Modlitwa, ewangelia i bańki mydlane. Ks. Teodor Sawielewicz

Był jak karetka jeżdżąca na sygnale po mieście, która zaczepia ludzi z pytaniem, czy im pomóc. Do TOP 3 najpopularniejszych kapłanów w internecie wszedł nie przebojem, a różańcem. Wikary z dolnośląskiej Oleśnicy codziennie o 20:30 gromadzi kilkadziesiąt tysięcy ludzi na wspólnej modlitwie. Wszystko dzieje się w mediach społecznościowych, na kanale „Teobańkologia” księdza Teodora Sawielewicza.

Weronika Kostrzewa
Weronika
Kostrzewa
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Potrafił ustawić się na środku placu i robić ogromne bańki dla dzieciaków. Taki miał sposób na ewangelizację i łamanie barier – tak wspominają go stypendyści Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”, której jest absolwentem.

Jak sam przyznaje, podobne publicznie wystąpienia czasem wiele go kosztują. Zdarza się też, że reakcja jest inna niż oczekiwana i zamiast z entuzjazmem spotyka się z wyśmianiem. Dlatego będąc na świeczniku pamięta o celu, o tym że ostatecznie chodzi o prowadzenie ludzi do Boga. Wtedy mimo wstydu, mimo lęku przed wyśmianiem, można być narzędziem w rękach Stwórcy.

 

 

O tym, że jako duszpasterz chce być obecny w internecie, wiedział już w seminarium. Jego ojciec duchowy, ocenił z przekąsem, że kleryk Teodor zachowuje się jak karetka jeżdżąca na sygnale po mieście, która zaczepia ludzi z pytaniem, czy im pomóc. On sam wspomina, że rzucało go po ścianach, chciał już i teraz pisać i mówić ludziom o Jezusie. Tak powstała idea Teobańkologii.

Ma świadomość, że w sieci przyciągają treści kontrowersyjne, dotyczące np. prywatnych objawień, egzorcyzmów. A nawet – co niezwykle niepokojące – wśród bardzo popularnych w internecie duchownych znajdziemy tych, którzy stoją w opozycji do hierarchii kościelnej, ich decyzji, którzy mają zakaz wypowiedzi lub są suspendowani. Zdaniem ks. Teodora sposób na wybicie się niekoniecznie jest sposobem, by pomóc ludziom. A tym powinien kierować się kapłan.

 

 

“Oferuję najlepszy towar na rynku”

Założony przez niego w 2017 roku kanał powoli zdobywał popularność. Ksiądz odpowiadał na pytania związane z wiarą, z czasem zaczął raz w tygodniu na żywo spotykać się z subskrybentami na modlitwie. W marcu 2020, po apelu abp. Stanisława Gądeckiego, by każdego dnia o 20:30 odmawiać różaniec o ustanie pandemii, na modlitwie on-line z ks. Sawielewiczem spotkało się początkowo ponad 20 tysięcy osób. Każdego dnia dołączały kolejne… tysiące. Były obawy, że średniej jakości sprzęt i niepewne łącze internetowe – które dotychczas wystarczało – zawiodą. Dlatego podjął się reorganizacji transmisji, ale również intencji modlitwy.

Dla samego ks. Teodora tak wielki wzrost popularności był zaskoczeniem. Z drugiej strony podkreśla, że przecież „oferuje najlepszy towar na rynku”, czyli Ewangelię, jej dobre wyjaśnienie i Ducha Świętego. To wszystko dociera do serca mocą łaski i osiąga niesamowity skutek. Zdarza się, że ludzie pytają, jak to możliwe, że on mówi dokładnie o ich sytuacji, że łzy same płyną im po policzkach, że przychodzi pocieszenie i spokój. Dlatego mimo zniesienia części wiosennych obostrzeń zostali na modlitwie.

 

Przepis na bańki

Znakiem rozpoznawczym ks. Teodora są bańki mydlane. To, co możemy zobaczyć na jego vlogach, to nie tylko technika i umiejętności. Materiał do baniek tez ma znaczenie. W przeciwieństwie jednak do szefów kuchni, przepisu nie zachowuje dla siebie. Do jego książki „Siła różańca” dołączany jest proszek do robienia baniek wraz z instrukcją.

Twórca Teobańkologii nie ma wątpliwości, że wirtualny świat nie może zastąpić rzeczywistego. Dlatego w październiku – przed zaostrzeniem ograniczeń – zachęcał swoich subskrybentów, by na nabożeństwach różańcowych spotkali się w parafiach. Dla niego internet to sposób dojścia do tych, do których w realu by nie dotarł. Ma nadzieję, że zacznie się od oglądania vlogów, propozycji modlitw i transmisji na żywo, które zaowocują praktykowaniem wiary w realnym Kościele, a ostatecznie poprowadzą do spotkania żywego Boga.

 

 

Duch Święty w Internecie

O hejcie w internecie mówi krótko. Do tych, którzy są niechętni Kościołowi w stereotypowy sposób, stara się mieć dużo współczucia. Raczej nie czuje się dotknięty nawet, gdy uderzają w niego personalnie. Bardziej martwią go reakcje katolików, którzy odjeżdżają w stronę niezdrowego „pseudotradycjonalizmu”. Przyznaje się do słabości, że ciężko znosi negatywne opinie ludzi, którzy uważają się za wierzących i pierwsi stanęliby do obrony Kościoła, ale równocześnie rozmijają się z jego nauką i bardzo ostro krytykują nawoływanie do posłuszeństwa decyzjom biskupów.

O wiele dłużej od tego, co w internecie złe może opowiadać o tym, co piękne. To w rzeczywistości, która mogłaby się wydawać wirtualna, doświadczył niestandardowego działania Ducha Świętego, zobaczył, jak ujawniają się charyzmaty i jak z pozoru bezsensowne sytuacje, stają się opatrznościowymi. Gdy znikną ograniczenia epidemiologiczne, chce się spotykać z ludźmi w kościołach, o ile obowiązki wikarego mu na to pozwolą. Na razie spotyka się ze swoimi parafianami w bazylice oleśnickiej, w której posługuje. W planach są również pokazy baniek mydlanych w różnych miejscach i okolicznościach.

 

 


Cykl “O księdzu mowa”

stwarza przestrzeń, w której poznając lepiej naszych duszpasterzy, możemy stać się sobie nawzajem bardzo bliscy.
Mam nadzieję, że ten cykl zachęci nas do poznawania księży, których mamy wokół siebie – wskazuje Weronika Kostrzewa i dodaje: “ludzka relacja duchowny-świecki jest obu stronom – i Kościołowi – bardzo potrzebna”.


Czytaj pozostałe artykuły serii:

16 lat w sutannie i 35 za obiektywem. Ks. Mariusz Wedziuk

Biegający rektor. Ks. dr Przemysław Kwiatkowski

Santiago de Łeba – by nie ustać w drodze. Ks. Zenon Myszk


 


SIŁA RÓŻAŃCA

Ks. Teodor Sawielewicz

Różaniec to jedna z najpopularniejszych modlitw w Kościele katolickim. Często jednak bywa, że staje się ona „odklepywana”. Co zrobić by tak się nie działo skoro kładzie się taki nacisk na ważność tej modlitwy? Modlitewnik “Siła różańca” jest wyborem kilkunastu rozważań do modlitwy różańcowej wybranych spośród setek spotkań odbywających się codziennie o godzinie 20.30 na kanałach społecznościowych „Teobańkologii”. Kluczem do ich wyboru było zainicjowanie modlitw dotyczących tematów dotykających problemów życia codziennego.

Ksiądz Teodor pomaga nie tylko zakochać się w modlitwie różańcowej, ale wskazuje również drogę do lepszego poznania samego siebie. To szczególnie ważne, kiedy współczesny świat wprowadza nas w poczucie chaosu i zamętu, a odczuwanie codziennych problemów staje się dużo bardziej dotkliwie.

KUP KSIĄŻKĘ W SKLEPIE STACJI7

 

Weronika Kostrzewa

Weronika Kostrzewa

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama
Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



Reklama
Reklama

Weronika Kostrzewa
Weronika
Kostrzewa
zobacz artykuly tego autora >

Biegający rektor. Ks. dr Przemysław Kwiatkowski

Tytułu "Rzeźnika" Ksiądz Rektor wciąż nie ma, choć robi średnio 250 km miesięcznie. Mówi, że bieganie do kapłaństwa po prostu pasuje, choć sportowe buty są bardziej odpowiednie do spodenek niż do sutanny. Obok kilometrów jest jeszcze nauczanie św. Jana Pawła II i gitara.

Weronika Kostrzewa
Weronika
Kostrzewa
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Ks. dr Przemysław Kwiatkowski – rektor gnieźnieńskiego seminarium – nie biega, aby się oderwać, odciąć od świata. Gdy zdejmuje koloratkę, zakłada sportowe buty i rusza w trasę, „bierze ze sobą” konkretne sprawy, osoby. Odkłada rzeczy, którymi się zajmuje, by lepiej do nich wrócić. To dobry czas na znalezienie rozwiązania. Nie robi tego sam, biegnąc odmawia na palcach różaniec.

 

“Zielone światło”

Ta modlitwa przynosi owoce. Jak przyznaje, cierpliwość nie należy do jego mocnych stron, a przecież jest ona bardzo potrzeba jemu i tym, z którymi żyje na co dzień. Klerycy szybko nauczyli się swojego przełożonego. Zanim pójdą do rektora z informacją, że znów coś poszło nie tak, podpatrują długość paska aktywności fizycznej na jego zegarku albo czekają aż się pojawi to “zielone światło”.

Człowiek, który dziś potrafi przebiec 100 kilometrów po górach, który w ramach przebieżki wyrusza z gnieźnieńskiego Seminarium i odwiedza rodzinną Wrześnię, wielbicielem aktywności fizycznej w szkole nie był. Uczeń Przemek Kwiatkowski, nie tylko uważał, że predyspozycji nie ma, ale miał na to nawet bolesne dowody, skutkujące przymusowym zwolnieniem z WF-u.

 

Bieg po zdrowie 

Skąd zatem u księdza, który w pierwszych latach spędzonych w parafii przytył 20 kg, taka pasja? Wszystko zaczęło się od jasnej wskazówki od lekarza, że czas się ruszyć, zmienić tryb życia. To, co mogło zostać tylko sugestią, w czyn zamienił przyjaciel ks. Przemysława. A kiedy najprostsze buty do biegania zostały kupione, grzechem byłoby nie kontynuować.

Ówczesny wykładowca Instytut Jana Pawła II w Rzymie najpierw krążył tylko wokół uczelni, bo po zaledwie kilku kilometrach czuł, że wyzionie ducha. Bardzo szybko okazało się, że mimo braku kondycji, zawsze wraca zadowolony. Prawdziwe rozbiegał się jednak dopiero jako sekretarz Prymasa Polski. Jak wspomina, to była praca siedząco-jeżdżąca, więc głowa i całe ciało naprawdę domagało się ruchu.

 

 

Chociaż nie o odległości i rekordy tu chodzi, Ksiądz Przemysław pokonuje coraz dłuższe i trudniejsze dystanse. Czasem musi jednak zmienić plany. Tak było z ostatnim Biegiem Rzeźnika. Udało mu się zakwalifikować, ale ostatecznie termin zbiegł się z… procesją na Boże Ciało. Ksiądz-uczestnik czeka więc na kolejną edycję. Licznik pokazuje, że w 2019 roku przebiegł prawie 3 tysiące kilometrów. Po 2020 roku przyjdzie mu odbudować formę, a klerykom może w końcu uda się dogonić rektora.

 

Kwarantanna z Janem Pawłem II 

Pięciokrotną kwarantannę i ostatecznie przechorowany COVID-19 spędził na tłumaczeniu na język włoski tekstów Karola Wojtyły o rodzinie i małżeństwie. To kolejna pasja gnieźnieńskiego rektora. Pytany, czy gdy słyszy oskarżenia pod adresem Świętego, to ma ochotę pisać obronę papieża, odpowiada że nie musi. Po prostu wraca do tego co on zostawił i myśli o tych rodzinach, które zna, a które żyją według nauczania Jana Pawła II, których serca on dotknął. Jak dodaje, one nie tylko spotykają Boga, ale są Jego świadkami. A takiej codziennej misyjności rodziny bardzo potrzebują też duchowni. I jak podkreśla nie ma to być towarzystwo adoracji księdza, tylko ktoś, kto stanie obok, jak człowiek, jak przyjaciel, jako wierzący.

 

fot. Flickr PWSD Gniezno

 

Zdecydowanie nie zgadza się, że pasje wśród księży to nowa moda, czy dziwactwo. Uważa, że bardziej zastanawiające jest dlaczego człowiek pasji nie ma. Trudno wtedy powiedzieć, co daje mu szczęście i w jaki sposób je rozdaje. Swoim seminarzystom często zadaje takie właśnie pytania, nie oczekując “kościółkowych” odpowiedzi. Nie oznacza to jednak, że wszystkie talenty potrafi zauważyć. Tłumaczy, że rektor też wiele spraw przeoczy, a i sam przecież potrzebuje nawrócenia. Śmieje się, że klerycy mogą albo wymodlić kogoś lepszego albo trochę bardziej ociosać tego, który jest. Ważne, żeby wspólnie ciągle uczyć się autentycznie być sobą. Przecież takimi właśnie kocha nas Bóg i nic piękniejszego nie możne nam się przydarzyć. Wymagające jest to nasze człowieczeństwo, ale to przecież pierwsza droga zbawienia własnego i innych.

 

Nieustannie w drodze 

Pytany, czy wyobraża sobie życie bez biegania, odpowiada, że czasem musimy zrezygnować z rzeczy dla nas ważnych. Pasja nie ma być przecież bożkiem. Ale od razu dodaje, że chciałby jak pewien 90-letni ksiądz – do niedawna mieszkający w seminarium – wychodzić na długie spacery dopóki zdrowie pozwoli. Z taką samą myślą patrzy na swojego dziadka, pasjonata majsterkowania, który zawsze potrafił zrobić coś z niczego. Ważne, żeby nieustannie być w drodze.

Na razie jednak, gdy wraca z treningu, odwzajemnia uśmiech na twarzy pana Jerzego – który jeszcze od czasów kleryka Przemka prowadzi w seminarium zajęcia WF-u – i widzi, ile drogi ma za sobą, a ile jeszcze przed. Nie tylko w bieganiu.

 

ZOBACZ TAKŻE: 16 lat w sutannie i 35 za obiektywem. Ks. Mariusz Wedziuk

 

 

 


Cykl “O księdzu mowa”

stwarza przestrzeń, w której poznając lepiej naszych duszpasterzy, możemy stać się sobie nawzajem bardzo bliscy.
Mam nadzieję, że ten cykl zachęci nas do poznawania księży, których mamy wokół siebie – wskazuje Weronika Kostrzewa i dodaje: “ludzka relacja duchowny-świecki jest obu stronom – i Kościołowi – bardzo potrzebna”.


Czytaj pozostałe artykuły serii:

16 lat w sutannie i 35 za obiektywem. Ks. Mariusz Wedziuk

Modlitwa, ewangelia i bańki mydlane. Ks. Teodor Sawielewicz

Santiago de Łeba – by nie ustać w drodze. Ks. Zenon Myszk


 

Weronika Kostrzewa

Weronika Kostrzewa

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama
Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



Reklama
Reklama

Weronika Kostrzewa
Weronika
Kostrzewa
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap