsiadów nigdy tak nie szczeka. Idziemy sprawdzić czy wszystko u nich w porządku”.

Patriotyzm, w jaki wierzę to właśnie przełożenie wzniosłych haseł ze szkolnych akademii na zainteresowanie losem samotnej sąsiadki, podniesienie śmieci z osiedlowego skweru i zafundowanie zdolnemu dzieciakowi wyjazdu na narty. I dlatego wieszam flagę na moim balkonie. Jestem stąd. To jest mój dom. Chcę o niego dbać, bo chcę się w nim czuć bezpiecznie.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite