Marcin Makowski: Co Polska może wnieść do współczesnej Europy? Te wybory dały odpowiedź

Polska zawsze była w Europie inna. Inaczej rozumiała kwestie wiary i państwowości. Dzisiaj właśnie ta odmienność może być naszą siłą i wartością, którą wniesiemy do Unii Europejskiej.

Marcin Makowski
Marcin
Makowski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wiele osób słysząc dzisiaj słowo”polityka”, instynktownie wypełnia je treścią zaczerpniętą z popkultury. Brutalność w dążeniu do władzy niczym w “Grze o Tron”, cynizm i pragmatyzm jak w “House of Cards”. Gdzie w tym wszystkim miejsce na wartości? Czy debatę wokół nich nieodwracalnie sprowadzono do roli jednego z mechanizmów marketingu politycznego, mającego mobilizować elektorat? A może nie doceniając ich znaczenia dla przeciętnego wyborcy, partie, które aksjologię wykorzystują w sposób cyniczny, długodystansowo skazują się na porażkę?

 

Papierowa ofensywa

Warto zadać sobie te pytania w kontekście wyborów europarlamentarnych, zarówno w odniesieniu do całego kontynentu oraz naszego, polskiego podwórka. W końcu nie jest tajemnicą, że debata wokół wartości zdominowała ostatnie tygodnie kampanii. Temat rozdziału Kościoła od państwa, w epoce po “Klerze” i dokumencie braci Sekielskich, stawał się nie tylko główną osią dyskusji przy rodzinnych stołach, ale również na szczytach polityki. Barbara Nowacka z Koalicji Europejskiej przedstawiła projekt referendum zakładającym usunięcie lekcji religii ze szkół i wprowadzenie jakiegokolwiek uprzywilejowania finansowego Kościoła ze strony państwa. Robert Biedroń nie ukrywał, że jednym z filarów jego nowej partii, oprócz promocji związków partnerskich, liberalizacji prawa aborcyjnego i dekarbonizacji kraju, będzie postulat „odcięcia kościelnej pępowiny”. Przemówienie Leszka Jażdżewskiego na Uniwersytecie Warszawskim przed wykładem Donalda Tuska odbijało się echem w mediach długo po majówce. Antyklerykalizm oraz zapowiedź “utraty przez Kościół transcendencji”, miała podziałać mobilizująco na elektorat opozycji, natomiast skandale pedofilskie wśród duchownych, demobilizująco na elektorat rządowy.

 

🔷 PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Popfiction S01E16: Czarnobyl. Katastrofa propagandy

 

Widzimy już, że ten scenariusz się nie sprawdził, a polskie społeczeństwo wyszło poza ramy, w które chcieliby je ubrać niektórzy publicyści, socjolodzy i politycy. Nawet na tle laicyzującej się Europy, Polacy okazali się bardziej konserwatywni i przywiązani do tradycji, niż skłonni bylibyśmy o sobie samych pomyśleć. O tym, jak bardzo nie doceniła tego klasa polityczna niech świadczy fakt, że gdy na odbywającym się 11 maja w Gdańsku Marszu Równości doszło do inscenizacji profanującej Eucharystię, prezydent miasta Aleksandra Dulkiewicz nie reagowała. Mało tego, we wpisie na Twitterze pod zdjęciem ukazującym to wydarzenie (a sama była uczestniczką Marszu), stwierdziła, że nie obraża ona katolików. Gdy okazało się, że wydarzenie z dnia na dzień spotykało się z większą krytyką, a wyborcy nie skręcili gwałtownie na lewo, niespełna cztery dni później wystosowała list do organizatorów, pisząc o swoim oburzeniu i “przemocy symbolicznej”, która wymierzona była w osoby wierzące. Podobnie, również po fakcie, uczynił prezydent Sopotu, “Bardzo mi przykro i ubolewam, że V Trójmiejski Marsz Równości stał się dla części uczestników okazją do obrażania uczuć religijnych wielu Polaków. Moim skromnym zdaniem, jak ktoś chce walczyć o równość i tolerancję, to nie powinien obrażać innych” – stwierdził Jacek Karnowski.

 

Uroczystość ku czci św. Stanisława – Kraków, 11 V 2019 r. Foto: episkopat.pl

 

Przywiązani do wiary

Być może, aby zrozumieć przyczyny mobilizacji konserwatywnego elektoratu, trzeba sięgnąć głębiej do polskich tradycji? Czym wyróżniamy się na tle Unii, że podobne “wiatry zmian” jak w Irlandii czy we Francji, u nas słabną? Moim zdaniem jednym z powodów jest głębokie i unikatowe zakorzenienia religii w świadomości społecznej Polaków. W momencie tworzenia się oświeceniowych modeli świeckiego państwa, w Rzeczpospolitej pozbawionej państwowości, katolicyzm stanowił element tożsamości narodowej. Wygłaszane po polsku kazania odróżniały nas od protestanckich Prusów czy prawosławnych Rosjan. Nie bez powodu, jeśli nasi rodacy mogli się cieszyć podczas zaborów choćby cieniem swobód i niezależności, odbywało się to na terenie Galicji, czyli zaboru austriackiego pod auspicjami monarchii katolickich Habsburgów.

 

🔷 PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Święci założyciele zjednoczonej Europy

 

Choćby z tego powodu, utożsamienia wiary z państwowością, w Polsce nigdy nie przyjął się model świeckości, wykuwany podczas dwóch rewolucji końca XVIII w.: amerykańskiej i francuskiej. W modelu amerykańskim świeckość definiowała niezależność przestrzeni państwa od klerykalizacji i wpływu na nią konkretnej religii. Z kolei francuskie “laïcité” zakładało, że sfera religijna nie ma prawa obywatelstwa w płaszczyźnie życia publiczno-państwowego. W odróżnieniu od tak – momentami radykalnych – postaw, konstytucja RP zakłada tylko, albo aż “bezstronność” państwa. “Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę wyrażania ich w życiu publicznym” – czytamy w art. 25 ust. 2.

 

Przedmurze 2.0

Zarówno podczas wyborów Europejskich jak i w szerszej perspektywie trwania naszej państwowości widać, że Polska ma coś unikatowego do przekazania i powiedzenia na przestrzeni wartości reszcie kontynentów. Nie bez powodu od XV w. zarówno polska dyplomacja, jak i wielcy myśliciele (Kallimach, Niccolo Machiavelli, Erazm z Rotterdamu czy Sebastian Brant), nazywali Rzeczpospolitą Obojga Narodów “przedmurzem chrześcijaństwa”. Antemurale christianitatis, choć wtedy oznaczało obronę granic przez najazdami Tatarów i Turków, również dzisiaj, w sensie obrony pewnego kanonu wartości, może być naszym pozytywnym wyróżnikiem. Polskie społeczeństwo jest bowiem na tyle dojrzałe, że pomimo krytyki hierarchii Kościoła katolickiego w kwestii tuszowania przestępstw pedofilii, nadal widzi w samej wierze i chrześcijaństwie rezerwuar wartości, których nie da się wykorzenić tak łatwo, jak niektórzy skłonni byliby sądzić.

 

🔷 PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Rozmowy z Janem Pawłem II. Europa

 

Różnimy się tą tendencją i zwrotem wyraźnie od reszty Unii, w której w wyborach do Parlamentu Europejskich – choć wygrała frakcja Europejskiej Partii Ludowej (Chrześcijańscy Demokraci), większość głosów zagospodarowały siły socjalistów, liberałów i zielonych. Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy – frakcja do której należy PiS – zdobyła jedynie 8,4 pp. głosów w skali Unii. Jako społeczeństwo idziemy zatem w pewnym sensie pod prąd trendom politycznym kontynentu. Tyle, że nie powinno nas to dziwić, bo właściwie zawsze było inaczej. Być może ten fakt i sposób, w który się różnimy, może być dzisiaj największym ubogaceniem całej wspólnoty. Polska może stać na straży wartości, o ile nie będzie ich traktować instrumentalnie i znajdzie w chrześcijaństwie elementy uniwersalne dla całego społeczeństwa. Już raz, w wielonarodowej Rzeczpospolitej Jagiellonów, taki model przyczynił się do największego sukcesu polskiej państwowości w jej dziejach.

Marcin Makowski

Marcin Makowski

Dziennikarz tygodnika “Do Rzeczy”, publicysta Wirtualnej Polski, współpracownik “Dziennika Gazety Prawnej” – wcześniej wydawca w portalu Deon. Pisał do Onetu, Forward, “Rzeczpospolitej”, “Tygodnika Powszechnego” i Stacji7. Prowadzi program “Nocna Zmiana” w Radiu Kraków. Laureat nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich im. Adolfa Bocheńskiego (2016) oraz Stefana Myczkowskiego (2017) nominowany do nagrody im. Kazimierza Dziewanowskiego (2016) oraz Stefana Żeromskiego (2017).

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Marcin Makowski
Marcin
Makowski
zobacz artykuly tego autora >

Krajobraz po „Klerze” opisuje Marcin Makowski

Ecclesia Reformata et Semper Reformanda - głosi jedno z kluczowych haseł reformacji. Skoro Tradycja nie jest uznawana jako źródło wiary, Kościół musi odczuwać potrzebę nieustannego reformowania się w oparciu o Słowo Boże - twierdzą zwolennicy Marcin Lutra. Traf chciał, że na taką „małą reformację” przyszedł czas również w Polsce, po premierze filmu „Kler”. Być może jednak każdy ma takich Lutrów, na jakich sobie zasłużył

Marcin Makowski
Marcin
Makowski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Początek października, jeden z odcinków internetowego programu „Tomasz Lis na Żywo”. Gościem naczelnego „Newsweeka”, już po premierze filmu Wojtka Smarzowskiego, jest posłanka Joanna Scheuring-Wielgus. W pewnym momencie dyskusja schodzi na temat pedofilii w Kościele katolickim. – Do 2001 roku, można powiedzieć, że każdy biskup i ksiądz odpowiadał przed Bogiem. A po 2001 roku papież Benedykt wrzucił do przestępstw kanonicznych właśnie przestępstwa seksualne – mówi posłanka.  – Ale to w takim razie był jeszcze nasz papież – przerywa jej Tomasz Lis. – Nie, Ratzingen (sic!) – słyszymy. – On był papieżem od 2005 – poprawia redaktor. – Ale w 2001 roku… nieważne – kontynuuje Scheuring-Wielgus, po czym dziennikarz wyraźnie zakłopotany dodaje: „To ja poplątałem, oczywiście pani ma rację”. – No już myślałam – rzuca z ulgą członkini koła poselskiego Liberalno-Społeczni. Następuje chwila ciszy. „Zaraz, zaraz, zaraz” – mówi Lis. – W 2001 na pewno był Ratzinger. Od tamtego momentu każdy biskup na świecie… – nie daje mu jednak dokończyć gość w studiu. – Jednak w 2005 zmarł Jan Paweł II – mówi z uśmiechem zażenowania redaktor. – Dobra – kończy wątek posłanka i przechodzi do dalszej części wywodu.

Teraz inna scenka rodzajowa, z Twittera. „Znieść obowiązkowy celibat, uznać związki partnerskie homoseksualistów, także księży, dopuścić kobiety do kapłaństwa. I wiele problemów Kościoła instytucjonalnego by wyparowało” – napisała, również na kanwie dyskusji wokół filmu, dziennikarka „Wyborczej” Dominika Wielowieyska. Na pytanie: „Jak to się ma do Biblii?”, odparła: „W Biblii są rozmaite rzeczy, których nikt nie respektuje i które są sprzeczne z nauczaniem Chrystusa”.  Gdy internauci zastanawiali się (jak rozumiem ironicznie), dlaczego by nie wprowadzić przy okazji w jednym pakiecie kapłaństwa kobiet, usłyszeliśmy: „(…) dopuszczenie kobiet do kapłaństwa to nie jest chrześcijaństwo? A w czym kobiety są gorsze od mężczyzn? Co niechrześcijańskiego jest w kobietach?”.

 

Czy mówiąc o wierze, wiemy o czym mówimy?

Niestety w Polsce wśród wielu komentatorów życia społecznego zapanowało dziwne przeświadczenie, że na temat religii wypowiedzieć może się każdy, ponieważ wiara jest kwestią indywidualną

Tego typu dyskusji, rad i debat było przed „Klerem” i po nim bez liku. W wielu uczestniczyli czołowi dziennikarze, celebryci, politycy i publicyści. Spektrum opinii zaskakiwało rozpiętością – mogliśmy usłyszeć radykałów, którzy chcieliby zamykania kościołów oraz umiarkowanych sceptyków instytucji, która powinna zrobić głęboki rachunek sumienia i np. zliberalizować się w kwestiach światopoglądowych. Wielu z nich łączyła jednak pewna cecha wspólna; brak fundamentalnej wiedzy na temat doktryny, tradycji, prawa i katechizmu wspólnoty, którą chcieliby zmienić. Rzecz w przypadku dyskusji na każdy inny temat, od reformy Sądu Najwyższego po zasady gry w badmintona – nie do pomyślenia. Niestety w Polsce wśród wielu komentatorów życia społecznego zapanowało dziwne przeświadczenie, że na temat religii wypowiedzieć może się każdy, ponieważ wiara jest kwestią indywidualną, a zatem nie ma jednej poprawnej i obowiązującej wykładni.

Takie postawienie sprawy jest jedynie częściowo prawdziwe w tych odłamach protestantyzmu, które kładą główny nacisk na jednostkowe postrzeganie Objawienia oraz samodzielne interpretowanie Pisma Świętego. Nie ma ono jednak zastosowania do Kościoła rzymskokatolickiego ze Stolicą Apostolską, doktryną i wielowiekową spuścizną poprzednich pokoleń na czele. Chcąc autentycznie i szczerze pochylić się nad jego błędami, nie można poruszać się w intelektualnej strefie hipotez i spekulacji, ponieważ wtedy nigdy nie wyciągnie się konstruktywnych wniosków.

 

Mówić odważnie o grzechach Kościoła

Weźmy choćby zacytowaną dyskusję posłanki z dziennikarzem. Czy Joanna Scheuring-Wielgus ma świadomość, że przestępstwa seksualne – a szczególnie pedofilia – zawsze były przez Kościół otwarcie potępiane (wynika to wprost ze słów Jezusa: „Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych… temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza”), a nie tylko – co sugeruje – odpowiedzialność czekała przestępcę „przed Bogiem”, czyli w ukryciu i poza tym światem. Choćby w samym XX-wieku, odnośnie do prawa kanonicznego, wszelkie podejrzenia o nadużycia seksualne regulowała instrukcja Crimen sollicitationis, która powstała w roku 1922, a następnie rozszerzono i uwspółcześniono ją 40 lat później. Choć zakładała ona poufność postępowania kanonicznego, wbrew często spotykanej interpretacji, nigdy nie nakładała obowiązku poufności na ofiary pedofilii i świadków, którzy doznali krzywd ze strony duchownych albo o nich wiedzieli.

Prawdą jest, że 30 kwietnia 2001 papież Jan Paweł II zaostrzył przepisy odnośnie przestępstw seksualnych w liście apostolskim Motu Proprio Sacramentorum Sanctitatis Tuela, a osobny list 18 maja wystosował kardynał Joseph Ratzinger – ówczesny prefekt Kongregacji Nauki i Wiary (może stąd pomyłka posłanki?). Nie jest jednak prawdą, jakoby przed cezurą 2001 można było grzeszyć ile dusza zapragnęła, a później nagle się coś magicznie zmieniło. Grzech śmiertelny był nim zawsze, i takim pozostanie. Wobec grzesznika, jeśli nie usłucha „braci i Kościoła”, trzeba postępować z pełną surowością i jawnie.

 

Wszyscy musimy się czegoś od siebie nauczyć

Oczywiście w debacie wokół filmu i religijności nie chodzi o to, aby czepiać się słówek i ścigać na erudycję. To dobrze, gdy ludzie chcą dyskutować o przyszłości Kościoła, który z odwagą i dojrzałością musi podejść do własnych błędów. Gdyby nie były one poważne, temperatura dyskusji, tłumy w kinach i poważny kryzys wiary nie byłyby faktami. A są. Myślę, że w krajobrazie po „Klerze” wszyscy musimy się czegoś od siebie nauczyć. Nie obrażać, nie bojkotować nie cenzurować, ale równocześnie nie podchodzić do zagadnień wiary z ignorancją, przeświadczeniem o nieomylności i radykalizmem.

 

Marcin Makowski

Marcin Makowski

Dziennikarz tygodnika “Do Rzeczy”, publicysta Wirtualnej Polski, współpracownik “Dziennika Gazety Prawnej” – wcześniej wydawca w portalu Deon. Pisał do Onetu, Forward, “Rzeczpospolitej”, “Tygodnika Powszechnego” i Stacji7. Prowadzi program “Nocna Zmiana” w Radiu Kraków. Laureat nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich im. Adolfa Bocheńskiego (2016) oraz Stefana Myczkowskiego (2017) nominowany do nagrody im. Kazimierza Dziewanowskiego (2016) oraz Stefana Żeromskiego (2017).

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Marcin Makowski
Marcin
Makowski
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap