video-jav.net
KOBIETA

Chiara Petrillo. Gdzie znaleźć taką księżniczkę?

Straciła dwoje dzieci, zanim zaszła w trzecią ciążę. Gdy dziecko okazało się zdrowe, stwierdzono nowotwór u niej. Poznajcie historię nowej kandydatki na świętą - Chiary Corbelli Petrillo.

Maria Górczyńska
Maria
Górczyńska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Dziecięce marzenie

Chiara Corbella Petrillo przyszła na świat w Rzymie 9 stycznia 1984 r. Była zwyczajną dziewczyną – miała wielu znajomych, których “zarażała” serdecznością i pogodą ducha. Nie była jednak typem przywódcy. W szkole nigdy nie zgłaszała się na ochotnika. Wychowywała się w rodzinie chrześcijańskiej, chodziła też na spotkania wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym. Gdy miała 7 lat, napisała na widokówce znad morza: “Maryjo i Jezusie, proszę Was, żebym została świętą”. Wiele wskazuje na to, że jej prośba niebawem się spełni, gdyż właśnie ruszył jej proces beatyfikacyjny.

 

Bądź wola Twoja
18-letnia Chiara poznała przyszłego męża Enrico Petrillo podczas wakacyjnego pobytu w Medżiugorie. Para szybko zaręczyła się, jednak wkrótce pojawiły się między nimi pierwsze kryzysy. Narzeczeni nawet zerwali ze sobą. Bardzo przeżywała rozstanie, zrozumiała wtedy, że Bóg nie chce jej ograniczać, ale pragnie dać to, co uczyni ją naprawdę szczęśliwą. Po 6 latach burzliwego związku Chiara i Enrico wzięli ślub. Mężczyzna wspomina, że znajomi zachwycali się pięknem i elegancją jego żony. – Gdzieś ty znalazł taką księżniczkę? – pytali.

Młoda mężatka szybko zaszła w ciążę. Pierwsze badanie USG wykryło u dziecka bezmózgowie. Jednak małżonkowie bez cienia wątpliwości przyjęli córeczkę Marię Grazię Letizię (grazia – „łaska”, letizia – radość), która zmarła pół godziny po urodzeniu. Na pogrzebie dziecka jednak, Chiara i Enrico w pełnym zawierzeniu, wychwalali i dziękowali Bogu za wszystko, co ich spotkało.

Widziałem mszę żałobną Marii. Rodzice śpiewali i chwalili Boga przez całą mszę. To było jedno z najpiękniejszych doświadczeń w moim życiu – mówił Gianluigi De Palo, przyjaciel Chiary i Enrico.

Kilka miesięcy później okazało się, że znów spodziewają się dziecka, tym razem chłopca. Lekarze wykryli jednak, że mały ma poważne wady genetyczne, m.in. brak nóg. Młodzi rodzice jednak w pełnym zawierzeniu Panu Bogu z utęsknieniem czekali na narodziny synka. Pogrzeb Dawida odbył się w podobnej atmosferze, jak wcześniej pożegnanie małej Marii.

 

 

Słodkie jarzmo, lekkie brzemię

Niedługo później Pan obdarzył ich trzecim dzieckiem. Chiara i Enrico wraz z bliskimi cieszyli się, że tym razem ciąża rozwijała się prawidłowo. Ich radość nie trwała jednak długo. W piątym miesiącu ciąży u Chiary zdiagnozowano nowotwór języka. Lekarze chcąc ją ratować naciskali na chemioterapię, jednak odmówiła, nie chcąc narażać życia i zdrowia synka. Na chemioterapię i radioterapię zdecydowała się zaraz po urodzeniu małego Franciszka, niestety było już za późno na wyleczenie. W wyniku postępów choroby nowotworowej Chiara straciła jedno oko. Nigdy jednak nie żałowała swojej decyzji. Wiedziała, że jej dni na ziemi są policzone, ale pomimo ogromnej tęsknoty za życiem, była pełna pokoju i ufności w Bożą Opatrzność.

 

“To, czego Bóg chce dla nas jest o wiele piękniejsze niż to, o co moglibyśmy prosić, używając własnej wyobraźni” – napisała na tej samej widokówce, na której jako 7-latka wyraziła swoje pragnienie zostania świętą.

 

Według męża właśnie ostatnie miesiące jej życia, wypełnione leczeniem, cierpieniem i modlitwami o uzdrowienie, były pomimo bólu najpiękniejszymi w ich życiu. Chiara często powtarzała zdanie Jezusa z Ewangelii: “jarzmo moje jest słodkie, a brzemię – lekkie”. Przypomniała je również w napisanym do swojego małego synka liście.

Rankiem w dniu, w którym Chiara zmarła, ona i jej mąż wspólnie modlili się jeszcze przed Najświętszym Sakramentem. W pewnym momencie Enrico ze łzami zapytał żony: Czy to jarzmo, który nosisz, jest naprawdę tak słodkie, jak mówił Pan? – Tak, jest słodkie – odpowiedziała z uśmiechem Chiara. “Ta słodycz była jej, nie moja – tłumaczył potem jej mąż. – To ona umierała, nie ja. Pan rzeczywiście daje łaskę w stosownej chwili. I rzeczywiście widziałem, że umierała szczęśliwa. Doskonale wiedziała, dokąd idzie”.

 

Druga Joanna Beretta Molla
Chiara Corbelli Petrillo zmarła 3 czerwca 2012 r., mając zaledwie 28 lat. Na jej pogrzeb przybyły tłumy, a mszę żałobną koncelebrowało ponad 100 kapłanów. Za pośrednictwem internetu oglądały ją tysiące osób na całym świecie. Podczas ceremonii wikariusz papieski dla diecezji rzymskiej, kard. Agostino Vallini, nazwał Chiarę „drugą Joanną Berettą Mollą”.

Podkreślano też jej radość życia i jej bezgraniczne zaufanie Bogu. Grób Chiary mieści się na rzymskim cmentarzu Verano, a wierni modlą się o łaski za jej wstawiennictwem.

 

Miłość zwyciężyła śmierć
18 lipca 2018 r. w Rzymie rozpoczął się proces beatyfikacyjny Chiary Corbelli Petrillo. – Świecka kobieta i matka rodziny, żona i mama o ogromnej wierze w Boga – czytamy w dokumencie ogłaszającym rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego.

 

Duchowni podkreślają, że postawa młodej Włoszki jest “latarnią światła nadziei, świadectwem ogromnej wiary w Boga, który jest dawcą życia, a także przykładem miłości większej od lęku i od śmierci”.

Maria Górczyńska

Maria Górczyńska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Maria Górczyńska
Maria
Górczyńska
zobacz artykuly tego autora >

Święci łajdacy

Nie wszyscy święci dobrze zaczynali, ale każdy z nich dobrze skończył!

Agnieszka Huf
Agnieszka
Huf
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Zaczęło się od Mateusza. Nim został uczniem Jezusa i ewangelistą, był poborcą podatkowym, współpracującym z okupantem. Jedno spojrzenie Mistrza wystarczyło, aby poprowadzić go drogą do świętości. Dyzma – jak sam stwierdził – odbierał „słuszną karę” na krzyżu tuż obok Jezusa, który publicznie ogłosił go świętym. Potem byli kolejni: Augustyn, członek sekty manichejczyków, żyjący przez lata w konkubinacie; Ignacy Loyola – hazardzista, bawidamek i rycerz. Franciszka nazywano królem młodzieży asyskiej, ubierał się ekstrawagancko i lubował w wystawnych przyjęciach urządzanych dla przyjaciół, a Maria Egipcjanka była znaną uwodzicielką, działającą nie dla zysku, ale z chęci zaspokojenia swojej żądzy. Również w najnowszej historii nie brakuje ludzi, których życie jest dowodem, że dla Boga nie ma nic niemożliwego.

 

Zabójca

Bez okularów zgubionych w czasie ucieczki jest prawie ślepy, pistolet wypala przez kieszeń płaszcza, a jednak kula trafia prosto w serce policjanta. 23-letni Jacques Fesch nie jest grzecznym chłopcem – ma na koncie porzucenie żony i maleńkiej córeczki, kilka nieciekawych znajomości i spore malwersacje finansowe – ale nie ma zamiaru nikogo zabijać. To miał być tylko napad na paryski kantor, szybki sposób na zdobycie dużej gotówki, pistolet miał być tylko straszakiem. Niestety – prosta akcja wymyka się spod kontroli, ginie człowiek, a Jacques trafia do więzienia. Po trwającym trzy lata procesie słyszy wyrok: kara śmierci. Początkowo nie chce rozmawiać z więziennym kapelanem – „szkoda fatygi, ojcze, jestem niewierzący” – sięga jednak po książki przesyłane mu przez matkę, długo rozmawia ze swoim adwokatem, niedawno nawróconym katolikiem. Stopniowo jego serce zaczyna otwierać się na miłość Chrystusa, aż w końcu cały przytula się do Jego Serca.

Coraz więcej czasu spędza na modlitwie, podejmuje liczne posty i umartwienia, koresponduje z wieloma osobami, stając się dla nich świadkiem wiary. Dwa miesiące przed śmiercią zaczyna pisać listy do córki, 6-letniej wówczas Weroniki. Ostatniej nocy notuje: „Niech się dzieje wola Pana, we wszystkim! Ufam miłości Jezusa i wiem, że poleci swym aniołom, by wzięli mnie w swe ręce (…) Tylko pięć godzin życia! Za pięć godzin zobaczę Jezusa. Jak dobry jest nasz Pan.”

Zostaje stracony 1 października 1957 roku. Nim umiera, przyjmuje Komunię świętą i długo tuli krzyż. Siedem lat temu zakończył się diecezjalny etap jego procesu beatyfikacyjnego.

 

 

Alkoholik

Jedna flaszka, druga flaszka i też trzecia… I tak od dwunastego roku życia, kiedy pracując jako goniec w składzie win część wypłaty dostaje w bonach na alkohol. Ojciec załatwia mu pracę w dublińskim porcie, ale jest już za późno – Matt Talbot jest już uzależniony od alkoholu. Przez kolejne lata przepija wszystko, co udaje mu się zarobić. Kiedy nie ma już za co pić, żebrze o kielicha u starych kumpli. „Ty świnio” – słyszy przy kolejnej prośbie. Te dwa słowa zmieniają życie 28 – latka.

Po raz pierwszy od lat wraca do domu trzeźwy, kilka godzin później kieruje swoje kroki do konfesjonału i składa przyrzeczenie abstynencji – najpierw na trzy miesiące, potem  na kolejne trzy, aż w końcu decyduje się żyć w trzeźwości całe życie. Nie jest łatwo – organizm traktuje alkohol jak niezbędne paliwo, Matt przechodzi przez piekło odwyku bez jakiejkolwiek ludzkiej pomocy. Oparcia szuka w Bogu, odkrywając, że tylko spędzając czas na modlitwie udaje mu się omijać świetnie znane sobie puby. Stopniowo dociera do niego, jak wiele zła wyrządził swoim nałogiem, spłaca więc długi i podejmuje pokutę i liczne posty. Do ubrania przyszywa skrzyżowane szpilki, aby przypominać sobie o śmierci Jezusa. I dzięki tym szpilkom zostaje rozpoznany, kiedy umiera nagle 7 czerwca 1925 w drodze do kościoła. Pięćdziesiąt lat później papież Paweł VI ogłasza dekret o heroiczności jego cnót. Do beatyfikacji potrzeba już tylko cudu za jego wstawiennictwem.

 

 

Satanista

Liberalizm, antyklerykalizm, ateizm… Wydawałoby się, że wychowanie w głęboko katolickiej rodzinie ustrzeże Bartolo Longo przed prądami szeroko propagowanymi na neapolskim uniwersytecie. Niestety, młody student prawa szybko porzuca wszystko, w czym wyrastał. Bryluje na wiecach przeciwko papieżowi i Kościołowi, wstępuje do sekty spirytystycznej i zajmuje się okultyzmem. Szybko osiąga kolejne stopnie w hierarchii, aż w końcu staje się kapłanem szatana i oddaje swoją duszę diabłu.

Po półtora roku takiego życia znajduje się na skraju obłędu. Zdesperowany, prosi o pomoc przyjaciela rodziny, który prowadzi go do ojca Alberta Radentego, dominikanina. Ten spowiada go, a po kilku latach przyjmuje do trzeciego zakonu dominikańskiego, gdzie Bartolo przyjmuje imię „Brat Różaniec”. Kolejne pół wieku upłynie mu właśnie pod znakiem różańca – całe swoje życie poświęca propagowaniu tej modlitwy, upatrując w niej jedyną szansę na odpokutowanie grzechów młodości. Lista jego dzieł jest imponująca – doprowadza do powstania sanktuarium Matki Bożej Różańcowej w Pompejach i całego miasta wokół niego, powołuje zgromadzenie zakonne, zakłada sierocińce i przytułki. Na jego prośbę papież Leon XIII ustanawia październik miesiącem różańca świętego. Umiera jako staruszek 5 października 1926 roku. W 1980 roku zostaje ogłoszony błogosławionym.

W swojej najnowszej adhortacji apostolskiej poświęconej świętości papież Franciszek przypomina: „Aby rozpoznać, jak brzmi to słowo, które Pan pragnie wypowiedzieć poprzez danego świętego, nie należy rozwodzić się nad szczegółami, ponieważ również w nich mogą występować błędy i upadki. Nie wszystko, co święty mówi, jest w pełni wierne Ewangelii, nie wszystko, co czyni, jest autentyczne i doskonałe. Tym, co należy podziwiać, jest całe jego życie, cała jego droga uświęcenia, ta jego postać, która odzwierciedla coś z Jezusa Chrystusa i która odsłania się, kiedy udaje się pojąć znaczenie jego osoby jako całości.” (GE 22). Nie wszyscy święci dobrze zaczynali, ale każdy z nich dobrze skończył!

Agnieszka Huf

Agnieszka Huf

Z urodzenia (i przekonania!) – Ślązaczka. Z zawodu – psycholog. Z pasji – bibliofil, człowiekolub, autostopowiczka. A to wszystko traci na znaczeniu wobec najważniejszego: z woli Ojca – dziecko Boże. Uczestniczka Akademii Dziennikarstwa 2017/18.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Agnieszka Huf
Agnieszka
Huf
zobacz artykuly tego autora >