Nasze projekty
Weronika Kostrzewa

Trads-alpinista, który gdy trzeba – chwyta za gitarę. Ks. Kacper Nawrot

Namiot, raki, czekany i cały sprzęt, jakiego nie powstydziłby się zawodowy alpinista. Innego wyposażenia na wakacje ks. Kacper sobie nie wyobraża. Nie wyobraża sobie także życia bez liturgii, której przedsoborowe tajemnice zgłębia do dziś. Wydawać by się mogło, że zamiłowanie do Mszy Świętej i górskich wspinaczek nie idzie w parze, tak Ksiądz Kacper Nawrot udowadnia, że jemu połączenie to towarzyszy już od kilkunastu lat.

Reklama

Miłość do gór pojawiła się przypadkiem. Brakło miejsc na rekolekcjach muzycznych, pojechał tam, gdzie się dało, czyli na rekolekcje turystyczne i tak zaczął chodzić po górskich szlakach. Gdy Tatry praktycznie „się skończyły”, ruszyli wraz z kolegą do Santiago de Compostela. Tam zrodziła się myśl, że „horyzontalnie już było, czas iść wertykalnie”. Na Rysach – szczycie, którego zdobycie odkładali ze względu na tłumy – postanowili porwać się na Mont Blanc.

O krok od Mont Blanc

Przewodnik, którego chcieli wynająć, sprowadził obu panów na ziemię, sugerując im, że bez przeszkolenia, na dach Europy się raczej nie idzie. A oni żadnego doświadczenia górskiego zimą nie mieli. Ostatecznie trafili do szkoły wspinania, organizującej kursy zimowej turystyki wysokogórskiej. I co ciekawe, nie byli tam jedynymi księżmi. Na miejscu okazało się, że w wyprawie na Mont Blanc przewodnik nie jest niezbędny, że posiadając odpowiednie doświadczenie można to zorganizować samodzielnie. Wejście na szczyt jest wówczas bardziej satysfakcjonujące. Pieniądze, które miały być zapłatą za przewodnika, poszły na zakup sprzętu wspinaczkowego. Temat zdobywania Mont Blanc jednak zniknął z horyzontu, bo ks. Kacper ze swoimi planami został sam, ale był już przeszkolony.

Reklama
Reklama

 

Jak sie nie ma, co się lubi…

Wertykalne chodzenie wróciło do niego kilka miesięcy później przez kinowy repertuar, w który nie było nic do obejrzenia. Z nudów i braku pomysłu, w wolnym czasie poszli z kolegą na ściankę wspinaczkową. Dziś ze śmiechem wspomina, że nikt go nie uprzedził, że trzeba robić przerwy. Wspinał się przez 30 dni codziennie, a po miesiącu przez kilka dni nie mógł ruszać rękami, ale po chwilowej niedyspozycji, na ściankę wrócił. Wraz z innymi pasjonatami zaczął wyjeżdżać, by sprawdzić i rozwijać swoje umiejętności w terenie i…ewangelizować. Miał wokół siebie ludzi, którzy księdza ostatni raz widzieli wybierając zaświadczenie „na rodziców chrzestnych” czy przyjmując bierzmowanie. Koloratka ich nie raziła, a zachęcała do rozmów na tematy najważniejsze. Niektórzy uznali, że obecność księdza, to znak, że czas na spowiedź.

Reklama
Reklama

 

Sztuka odpuszczania 

Jego górskie historie to nie jest pasmo sukcesów, a zmagań z przyrodą, z samym sobą i wielka lekcja pokory. Do dziś pamięta Mszę św. sprawowaną na 4300 m.n.p.m. z widokiem na Elbrus – górę zwaną dachem Kaukazu. Jedyny jej uczestnik, jego partner wspinaczkowy, ubrany niezwykle ciepło, na pewno wspomina to inaczej niż ks. Kacper, któremu palce odmawiały posłuszeństwa zamarzając na mrozie. I właśnie tam 300 metrów przed szczytem Elbrusa, trzeba było powiedzieć „dalej nie idę, nie wolno nam narażać życia”, wysokość ponad 5300 m.n.p.m. dała o sobie znać.

Reklama

Tej umiejętności odpuszczania góry uczą go nieustannie, m.in. z pięciu zaplanowanych wypraw na najpiękniejsza górę świata – Matterhorn, cztery nie wyszły poza granice Krakowa. Aż w końcu dość niespodziewanie wyprawa stała się faktem i zakończyła sukcesem 21 lipca 2020 r. Dzień ten na pewno zostanie zapamiętany przez niego na długo. Wtedy właśnie zrealizowało się jego dziecięce marzenie, które przez lata wydawało się niemożliwe do spełnienia. W sumie wszystko zaczęło się od Mont Blanc, ale koniec końców jeszcze na nim nie stanął obierając sobie cele piękniejsze i trudniejsze.

Pytany, czego nie ma w górach, od czego odpoczywa, odpowiada wprost: ludzi i zasięgu. Nie jest samotnikiem, a wręcz społecznikiem. Codziennie jest do dyspozycji, pomaga, angażuje się, służy. Ewangelicznie możemy powiedzieć, że daje się połamać drugiemu człowiekowi. By być dla innych, potrzebuje jednak resetu. A to zapewniają góry.

Góry i liturgia mogą iść w parze  

Gdy pojawia się dyskusja, o sensie wspinania, o tym czy kapłanowi wypada, opowiada historią księdza Achille Rattiego, który zanim został biskupem Rzymu, wytyczył drogę na Mont Blanc, zwaną do dzisiaj „papieską”. Skoro Pius XI 100 lat temu nie miał wątpliwości, nie ma ich i ks. Kacper. Choć trzeba przyznać, że dziś połączenie: raki, czekany i Msza św. w języku łacińskim mogą wydawać się zaskakujące. Zamiłowanie do gór i do liturgii jednak idzie w parze już od kilkunastu lat. To drugie pojawiło się w seminarium.

Trads z gitarą

W 2007 roku papież Benedykt XVI zezwolił na sprawowanie Mszy św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego, potocznie nazywanej trydencką. Ksiądz Kacper do dziś pamięta, że gdy zaczął szukać informacji w internecie, odkrywać formę przed soborową, zachwyt zapierał mu oddech. Najpierw była nauka Pater Noster, a potem kurs liturgii. Nie oznacza to jednak, że nie odprawia Mszy św. dla dzieci. A gdy wymagają tego okoliczności, zagra też na gitarze. Z rozbawieniem mówi, że nie będzie od maluchów wymagał znajomości Chorału Gregoriańskiego.

Sam doskonale odnajduje się na Europejskich Spotkaniach Młodych Taize, na które jeździ prawie bez przerwy od 2005 r. Nie ma tam rockowych śpiewów, tańczących tłumów. Wypełniona tysiącami ludzi hala sportowa modli się w ciszy. A jeśli pojawia się muzyka i śpiewa, to mają one prowadzić, a nie rozbudzać. Gdy tradycyjne środowisko zarzuca mu, że po łacinie Msza św. jest tylko raz w miesiącu, ks. Kacper z uśmiechem wyjaśnia, że jako kapłan archidiecezji krakowskiej zobowiązany jest sprawować liturgię uznawaną w niej za obowiązującą, czyli posoborową.

Lampa rozświetlająca ciemności

Obok tych dwóch pasji, jest jeszcze kobieta. Jej historia też zaparła mu dech w piersiach, dlatego tak zaangażował się w szerzenie kultu Chiary Corbelli Petrillo w Polsce. W 2019 roku oprowadzał grupę znajomych po Rzymie i szukał świętych naszych czasów. Wtedy pierwszy raz trafił na historię młodej Włoszki. Google Maps wskazał miejsce jej pochówku. Poszli, pomodlili się, a gdy wrócili  do kraju, okazało się, że nie ma po polsku ani jednej modlitwy o jej beatyfikację, nie ma nawet obrazka z jej wizerunkiem. Dla ks. Kacpra było jasne, że ona – zgodnie ze znaczeniem swojego imienia – jest jak lampa rozświetlającą ciemności. Jej historia przygotowania do małżeństwa, te motyle w brzuchu, sprzeczki, rozchodzenie się i godzenie. Jak u większości par. Tyle, że z Chiara i Enrico do tego wszystkiego zawsze zapraszali Boga. Nie było na co czekać, trzeba było działać!

Święta z sąsiedztwa 

Ks. Kacper założył stronę na Facebooku „Chiara Corbella Petrillo – święta z sąsiedztwa”, przetłumaczył modlitwę z włoskiego, zdobył imprimatur, na komputerze miał już też gotowy projekt obrazków, wystarczyło wysłać do druku. Wtedy przyszedł COVID-19, wszystko zamarło w narodowej kwarantannie. Gdy w końcu można było ruszyć z szerzeniem kultu Chiary, przez Polskę przetaczała się fala protestów, a ludzie na ulicach domagali się prawa do decydowaniu o życiu poczętym. Ks. Kacper nie chciał mówić o Chiarze w kontrze do czegoś takiego. Znak, że czas działać, pojawił się zupełnie niezależnie.

I zdarzył się cud!

Pewnego dnia zadzwonił telefon. Jest cud! Maleństwu, które miało urodzić się z rozszczepem kręgosłupa i wodogłowiem, dodatkowo zdiagnozowano brak nerki. To był właściwie wyrok. Organ, którego nie było na żadnym badaniu USG, jednak jest. Czy Watykan to uzna? Nie wiem – odpowiada szczerze ksiądz, ale już tworzy dokumentacje i jest w kontakcie z postulatorem procesu beatyfikacyjnego Chiary. A obrazki z modlitwą tej niezwykłej Włoszki zamawiają ludzie z całej Polski. O spektakularnych cudach zawsze mówi się najwięcej, ale ks. Kacper pamięta wiadomość jaką dostał, na profil Świętej z sąsiedztwa. Młoda dziewczyna, której koń wybił oko napisała, że przeglądając media społecznościowe, zobaczyła nagle jakby swoje odbicie. Jej historia była pięknym świadectwem!

ZOBACZ TAKŻE: Chiara Petrillo. Gdzie znaleźć taką księżniczkę? 

Kult Chiary Corbello Peterillo na…Facebooku

Co ciekawe, do polskiej strony kultu Chiary na Facebooku, najtrudniej było przekonać jej męża. Gdy trafił na nią w interencie, zażądał natychmiastowego skasowania. Okazało się, że wizerunek jego żony oszuści wykorzystują do wyłudzania od ludzi pieniędzy. Znajomość języka nie pozwoliła Księdzu wyjaśnić wszystkiego, tak jakby tego chciał. Znajoma – płynnie mówiąca po włosku – zaoferowała pomoc. Miała opisać całą sytuację i argumentami przekonać Enrico Petrillo. Zdecydowała się jednak powiedzieć, dlaczego sł. Boża Chiara jest dla niej tak ważna i dlaczego ta strona powinna zostać. To wystarczyło.

Odkryć przyszłą błogosławioną 

I tak „Chiara Corbello Peterillo – święta z sąsiedztwa” ma formalne prawo do używania czterech zdjęć. Teraz pozostało tylko dać ludziom poznać tę niezwykłą dziewczynę. I choć ks. Kacper na beatyfikację do Rzymu się wybiera, to wolałby by nic nie działo się za szybko. Byśmy Chiarę zdążyli odkryć. Wierni z parafii św. Jana Kantego w Krakowie już nie tylko ją znają, ale o tę beatyfikację się modlą. Czekają też – może bardziej niż inni – na koniec pandemii. Poza wszystkimi działaniami duszpasterskimi ks. Kacper organizował dla swoich parafian również wypady w góry i wspólne wyjścia na ściankę wspinaczkową i inne formy aktywnego wypoczynku. Gdy tylko miną obostrzenia, wyruszają znów na szlak.

Fotografie pochodzą z prywatnego archiwum ks. Kacpra Nawrota. 


Cykl “O księdzu mowa”

stwarza przestrzeń, w której poznając lepiej naszych duszpasterzy, możemy stać się sobie nawzajem bardzo bliscy.
Mam nadzieję, że ten cykl zachęci nas do poznawania księży, których mamy wokół siebie – wskazuje Weronika Kostrzewa i dodaje: “ludzka relacja duchowny-świecki jest obu stronom – i Kościołowi – bardzo potrzebna”.


Czytaj pozostałe artykuły serii:

16 lat w sutannie i 35 za obiektywem. Ks. Mariusz Wedziuk

Biegający rektor. Ks. dr Przemysław Kwiatkowski

Modlitwa, ewangelia i bańki mydlane. Ks. Teodor Sawielewicz

Santiago de Łeba – by nie ustać w drodze. Ks. Zenon Myszk


 

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite