Nasze projekty
fot. Andrzej Tadeusz Kijowski / YouTube

Ślad miłości i troski. Biskup Chrapek

Mówił, że każdy człowiek powinien pozostawić po sobie ślad. On pozostawił. Ostatni, napisany miesiąc przed śmiercią list pasterski, zatytułował: „Troska drugim imieniem miłości”. Dziś mija dwudziesta rocznica od tragicznego wypadku, w którym zginął.

Reklama

Osiemnastego października 2001 roku Jolanta Pieńkowska miała dyżur, nie kryjąc łez poinformowała w wieczornym Dzienniku Telewizyjnym, że godzinę temu w miejscowości Stare Siekluki zginął biskup radomski Jan Chrapek.

Kim był?

I dlaczego dziennikarka telewizyjna tak osobiście potraktowała informację o śmierci kościelnego hierarchy? Oficjalna lista, tak zwana ścieżka zawodowa Jana Chrapka, jest imponująca. Zakonnik ze Zgromadzenia św. Michała Archanioła, ksiądz katolicki, wychowawca, rektor Papieskiego Sanktuarium Najświętszej Maryi Panny ad Rupes koło Rzymu, redaktor naczelny miesięcznika „Powściągliwość i Praca”, generał Zgromadzenia Michalitów, przewodniczący Konsulty Wyższych Zgromadzeń Męskich, biskup pomocniczy diecezji drohiczyńskiej, później toruńskiej, ordynariusz diecezji radomskiej, przewodniczący Komisji do spraw Środków Społecznego Przekazu przy Konferencji Episkopatu Polski, członek Papieskiej Rady Środków Masowego Przekazu. A to nie wszystkie jego prace. Organizował też w 1997 i w 1999 pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny.

Jest i druga lista, świadcząca o innej „karierze”, bardziej ukrytej. Jadłodajnia, dom dziecka, przychodnie lekarskie dla ubogich, dom samotnej matki, mammobus, objeżdżający najdalsze zakątki diecezji, Katolicki Ośrodek Adopcyjny, Radomski Bank Żywności, Katolickie Centrum Młodzieży Arka, Towarzystwo Przyjaciół Wyższego Seminarium Duchownego – to inicjatywy i dzieła, które powstały z jego inspiracji, gdy był biskupem radomskim, a pełnił tę funkcję zaledwie dwa lata.

Reklama
Reklama

„Im wyżej wchodzisz, tym niżej głowę noś”

Dostrzeganie biedy zwyczajnych ludzi było najważniejszym rysem jego osobowości. Skąd to miał? Od Boga, ale z pewnością ukształtowało się w jego pobożnej rodzinie. Gdy jego ojciec zauważył, że wybitnie zdolny syn pnie się coraz wyżej w kościelnej hierarchii, powiedział: „Pamiętaj dziecko, im wyżej wchodzisz, tym niżej głowę noś”.

Urodził się 18 lipca 1948 r. w Woli Skolankowskiej w dzisiejszej diecezji sandomierskiej. Był wcześniakiem, jego życie było zagrożone. Gdy po jego śmierci ktoś spytał jego matkę, czy nie tęskni za synem, odpowiedziała, że przecież Bóg dał jej tę łaskę, że żył pięćdziesiąt trzy lata, a mogła go stracić zaraz po urodzeniu… Po maturze wstąpił do Zgromadzenia Michalitów, które na przełomie XIX i XX wieku założył wybitny kapłan, działacz społeczny, publicysta, mistyk, ks. Bronisław Markiewicz. Już pod koniec XIX w. dostrzegł on wręcz metafizyczną w swej istocie walkę o dusze, zwłaszcza młodych, zaniedbanych ludzi, która przynosi rewolucję i odejścia od chrześcijaństwa. Trzeba więc nauczyć ich pracy i trzeźwości żeby nie stali się zarzewiem buntu przeciw „zmurszałemu światu”. Troska o najsłabszych. To było źródło aktywności Jana Chrapka i nigdy o nich nie zapomniał, także gdy piął się coraz wyżej. To z myślą o upośledzonych skończył zaocznie pedagogikę specjalną i był wychowawcą w Zakładzie Specjalnej Troski dla Chłopców w Strudze koło Warszawy.

Pasjonat mediów

O bezrobotnym, pogrążonym w apatii po upadku komunizmu i dziesiątków zakładów pracy Radomiu mówił, że to jego piękne miasto. Tylko dwa lata był tu biskupem, ale zdążył zapoczątkować lub zrealizować wiele inicjatyw, które pomagały mieszkańcom nie tracić nadziei, gdy bezrobocie biło rekordy. Chciał, żeby wszystkie działania wypływały w modlitwy. Z różańca, który jest mocą i który jego mama wciąż odmawiała.

Reklama
Reklama

Jego wielką pasją były media. Studiował socjologię na Papieskim Wydziale Teologicznym w Krakowie, na KUL, a także w Belgii i Francji, tematem jego pracy doktorskiej był odbiór programów telewizyjnych przez młodzież, a habilitacji – technologie komunikowania we współczesnym świecie. Wykładał na Akademii Teologii Katolickiej i Uniwersytecie Warszawskim, gromadząc tłumy studentów.

Tłumy studentów

Biskup jako wykładowca uniwersytecki był w latach 90. sensacją. Ale jego kontakty z inteligencją były liczne i znacznie wcześniejsze. Po stanie wojennym władze wyraziły zgodę na reaktywację kilku czasopism kościelnych, które wcześniej zlikwidowały i wśród nich był miesięcznik, założony kiedyś przez ks. Markiewicza „Powściągliwość i Praca”. Ks. Chrapek zgromadził wówczas grono wybitnych autorów – wierzących, wahających się i zdeklarowanych ateistów, opozycjonistów, znanych artystów, poetów i reżyserów. Z każdym potrafił rozmawiać, ale przede wszystkim słuchać. Był mentorem, doradcą, przyjacielem. Także tych stojących z daleka, niekościelnych, bo ich akceptował, choć nie była to bezwarunkowa akceptacja – był też wymagający. Po jego śmierci dziennikarze z licznych redakcji zdecydowali o ufundowaniu nagrody „Ślad” im. Biskupa Jana Chrapka.

Nie bał się świata

Owego smutnego październikowego wieczoru redaktor Pieńkowska powiedziała, że bp Chrapek był bardzo dobrym człowiekiem, do którego mogła zadzwonić nawet o północy. A on się nie obrażał, ale słuchał, doradzał, pomagał.  Gdyż nie bał się świata, nie zamykał się w kościelnej bańce i nie odgradzał murami. Szedł do wszystkich, także do tych sceptycznie nastawionych. Doskonale potrafił odczytać znaki czasu i rozumiał, że Kościół musi mieć własne media i być w mediach obecny. Przełamywał w księżach i biskupach ich zrozumiałą po komunizmie rezerwę wobec środków masowego przekazu, odważnie przełamywał lody i zachęcał do otwartości. To on wraz z bp. Józefem Życińskim doprowadził do powstania Katolickiej Agencji Informacyjnej i był jej życzliwym patronem, nieraz obrońcą, ale też krytykiem. Była to bardzo egzotyczna postawa i w wielu wypadkach nadal taka jest. A on po prostu znakomicie wyczuwał puls epoki.

Reklama

Skupione spojrzenie intensywnie niebieskich oczu

Poznałam go, gdy dołączyłam do zespołu „Powściągliwości i Pracy”. Był już generałem Zgromadzenia, niezwykle zapracowanym, za mało było „Chrapcia”, „Chrapella” (tak na niego mówiliśmy). Zapracowany generał miał, o dziwo, czas na czytanie artykułów znajomych dziennikarzy. Chwalił, a uwagi krytyczne wygłaszał z wielkim taktem i delikatnością. Pamiętam skupione spojrzenie jego intensywnie niebieskich oczu – badawczych i przenikających, ale taka „lustracja” nigdy nie budziła lęku u „lustrowanego”. W połączeniu z falującymi jasnymi włosami przypominał dziecko z obrazków pierwszokomunijnych i rzeczywiście było w nim coś z dziecka – zachwyt i entuzjazm z powodu istnienia świata. Przyczynił się pośrednio do odnalezienia mojej zawodowej drogi, ale pomógł też grupie moich bułgarskich rodaczek porozmawiać z Ojcem Świętym w czasie jego pielgrzymki do Polski, w Kielcach, w roku 1991. Wówczas usłyszałam od Jana Pawła II najważniejsze dla mnie zdanie i to zawdzięczam biskupowi Janowi.  

Tego październikowego wieczoru wracałam z warszawskiej katedry po Mszy św., sprawowanej w intencji medyków – św. Łukasz jest ich patronem. W drzwiach naszego mieszkania stała trójka moich dzieci. Wyczułam, że stało się coś bardzo złego. – Biskup Chrapek nie żyje – powiedziały.

Mówił, że każdy człowiek powinien pozostawić po sobie ślad. On pozostawił. Ostatni, napisany miesiąc przed śmiercią list pasterski, zatytułował: „Troska drugim imieniem miłości”.

Korzystałam z wywiadu, przeprowadzonego z Markiem Chrapkiem:  https://tyna.info.pl/biskup-co-glowe-nisko-nosil-tn-na-kwarantanne/ oraz z wywiadu z abp. Józefem Kowalczykiem dla tygodnika Niedziela z 2019.

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę