Michał Kłosowski: Recepta na jedność

Tego, co pęknięte, nie da się posklejać patrząc w telewizor albo konsumując media. Niestety, jesteśmy na nie skazani. Co więc powinniśmy zrobić żeby odbudować Wspólnotę?

Michał Kłosowski
Michał
Kłosowski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Przede wszystkim: spojrzeć sobie wzajemnie w twarz i dojrzeć ludzi. To filozofia dialogu kontra cywilizacja hejtu. Zamiast patrzeć w ekran naszych smartfonów, spojrzeć bezpośrednio w oczy. I dojrzeć drugiego człowieka.

Musimy więc wylogować się z medialnych i politycznych spinów. Wielu powie, że to myślenie życzeniowe. Jednak po tak dehumanizującej kampanii podstawowa sprawa, jaka powinna się wydarzyć, to przywrócenie godności wszystkim grupom, które zostały zinstrumentalizowane i rozegrane. Czy jest to w czyimkolwiek interesie? Politycznym nie, bo politykę wygrywa się przez podział i to, zdaje się, jest największy dramat naszego społeczeństwa – pozwoliliśmy się rozegrać, pozwoliliśmy wykorzystać wady narodowe, wygrać je przeciw nam. Powinno jednak – w co mocno wierzę – zależeć na tym nam samym. Bo po prostu jesteśmy tym już zmęczeni, a podziały, które mamy ciągną się już nie wzdłuż linii historycznych, ale przez domy, w których wspólnie mieszkamy. A przecież niejako jesteśmy na siebie skazani.

Powinniśmy się wylogować. Dziś technologia i polityka to elementy nierozerwalnie ze sobą związane. Mikrotargetowanie i trendy marketingowe są narzędziami budującymi ten podział. Nie widzę możliwości zakopania tych podziałów odgórnie, widzę jedynie sprawczość i wolę ludzi. Tak, jak budując Solidarność udało się połączyć wiele nurtów, kiedy kościoły były miejscami schronienia wszystkich, którzy tego potrzebowali, tak dziś Polska znów musi stać się takim miejscem. Potrzeba Nowej Solidarności, na poziomie obywateli budowanej przez poszukiwanie konsensusu w kwestiach lokalnych, najprostszych – wspólnej klatki schodowej, działającej sprawnie windy czy trawnika. Potrzeba dobrej woli odrobiny wyrozumiałości, kiedy sami zrozumiemy, co stało się w nas – a w zasadzie, co z nami zrobiono. I mimo wszystko, musimy próbować.

 

Michał Kłosowski

Michał Kłosowski

Dziennikarz, sekretarz redakcji „Wszystko Co Najważniejsze”, twórca programu „Studio Raban” w Telewizji Polskiej, współpracownik „Stacji 7”. Współtworzył strategię komunikacji m.in. Światowych Dni Młodzieży Kraków 2016 i Panama 2019.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Michał Kłosowski
Michał
Kłosowski
zobacz artykuly tego autora >

Weronika Kostrzewa: Recepta na jedność

Czytamy gazety, które piszą to, co myślimy. Oglądamy telewizję, która podtrzymuje nasz obraz świata. Nawet kościół wybieramy tak, by głoszona homilia nas nie uwierała. Ściany naszej bańki są coraz grubsze. A przez to "tamci" wydają się jacyś odlegli.

Weronika Kostrzewa
Weronika
Kostrzewa
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

W czasie kampanii wyborczej ktoś ze znajomych zaprosił mnie do stworzonej na Facebooku grupy “Trzaskowski2020”. Zabrzmi to dziwnie, ale lektura wpisów i komentarzy tam zamieszczanych, to był prawdziwy wehikuł czasu, który przeniósł mnie do roku 2013, na spotkanie wokół książki prof. Andrzeja Zybertowicza. Polską rządziła wtedy koalicja PO-PSL, prezydentem był Bronisław Komorowski. Zgromadzeni tam ludzie byli znacznie starsi od członków społeczności “Trzaskowski2020”, wywodzili się też z innych środowisk. Stawali się jednak niezwykle podobni, gdy zaczynali wypowiadać swoje obawy. W 2013 roku na spotkaniu i w 2020 w internetowej grupie, można było usłyszeć wiele o możliwości fałszowania wyborów, o nienawiści władzy wymierzonej w ich kierunku, pojawiało się też sporo historii niepotwierdzonych, z kategorii “ktoś gdzieś słyszał”, a napawających strachem. Wspólnym mianownikiem był lęk przed obcym.

Czytamy gazety, które piszą to, co myślimy. Oglądamy telewizję, która podtrzymuje nasz obraz świata. Nawet kościół wybieramy tak, by głoszona homilia nas nie uwierała. Ściany naszej bańki są coraz grubsze. A przez to “tamci” wydają się jacyś odlegli. Ostatecznie są tak obcy, że jesteśmy w stanie uwierzyć w każde medialne kłamstwo na ich temat. Czy jesteśmy skazani na istniejący podział, wzrost agresji i… upadek? Przecież “żadne miasto ani dom, wewnętrznie skłócony, się nie ostoi”.

Praktycznie w każdej bańce, nawet najszczelniejszej, jest “element spoza zbioru”. Jakaś cudowna ciocia, która mimo iż głosuje jak “tamci”, to jest uosobieniem dobra. Albo może jakiś kolega z pracy, z którym można konie kraść, który zawsze służy pomocą, a o polityce po prostu z nim nie rozmawiamy. Gdy kogoś dobrze znamy, lubimy, jesteśmy bardziej wyrozumiali, przyjmujemy go z jego wadami, ułomnościami… i poglądami politycznymi.

 

Nie widzę innej drogi, do poukładania tych naszych emocji, do budowania wspólnoty różniącej się między sobą i szanującej, niż przez człowieka.

“Tamci” są dla kogoś ukochaną ciocią, bliskim przyjacielem, mimo że z nimi też różnią się w poglądach. Spróbujmy na nich spojrzeć tak, jak byśmy chcieli, by traktowano naszego brata czy przyjaciółkę, gdy okaże się mieć inne poglądy niż otoczenie.

To oczywiście nie oznacza, że nie wolno nam zabiegać o to co ważne, podstawowe, czy sprzeciwiać różnym postulatom. Wielkim wyzwaniem jest nie tylko odróżnienie człowieka od ideologii, ale precyzyjne posługiwanie się językiem. Od jakiegoś czasu w tych trudnych kwestiach, np. prowadząc program o ideologii LGBT, staram się wyobrazić sobie kogoś, kogo bardzo lubię, a kto nie tylko ma inne zdanie, ale jest też częścią tego sporu. Nie odbiera mi to głosu, nie powoduje zmiany stanowiska, ale delikatność i precyzję.

Czy to uchroni nas przed manipulacjami, oskarżeniami? Nie. Jednak gdy emocje nieco opadną, gdy uwierzymy, że możemy wyjść z okopów, czas na program “tych państwa nie obsługujemy”, czyli siejących zamęt, podsycających niechęć. Dziś – przy takim podziale – wystarczy iskra, by wybuchł pożar. Jeśli odrobimy tę lekcję, nawet kanister benzyny nie będzie groźny.

W mojej bańce od dawna jest bardzo wesoło. Pierwszą polityczną kłótnię stoczyłam przy okazji wyborów w 1995 roku. Dwie dziewięciolatki na huśtawce i ostra dyskusja, kto będzie lepszym prezydentem. W 2005 obie pierwszy raz poszłyśmy do urn, kilka razy nawet głosowałyśmy razem, ale nigdy na te same osoby. Przyjaźń trwa. Gdy dochodzę do ściany i pytania “jak można popierać kogoś takiego?!”, pytam Anię “jak Ty to widzisz?”. Nawet jeśli wciąż nie rozumiem – a tak jest najczęściej – to łatwiej mi szanować.

Warto też, zawsze mieć na “pray-liście” (taka lista, na której zamiast piosenek, są intencje) Ojczyznę. W końcu nie z takich opresji już nas ratowano!

 

Weronika Kostrzewa

Weronika Kostrzewa

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Weronika Kostrzewa
Weronika
Kostrzewa
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap