кредиты онлайн в Казахстане кредит на карту онлайн кредит наличными

Autostopowe rekolekcje

Czy autostop jest niebezpieczny? Nic podobnego! A czy rekolekcje autostopowe są niebezpieczne? O taaak… 12 do 20 lipca 2013 roku w Cieszynie ruszają „Autostopowe rekolekcje”! Stacja7.pl wspiera tę imprezę i serdecznie zapraszamy wszystkich, którzy nie szukają dobrej wakacyjnej oferty!

Robert
Skrzydło
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Już starożytni porównywali ludzkie życie do podróży, odnajdując wiele podobieństw między jednym i drugim. To jeden z powodów, dla których pielgrzymi szlak nigdy nie zarasta. Dlaczego więc nie wyjść na drogę i tam poszukać tego, co nazywa się „być człowiekiem”? Dlaczego nie wtoczyć tam swojego kamienia, nawiązując do angielskiego powiedzenia:  "A rolling stone gathers no moss".

Toczący się kamień nie obrasta mchem. Mchem bezpieczeństwa, wygody, stabliności, a w konsekwencji pychy i przekonania, że wszystko, co mam, osiągnąłem tylko dzięki sobie, że nikt inny nie jest mi potrzebny, sam świetnie sobie radzę.

Kiedy potrafimy docenić wartość czegoś cennego? Kiedy tego nie posiadamy, kiedy to tracimy lub kiedy sami z tego rezygnujemy.

Może zatem warto zrzucić z siebie cały bagaż, który musimy dźwigać każdego dnia i zabrać z sobą tylko to, co zmieści się nam do plecaka. Ci sami starożytni mawiali przecież: „Omnia mea mecum porto” (Wszystko, co mam, noszę z sobą).

O co chodzi z tymi rekolekcjami?

Możliwości zbliżenia się do Pana Boga jest bardzo wiele – dni skupienia, obozy, pielgrzymki, rekolekcje, w dodatku każde z nich reprezentuje nieco inną duchowość, dlatego łatwo znaleźć coś w sam raz dla siebie. A jednak…  Ducha ludzi młodych, którzy łakną wielkiej przygody, nie tak łatwo jest zaspokoić. Nie sposób jest także powiedzieć  im tak po prostu: „Usiądźcie i posłuchajcie”, zwłaszcza w czasie wolnym od szkoły czy uczelni. Ten, który powiedział: „Wiara rodzi się z tego, co się słyszy” (Rz 10,17)

Powiedział także: „Mąż, który podróżował, zna wiele rzeczy i mądrze przemawiać będzie (Syr 34, 9-11).

Gdyby zatem połączyć pragnienie przeżycia przygody z pragnieniem zbliżenia się do Pana Boga? Nie trzeba byłoby wówczas wybierać pomiędzy jednym lub drugim.

Program rekolekcji autostopowych w Cieszynie

Termin: 12-20 lipca 2013

Koszt: 150 zł

Składać się będą z trzech części:

1) trzy dni skupienia w Cieszynie, przygotowujące do owocnego przeżycia czasu w drodze (warsztaty, integracja, konferencje, modlitwa) 2) tydzień autostopowania w parach 3) spotkanie podsumowujące (w Tychach)

Poprowadzą je ojcowie franciszkanie: o. Efraim Kostrzewa i o.Wit Chlondowski

Link do artykułu z Gościa Niedzielnego, w którym pojawiają się obaj ojcowie:

http://info.wiara.pl/doc/1079246.Nowa-nauka-z-moca)

Hasłem tegorocznej edycji będą słowa Chrystusa:  „Dziś, jutro i pojutrze muszę być w drodze” (Łk 13,33)

Aby zapisać się na rekolekcje autostopowe w Cieszynie należy zapoznać się z informacjami szczególowymi i wypełnić formularz: 

https://docs.google.com/forms/d/1EYLNrF1b3v1ssTeeiyNQr6UK775Mwh_zSf6TVEa2DZc/viewform


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Robert Skrzydło

Zobacz inne artykuły tego autora >
Robert
Skrzydło
zobacz artykuly tego autora >

Kolumbia. W ramionach Matki Bożej z Chiquinquirà

Kraj, który prezydent oddał pod opiekę Panu Bogu. Jednocześnie kraj, w którym ginie najwięcej duchownych

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Codzienność

W Meksyku albo właśnie Kolumbii od lekarzy można usłyszeć, że u dzieci częściej operuje się rany postrzałowe niż wyrostki. To nie jest przesada, ale codzienność, która bardzo wymownie obrazuje także sytuację tamtejszego Kościoła. Jak wiadomo Kolumbia jest znana jako światowe centrum handlu narkotykami. Księża angażują się więc w walkę z gangami narkotykowymi, z właścicielami nielegalnych upraw kokainy, ale także z wszechobecną korupcją.

Trwająca ponad 50 lat wojna domowa bardzo wyniszczyła kraj, życie straciło 220 tys. ludzi, a 6 mln musiało opuścić swoje domy. Namiastkę porozumienia wypracowano dopiero w 2016 roku, jednak większości postanowień tego traktatu nadal nie udało się wprowadzić w życie.

Dlatego codziennością zaangażowania społecznego Kościoła w Kolumbii są: starania o dialog między rządem a rebeliantami, pośredniczenie w uwalnianiu porwanych osób i przetrzymywanych jako zakładnicy, walka z niezwykle rozpowszechnionym tam zwyczajem posiadania i noszenia broni.

 

Prześladowania duchownych

Walka na takich polach niestety kończy się tym, że Kościół płaci za to wysoką cenę. To dlatego w kraju, w którym 94% mieszkańców stanowią chrześcijanie, a prezydent oddał państwo pod opiekę Pana Boga, jednocześnie ginie najwięcej księży, zakonników i misjonarzy. Giną księża, a nawet biskupi. Od 1984 r. do 2009 r. zamordowano tam 2 biskupów i 67 księży. Po 2009 r. zostało zastrzelonych kolejnych 20 duchownych. Pomimo, że Kolumbia jest dla duchownych jednym z najbardziej niebezpiecznych krajów świata. nie brakuje księży, którzy pragną być z tą społecznością, którzy nigdy nie zostawiliby swoich parafian, którzy nie wątpią nigdy z wartość swojej misji.

 

“Instytucja” z najwyższym zaufaniem społecznym

Kościół w Kolumbii cieszy się ogromnym zaufaniem społecznym. Jest postrzegany właściwie jako jedyna instytucja w tym kraju dbająca o godne życie jego obywateli. Na rzecz pokoju w tym kraju bardzo mocno działała także Stolica Apostolska i osobiście papież Franciszek.

Nie ustają starania tamtejszych duchownych także w sprawach społecznych i moralnych. Kościół staje w obronie nielegalnych imigrantów głównie z Kuby i Haiti. Nieprzerwanie broni życia – w 2012 r. episkopat kolumbijski stanowczo sprzeciwił się wprowadzeniu projektu zezwalającego na eutanazję i tzw. wspomagane samobójstwo. Dzięki temu w 2015 r. weszło w życie rozporządzenie ministra zdrowia: “prawo do godnej śmierci”. W Kolumbii trwa cały czas walka o ograniczenie aborcji i praktyk sterylizacyjnych, na które pozwala tamtejsze prawo.

Chrześcijanie w Kolumbii, których jest ponad 45 mln katolików, mieszkają w 78 diecezjach i wikariatach apostolskich oraz  4,4 tys. parafiach. Kościół prowadzi tam 2,6 tys. przedszkoli i szkół podstawowych, co jest niezwykle istotne w kraju gdzie dużo dzieci jest niedożywionych. Zarządzanych przez Kościół jest także 1,4 tys. szkół średnich oraz 124 szkoły wyższe. Kościół ma pod swoją opiekę także 100 szpitali, 120 ośrodków zdrowia, 2 leprozoria, niemal 400 domów opieki dla osób starszych, niepełnosprawnych i niepełnoletnich, ponad 600 sierocińców i żłobków, 60 specjalnych ośrodków wychowawczych i reedukacyjnych i wiele mniejszych organizacji pomocowych.

Nie ma żadnej wątpliwości, że w kraju, przeżywającym tak ogromne problemy, a jednocześnie zamieszkałym przez bardzo radosnych, otwartych, spontanicznych ludzi, Kościół jest jedyną ostoją godności. Jest centrum życia wielu społeczności lokalnych i realnym wsparciem dla najbardziej potrzebujących.

 

Matka Boża z Chiquinquirá

Podobnie jak w Polsce, w katolicyzm kolumbijski mocno wpisana jest pobożność maryjna. Maryja jest patronką Kolumbii.

Cudowny obraz Matki Bożej w Chiquinquirá w roku 1586 w niewytłumaczalny sposób został odświeżony. Ta “cudowna” renowacja dała właśnie początek sanktuarium narodowemu w Chiquinquirà tak chętnie odwiedzanemu przez papieży i pielgrzymów. Obraz w narodowym sanktuarium, na którym Maryja ze spokojem i wielką matczyną miłością wpatrzona jest w Jezusa, wierzącym w Kolumbii wskazuje, że z taką samą miłością jest wpatrzona w ich naród.

Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich korporacjach jak Comarch czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach rodzinnych. Pochodzi z Koziebród - miejscowości, w której znajduje się przepiękne sanktuarium Maryjne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Kolumbia. Faworyt grupy

Szybcy, finezyjni i dobrze wyszkoleni technicznie piłkarze ofensywni. Słabi w defensywie obrońcy tworzący prawdziwego kolosa na glinianych nogach

Jacek Liberacki
Jacek
Liberacki
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Kolumbijczycy przeżywają teraz najlepszy okres w historii swojej piłki. 4 lata temu po wyrównanym meczu ulegli gospodarzom 2:1 dopiero w ćwierćfinale, mimo tego, że mecz był bardzo wyrównany. Kolumbijczycy wygrali swoją grupę i byli jedną z drużyn najbardziej chwalonych po turnieju.

Mocny atak, słaba obrona

Mundial w Brazylii spokojnie można nazwać najlepszym okresem w karierze Jamesa Rodrigueza. Kolumbijski pomocnik został królem strzelców imprezy, strzelił gola w każdym z meczów, a później przeniósł się do swojego ukochanego klubu, Realu Madryt, za 80 milionów euro. James do teraz jest najlepszym zawodnikiem swojej reprezentacji, ale bynajmniej nie jest jedynym graczem wartym uwagi. W ataku biegać będzie przeżywający drugą młodość Radamel Falcao, kolega Kamila Glika z AS Monaco. Doświadczony Falcao jest najlepszym strzelcem w historii Los Cafeteros, trzecie miejsce w tej klasyfikacji zajmuje wciąż młody James Rodriguez, który z kolei zna się z Robertem Lewandowskim z występów w Bayernie Monachium. W ataku poza nimi wystąpią Jose Izquierdo i Juan Cuadrado, koszmary obrońców: szybcy i zwrotni skrzydłowi. W formacji obronnej sytuacja ma się o wiele gorzej.

Kolumbijczycy znajdują się w podobnej sytuacji jak Polacy, bowiem podstawowy obrońca Cristian Zapata z AC Milan wciąż leczy uraz i jedzie do Rosji niezdolny do gry, tak jak Kamil Glik. Wszystko wskazuje na to, że to młodzi Davinson Sanchez i Yerry Mina rozpoczną mistrzostwa jako podstawowi stoperzy. Obydwu piłkarzy wiele łączy. I Mina i Sanchez rok temu przenieśli się do wielkich klubów, kolejno do Barcelony i Tottenhamu, obaj nie spełnili w debiutanckim sezonie pokładanych nadziei. W ostatnim sparingu przed mistrzostwami z Egiptem ta dwójka zagrała razem tak fatalnie, że pracujący od 6 lat z reprezentacją Jose Pekerman postanowił zabrać do Brazylii kontuzjowanego Zapatę. Na bokach obrony sytuacja wygląda niewiele lepiej. Podstawowy lewy defensor Frank Fabra tuż przed mistrzostwami zerwał więzadła i przegapi mundial. Jego miejsce zajmie grający bardzo dobrze w ofensywie, ale kiepsko broniący Johan Mojica z hiszpańskiej Girony. Prawy obrońca Santiago Arias również jest piłkarzem grającym niezwykle ofensywnie. Wychodzi na to, że w tej drużynie praktycznie nie ma kto bronić i rzadko grający w Arsenalu bramkarz David Ospina będzie miał sporo do roboty.

 

“Trener na prezydenta”

Słabość Kolumbijczyków wykorzystała Japonia, która sensacyjnie pokonała faworytów grupy 2:1. Co jednak kluczowe, to fakt, że od 3 minuty Kolumbijczycy musieli grać o jednego zawodnika mniej, bo defensywny pomocnik Carlos Sanchez obronił lecącą do bramki piłkę ręką. Na domiar złego nie powtórzył się scenariusz z ćwierćfinału mundialu 2010. Wtedy za identyczne przewinienie wyleciał z boiska Urugwajczyk Luis Suarez. Po chwili napastnik z Ghany Asamoah Gyan strzelił z karnego w poprzeczkę, wszystko działo się w ostatniej minucie dogrywki. W karnych wygrał Urugwaj. Tym razem Shinji Kagawa wykorzystał jedenastkę i od 10 minuty azjatycka drużyna grała z przewagą bramki i zawodnika. Wyrównanie magicznym golem strzelonym pod murem dał zastępujący Rodrigueza Juan Quintero, ale ostatnie słowo należało do Japonii. Wyszły przy tym problemy w defensywie Kolumbijczyków. O ile bramka z akcji byłaby do wybaczenia, o tyle gol stracony po strzale głową nigdy nie grzeszącej wzrostem drużyny Japonii jest wstydem. Kolumbia zasłużenie uległa Japonii 2:1. Wobec tej porażki, również dla Kolumbijczyków dzisiejszy mecz będzie pojedynkiem o wszystko.  Murem za drużyną z Ameryki Południowej stać będą z pewnością kibice, dla których piłka nożna jest najważniejsza na świecie.

4 lata temu w czasie fenomenalnego występu na mundialu odbywały się wybory prezydenckie. W urnach znalazły się setki tysięcy kartek z przekreślonymi nazwiskami kandydatów i krzyżykiem przy dopisywanym nazwisku Jose Pekermana. Argentyński trener jest uwielbiany przez Kolumbijczyków, co sprytnie wykorzystał wybrany 4 lata temu na drugą kadencję Juan Manuel Santos. Przed wylotem do Brazylii Pekerman został odznaczony prestiżowym orderem Booyaka, przyznawanym w Kolumbii od 1827 roku.

 

Mecz o wszystko i mecz o honor

Tak jak i dla Polaków, tak dla Los Cafeteros jednym z niewielu aspektów, którym mogą się pochwalić po pierwszym meczu, są kibice. Z Japonią, zgodnie z oczekiwaniami zawiodła obrona. Niezgodnie z oczekiwaniami zawiódł Cuadrado, skrupulatnie pilnowany był Falcao, spodziewanego impulsu nie dał James, który pojawił się w drugiej połowie. Pewne porzekadło mówi, że Polska na mundialu gra mecz otwarcia, mecz o wszystko i mecz o honor. Tak było w 2002 roku, tak było 4 lata później w Niemczech. Inne porzekadło mówi z kolei, że do trzech razy sztuka. Jeśli teraz kadra Nawałki się nie obudzi, to mundialowe marzenia można będzie można odłożyć do lamusa, a w ostatnim grupowym meczu z Japonią po raz kolejny usłyszymy, że dopiero za 4 lata Polska będzie mistrzem świata.

Jacek Liberacki

Jacek Liberacki

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jacek Liberacki
Jacek
Liberacki
zobacz artykuly tego autora >

Modlitwa ojca

Święty Józefie, otocz moją rodzinę swą przemożną opieką.

Polub nas na Facebooku!

Święty Józefie, przybrany ojcze Zbawiciela, któryś wiernie wypełnił wolę Stwórcy i Zbawiciela człowieka, od którego bierze początek wszelkie ojcostwo na niebie i na ziemi, naucz mnie spoglądać Twoimi oczami na dar rodzicielskiego powołania i mego miejsca w rodzinie, abym zawsze z radością przyjmował poczęte życie, jako szczególny dar Ojca Przedwiecznego.

Dopomóż mi utrzymać, wychować i uformować moje dzieci według wzoru i przykładu Syna Bożego. Naucz mnie umiejętności utrzymywania w domu rodzinnym klimatu pokoju, pobożności, zaufania, jedności i miłości, którym Ty promieniowałeś przy Niepokalanej Matce w nazaretańskim domu.

Ozdobo życia rodzinnego, otocz moją rodzinę swą przemożną opieką, aby była odzwierciedleniem Najświętszej Rodziny i przynosiła chwałę Bogu, oraz pożytek innym ludziom.

Amen.

 

Ojcostwo z pierwszych stron gazet

- Nie ma ojców idealnych, ale są ojcowie, którzy mogą być wzorami - mówi ks. Piotr Studnicki w wywiadzie o medialnym obrazie ojcostwa.

Ks. Piotr Studnicki
Ks. Piotr
Studnicki
zobacz artykuly tego autora >
Otylia Sałek
Otylia
Sałek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Gościem rozmowy jest ks. Piotr Studnicki, były rzecznik Kurii Archidiecezji Krakowskiej, który w 2015 r. na Uniwersytecie Świętego Krzyża w Rzymie obronił pracę doktorską pod tytułem “Obraz ojca rodziny w prasie. Analiza ‘powiedzianego’ i ‘nie powiedzianego’ w The New York Times, Corriere della Sera, Gazecie Wyborczej i Rzeczpospolitej”.


Jakiś czas temu w wywiadzie udzielonym dla Katolickiej Agencji Informacyjnej opowiadał Ksiądz o swojej pracy doktorskiej, do napisania której badał Ksiądz obraz ojcostwa w prasie. W wywiadzie padło stwierdzenie, że media deformują ojcostwo.

Ks. Piotr Studnicki: Z badań, które przeprowadziłem, wynika, że we wszystkich czasopismach które przebadałem (czyli The New York Times, Coriere della Sera, Gazeta Wyborcza i Rzeczpospolita), przeważa ilość artykułów pozytywnych o ojcostwie. Problem polega jednak na tym, że przykłady negatywne ojcostwa są bardziej eksponowane. Widać je już po tytułach czy leadach. Jeśli ojciec jest postacią pozytywną, to najczęściej jest to wątek drugorzędny, a wiadomo jak wygląda nasza lektura tekstów prasowych – rzadko czytamy je w całości i mocniej zapamiętujemy to, co zostało wyeksponowane.

Jeśli dla przykładu spojrzymy na New York Times, to ponad 60% artykułów ukazuje ojca jako postać pozytywną i dobry przykład dla dziecka. Ale jeśli przeanalizujemy same tytuły, w których pojawia się słowo “ojciec” lub “tata”, to w 80% są to one negatywne, ukazując rodzica jako antywzór lub zagrożenie dla dziecka. To powoduje, że pozytywne przykłady – mimo że jest ich więcej – nie wybrzmiewają i nie zostają w pamięci czytelników. Można powiedzieć, że dobra jest więcej niż zła, ale zło jest bardziej krzykliwe i wydaje się wszechobecne. W tym sensie można mówić o deformacji obrazu ojca.

 

Tytuł to pierwsza rzecz, na którą zwracamy uwagę, a rola ojca w rodzinie kojarzy się z autorytetem i może dlatego takie przykre wydarzenia najbardziej przykuwają uwagę.

Łatwo zrzucić winę na dziennikarzy. Oczywiście, oni nie przez przypadek eksponują negatywne historie. Wyczuwają po prostu, że szybciej złapią na nie czytelników. Warto więc uderzyć się we własną pierś i zapytać: dlaczego łatwiej zainteresować mnie negatywną historią niż pozytywnym przykładem? Warto też zastanowić się, co mogę zrobić, żeby zainteresować ludzi dobrą historią, a nie antyprzykładem. To jest wyzwanie dla nas wszystkich – nauczyć się opowiadać dobre historie, aby umieć nie tylko o nich pisać w prasie, ale dzielić się w codziennych rozmowach. Dobro – chociaż jest go więcej – potrzebuje dobrej strategii promocji.

 

Pojawia się takich miejsc w mediach coraz więcej – blogów, stron, nie tylko ojcowskich, ale dotyczących odkrywania męskości w małżeństwie i rodzinie w ogóle.

I bardzo dobrze, że takie inicjatywy powstają, bo to oznacza, że ojcom zależy na promowaniu ojcostwa i chcą się dzielić dobrym przykładem. Myślę, że te inicjatywy – także w Polsce – mają ogromne znaczenie i są przejawem budzenia się świadomej odpowiedzialności za sposób przeżywania ojcostwo wśród samych ojców.

To potwierdza tezę Massimo Recalcatio, włoskiego psychologa, który na podstawie swoich studiów, spotkań i terapii mówi o przemijaniu społeczeństwa, które opisywał mit o Edypie, zabójcy własnego ojca. To społeczeństwo, którego symbolem jest “rewolucja ‘68”, charakteryzowało otwarte odrzucenie autorytetów i  wzorców, w tym tego najważniejszego – ojcowskiego. Recalcatio twierdzi, że dziś społeczeństwo można opisać odwołując się do innego mitu, historii Telemacha, syna, który z tęsknotą szuka ojca, ponieważ jest przekonany, że bez ojca nie da się żyć.

 

 

Jesteśmy świadkami jakiegoś progresu, jeśli chodzi o postrzeganie roli ojca?

Z pewnością widać bardzo duże zmiany. Przykładem mogą być Włochy, gdzie kiedyś funkcjonował mocno obraz ojca jako “padre padrone” – dalekiego, niedostępnego pana. To się zmieniło. W Polsce też mamy za sobą jakiś etap ojców nieobecnych w rodzinie, w domu; ojca zaangażowanego w walkę o wolność i niepodległość Polski w czasie zaborów lub wojen, czy zaangażowanych jedynie w pracę w czasie komunizmu. Dzisiaj w polskiej prasie jednym z tematów dominujących dotyczących ojcostwa jest kwestia godzenia życia zawodowego z rodzinnym. Co ciekawe, to zagadnienie nie jest aż tak widoczne w prasie włoskiej czy amerykańskiej i na pewno wiąże się to jakoś z historią naszego kraju czy sytuacją ekonomiczną. W ogóle w polskiej prasie obraz ojca zazwyczaj traktowany jest w odniesieniu do kwestii zewnętrznych – relacji ojca do pracy, do prawa, do finansów. W prasie włoskiej i amerykańskiej tematy artykułów o ojcach raczej skupiają się na aspektach wewnętrznych rodziny – wychowania, odpowiedzialności, cierpienia rodziny i honoru ojca.

 

Ojciec, który godzi obowiązki zawodowe z rodzinnymi i jeszcze nie zaniedbuje własnego rozwoju – czy to w kwestii odpowiedzialności czy radzenia sobie z trudnościami to ojciec chyba idealny. Jesteśmy w stanie taki ideał znaleźć?

Nie ma ojców idealnych, ale są ojcowie, którzy mogą być wzorami. Gdy myślę o moim tacie, mogę powiedzieć, że nie jest idealnym człowiekiem, ale był i jest dobrym ojcem. Swoim życiem i postępowaniem pokazał mi, co oznacza wierność sumieniu. Nie dlatego, że o tym wiele mówił, ale dlatego że taki po prostu był i jest – wierny swoim przekonaniom, swojej wierze, którą potwierdza w swoich codziennych wyborach i życiu.

Życie jest o wiele bogatsze niż to, co możemy o ojcostwie przeczytać w prasie. Historie z codziennego życia, zwyczajna kronika wydarzeń, mogą pokazują wiele dobrych przykładów ojcostwa. Fakt, nieraz są to historie dramatyczne, pełne ludzkich łez, cierpienia czy ludzkiego zmagania, ale nawet często ostatecznie są bardzo pozytywne.

 

Mogłoby się wydawać, że takie przeżywanie emocji to raczej domena kobiet. Dzisiaj coraz trudniej chyba o takie kategoryczne rozróżnienie roli matki i ojca, zdarza się niejednokrotnie, że matka przejmuje całkowicie inicjatywę, wchodząc w rolę ojca.

We włoskiej prasie można zauważyć odwrotne zjawisko. Dominuje tam model “ojca-maskotki”, przytulanki, który jest tak dobry, ciepły i kochany, że aż staje się drugą matką. Nie powinno tak być. Role ojca i matki są równie ważne, ale różne. Może niektóre problemy w naszych rodzinach wynikają właśnie z tego, że mężczyźni nie do końca rozumieją swoją rolę w rodzinie, nie do końca odkryli swoją siłę, siłę męskości – związaną z decyzyjnością, odpowiedzialnością.

 

 

Czego w takim razie brakuje w medialnym przekazie o ojcostwie?

To, co najbardziej rzuca się w oczy, to brak przykładu ojca odpowiedzialnego za wychowanie swoich dzieci, także za wprowadzenie ich w świat wiary. W prasie włoskiej i amerykańskiej przykład ojca wychowawcy jest bardzo mocno akcentowany, ale nawet tam nie odnosi się do wychowania religijnego. Myślę, że wynika z to z silnie zakorzenionego przekonania, że za przekazanie wiary jest odpowiedzialny Kościół rozumiany jako duchowni, zakonnice, katechetki i katecheci. Tymczasem to rodzice są pierwszymi wychowawcami wiary dla swoich dzieci, a katecheza szkolna i parafialna nie ma ich w tym wyręczyć, ale pomóc.

Ten problem bardzo jasno widzi papież Franciszek, który mówi o zarzuceniu przekazywania wiary w kontekście rodzinnym. Lekarstwo nie polega na przerzucaniu odpowiedzialności z rodziców na parafię lub z parafii na rodziców, ale na ścisłej współpracy rodziny i wspólnoty parafialnej.

 

Niemniej jednak pierwszy przykład idzie od rodziców.

Tak, rodzice są pierwsi i to wynika z natury. Ich przykład jest ogromnie ważny, choć oczywiście nie ma tu mowy o determinizmie. Nie ma pewności, że jeśli rodzic był blisko Kościoła, to i dziecko też będzie. Dochodzi do tego świadomy wybór i wpływ otoczenia, tego wszystkiego, co się dzieje poza domem.

 

A jeśli chodzi o bycie ojcem i postrzeganie roli ojca – ogromny wpływ mają także media. W jaki sposób zatem przekazywać obraz ojca?

Przede wszystkim uczciwie i rzetelnie. Myślę w tym miejscu o właściwej proporcji w ukazywaniu dobrych i złych przykładów. Oczywiście rola mediów polega również na ukazywanie problemów i konfrontację z nimi, ale to wcale nie musi oznaczać wyolbrzymiania zła. Ważne też, aby w interpretacji poszczególnych zdarzeń, dziennikarze przekazywali komunikat, który służy umacnianiu rodziny, a nie usprawiedliwiali jej dysfunkcję ukazując je jako normę. Pokazujmy historie rodzinne według właściwej miary dobra i zła i świadomie opowiadamy się za dobrem.

 

Tekst pierwotnie został opublikowany 25 października 2017 roku. 

Ks. Piotr Studnicki

Ks. Piotr Studnicki

Urodził się i wychował w Makowie Podhalańskim. W 2006 r. przyjął święcenia kapłańśkie. Po 2 latach pracy na parafii studiował na Uniwersytecie Świętego Krzyża w Rzymie, gdzie obronił pracę doktorską pod tytułem "Obraz ojca rodziny w prasie. Analiza 'powiedzianego' i 'nie powiedzianego' w The New York Times, Corriere della Sera, Gazecie Wyborczej i Rzeczpospolitej". Studiował także w Szkole Dziennikarstwa na Uniwersytecie Missouri w Columbia w USA (styczeń-maj 2012). Od 2016 pełnił funkcję rzecznika Kurii Archidiecezji Krakowskiej. Jest aktywnym użytkownikiem Twittera, współtwórcą profilu @duchowni oraz współorganizatorem akcji ewangelizacyjnych w mediach społecznościowych.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Otylia Sałek

Otylia Sałek

Z wykształcenia psycholog, z zamiłowania śpiewaczka, z Bożego (jak ufa) zamierzenia redaktor portalu Stacja7.pl. Wielbicielka muzyki liturgicznej, kawy i "Przyjaciół" oraz żywy dowód na to, że da się lubić Warszawę i Kraków jednocześnie.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Piotr Studnicki
Ks. Piotr
Studnicki
zobacz artykuly tego autora >
Otylia Sałek
Otylia
Sałek
zobacz artykuly tego autora >

Papież zachęca do ekumenicznej współpracy dla Afryki

Franciszek spotkał się z przedstawicielami rodzimych wspólnot protestanckich z Afryki. Zwrócił uwagę na dramatyczną sytuację mieszkańców tego kontynentu. Wskazał na pilną potrzebę ekumenicznej współpracy, by pomóc potrzebującym.

Polub nas na Facebooku!

Obietnice postępu i sprawiedliwości, które towarzyszyły procesowi dekolonizacji Afryki nie zostały spełnione. Wielu krajom wciąż jest jeszcze daleko do pokoju oraz rozwoju gospodarczego, społecznego i politycznego. Zwrócił na to uwagę Papież podczas ekumenicznego spotkania z organizacją zrzeszającą protestanckie wspólnoty kościelne, które powstały nie w wyniku działalności misyjnej, lecz zostały założone przez samych Afrykańczyków.

Ojciec Święty przypominał o wyzwaniach, przed którymi stoi ten kontynent. Stwierdził, że współczesna Afryka podobna jest do napadniętego, pobitego i ograbionego człowieka z przypowieści o Dobrym Samarytaninie. Dlatego trzeba się zastanowić, co zrobić, aby przesłanie Ewangelii stało się dobrą nowiną dla ludów Afryki, aby przełożyło się na doświadczenie nadziei, pokoju, radości, zgody, miłości i jedności.

Zdaniem Papieża jest to otwarte pole dla ekumenicznej współpracy, zwłaszcza w obszarze konkretnej pomocy dla najbardziej potrzebujących.

„Ludy Afryki mają głęboką wrażliwość religijną, poczucie obecności Boga Stwórcy i świata duchowego. Rodzina, miłość do życia, dzieci postrzegane jako dar Boga, szacunek dla osób starszych, poczucie obowiązku względem bliskich i dalekich… Czyż te wartości religijne i zasady życia nie należą do nas wszystkich, chrześcijan? Bazując zatem na nich możemy wyrażać naszą solidarność w relacjach międzyludzkich i społecznych. Szczególnym zadaniem chrześcijan w społeczeństwach afrykańskich jest też promowanie zgodnego współistnienia między różnymi grupami etnicznymi, tradycjami, językami i religiami. W wypełnianiu tego zadania często napotyka się na przeszkody z powodu wzajemnej wrogości. Również z przez wzgląd na to, chciałbym więc zachęcić do bardziej intensywnego spotkania i dialogu ekumenicznego między nami i wszystkimi innymi Kościołami” – mówił Franciszek.

vaticannews.va KAI / Watykan

Chrystus, który jest prawdą, jest też drogą, prowadzącą do pełni życia

Głosząc Chrystusa nieugięcie, w prawdzie, w wysiłku poznawczym, w zmierzeniu się z wyzwaniami tego świata, Papieski Wydział Teologiczny we Wrocławiu może służyć temu, co dla każdego człowieka jest najważniejsze - nadziei, że Chrystus, który jest prawdą jest także drogą, która prowadzi do pełni życia - mówił podczas Mszy św. dziękczynnej za 50 lat istnienia i działalności Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu w bazylice archikatedralnej pw. św. Jana Chrzciciela abp Marek Jędraszewski.

Polub nas na Facebooku!

Eucharystii we wrocławskiej bazylice przewodniczył kard. Gerhard Müller, koncelebrowali abp Angelo Vincenzo Zani – sekretarz Kongregacji Edukacji Katolickiej, kard. Tarcisio Bertone SDB. Słowo powitania skierował ks. prof. dr hab. Włodzimierz Wołyniec rektor Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu.

Metropolita krakowski w homilii wskazał na trzy prawdy zawarte we fragmencie dzisiejszej Ewangelii z Chrystusowego Kazania na Górze: człowiek jest istotą transcendentną, istnieją takie ludzkie dokonania, które mają wymiar ponadczasowy oraz człowiek musi dbać o czystość swojego poznania, bo od niego zależy cały jego byt – czy będzie jasnością czy ciemnością. Prawdy te, jak podkreślił arcybiskup, pozostają w opozycji do tego, co głosi współczesny świat.

– Bo ten świat mówi nam najpierw o tym, żebyśmy gromadzili nasze skarby w ziemi i na ziemi i tylko do tej ziemskiej perspektywy ograniczyli całe nasze życie i cały świat naszych dążeń i pragnień. I stąd także wizja człowieka, zwierzęcia, które żyje własnymi emocjami, ale w gruncie rzeczy jest istotą nieróżniącą się od innych tworzących świat współczesnej natury. A więc jedna wielka pochwała immanencji o charakterze materialistycznym. Ale jeżeli tak jest, to nie dziwmy się, że w tej wizji człowieka nie ma nic trwałego, wszystko przemija i nic nie jest w stanie ostać się wobec przemijania tego świata – mówił.

Metropolita zaznaczył, że w dzisiejszej Ewangelii otwiera się przed nami zupełnie inny sposób myślenia i rozumowania, mianowicie taki, który proponuje nam Bóg będący samą miłością. – Dzięki Jezusowi Chrystusowi możemy najpierw odkryć cud pochylenia się Boga nad ludzkością, który wyrasta z istoty Bożej tzn. z miłości.

Na zakończenie homilii abp Jędraszewski odwołując się do rocznicy 50-lecia istnienia i działalności Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu dziękował Panu Bogu za wszystkich, którzy tworzyli ten wydział, którzy w nim uczyli i zdobywali wiedzę oraz robią to obecnie. Podkreślił także wielkie zadania stojące przed PWT we Wrocławiu.

– Wielkie zadanie refleksji, modlitwy, świadectwa, żeby pokazać jak nieprzemijalna jest prawda, którą głosi Kościół (…). A głosząc Chrystusa nieugięcie, w prawdzie, w wysiłku poznawczym, w zmierzeniu się z wyzwaniami tego świata, Papieski Wydział Teologiczny we Wrocławiu może służyć temu, co dla każdego człowieka jest najważniejsze – nadziei, że Chrystus, który jest prawdą jest także drogą, która prowadzi do pełni życia – podkreślał

W ramach obchodów 50 lat istnienia i działalności Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu w auli PWT odbyła się Międzynarodowa Konferencja Naukowa „Teologia w świecie nauki”.

Bazylika Archikatedralna pw. św. Jana Chrzciciela we Wrocławiu ma bogatą i długą historię. Początki obecnej budowli sięgają gotyku, a więc XIII/XIV wieku. Wcześniej jednak w tym samym miejscu stały trzy inne kościoły, których kształt i wygląd w mniej lub bardziej przybliżony sposób został zrekonstruowany. Podczas II wojny światowej około 70% budynku uległo zniszczeniu. Wstępna odbudowa archikatedry trwała do 1951 roku, kiedy to prymas Polski kard. Stefan Wyszyński dokonał ponownego jej poświęcenia. W 1953 roku do katedry sprowadzono obraz Matki Bożej z kościoła w Międzylesiu, który miał należeć do króla Jana III Sobieskiego. Jan Paweł II podczas swojej pielgrzymki do Polski w 1997 roku, 31 maja koronował obraz „Matki Bożej Sobieskiej” w katedrze we Wrocławiu, nadając mu tytuł Mater Adoramus. W tym roku przypada 21 rocznica tego wydarzenia.

pgo, arch.krakowska / Wrocław

Korea Południowa. Kariera piłkarska a służba wojskowa

Drużyna Korei Południowej to jedna z tych ekip, która jest w dużym stopniu uzależniona od swojej największej gwiazdy

Jacek Liberacki
Jacek
Liberacki
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Portugalia ma Cristiano Ronaldo, Egipt ma Mo Salaha, my mamy Lewandowskiego, a Korea ma Heung Min-Sona. Son to 25-letni zawodnik kapitalnej, młodej drużyny Tottenhamu. Nieziemsko szybki, zdolny do strzelenia gola z każdej pozycji obiema nogami, dysponujący znakomitym dryblingiem, Koreańczyk to zawodnik, dla którego rosyjski mundial może być turniejem życia. W Brazylii miał zaledwie 21 lat i mimo strzelenia gola w meczu z Algierią ten mundial, zarówno dla niego, jak i dla reprezentacji był nieudany.

 

Wyjście z grupy w zasięgu

W tym roku Koreańczycy w rywalizacji grupowej z pewnością nie są pozbawieni szans. Broniący tytułu Niemcy sensacyjnie przegrali z Meksykiem w pierwszym meczu. co sprawia, że rywalizacja w tej grupie nabrała większych rumieńców, bowiem Die Mannschaft stoją teraz pod ścianą. Jeśli poniosą kolejną porażkę ze Szwedami, prawdopodobnie wylecą z turnieju. Koreańczycy w meczu otwarcia zmierzyli się ze Szwedami i pomimo paru okazji ulegli skandynawskiej drużynie. Pełni swoich możliwości nie pokazał  Heung -Min- Son, .przy lepszej dyspozycji gwiazdy Koreańczycy nadal mają szansę na awans z grupy. Oczywiście Son nie jest sam na boisku.

Na uwagę zasługują też Ki Sung-Yueng i Koo Ja-Cheol. To dobrze rozgrywający piłkę pomocnicy, od lat występujący w silnych ligach, kolejno w Premier League i Bundeslidze. Znakomita większość kadrowiczów występuje jednak na co dzień w ligach azjatyckich, aż 12 z nich to piłkarze koreańskich klubów.

 

Sędziowie “pomogli”

Nie ulega wątpliwości, że ta drużyna chciałaby nawiązać do sukcesów reprezentacji z roku 2002. Był to złoty rok w historii koreańskiej piłki, jednocześnie źle wspominany przez Polaków. Na mistrzostwach rozgrywanych w Japonii i Korei Południowej, gospodarze dotarli aż do półfinału, gdzie ostatecznie ulegli Niemcom. Niesamowita przygoda nieznanej nikomu drużyny prowadzonej przez wybitnego Holendra Guusa Hiddinka na zawsze jednak będzie pamiętana przez kibiców jako jeden z największych skandali w piłce nożnej. Nie owijając w bawełnę, to sędziowie odegrali kluczową rolę w przedzieraniu się gospodarzy przez kolejne fazy turnieju. Czerwone kartki, nieuznawane gole dla Hiszpanów i Włochów, nieodgwizdane karne dla przeciwników. Całą sytuację na kilometr czuć było oszustwem, tym bardziej, że mecz ⅛ finału z Włochami sędziował nie kto inny jak Byron Moreno. Ten sam Byron Moreno, który przekupiony w meczu ligi ekwadorskiej, doliczył do spotkania 14 minut, umożliwiając jednej z drużyn strzelenie zwycięskiej bramki. Ten sam Byron Moreno, który w 2010 roku został złapany na próbie przewiezienia do USA 6 kilogramów heroiny.

Twórcy teorii spiskowych na pewno mają argumenty, by udowodnić nieczystą grę Koreańczyków. Co dla nas, Polaków, jest szczególnie istotne, to fakt, że w przegranym 2:0 przez Biało-Czerwonych meczu z Koreą Południową obydwie bramki zostały strzelone prawidłowo i obyło się bez większych kontrowersji.

 

Służba wojskowa a  kariera piłkarska

Niewątpliwie mundial sprzed 16 lat jest największym sukcesem w historii piłki nożnej Korei, która cieszy się tam naprawdę wielkim zainteresowaniem. Niektóre mecze Primera Division są nawet rozgrywane wcześniej, by umożliwić Azjatom oglądanie transmisji na żywo o rozsądnej porze. Futbol mógłby się tam rozwijać, gdyby nie obowiązkowa służba wojskowa dla każdego dorosłego mężczyzny. Służba, trwająca całe 2 lata, zniszczyła kariery wielu wybijającym się Koreańczykom. W 2012 roku najlepszym piłkarzem grającym w Azji został Lee Keun-Ho, mający wtedy 27 lat. Zamiast spróbować swoich sił w którejś z czołowych lig europejskich, Keun-Ho powędrował jednak do drugoligowego klubu wojskowego z Korei. To oczywiście efekt przymusu wojskowego, stosowanego bardzo rygorystycznie. Służba nie ominie nawet Heung Min-Sona, który jest przecież gwiazdą europejskiej piłki. Aby zostać zwolnionym ze służby lub przynajmniej ją odroczyć, mile widziane są wybitne sukcesy zdobyte na chwałę kraju. W innym wypadku Son miałby iść do wojska już za rok. Pierwsza okazja na uniknięcie powrotu do Korei u szczytu kariery już w Rosji. Mecz ze Szwecją Sonowi nie wyszedł. Sensacyjna porażka Niemców udowadnia jednak, że żadna z drużyn nie jest skazana na porażkę z obrońcami tytułu. Koreańczycy z pewnością będą chcieli wziąć przykład z szalonej reprezentacji Meksyku, którą muszą  pokonać w swoim drugim meczu, by zachować nadzieję na awans.

Jacek Liberacki

Jacek Liberacki

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jacek Liberacki
Jacek
Liberacki
zobacz artykuly tego autora >

Korea Południowa. Bóg w świecie nowych technologii

Ten kraj jest zaprzeczeniem utartego przekonania, iż im bardziej rozwinięty technologicznie kraj, tym mniej religijny. Z roku na rok w Korei Południowej przybywa wyznawców Chrystusa.

Maciej Skotnicki
Maciej
Skotnicki
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

O niezwykle dynamicznym rozwoju chrześcijaństwa w Korei Południowej świadczy fakt, że w 1960 roku religię tę wyznawało jedynie ok. 2% jej mieszkańców. Obecnie przyznaje się do niej już co trzeci obywatel. Wśród 51-milionowej ludności tego państwa katolików jest dziś 5,3 mln, czyli ponad 10 procent. Liczba kapłanów w tym samym czasie zwiększyła się odpowiednio z 250 do ponad 6 tysięcy.

Chrześcijaństwo pojawiło się w tym kraju z inicjatywy samych Koreańczyków – co jest może jedynym tego rodzaju przypadkiem w historii. Byli to ludzie wykształceni, którzy dowiedzieli się o chrześcijaństwie z książek europejskich misjonarzy, pisanych po chińsku. W 1784 roku pierwszy Koreańczyk przyjął chrzest. Wkrótce władcy kraju uznali religię chrześcijańską za szkodliwą i przyjęcie jej zaczęli karać śmiercią lub wygnaniem.

Kościół w liczbach

Dziś w państwie będącym 11. gospodarką na świecie słynącą z innowacji i nowych technologii, chrześcijaństwo jest (liczbowo) największą religią w Korei Płd. Większość spośród ok. 52 milionów mieszkańców określa się jednak jako niewierzący, 8,6 milionów stanowią protestanci, a 5,1 mln. – katolicy. Drugą co do wielkości religią jest buddyzm, wyznawany przez ok. 10,7 mln osób.

Największy odsetek katolików zamieszkuje stołeczną archidiecezję seulską – 27,1 proc. ogólnej liczby wiernych. Na drugim miejscu jest diecezja Suwon (na terenie metropolii seulskiej) – 15,2 proc., następnie archidiecezja Daegu – 8,8 proc. i diecezja Incheon – 8,7 proc. wszystkich katolików. Na terenie metropolii stołecznej (obejmującej, oprócz archidiecezji, jeszcze diecezje Incheon, Uijeongbu i Suwon) mieszka 56,1 proc. wszystkich katolików południowokoreańskich.  

Wizyta Franciszka

Spotkanie z tysiącami młodych katolików z ponad 20 krajów na VI Azjatyckim Dniu Młodzieży oraz beatyfikacja 124 męczenników koreańskich z udziałem miliona wiernych – to główne wydarzenia pielgrzymki papieża Franciszka do Korei Południowej, ktora odbyła się w dniach 13-18 sierpnia. Jej hasłem są słowa zaczerpnięte z Księgi Izajasza (60,1): “Powstań, świeć!”. Była to trzecia podróż zagraniczna papieża Franciszka i pierwsza na kontynent azjatycki.

124 męczenników

W prześladowaniach poprzednich wieków w Korei śmierć męczeńską poniosło ponad 10 tys. chrześcijan. W roku 1984 Jan Paweł II zaliczył w poczet świętych 103 męczenników koreańskich. Była to pierwsza w czasach nowożytnych kanonizacja, jakiej Papież dokonał poza Rzymem. Odbyła się w Seulu. W roku 2004 w stolicy Korei Południowej otwarto fazę diecezjalną procesu beatyfikacyjnego 124 męczenników, którzy ponieśli śmierć w roku 1791, na samym początku ewangelizacji tego kraju. W 2014 roku zostali oni beatyfikowani przez papieża Franciszka.

Tekst powstał w oparciu o depesze KAI

Maciej Skotnicki

Maciej Skotnicki

Zobacz inne artykuły tego autora >
Maciej Skotnicki
Maciej
Skotnicki
zobacz artykuly tego autora >

Dlaczego zabieramy dzieci w dzicz

Zrobiliśmy w zeszłym roku eksperyment i zabraliśmy stado jednego dnia na przebieżkę przez wydmy, a następnego do Rowów na deptak. I okazało się, że te same dzieci, które przeszły dziesięć kilometrów przez piach, dostały histerii po trzystu metrach spaceru między „atrakcjami”. Ponieważ nie dało się spełnić tego festiwalu pragnień, który się nagle w nich pojawił.

Marcelina Metera
Marcelina
Metera
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wszystkie nasze dzieci dziedziczą rodzicielski gen powsinogi: szczególne upodobanie do włóczęgi, łatwość przystosowania do zmiennych warunków, czystą radość z samego przemieszczania się. Byłam ostatnio z Najmłodszą (dwulatką) na Pilsku, targałam ją w nosidle przez większość trasy, a ona w zamian zabawiała mnie rozmową.

– O, mama, patś! Ślak! Mam punkt! (Zabawa zapamiętana z wycieczek ze starszym rodzeństwem – kto pierwszy zauważy namalowany szlak, dostaje punkt).
– O, mama, fiatek! Pafnie!
– O, mama, jak pięfnie!

Wędrujemy pełnym składem i w różnych podgrupach, najczęściej po górach – z racji miejsca zamieszkania – ale równie chętnie po lasach, łąkach, wydmach, torfowiskach i innych „dziczach”. Przemierzamy sporo kilometrów na piechotę, niektórzy z z nas namiętnie zbierają punkty GOT i kolekcjonują pieczątki w książeczce, inni dokumentują trasy na Endomondo, jeszcze inni mówią po prostu, że pięfnie. Dobrze się czujemy w schroniskach, skansenach, chatkach studenckich, na mało uczęszczanych przystaniach mazurskich.

Nie czujemy się dobrze w kurortach. Programowo nie bywamy w miejscowościach typowo turystycznych w sezonie. Chętniej przyjeżdżamy w maju albo we wrześniu, ale też bez szału. Nie powoduje nami żaden szczególny snobizm czy obawy albo fobie: po prostu kurorty generują Potrzeby. Człowiek może nie zdawał sobie z tego dotychczas sprawy, ale gwałtownie potrzebuje piłeczki z automatu, trzeciego gofra, przejażdżki hałaśliwym minipociągiem i tymczasowego tatuażu. Nie da się zaspokoić wszystkich tych potrzeb, nawet przy sporej zamaszystości w wydawaniu pieniędzy. Nieuchronnie pojawia się więc frustracja. To dlatego dzieci na deptakach przeważnie wyją, a rodzice przeważnie klną i się kłócą.

Otóż w dziczy tych problemów nie ma. Człowiekowi chce się jeść, pić, siusiać albo usiąść, i wszystkie te potrzeby mają szansę zostać zaspokojone. To jest prosta, klarowna rzeczywistość z jasnymi regułami, dlatego dzieci – jeśli mają szansę ją poznać – bardzo ją doceniają. Idziemy tu i tu, po drodze zobaczymy to i to, na drogę mamy różne smaczne jedzonka. Trochę się zmęczymy, ale będziemy zadowoleni.

Zrobiliśmy w zeszłym roku eksperyment i zabraliśmy stado jednego dnia na przebieżkę przez wydmy, a następnego do Rowów na deptak. I okazało się, że te same dzieci, które przeszły dziesięć kilometrów przez piach, dostały histerii po trzystu metrach spaceru między „atrakcjami”. Ponieważ nie dało się spełnić tego festiwalu pragnień, który się nagle w nich pojawił.

Nazajutrz z ulgą poszliśmy w dzicz.

Mam taką propozycję – spróbujcie i Wy, z dziećmi czy bez – zażyć chociaż paru dni bez zewnętrznych „uatrakcyjniaczy”. Pójść w dzicz i stanąć w prawdzie o sobie, i zaznać tej niepowtarzalnej radości spełnienia potrzeb, których – jak się okazuje – nie ma wcale aż tak wiele.

Marcelina Metera

Marcelina Metera

Żona, matka pięciorga, po godzinach tłumaczka i redaktorka. Nieuleczalna entuzjastka pracy społecznej, dużo gada i szybko czyta

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marcelina Metera
Marcelina
Metera
zobacz artykuly tego autora >

“Młodzi powinni mieć kogoś, na kogo mogą liczyć”

– Troska o młodych to troska o Kościół, która spoczywa na nas wszystkich – podkreślił bp Marek Solarczyk. Będzie on jednym z trzech przedstawicieli Episkopatu na październikowy Synod poświęcony młodzieży.

Polub nas na Facebooku!

Papież potwierdził dziś wybór reprezentantów KEP na to wydarzenie, dokonany na marcowym zebraniu biskupów. Oprócz Przewodniczącego Rady ds. Duszpasterstwa Młodzieży do Rzymu udadzą się: przewodniczący KEP abp Stanisław Gądecki i metropolita łódzki abp Grzegorz Ryś

Odnosząc się do swojej nominacji bp Marek Solarczyk podkreślił, że obrady synodu to przede wszystkim okazja doświadczenia powszechności Kościoła. – Choć młodość przeżywa każdy człowiek, to jednak biorąc pod uwagę uwarunkowania społeczno-ekonomiczne i kulturowe z innymi wyzwaniami przychodzi się zmierzyć młodym w Europie, Afryce, Ameryce Łacińskiej czy w Azji. Zawsze poza tym, co wspólne dla czasu dojrzewania, inny pozostaje cały kontekst który otacza jednostkę. Obrady będą więc okazją spojrzenia szerzej na nie tylko na młodych, ale również pewne zachodzące w świecie zjawiska oraz rolę Kościoła – powiedział duchowny.

Mówiąc o wyzwania przed którymi staje dziś młode pokolenie biskup Solarczyk przypomniał, że troska o młodych spoczywa na wszystkich członkach Kościoła. – Są oni nie tylko, jak to mówił św. Jan Paweł II „przyszłością Kościoła”, ale jego integralną częścią. Razem stanowimy wspólnotę, stąd troska o nich spoczywa nie tylko na duszpasterzach czy rodzicach, ale na nas wszystkich którzy spotykamy ich na swojej drodze życia – powiedział bp Solarczyk.

– Poza modlitwą, która wnosi Bożą moc i ma niesłychane oddziaływanie, ważne jest również, by młody człowiek nie czuł się osamotniony, by miał świadomość, że są obok niego ci, dla których on jest ważny, którzy chcą z nim być, na których może liczyć, którzy dadzą mu przestrzeń wolności, w której będzie mógł wypowiedzieć siebie, a więc zarówno swoje radości jak i troski, czy w końcu zapytać o radę – dodał.

Przygotowaniem do synodu jest między innymi ‘Sztafeta Młodych’ w ramach której każdego dnia inna wspólnota młodych poleca Bogu swoich rówieśników oraz zbliżające się obrady wypraszając potrzebne łaski. W czasie samego synodu modlitwa za jego uczestników i owoce będzie trwała na Jasnej Górze przed cudownym obrazem Matki Bożej.

Bp Marek Solarczyk jest przewodniczącym Rady ds. Duszpasterstwa Młodzieży od 2016 r.

XV zgromadzenie ogólne synodu biskupów w Rzymie odbędzie się w dniach 3-28 października 2018 r. Synod będzie obradował wokół tematu „Młodzież, wiara i rozeznawanie powołania”.

KAI

Już jutro – Męskie Oblężenie Jasnej Góry

Abp Grzegorz Ryś, Jacek Pulikowski, Mieczysław Guzewicz, i Donald Turbitt będą gośćmi specjalnymi „Męskiego Oblężenia Jasnej Góry”. II Narodowa Pielgrzymka Mężczyzn odbędzie się na Jasnej Górze w Dzień Ojca pod hasłem: „Tu jesteśmy naprawdę wolni”. W ciągu ostatnich lat obserwuje się wzrost typowo męskich grup w Kościele w Polsce.

Polub nas na Facebooku!

„Męskie Oblężenie Jasnej Góry” to projekt wzmacniający mężczyzn w rolach ojców, obrońców, żywicieli, liderów. Organizatorzy zauważają, że istnieje coraz większa potrzeba “odzyskania” odpowiedzialnych mężów i ojców. Organizatorzy wskazują, że trzeba zawalczyć o promowanie odpowiedzialnych postaw opartych na prawdziwych wzorcach, przede wszystkim zaś oprzeć formację mężczyzn o solidny i trwały fundament jakim jest Jezus Chrystus – Syn Boży i Syn Maryi.

Tegoroczne „Męskiego Oblężenia Jasnej Góry” odbywa się pod hasłem: „Tu jesteśmy naprawdę wolni”. – Ta prawdziwa wolność nie bierze się z nas, z próżni, lecz od Tego, który ja daje. Jeżeli Syn uczyni nas wolnymi, wtedy będziemy naprawdę wolnymi” – powiedział Andrzej Lewek. Koordynator Mężczyzn św. Józefa jest przekonany, że religijne przebudzenie mężczyzn to dzieło Ducha Świętego.

Zdaniem Pawła Zaręby „wolność równa się odpowiedzialność. Jeśli jesteś odpowiedzialnym człowiekiem przed Bogiem i samym sobą, jesteś wolny”. – Jako mężczyźni chcemy stawać razem wobec Boga, by czerpać z Niego moc, autorytet, wizję na życie według Jego planów i zamysłu – zachęcają do udziału w pielgrzymce.

Wśród zaproszonych gości będą: metropolita łódzki abp Grzegorz Ryś, bp Stanisław Stefanek wieloletni przewodniczący Rady ds. Rodziny KEP i członek Papieskiej Rady ds. Rodziny, Jacek Pulikowsk, którego pasją jest pomoc w przezwyciężaniu kryzysów małżeńskich i budowaniu relacji rodzinnych, Mieczysław Guzewicz, konsultor Rady ds. Rodziny KEP oraz Donald Turbitt, amerykański świecki lider, koordynator ruchu Mężczyzn św. Józefa w Stanach Zjednoczonych.

Wśród organizatorów pielgrzymki znaleźli się m.in.: Mężczyźni św. Józefa „Mężczyźni Boga”, członkowie Bractwa św. Pawła, Mężczyźni Pustelni, wspólnota Only4men, Herosi z Bytomia, Rycerze Jana Pawła II oraz Rycerze Kolumba. – To okazja, by zobaczyć bogactwo tego, co współcześnie w Kościele dla mężczyzn się dzieje a także inspiracja, by w każdej parafii takie męskie środowisko zaistniało – podkreśla Andrzej Lewek.

W ciągu ostatnich lat obserwuje się wzrost typowo męskich grup w Kościele w Polsce. Przed 10 laty powstała wspólnota Mężczyźni św. Józefa, której doświadczeniem służył Donald Turbitt. Prężnie, w coraz większej liczbie polskich diecezji, działają Rycerze Kolumba, największa męska organizacja katolicka na świecie.

W pierwszym „Męskim Oblężeniu Jasnej Góry” w listopadzie ubiegłego roku uczestniczyło 5 tys. osób, co przeszło oczekiwania organizatorów. Uczestnicy tej pierwszej pielgrzymki złożyli deklarację, by szczególną troską otoczyć wszystkie poczęte dzieci i ich matki. – Wiele pokoleń Polaków broniło wolności pod sztandarem „Bóg, honor, ojczyzna”. Potwierdzamy naszą gotowość stawiania czoła wszelkim zagrożeniom – deklarowali mężczyźni.

KAI

Sanktuarium w Fatimie zaprasza na wolontariat

W sanktuarium w Fatimie rozpoczęto przyjmowanie zapisów dla młodych Portugalczyków chętnych do pracy wolontaryjnej.

Polub nas na Facebooku!

Jak poinformowała rzecznik prasowa Sanktuarium Matki Bożej Różańcowej Carmo Rodeia, projekt bezinteresownej służby młodzieży będzie rozwijany w ramach akcji SETE wśród osób w wieku od 16 do 35 lat. Od 9 lipca do 2 września młodzi portugalscy katolicy będą pomagać w przyjmowaniu pielgrzymów w tym popularnym miejscu kultu maryjnego

– Do pracy w charakterze wolontariuszy zaproszeni są wszyscy młodzi ludzie, którzy poszukują tego typu chrześcijańskiego doświadczenia. Osoby te mogą, ale nie muszą być związane z jakimś ruchem kościelnym – wyjaśniła Rodeia.

Młodzież nie jest grupą mocno związaną z sanktuarium fatimskim, choć na jego terenie w ciągu roku organizowane są różnorodne spotkania, w tym m.in. rekolekcje. W 2017 r., który był rokiem stulecia objawień maryjnych w tej miejscowości, katolicka młodzież z Portugalii spotykała się raz w miesiącu, aby odmawiać wspólnotowy różaniec i uczestniczyć w Mszy św. o pokój. Młodzi Portugalczycy wzięli też masowo udział w pielgrzymce do Fatimy przed przybyciem tam papieża Franciszka w dniach 12 i 13 maja ub.r.

Pod koniec grudnia 2016 r. władze sanktuarium próbowały zorganizować pierwsze sylwestrowe spotkanie młodzieży. Do wydarzenia tego jednak nie doszło z powodu niewielkiego zainteresowania. Więcej młodych Portugalczyków pojawiło się tam rok później podczas symbolicznego sylwestrowo-noworocznego spotkania.

KAI